RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Słychać pokoleń drwiący śmiech

Żołnierze AK, walczący z Niemcami, skazywani przez władze PRL za rzekomą współpracę z okupantem (fot. Hulton Archive/Getty Images)
Żołnierze AK, walczący z Niemcami, skazywani przez władze PRL za rzekomą współpracę z okupantem (fot. Hulton Archive/Getty Images)

Wśród dziesiątków tysięcy działaczy Podziemia Niepodległościowego skazanych na śmierć lub wieloletnie więzienia w latach 1945-56 sporą grupę stanowili byli żołnierze AK czy NSZ, którzy po „wyjściu z lasu” próbowali ułożyć sobie życie w komunistycznej Polsce. Prześladowani w PRL za walkę z dwoma okupantami - dziś też stali się ofiarami powielanych w imię politycznej walki – peerelowskich fałszerstw historycznych, prób dyskredytowania i pogardy.

Zapomniana lekcja Poznańczyków

102 lata temu w Poznaniu wybuchło Powstanie Wielkopolskie, a męstwo powstańców w szeregu krwawych bitew doprowadziło do polskiego zwycięstwa...

zobacz więcej

„Najwięcej było pytań o współpracę z Niemcami - „ gdzie? kiedy? co? jak?” – albo „o mordowanie komunistów”. Pyta, w pewnym [sensie] jesteś przykuty, widzisz, że stoi maszyna do prądu taka i bierze ci kabel, i do członka przyłącza, i pyta. Jak w pewnym momencie mówisz – a on kręci, rozumiesz, on trzyma drugi kabel – i jak mówisz, powiada: „A gdzieżeś się spotkał z Niemcami?” To mówię: Spotkałem się w walce” – i tak dalej. – „Sukinsynu mów, gdzieżeś się spotkał na kontaktach z Niemcami, na współpracy?”. No to mówię: „Nie współpracowałem”.

Jak powiedziałem „nie”, to on mnie w tym momencie kabel drugi podłącza w usta. Nie wyplujesz, jak jest włączony. Włącza obieg i kręci przez pewien czas, to cię wtedy rzuca, tyrpie cię,(..) To cię tak, powiedzmy, pół godziny trzymał pod prądem.

Ja tygodniami rzygałem krwią po takim przesłuchaniu, rzygałem krwią, nie mówię, żebym się załatwiał krwią, ja rzygałem krwią, [miałem] torsje, miałem popalone wszystko w środku.”

Tak przesłuchania w siedzibie komunistycznej bezpieki na Zamku Lubelskim wspominał po latach, w rozmowie ze swoim dowódcą z czasów okupacji, mój dziadek por. Kazimierz Poray – Wybranowski., ps „Kret” , członek ZWZ - w okupowanej Warszawie, a później żołnierz NSZ-AK oddziale „Stepa” na Lubelszczyźnie.

Porucznik „Kret” wyszedł „z lasu” na przełomie 1946/1947, ten przedwojenny ziemianin włączył się w odbudowę Polski administrując terenami na tzw. Ziemiach Odzyskanych, a później w tworzenie ruchu spółdzielczego w Poznaniu.

Afera Amber Gold. Nie znam, nie słyszałem, nie pamiętam…

Kulisy afery Amber Gold, o której w ostatnim tygodniu przypomniała TVP filmem Sylwestra Latkowskiego „Taśmy Amber Gold” pokazały jak bardzo – w...

zobacz więcej

Funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa przyszli po niego w 1952 r. Za walkę z dwoma okupantami: Niemcami i Sowietami w komunistycznych więzieniach spędził – z krótką przerwą „dla podratowania zdrowia” - 18 lat.

Jego kolega z leśnego oddziału - ppor. Leon Cybulski ps. „Znicz”, przedwojenny policjant z Wielkopolski, a później jeden z dowódców oddziałów Akcji Specjalnej NSZ, odpowiedzialnych za ochronę ludności cywilnej przed Niemcami i komunistycznymi bandami rabunkowymi, „wyszedł z podziemia” już latem 1945 r. Uważał, że Zachód opuścił Polskę, a dalsza walka zbrojna nie ma sensu. Ujawnił się w ramach amnestii z 1945 r. i włączył się w odbudowę Polski z wojennych zniszczeń, podejmując pracę administratora w Państwowym Gospodarstwie Rolnym w Syrkowicach ( dziś zachodniopomorskie). Został aresztowany przez funkcjonariuszy UB w 1951 r. Po okrutnym śledztwie i torturach - skazany na 20 lat więzienia.

