Protesty w Turcji. Świat przygląda się protestom w Turcji „z niepokojem”, „ze smutkiem”, „z ubolewaniem” i innymi „z”. Przy milczeniu demokratycznych przywódców, którzy od dawna wysyłają miliony euro do Ankary, Erdogan rozprawia się z opozycją – tą w parlamencie i tą na ulicy. Co może mieć wspólnego mały, pulchny i pokryty żółtym futrem Pokémon z protestami na tureckich ulicach? Nawet maskotka musiała uciekać przed policjantami tłumiącymi protesty. Zdjęcia i nagrania z tego zdarzenia stają się symbolem sprzeciwu wobec prezydenta Erdogana. Quasi-monarchia ErdoganaPo jedenastu latach władzy wizja jej utraty musi wydawać się przygnębiająca. Wśród przywódców byli tacy, którzy – jak np. Angela Merkel – wiedzieli, kiedy zejść ze sceny. Byli też i tacy, którzy – jak Silvio Berlusconi – schodzili ze sceny i znów na nią wracali, by po chwili zostać z niej zrzuconymi, bądź znów spaść. Jest jednak grupa polityków, która nie wyobraża sobie życia bez atrybutów władzy, bez poczucia sprawczości, splendoru, honorów, światła reflektorów i podziwu. Lista takich postaci wcale nie jest krótka: Maduro, Ortega, Putin, w pewnym sensie Orban i w końcu „bohater” ostatnich wydarzeń w Turcji Recep Tayip Erdogan. – Władza nie zmienia ludzi, tylko zabiera im potrzebę udawania. Sprawiedliwy chroni, ambitny nadużywa, niepewny staje się tyranem. To nie władza niszczy, tylko prawdziwe oblicze każdego z nas pojawia się, gdy nie ma już strachu przed konsekwencjami – ta wypowiedź, którą przypisuje się Anthony'emu Hopkinsowi, w dość ciekawy sposób przedstawia naturę człowieka, który zdobywa władzę. Bo ludzie tacy jak Erdogan w ich mniemaniu władzy nie otrzymują, lecz ją zdobywają. Żadna władza nie jest wiecznaObecny w polityce od lat prezydent Turcji zdaje sobie jednak sprawę z tego, że żadna władza ani popularność nie jest wieczna. Im dłużej się rządzi, tym więcej ma się na sumieniu.Lęk przed rozliczeniem powoduje jeszcze bardziej kurczowe trzymanie się władzy. Stąd każdy, kto tej władzy pozornie bądź w sposób rzeczywisty zagraża, staje się wrogiem, którego trzeba zniszczyć. W ten sposób zaczynają się rozwijać dyktatury. Imamoğlu – wróg numer 1Obecna fala protestów rozpoczęła się 23 marca wraz z decyzją sądu o aresztowaniu burmistrza Stambułu Ekrema İmamoğlu na podstawie zarzutów korupcyjnych. Tureckie MSW wkrótce poinformowało o pozbawieniu go stanowiska.Dzień wcześniej odebrano mu dyplom ukończenia studiów wyższych, co powoduje formalną niemożliwość ubiegania się o urząd prezydenta. Przed zatrzymaniem napisał w mediach społecznościowych: „Woli narodu nie da się uciszyć poprzez zastraszanie ani bezprawne działania. Trwam niezłomnie, powierzając siebie nie tylko 16 milionom mieszkańców Stambułu, ale także 86 milionom obywateli Turcji oraz wszystkim, którzy na całym świecie bronią demokracji i sprawiedliwości. Niezachwianie walczę o fundamentalne prawa i wolności”.Co ciekawe, 23 marca odbywały się również prawybory w Republikańskiej Partii Ludowej. Wygrał je İmamoğlu, co powodowało, że to właśnie on stawał się najpoważniejszym przeciwnikiem Erdogana, choć już wcześniej urastał do rangi symbolu sprzeciwu wobec