Tak się kończą rządy wojska. Dawną Birmą, zwaną obecnie Mjanmą, od 2021 r. rządzi junta. Trwająca wojna domowa przesiedliła 3,5 mln ludzi, ale kraj otrzymał w piątek kolejny cios w postaci dewastującego trzęsienia ziemi. Liczba zabitych znacznie przekroczyła 1600 osób, a według specjalistów może osiągnąć nawet 10 000. Wojskowa dyktatura nie jest kompletnie przygotowana do radzenia sobie z kataklizmem tych rozmiarów. Trzęsienie ziemi z piątku sprawiło, że rząd cieni Mjanmy zawiesił walki z wojskową juntą, bo kraj podnosi się po katastrofalnym zdarzeniu. Liczba ofiar wciąż rośnie. Najnowsze dane mówią o 1644 zabitych, 3408 rannych i 139 zaginionych. Ale jest pewne, że te liczby będą rosnąć. Specjaliści szacują, że w wyniku kataklizmu może zginąć nawet 10 000 osób.Takie przewidywania przedstawiła Służba Geologiczna Stanów Zjednoczonych opierająca swoje szacunki na m.in. na magnitudzie, dotkniętej powierzchni i historycznych trzęsieniach. Uskok, który doprowadził do zniszczeń, nastąpił płytko, bo zaledwie 10 km pod powierzchnią i z tego powodu natura spowodowała tak wielkie zniszczenia.Trzęsienie dotknęło także stolicę Tajlandii Bangkok. Zginęło tam 17 osób, z czego przeważająca większość zmarła w wyniku zawalenia się jednego z wieżowców w pobliżu słynnego targu Czatuczak. 83 osoby uważa się za zaginione.Czytaj także: Jako jedyny nie przetrwał trzęsienia ziemi. O budynku mówi cała TajlandiaReżim bombarduje mimo kataklizmuWedług doniesień agencji informacyjnych wojsko walk nie zawiesiło i kontynuowało naloty na pozycje walczących o wyzwolenie rebeliantów.Kraj zniszczony przez wojnę domową i trzęsienie ziemiZiemia poruszyła się de facto dwukrotnie, jak podają sejsmolodzy. Pierwsze trzęsienie o magnitudzie 7,7 poprzedziło po kilku minutach kolejne o sile 6,7 stopni.W Mjanmie największe zniszczenie nastąpiło w drugim co do wielkości mieście Mandalaj liczącym ponad 1,7 mln mieszkańców. Wstrząsy spowodowały zawalenie się budynków, zerwanie mostów i zapadnięcie się dróg. Ludzie w obawie przed reperkusjami ze strony junty nie chcą opowiadać o sytuacji pod nazwiskiem. Jeden z ratowników przyznał, że większość operacji w mieście prowadzą małe, samorzutnie organizujące się grupy mieszkańców, którym brakuje niezbędnego sprzętu.– Zbliżaliśmy się do zawalonych budynków, ale niektóre konstrukcje pozostają niestabilne, gdy prowadzimy prace – mówił anonimowo jeden z ratowników, cytowany przez agencję AFP. Poza tym dane przekazywane przez rządzących wojskowych mogą nie przedstawiać rzeczywistego obrazu sytuacji.Najlepiej o skali katastrofy świadczy fakt, że przywódca junty Min Aung Hlaing jednak zdecydował się na apel o pomoc międzynarodową. Poprzednie wojskowe rządy wzbraniały się przed pomocą zagraniczną, nawet po poważnych klęskach żywiołowych.Czytaj także: Barbarzyński samosąd. 16 osób spalonych żywcemRelacje świadków z Mandalaj są wyjątkowo przykre. Dziesiątki ludzi utknęło pod zawalonymi budynkami, ale większości nie można wydostać bez ciężkiego sprzętu. Do tego w niedzielę i sobotę nastąpiły niewielkie wstrząsy wtórne, potęgujące jeszcze większy strach mieszkańców, co doprowadziło do ewakuacji kilku hoteli.Znikoma pomocOCHA, humanitarna agencja ONZ zwróciła uwagę na znaczący brak środków medycznych, a także uszkodzenia dróg utrudniające działania ratunkowe. A jak by tego było mało, szpitale i placówki służby zdrowia również poniosły poważne szkody lub zostały zniszczone. Agencja Reutera przywoływała relacje świadków mówiących, że pomoc junty jest znikoma, a całe miasto w Sikong w pobliżu epicentrum trzęsienia ziemi zostało zdewastowane.– To, co tu widzimy, to powszechne zniszczenie. Wiele budynków zawaliło się pod ziemię – mówił Reuterowi mieszkaniec Sikingu, dodając, że od czasu katastrofy znaczny obszar miasta nie ma prądu, a woda pitna się kończy. – Nie otrzymaliśmy żadnej pomocy i nie widać żadnych ratowników – alarmował.Pierwsza zagraniczna pomoc zaczęła jednak docierać do Mjanmy. Indie wysłały zaopatrzenie i ekipy poszukiwawczo-ratownicze do Naypyidaw i pomogły w założeniu szpitala polowego w Mandalaj. Do kraju płynie też indyjski okręt wojenny z zaopatrzeniem. Jak podała chińska ambasada w Mjanmie, lądem przeprawiła ekipa personelu ratunkowego z południowo-zachodniej prowincji Junnan. Junta potwierdziła też przyjazd 78-osobowej grupy ratowniczej z Singapuru, posiadającej psy poszukiwawcze.