Ksiądz Feliks Kowalik ps „Zagłoba”, oficer NSZ, kapelan oddziału i uczestnik wielu akcji przeciw Niemcom, ze względu na stan zdrowia „złożył broń” w 1945 r. nie podejmując walki przeciw nowym okupantom Polski. Rozpoczął za to działalność charytatywną w Górowie Iławieckim, pomagając dzieciom i rodzinom – ofiarom wojny, później został kapelanem zakonnego Domu Dziecka w Płudach.

Komunistyczna bezpieka przyszła po niego w 1952 r,; skazany został na 4 lata więzienia.

Kiedy historyk boi się babci

Procesy sądowe mogą okazać się jedyną skuteczną metodą w walce o prawdę historyczną z autorami publikacji, w których – mocno naciągając fakty i...

zobacz więcej

Groźni, choć bezbronni


To tylko kilka nazwisk z długiej listy tych, których dziś nazywamy Żołnierzami Wyklętymi, a którzy w latach 1944-1956 padli ofiarami represji, prześladowań, sfingowanych procesów sądowych i wyroków śmierci bądź wieloletniego więzienia za walkę na rzecz niepodległej Polski. Według ustaleń IPN na ponad 5 tysięcy wyroków śmierci wydanych na żołnierzy Podziemia przez komunistyczne władze – swoistym rekordzistom był tu przyrodni brat Adama Michnika – Stefan Michnik – wykonano ponad 3 tys. z nich. Liczba aresztowanych w pierwszych latach Polski Ludowej – z przyczyn politycznych – według różnych źródeł wyniosła między 200 a 250 tysięcy osób. Spośród nich – w ubeckich katowniach lub z wyroku komunistycznych sądów – zmarło lub zostało zamordowanych, w ocenie historyka Tomasza Łabuszewskiego, nawet około 50 tys osób.

Część z nich stanowili żołnierze Podziemia Antykomunistycznego - byli członkowie AK, NSZ, Batalionów Chłopskich, którzy po 1945 roku podjęli, a mimo amnestii w 1947 r. - kontynuowali walkę zbrojną z komunistycznym okupantem.

Jednak ofiarami komunistycznych represji i zbrodni w dużym stopniu padli ci spośród żołnierzy Podziemia Antykomunistycznego (1944-1956), którzy po oficjalnym zakończeniu działań wojennych zdecydowali się wrócić w rodzinne strony – czy to nie wierząc w sens dalszej walki z wrogiem – czy też wykonując polecenia dowództwa, szczególnie związanego ze środowiskami narodowymi, by włączając się w odbudowę Polski prowadzić pracę organiczną na lokalnych poziomach i czekać na sprzyjający moment do ewentualnego ponownego podjęcia walki o wolną i niepodległa Polskę.

Sama przynależność do niepodległościowych formacji: AK, NSZ czy często również BCh w latach niemieckiej okupacji dla władców nowej, poddanej procesowi sowietyzacji Polski była zbrodnią wymagającą surowej kary.

Wybranowski: Kali i jego dziczyzna

Walczący „o prawa kobiet” pobili dziennikarkę. Pewnie mieli do tego prawo, bo żeńskie gwiazdy liberalnych mediów sprawę przemocy wobec koleżanki z...

zobacz więcej

Ścigani najzawzięciej enesetowcy, akowcy czy ludowcy – dzisiaj określani przez nas zbiorowym mianem Żołnierzy Wyklętych – którzy wrócili do „cywila” i rozpoczęli funkcjonowanie w polskim społeczeństwie stanowili dla komunistycznych władz nie mniejsze zagrożenie niż antykomunistyczne oddziały zbrojne. Przedwojenni inteligenci bądź dzieci ziemian i przedwojennej inteligencji, członkowie niepodległościowych organizacji, bogaci chłopi, dawni funkcjonariusze policji państwowej, KOP i żołnierze WP, byli w stanie postawić komunistycznej indoktrynacji, próbom budowy „człowieka sowieckiego” zdecydowany opór. Nie na gruncie zbrojnym – ale edukacyjnym, społecznym, publicznym. Należało więc – wymazać ich z powierzchni ziemi i pamięć o nich zabić, a przynajmniej zniewolić.

Tak jak np. nowe komunistyczne władze zrobiły to w moim rodzinnym mieście - Poznaniu, gdzie krótko po „wyzwoleniu” 23 lutego 1945 utworzono dwa obozy NKWD, areszt Informacji Wojskowej i areszt MBP. Tylko w dwóch więzieniach NKWD w Poznaniu – przy ulicy Słonecznej i na terenie Zakładów Cegielskiego więziono i torturowano blisko 1800 osób, w większości byłych żołnierzy Armii Krajowej i NSZ. Nieujętych w walce. Zatrzymanych, schwytanych, wykrytych – po przejściu przez nich do cywila (przywiezionych z obozu w Rembertowie), znanych Sowietom np. ze wspólnego udziału w Akcji Burza.

