RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

„Spotkanie w lesie”. Nowe zeznania ws. zabójstwa dziennikarza

Marek Król zeznał, że Aleksander Gawronik współpracował z Mariuszem S. (fot. Forum/Dominik Pisarek)
Marek Król zeznał, że Aleksander Gawronik współpracował z Mariuszem S. (fot. Forum/Dominik Pisarek)

Były redaktor naczelny tygodnika „Wprost” Marek Król zeznawał w czwartek w poznańskim sądzie w procesie Aleksandra Gawronika. Były senator oskarżony jest o podżeganie do zabójstwa poznańskiego dziennikarza Jarosława Ziętary. Marek Król potwierdził, że Gawronik nie tylko znał, ale współpracował z Mariuszem Ś., twórcą Elektromisu, czemu ci obaj zaprzeczali.

Przełom ws. zabójstwa Jarosława Ziętary? Nowy świadek mówi o kaźni dziennikarza

Dziennikarz Jarosław Ziętara został porwany i przez kilka dni przetrzymywano go na posesji w Chybach. Potem przewieziono go do magazynu Elektromisu...

zobacz więcej

Jarosław Ziętara urodził się w Bydgoszczy w 1968 r. Był absolwentem Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Pracował najpierw w radiu akademickim, później współpracował m.in. z „Gazetą Wyborczą”, „Kurierem Codziennym”, tygodnikiem „Wprost” i z „Gazetą Poznańską”. Ostatni raz widziano go 1 września 1992 r. Rano wyszedł z domu do pracy, ale nigdy nie dotarł do redakcji „Gazety Poznańskiej”. W 1999 r. został uznany za zmarłego. Ciała dziennikarza do dziś nie odnaleziono.

Poznański sąd okręgowy kontynuował w czwartek proces byłego senatora Aleksandra Gawronika (zgodził się na publikację pełnego nazwiska), oskarżonego o nakłanianie ochroniarzy spółki Elektromis do porwania, pozbawienia wolności, a następnie zabójstwa reportera „Gazety Poznańskiej” Jarosława Ziętary.

W czwartek przed sądem zeznania składał były właściciel i były redaktor naczelny tygodnika „Wprost” Marek Król. Jak mówił, redakcja tygodnika mieściła się wtedy w Poznaniu, a Gawronik należał do znanych osób. – Poznaliśmy się, ale nie potrafię dokładnie określić, kiedy to było i gdzie, z pewnością miało to jednak miejsce na początku lat 90., chyba w 1990 albo 1991 roku – wskazał.

W toku procesu oskarżony twierdził, że w tamtym czasie nie znał i nie utrzymywał kontaktów z twórcą Elektromisu, Mariuszem Ś., co potwierdzał ten ostatni. Marek Król zeznał natomiast, że w tamtym czasie Gawronik nie tylko znał się z Mariuszem Ś., ale i z nim współpracował – o czym Król kilka razy miał sam naocznie się przekonać, między innymi gdy wiosną 1994 roku Gawronik odwiedził warszawską redakcję „Wprost” przy ul. Ordynackiej.

Szemrane przedsięwzięcie


– Gawronik odwiedził mnie, tak jak zrozumiałem, w roli mediatora i w imieniu Mariusza Ś. Proponował mi spotkanie z Ś. Zdziwiło mnie, że to spotkanie miało odbyć się w lesie i miało dotyczyć uzgodnienia między nami kwestii tekstów, które pojawiły się w tygodniku „Wprost”, a które opisywały trudną sytuację banku Posnania, którego Mariusz Ś. był głównym dysponentem czy właścicielem. W naszych tekstach pojawiła się informacja, że kapitał założycielski tego banku był fikcyjnie udokumentowany. Można powiedzieć, że całe to przedsięwzięcie bankowe było bardzo podejrzane, co potwierdził wkrótce, po jakichś dwóch miesiącach, nadzór NBP, i jak pamiętam doszło do zamknięcia tego banku – zaznaczył. Świadek, opisując przebieg spotkania, podkreślił, że Gawronik przyszedł niespodziewanie i poprosił o wyjście na podwórze. – Przyznam, że byłem zaskoczony, i to z dwóch powodów. Po pierwsze nie zwykłem przyjmować interwencji zewnętrznych, jeżeli chodzi o materiały, które ukazywały się we „Wprost”, tym bardziej, że to przedsięwzięcie bankowe było szemrane. Drugi powód to miejsce propozycji spotkania z Ś. w lesie. Domyśliłem się, że tak jak nasza rozmowa na podwórku, tak las jest miejscem bezpiecznym, gdzie nie można nagrywać rozmowy – mówił.

Świadek podkreślił, że po rozmowie z Gawronikiem spotkał się ze swoimi zastępcami, którym opowiedział o wizycie. Wówczas jeden z zastępców powiedział, żeby o tej rozmowie zawiadomić MSW.