prezydenta.Młodszy o prawie dwie dekady, postrzegany jest jako osoba utrzymująca bliski kontakt z wyborcami i człowiek swojski – były pracownik lokalu serwującego lokalne przysmaki czy budowlaniec.Gdy Erdogan wygrywał po raz pierwszy wybory w Turcji, İmamoğlu zostawał burmistrzem jednej z dzielnic Stambułu. W 2019 roku wszedł do wielkiej polityki, zostając burmistrzem Stambułu, odebrał tym samym władzę partii Erdogana w wyborach samorządowych. To był dla prezydenta i jego świty wstrząs. Zdecydowano o powtórzeniu wyborów. İmamoğlu odniósł jeszcze większe zwycięstwo, które powtórzył znów w 2024 roku. ZOBACZ TAKŻE: Erdogan walczy z rywalem za pomocą służb. Sensacyjne aresztowanieCzy Erdogan nie ma się kogo bać?Czy Erdogan poniesie konsekwencje swoich działań? Kto miałby je wyciągnąć? Politico pisze „Unia Europejska najprawdopodobniej nadal będzie pompować miliardy euro w Turcję, pomimo szeroko zakrojonych represji prezydenta Recepa Tayyipa Erdogana wobec przeciwników politycznych”.CZYTAJ TAKŻE: Turcja na ratunek. Szef NATO ma sposób na kaprysy Donalda Trumpa„Ankara jest zbyt ważnym sojusznikiem, by się do niej zrażać, bez względu na to, co dzieje się na ulicach Stambułu” – czytamy wypowiedzi unijnych polityków cytowanych przez ten portal. „Wyzerowanie” kadencjiA Erdogan doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Tylko naród, który dał mu władzę, może ją odebrać. W teorii w Turcji obowiązuje limit dwóch kadencji dla prezydenta. Tylko że Erdogan rządzi już po raz trzeci, bo zmianą w konsytucji w 2017 roku „wyzerował” obecną kadencję, więc jest ona liczona jako druga. Czy powtórzy ten manewr? Są takie propozycje. Zwolennicy prezydenta argumentują, że w czasie niepokojów na świecie potrzeba twardej ręki i stabilnych rządów. Ostatnia kadencja prezydenta może więc wcale ostatnią nie być. Sam Erdogan w 2024 roku mówił, że o kolejną kadencję ubiegać się nie zamierza. Twierdził, że ma już 71 lat, wymaga to ogromu pracy, nadto zamierza przestrzegać konstytucji. Na ten moment to wyłącznie deklaracje. Bo mówiąc o tym, że to jego ostatnia kadencja wyraził jednocześnie nadzieję, że jego partia pozostanie przy władzy. Zakładając jednak, że Erdogan ma faktycznie dość i jest w stanie przekazać władzę, należy się zastanowić nad potencjalnym następcą (a właściwie zastępcą), który nie przeprowadzi w Turcji zmiany, lecz co najwyżej zamiany. Eksperci wskazują na Selçuka Bayraktara, czyli pomysłodawcę słynnych dronów, a prywatnie... męża Sümeyye Erdoğan, czyli córki prezydenta. To ulubieniec prezydenta – jest relatywnie młody, wszechstronnie wykształcony i ma podobne poglądy. Zresztą zmarły w 2021 roku ojciec Bayraktara – Özdemir przez pewien czas współpracował z Erdoganem na gruncie politycznym. Tu nie chodzi tylko o İmamoğluAle w błędzie byłby ten, kto stwierdziłby, że protestującym chodzi tylko o byłego burmistrza Stambułu.