Lewą marsz, lewa, lewa, lewa…!

No i stało się to, co musiało się stać. Platforma przestała udawać partię chadecką, pozbyła się – istniejącej głównie medialnie - konserwatywnej...

zobacz więcej

Albo jak to zrobiono w grudniu 1946 r. we wsiach: Dzierzby, Sewerynówka, Bujały, Korczew, Józefin, Księżopole-Budki, Paczuski-Duże, gdzie przez ubecki „filtr” przepuszczono ponad dwieście osób podejrzewanych o związki, w okresie okupacji, z oddziałami antykomunistycznego podziemia.

Taki los spotkał np. generała Jana Podhorskiego, powstańca warszawskiego i żołnierza NSZ, którego UB aresztowało w Poznaniu, i który po okrutnym śledztwie został skazany na osiem lat więzienia. Nie za przynależność wojenną do NSZ ani za udział w tworzeniu powojennego, antykomunistycznego harcerstwa – bo tego UB nie wiedziało, a gdyby wiedziało – to jak mówił mi sam Podhorski- pewnie dostałby „czapę”, ale za to, że lata wcześniej, jeszcze przed wojną, należał do „reakcyjnej” Młodzieży Wszechpolskiej. Znaczy się niebezpieczny inteligent, zapluty karzeł reakcji.

Pułkownika Jana Górskiego, żołnierza Armii Krajowej ubecja aresztowała nie za walkę z komunistycznym systemem - bo z peerelowskimi władzami, choć przez krótki czas należał do WiN, powalczyć za bardzo nie zdołał.

Niepoprawny alfabet 2020 roku

Rok 2020 zapisze się zapewne w naszej pamięci jako czas kryzysu covidowego i związanych z nim problemów gospodarczych i społecznych. Ale i w...

zobacz więcej

Kiedy w 1946 r. wyjechał do Poznania i rozpoczął studia na Akademii Medycznej został aresztowany przez UB. Za co? Za przynależność do Armii Krajowej i wcześniejszą – do 1945 roku - walkę zbrojną. Choć Górski mogło udowodnić udział w wielu akcjach bojowych wymierzonych w niemieckiego okupanta został oskarżony o „współpracę z Niemcami”. Standard w takich sprawach. Został skazany na karę śmierci, ocaliły go zeznania dwóch Żydówek, którym kiedyś uratował życie; w akcie łaski kara śmierci została zamieniona na dożywocie.

Wreszcie – bo nie sposób o tym nie wspomnieć – w trakcie tzw. Obławy Augustowskiej, przeprowadzonej przez oddziały NKWD i oddziały Armii Czerwonej wsparte zgrupowaniami KBW i UB. Liczba ofiar działań wymierzonych w podziemie niepodległościowe w północno-wschodniej Polsce szacowana jest dziś na blisko 600 osób. Cześć z tych wywiezionych przez sowietów w nieznanym kierunku i zamordowanych była żołnierzami prowadzącego dalej walkę z komunistycznym wrogiem podziemia. Część – po 1945 r - „wyszła do cywila”. Ale sama przynależność do innych niż komunistyczna formacja wystarczyła, by zostać wyklętym i skazanym na śmierć.

Dmuchany balonik posła Budki

Jesteśmy gotowi do każdej rozmowy, by zakończyć rządy nieudaczników – oświadczył szef Platformy Obywatelskiej Borys Budka. Polityk oświadczył, że...

zobacz więcej

Jak opluć wyklętych


Przy okazji poniedziałkowego Narodowego Dnia Żołnierzy Wyklętych – żołnierze Podziemnego Państwa Polskiego, bojownicy antykomunistycznych formacji, ludzie, którzy stanowili dla komunistów zagrożenie, mogąc stanowić podwaliny pod budowę inteligencji i niezależnego społeczeństwa, na co władze PRL nie mogły sobie pozwolić – padną znów ofiarami szykan, szyderstw, a przede wszystkim powielania peerelowskich fałszerstw historycznych.

W imię politycznej walki – bo skoro obecna władza przyczyniła się do przywrócenia dobrego imienia wyklętym – to w ramach politycznego trollingu opozycja uderzy w wyklętych. Będzie się powielać wytworzone przez komunistyczną propagandę historyczne kłamstwa przypisując często oddziałom NSZ – całkowicie nieprawdziwie – np. popełnione przez komunistyczne bojówki GL-AL: zbrodnie na ludności żydowskiej i mieszkańcach wsi.

