Liczba ofiar może wzrosnąć. Trzęsienie ziemi w Azji spowodowało ogromne straty. Chociaż władze mają informacje o wielu uszkodzeniach i pęknięciach, to w stolicy Tajlandii, Bangkoku, zawalił się tylko jeden budynek. Wieżowiec State Audit Office w dzielnicy Chatuchak od kilku lat był w budowie. Sprawa budzi tak duże emocje, że premier Tajlandii Paetongtarn Shinawatra zażądała od śledczych błyskawicznych wyjaśnień. Bangkok nawiedziło w piątek trzęsienie ziemi o magnitudzie 7,7. W stolicy Tajlandii, którą zamieszkuje około 17 milionów ludzi, ogłoszono strefę zagrożenia. Tajskie władze podały, że osiem osób zginęło, a 50 zostało rannych po zawaleniu się wieżowca, który od lat był w budowie.Służby ostrzegają, że liczba ofiar śmiertelnych może wzrosnąć, bo ratownicy nie dotarli jeszcze do niemal stu pracowników budowlanych, którzy prawdopodobnie znajdują się pod gruzami budynku.Drony i psy pomagają w poszukiwaniachLokalne media donoszą, że w poszukiwaniu ocalałych policja używa dronów do wykrywania temperatury ciała, a także psów ratowniczych.Zobacz także: Oto co mówi nauka. Wiadomo, dlaczego trzęsienie tak zdewastowało AzjęSprawa zawalonego wieżowca State Audit Office niedaleko parku Chatuhak budzi ogromne emocje. Film rozpowszechniany w mediach społecznościowych pokazuje budynek z dźwigiem na szczycie. Konstrukcja zawaliła się w ciągu kilku sekund, w chmurze pyłu. W nagraniu słuchać krzyki uciekających świadków.Wieżowiec, który mieli zająć urzędnicy Państwowego Biura Kontroli, od pięciu lat był w budowie. Inwestycja kosztowała ponad 60 mln dolarów. Kiedy doszło do trzęsienia ziemi, budynek był już oszklony, miał też gotowe wewnętrzne instalacje.Premier żąda szybkich wyjaśnieńJak informują lokalne media, straż pożarna podejrzewa, iż przyczyną zawalenia się budynku była jego niestabilna konstrukcja.Premier Tajlandii, Paetongtarn Shinawatra, zapowiedziała w sobotę, że w ciągu tygodnia służby mają wyjaśnić, dlaczego wieżowiec był jedynym budynkiem w Bangkoku, który zawalił się w wyniku trzęsienia ziemi.Zobacz także: Polscy turyści w Tajlandii. Wiemy, co się z nimi dzieje