– Te protesty już dawno nie są jedynie wiecami w jego obronie, oraz innych aresztowanych, a po prostu pokazaniem, że Turkom nie podoba się odbieranie im prawa wpływania na zmiany polityczne – mówi w rozmowie z portalem TVP. Info turkolożka z Instytutu Badań nad Turcją dr Karolina Wanda Olszowka. Jak podkreśla, w protestach biorą udział osoby o bardzo różnych poglądach politycznych, które po prostu nie zgadzają się z ograniczeniem ich wpływu na politykę, bo Turcy bardzo ceną swoje prawo wyborcze. – Dodatkowo znaczenie mają również wieloletnie już problemy gospodarcze w państwie oraz pogarszanie się stopy życiowej – podkreśla. ZOBACZ TAKŻE: Zatrzymania i starcia w Ankarze. Konflikt się zaostrzaMięso towarem luksusowym– Na początku roku wydawało się, że sytuacja ekonomiczna w Turcji się stabilizuje, inflacja zmalała do 44 proc. zaczęto również powoli obniżać stopy procentowe – wskazuje dr Olszowka. – Turkom w większości żyje się ciężko, np. emeryci z trudem wiążą koniec z końcem, najniższa emerytura w przeliczeniu na dolary w dniu aresztowania Ekrema Imamoglu wynosiła 410 dolarów, a już po jego aresztowaniu w związku ze spadkiem liry 380 dolarów. Płaca minimalna jest podnoszona raz w roku, mniej niż byłoby to potrzebne ze względu na inflację – podkreśla. Jak wskazuje, Turcy często opowiadają, że robiąc co tydzień zakupy, ceny tych samych produktów za każdym razem idą w górę. Mięso? Uchodzi w Turcji za towar luksusowy. – Wielu może sobie pozwolić na nie jedynie w święta – wyjaśnia ekspertka.CZYTAJ RÓWNIEŻ: To jego boi się Erdogan. Kim jest Ekrem Imamoglu?Kryzys wizerunkowy „monarchy”Erdogan wciąż ma wielu zwolenników, ale opozycja wobec niego narasta. I to nie od dziś. – Momentem przełomowym w postrzeganiu Erdogana wówczas jeszcze jako premiera był rok 2013 i protesty w parku Gezi – mówi dr Olszowka. Jak wyjaśnia, to był moment, gdy wiele osób chciało wyrazić swoje niezadowolenie ze zmian z państwie.– Warto zauważyć, że poparcie Erdogana spadło znacznie od tego czasu, ale w dalszym ciągu jest duże – podkreśla. Jak zaznacza, część społeczeństwa zmieniła stosunek do Erdogana i nie głosowała na niego w wyborach prezydenckich w 2023 roku, jest to związane przede wszystkim ze złą sytuacją ekonomiczną w państwie. – Ludzie są coraz bardziej niezadowoleni i chcą zmian, ale uważam, że mocno związane są one z sytuacją ekonomiczną i brakiem perspektyw na przykład dla młodych ludzi, a dopiero później z niezadowoleniem z polityki prezydenta w kontekście wolności obywatelskich – mówi ekspertka. ZOBACZ TEŻ: Wpadka prezydenta Turcji. Ujawnił wizerunki oficerów wywiaduCo dalej z Turcją?Dr Olszowka pytana o możliwe scenariusze rozwoju tej sytuacji wskazuje na kilka opcji. Po pierwsze władza może grać na wyciszenie protestów. – Protesty pewnie będą miały miejsce, ale będą przyciągać coraz mniej zainteresowanych – wskazuje. Jak zaznacza, dodatkowo zostaną poczynione różne kroki, aby maksymalnie rozbić jedność opozycji. – Będzie to łatwiejsze, biorąc pod uwagę, że za kilka dni mamy w Turcji święta – podkreśla nasza rozmówczyni. Drugim scenariuszem może być dalsze trwanie protestów, a nawet ich nasilenie. – Ale wówczas bardziej prawdopodobne będzie nasilenie reakcji władz niż na przykład wypuszczenie burmistrza Stambułu z aresztu – mówi turkolożka. – Kluczowe będą pewnie najbliższe dni, bo w niedzielę już zaczną się święta na zakończenie Ramadanu – konkluduje.