Linię tej narracji nakreśliła kilka lat temu jedna z najbardziej obrzydliwych postaci funkcjonujących dziś w życiu politycznym – członek komunistycznego aparatu propagandy, a później władz PZPR Leszek Miller, który w 2012 roku nazwał żołnierzy Podziemia Antykomunistycznego - „sojusznikami Hitlera, pogromcami Żydów, orędownikami III Wojny Światowej". Powtórzył to poniekąd później pezetpeerowski aparatczyk, dziś wódz Lewicy – Włodzimierz Czarzasty, mówiąc o polskich żołnierzach, ofiarach peerelowskich represji: „Było masę morderców, świń, złodziei, gwałcicieli. Nie pokłonię się im” .

W swoistej awangardzie powielania tych wytworzonych przez peerelowską propagandę mitów przypisujących zbrodnie AL- GL żołnierzom Podziemia Niepodległościowego od lat plasuje się liberalna „Gazeta Wyborcza” i komunistyczna „Trybuna” - choć szczerze mówiąc coraz trudniej znaleźć różnice między tymi pismami.

Długi cień Donalda

Dwudziestoletniej kobiecie wybaczymy nadmierną emocjonalność, uczuciową chwiejność i niestabilność poglądów. Ba, niekiedy bywa to nawet czarujące....

zobacz więcej

Uruchomieni zostaną pożyteczni idioci powielający teorie jakoby uznanymi dziś za Żołnierzy Wyklętych ofiarami organów bezpieczeństwa państwa komunistycznego była tylko skrajna grupa „reakcjonistów” chcąca wojny domowej, nie mogąca pogodzić się z układem sił w powojennej Europie. Powtórzę – to jedno z większych kłamstw – ofiarami komunistycznych zbrodni padli też i to w sporej grupie żołnierze podziemia, którzy po 1945r bądź po amnestii w 1946 r. próbowali odbudować Polskę.

Wreszcie, jak co roku w okolicach 1 marca – Narodowego Dnia Żołnierzy Wyklętych – do głosu dopuszczeni zostaną pragmatycznie i okazjonalnie ci spośród historyków, którzy żądni atencji, uznania, wpuszczenia na salony liberalnej władzy i co za tym idzie zwiększenia sprzedaży ich książek, są gotowi powielać mity peerelowskiej propagandy. Tak jak to zrobił Piotr Zychowicz w swojej pełnej nieścisłości, zafałszowań i kłamstw – wytkniętych m.in przez Leszka Żebrowskiego – groteskowej książce „Skazy na pancerzach Wyklętych” , powołując się na nieistniejące (poza peerelowskimi organami prasowymi) rzekome notatki „Ognia”, czy też nieistniejący rozkaz „Feliksa”.

No i na końcu – można spodziewać się medialnego podsycania sporu AK w sprawie NSZ - wciąż żywego w środowiskach również prawicowych (zwłaszcza na terenie województwa świętokrzyskiego, gdzie część apologetów AK i mitu „Ponurego” nie jest w stanie pogodzić się z faktem odegrania tam znacznie poważniejszej roli przez oddziały NSZ). Sporu, który zamyka się w banalnych stwierdzeniach w rodzaju „NSZ nie uznawało rządu w Londynie” albo „nie było wojskiem polskim”.

Wybranowski: Demokraci z Mysiej

Niecałe 31 lat od rozwiązania Głównego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk, w środowiskach lewicowo-liberalnych, niestety także i w...

zobacz więcej

Pożyteczni idioci zawsze byli cenną bronią w walce o prawdę historyczną, umiejętnie wykorzystywaną przez środowiska postkomunistyczne.

W latach ‘90, gdy w tworzącej się III RP nadal bohaterstwo i męczeństwo żołnierzy AK, NSZ, BCh i WIN stanowiło oficjalnie temat tabu, gdy na lekcjach historii wciąż powielano brednie o „heroicznej” walce GL-AL z Niemcami, a w sklepach kolportowano powielające peerelowską wersję historii „tygrysy”, popularni na prawicy bardowie Leszek Czajkowski i Paweł Piekarczyk nagrali piosenkę, której słowa brzmią: „Słychać pokoleń drwiący śmiech, To komuniści mają święto, Lecz Mądry Bóg w Osobach Trzech, Pojmuje, za co Was wyklęto (…) Niech się prostuje nieszczęść splot, I niechaj drżą moskiewskie karły. Hańba wierzącym w Sierp i Młot, Chwała za niepodległość zmarłym.”

źródło:
Zobacz więcej