RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

„Ekstremiści coraz bardziej brutalni. Dostają wsparcie od parlamentarzystów Lewicy”

„Die Welt” pisze o związkach lewicowych ekstremistów z posłami do Bundestagu (fot. PAP/EPA/FILIP SINGER)
„Die Welt” pisze o związkach lewicowych ekstremistów z posłami do Bundestagu (fot. PAP/EPA/FILIP SINGER)

W Lipsku, Hamburgu i Berlinie lewicowi ekstremiści są coraz bardziej brutalni wobec sił bezpieczeństwa i przeciwników politycznych, a wsparcie otrzymują od parlamentarzystów Lewicy, którzy powinni bronić praworządności - pisze niemiecki „Die Welt”.

Zamieszki w Niemczech. Lewicowi ekstremiści zaatakowali policjantów w Jenie

W środę wieczorem w centrum Jeny w kraju związkowym Turyngia w środkowych Niemczech doszło do zamieszek; gdy demonstranci należący do lewicowej...

zobacz więcej

W Niemczech istnieją powiązania między politykami a radykałami, a w niektórych przypadkach należą oni do tego samego środowiska - twierdzi dziennik. Do niedawna istniejące granice przestały dziś obowiązywać, ponieważ „posłowie działają jako przedłużone ramię chcących znieść demokratyczne rządy prawa działaczy i oferują im konkretne wsparcie polityczne” w urzędach lokalnych i Bundestagu – przekonuje gazeta.

Akceptują przemoc aż do możliwej śmierci


– Obserwujemy, że niczym nieograniczona przemoc jest skierowana przeciwko władzy państwowej oraz przeciwnikom politycznym – ostrzega szef Federalnego Urzędu Ochrony Konstytucji (BfV), czyli niemieckiego kontrwywiadu, Thomas Haldenwang. Jego zdaniem sprawcy akceptują potencjalne obrażenia fizyczne swoich przeciwników, aż do „możliwej śmierci”.

Bojowość nowych grup wykracza poza względnie spontaniczne działania, np. podczas legalnych demonstracji, i stąd jak twierdzi Haldenwang, BfV obserwuje je pod kątem możliwego przekształcenia w struktury terrorystyczne.

Wiele z tych ugrupowań powstało na przełomie XX i XXI wieku w celu promowania radykalnych idei w ramach partii Lewica i nazywa się je lewicą antykapitalistyczną, lewicą socjalistyczną lub marx21. Spośród około 60 tys. członków Lewicy zaledwie kilka tysięcy należy do takich stowarzyszeń, ale mają duży wpływ polityczny na kurs partii, zwłaszcza że co najmniej 15 z 69 posłów Bundestagu należy do jednej lub kilku z tych grup – pisze „Die Welt”. Jak przypomina dziennik, przypadek Barbary Borchardt z 2020 roku pokazał, jak wielka jest czasami akceptacja dla radykalnych postaw. Wywodząca się z partii Lewica i monitorowanej przez BfV antykapitalistycznej lewicy prawniczka głosami m.in. CDU i SPD została bowiem wybrana na sędzię Krajowego Trybunału Konstytucyjnego w Meklemburgii-Pomorzu Przednim.

Dziennik zwraca również uwagę, że część problemów klasy średniej znajduje się w obszarze zainteresowań radykałów, np. ochrona środowiska, problemy mieszkaniowe czy konsekwencje globalizacji. Z tego powodu dziesiątki tysięcy osób wyszło na ulice podczas szczytu G20 w Hamburgu w 2017 roku, w tym związkowcy i przedstawiciele Kościołów. W trakcie zamieszek rannych zostało prawie 500 policjantów, a demonstranci demolowali sklepy, podpalali samochody i obrzucali policjantów betonowymi płytami.

-> Przeczytaj także: Zamieszki w Berlinie. Lewackie bojówki zaatakowały policjantów

Jako najważniejsze bastiony radykalnej lewicy „Die Welt” wymienia Lipsk, Berlin i Hamburg. Według BfV wszystkie trzy miasta oferują radykałom „szerokie, życzliwe i łatwe do zmobilizowania środowisko”, czyli mieszkańców i polityków, którzy wspierają ich np. podczas demonstracji.

„W Hamburgu lewicowi ekstremiści są tak nieskrępowani, że mimo policyjnej ochrony atakują polityków”, którzy np. odwożą swe dzieci do przedszkola – ubolewa członek Bundestagu Christoph de Vries z CDU. Chodzi tutaj o hamburskiego senatora (ministra) spraw wewnętrznych Andy'ego Grote z SPD, który został zaatakowany pod koniec 2019 roku. Jego służbowy samochód został obrzucony przez zamaskowanych sprawców kamieniami i butelkami z farbą, kiedy jego trzyletni syn siedział w środku pojazdu w foteliku dziecięcym.

źródło:

Zobacz więcej