Prokuratura nie owija w bawełnę. Śledztwo w sprawie Smoleńska trwa, tymczasem prokuratura ostro krytykuje naszych wschodnich sąsiadów. – Współpraca z Rosją w śledztwie w sprawie katastrofy smoleńskiej praktycznie od początku układała się źle – przyznał prok. Krzysztof Schwartz, kierujący zespołem, który od 2016 r. prowadzi postępowanie w sprawie tragedii. Jak przyznał prokurator, rosyjski materiał dowodowy był „dziurawy jak sito”. Schwartz ocenił, że od 2015 r. Rosjanie w ogóle nie współpracują z polską prokuraturą, mimo skierowanych prawie 40 wniosków o pomoc prawną, natomiast wcześniej przekazany przez nich materiał dowodowy był zabezpieczony w sposób „nieprofesjonalny i pełen luk”, które „bardzo łatwo zapełnić teoriami spiskowymi”. Dodał, że również działania po stronie polskiej – zwłaszcza w pierwszych tygodniach po katastrofie samolotu Tu-154M – były niewystarczające, co – jego zdaniem – umożliwiło rozwój różnych teorii na temat przyczyn katastrofy.„Sposób merytorycznie skandaliczny”– Główne śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej, które zostało wszczęte przez Wojskową Prokuraturę Okręgową w Warszawie 10 kwietnia 2010 r., zostało po likwidacji prokuratury wojskowej przekazane w 2016 r. do prowadzenia powołanemu zespołowi śledczemu. Z naszej analizy akt wynikało wprost, że strona rosyjska zabezpieczyła materiał dowodowy w sposób merytorycznie skandaliczny. Było to dziurawe sito – między innymi nieprofesjonalnie zabezpieczone dowody, nieprofesjonalnie przeprowadzone oględziny – wymieniał prok. Schwartz.– W zasadzie już po kilku tygodniach od katastrofy współpraca z Rosjanami była poważnie utrudniona. Strona rosyjska nie tylko nie przekazywała polskiej prokuraturze – i to od samego początku – istotnych dokumentów w sprawie katastrofy, ale także nie dopuściła jej do wykonania kluczowych czynności na miejscu zdarzenia – dodał.Wnioski bez żadnych odpowiedziOd momentu powołania zespołu śledczego nr 1 w 2016 r. polska prokuratura skierowała do Rosji niemal 40 wniosków o pomoc prawną, m.in. w sprawie dostępu do wraku, oryginałów rejestratorów czy możliwości przeprowadzenia oględzin na miejscu zdarzenia z udziałem międzynarodowych biegłych. Do tego dochodzą wcześniej skierowane wnioski przez prokuraturę wojskową. Schwartz przyznał, że współpraca w zasadzie nie istnieje. – Rosjanie systematycznie odmawiali albo nie odpowiadali na nasze wnioski, mimo że były one przygotowywane także na podstawie wskazań ekspertów z USA i Węgier, którzy chcieli na miejscu zrealizować czynności badawcze – zaznaczył.„Żadna wersja zdarzeń nie została wykluczona”Prokurator zwrócił uwagę, że do dziś Polska nie odzyskała wraku samolotu, mimo licznych prób. – Mamy zdjęcia, ale zdjęcia to nie wrak. Niezależnie od efektów, uważam, że należy wnioski o zwrot wraku cały czas pisać – podkreślił. Jak dodał, ostatni wniosek został wysłany w październiku 2024 r., wpłynął do strony rosyjskiej w styczniu 2025 r. – Rosjanie piszą, że zwrócą wrak, jak zakończą swoje postępowanie. Ale skoro twierdzą, że wszystko już wyjaśnili, to co oni jeszcze robią? – mówił.CZYTAJ TEŻ: Prezes PiS wzywa na marsz patriotów. W planach bicie rekorduSzef zespołu śledczego dodał też, że prokuratorzy od samego początku śledztwa w 2010 r. przyjęli kilka możliwych wersji przyczyn katastrofy, w tym również hipotezę dotyczącą zamachu. Żadna wersja nie została wykluczona.„Jakkolwiek brutalnie by to nie zabrzmiało”– Prokuratura wojskowa przyjęła tzw. plan tymczasowy śledztwa, w którym uwzględniono kilka możliwych przyczyn katastrofy – od przyczyn technicznych związanych z samolotem, poprzez błędy mechaników, błędy pilotów, także warunki pogodowe aż po tzw. sabotaż. Od samego początku zakładano, że mogło dojść do działania osób trzecich wobec samolotu – i tę wersję należało weryfikować. Ale powtarzam: to ciało ludzkie – jakkolwiek brutalnie by to nie zabrzmiało – może stanowić istotny dowód w tej sprawie – podkreślił.Prokurator wyjaśnił, że w kontekście ewentualnego zamachu ciało jest kluczowym nośnikiem śladów, chociaż niejedynym. Mogą być na nim widoczne choćby efekty działania materiałów wybuchowych, charakterystyczne obrażenia. – Tymczasem przejmując to śledztwo w samej dokumentacji dotyczącej sekcji zwłok, stwierdziliśmy szereg nieprawidłowości, a także przypadki zamiany ciał i błędnej identyfikacji ofiar. Jedna z rodzin ofiar do dziś kwestionuje, że w jej grobie pochowana jest właściwa osoba, mimo że zamiana została stwierdzona w wyniku ekshumacji. Inne rodziny także zgłaszały zastrzeżenia do poprawności identyfikacji – przypomniał.Kiedy brakuje dowodów, łatwo o spekulacjeSchwartz skrytykował też decyzję o nieprzeprowadzeniu sekcji zwłok po przywiezieniu ciał do Polski. – Uważam, że to był jeden z kluczowych błędów, który pozwolił na rozwój teorii spiskowych. Jeżeli w materiale dowodowym jest jakaś luka i ona nie została wypełniona dowodami, to bardzo łatwo ją zapełnić różnego rodzaju spekulacjami – ocenił.Prokuratorzy już wcześniej nie ukrywali, że dokumentacja rosyjska zawierała nieprawdziwe informacje: opisywano obrażenia, których nie było, pomijano rzeczywiste rany, a także wpisywano fikcyjne czynności medyczne, jak rzekoma preparacja organów, której faktycznie nie przeprowadzono. Jak przypomniał Schwartz, „nie wykonano też profesjonalnych podstawowych badań toksykologicznych, histopatologicznych i fizykochemicznych – a te ostatnie są kluczowe w badaniu hipotezy o użyciu materiałów wybuchowych”.Opinia biegłych możliwa nawet bez wrakuProkurator przyznał, że śledczy postanowili skorzystać z nowoczesnych metod badawczych i pomocy zagranicznej w tym zakresie. To pozwala w wielu przypadkach na uzupełnienie luk dowodowych. Na pytanie, czy śledztwo może zakończyć się bez odzyskania wraku samolotu Tu-154M, Schwartz odpowiedział, że biegli – po trwającej niemal trzy lata analizie dokumentacji i danych – uznali, iż będą w stanie wydać opinię. – To może zabrzmi zaskakująco, ale zadaliśmy biegłym pytanie: czy możecie wydać opinię bez wraku? Oni po przeanalizowaniu akt odpowiedzieli: tak, jesteśmy w stanie to zrobić – podsumował.10 kwietnia br. przypada 15. rocznica katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem, w której zginęli wszyscy pasażerowie i członkowie załogi – 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński i jego małżonka. Polska delegacja leciała na uroczystości z okazji 70. rocznicy zbrodni katyńskiej.CZYTAJ TEŻ: Śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej. Jest możliwy termin zamknięcia