Ochrona BOR


– Ja dalej nie byłem przekonany do robienia z tego hałasu, ale zgodziłem się, żeby on skontaktował się z kimś z MSW. Zostałem wezwany do siedziby MSW na spotkanie z ministrem Milczanowskim. Spotkanie było krótkie, minister zaproponował mi ochronę BOR dla mnie i mojej rodziny, stwierdzając, że sytuacja jest poważna i nie powinienem tej rozmowy z Gawronikiem bagatelizować. Ja w dalszym ciągu nie byłem przekonany do takich środków bezpieczeństwa i wówczas padło takie stwierdzenie, nie wiem czy wypowiedział je minister, że „rządu czy władzy nie stać, żeby kolejnemu dziennikarzowi stało się coś złego” – mówił.

Miał widzieć, jak porwali Ziętarę. Kluczowy świadek przesłuchiwany

Były oficer UOP Jerzy U. miał widzieć moment porwania dziennikarza Jarosława Ziętary i miał o tym zeznać w poznańskim sądzie. Złożono jednak...

zobacz więcej

– Na tym krótkim spotkaniu poinformowano mnie, że służby mają informacje, że w Poznaniu w jednym z hoteli od pewnego czasu przebywa Rosjanin specjalizujący się w zabójstwach na zlecenie. Stąd moi rozmówcy z MSW stwierdzili, że nie ma sensu ryzykować – dodał.

Świadek powiedział, że do kolejnego spotkania z Gawronikiem - i wtedy także z Mariuszem Ś. - doszło przed świętami wielkanocnymi 1994 roku.

– W momencie, kiedy odwiedził mnie Aleksander Gawronik, który tytułował Mariusza Ś. prezesem, wtedy już w moim domu była jednostka BOR. Ja byłem poinstruowany, że mam panów normalnie przyjąć, nakazując, by przyszli bez broni. Przed tą rozmową zostałem ubrany przez BOR w kamizelkę kuloodporną. Panowie weszli do pokoju gościnnego, żona podała herbatę, dobrze odegrała swoją rolę. Odbywała się między nami rozmowa i z tej rozmowy pamiętam głównie taki przekaz, żebym sprzedał tygodnik „Wprost” Mariuszowi Ś. Kilka razy zapewniał mnie, że dostanę tyle pieniędzy, że wystarczy i dla mnie, i moich dzieci do końca życia. Ja stworzyłem wtedy taką sytuację, że to przemyślę – powiedział.

Dodał, że kolejne, tym razem niespodziewane spotkanie z Mariuszem Ś. miało miejsce na poznańskim Starym Rynku. – Gościłem wtedy na obiedzie ambasadora Izraela i wtedy w pewnym momencie Ś. pojawił się w restauracji z ochroniarzami. Podszedł do naszego stolika i w wulgarny sposób zażądał po raz kolejny sprzedaży tygodnika „Wprost”. Funkcjonariusze BOR, kiedy to zobaczyli, wzięli mnie i moją rodzinę i błyskawicznie wyprowadzili nas z tego lokalu. To było moje ostatnie spotkanie z Ś. – zaznaczył.

Świadek podkreślił w sądzie, że po niektórych publikacjach zdarzały się anonimowe telefony do redakcji z pogróżkami. – W Poznaniu była też wtedy taka opinia, że z Mariuszem Ś. nie należy zadzierać, bo może się to źle skończyć dla osoby, która próbuje się z nim konfrontować. Panowała wręcz opinia, że Poznań jest miastem Ś. – podkreślił świadek.

Oświadczenie oskarżonego


Podczas czwartkowej rozprawy oświadczenie wygłosił także Aleksander Gawronik. Odniósł się w nim do zeznań składanych przez głównego świadka prokuratury w tej sprawie, Macieja B. ps. Baryła. Według prokuratury poznański gangster, odsiadujący wyrok dożywocia, był on naocznym świadkiem podżegania do zabójstwa Ziętary. W śledztwie Maciej B. zeznał, że był przy rozmowie, w której Gawronik polecił „zlikwidowanie dziennikarza”. W kwietniu 2016 r. odwołał jednak zeznania. Z kolei w lutym 2019 roku, w toczącym się odrębnie procesie Mirosława R. ps. Ryba i Dariusza L. ps. Lala, oskarżonych o uprowadzenie, pozbawienie wolności i pomocnictwo w zabójstwie Jarosława Ziętary, Baryła powiedział, że podczas rozprawy w kwietniu 2016 r. konfabulował. Jak tłumaczył, był „zbulwersowany” tym, że nie otrzymał pomocy, jakiej oczekiwał od prokuratora.

-> Przeczytaj także: „Ziętara zginął na terenie firmy Elektromis. Bił go też Gawronik”

W czwartek w sądzie Gawronik odniósł się do zeznań Baryły. Wskazując na serię notatek służby więziennej zaznaczył, że Maciej B. jest nie tylko zupełnie niewiarygodny, ale i nie ma o sprawie żadnego pojęcia. A zeznania, które składał, miały mu tylko pomóc uzyskać uniewinnienie.

źródło:

Zobacz więcej