RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

„Mamy normalną zimę”, odnawialna energia padła. Niemcy ratują się m.in. węglem

Zaopatrzenie gwarantowane ze źródeł odnawialnych to poniżej 3 proc. zapotrzebowania (fot. Florian Gaertner/Photothek via Getty Images)
Zaopatrzenie gwarantowane ze źródeł odnawialnych to poniżej 3 proc. zapotrzebowania (fot. Florian Gaertner/Photothek via Getty Images)

Zaopatrzenie w prąd zapewniają tej zimy mieszkańcom i gospodarce Niemiec tradycyjne źródła energii, takie jak węgiel, gaz ziemny, czyli te, z których w ramach słynnej niemieckiej „Energiewende” (transformacji energetycznej) RFN chce rezygnować – informuje berlińsko-brandenburska telewizja RBB. Godna zaufania okazuje się również energia jądrowa, ale i ta jest u naszych zachodnich sąsiadów na cenzurowanym. A źródła odnawialne? Panele słoneczne pod gęstą pierzyną chmur, nierzadko zasypywane śniegiem, nie dają prądu. Wiatraki również, bo akurat tak się złożyło, że powietrze przeważnie stoi.

Niemcy chcą mieć głos w sprawie polskiej elektrowni atomowej

Berlin chce, aby polskie plany budowy elektrowni atomowej uwzględniały także opinie Niemców. Chodzi o mieszkańców terenów, które w przypadku awarii...

zobacz więcej

Tej zimy odbiorcy na zachód od Odry mają prąd przede wszystkim dzięki węglowi. Elektrownie Zagłębia Łużyckiego pracują pełną mocą.

- Bezpieczeństwo zaopatrzenia, którego wszyscy jako konsumenci energii potrzebujemy, zapewnia, jest zagwarantowane przez nasz zakład. To znaczy: mamy zupełnie normalną zimę, z którą sobie radzimy. W pełni uzupełniamy zapotrzebowanie, którego nie są w stanie zaspokoić słońce i wiatr – tłumaczy w rozmowie z Rundfunk Berlin-Brandenburg dyrektor położonej kilka kilometrów od granicy z Polską elektrowni w Jänschwalde (łuż. Janšojce), Thomas Hörtinger.

Jednak Niemcy chcą stopniowo rezygnować z węgla, by pod koniec przyszłej dekady w ogóle nie używać już energii z niego pozyskanej. Godna zaufania, niezależna od kaprysów „zupełnie normalnej zimy” okazuje się także energia jądrowa. Ale tę nasi sąsiedzi chcą wyłączyć już w przyszłym roku.

To oznacza, że właśnie w 2022 r. pojawi się luka między popytem a możliwościami podaży energii. Wynika tak z raportu przygotowanego na zlecenie Bundestagu przez prof. Haralda Schwartza z Uniwersytetu w Chociebużu. Za kilkanaście lat luka może przekroczyć 50 proc. zapotrzebowania.

-> Przeczytaj również: Minister klimatu: Budowa elektrowni jądrowej od 2026 r., pierwszy reaktor w 2033

– Wielkość zaopatrzenia w energię z wiatru i słońca, którą możemy traktować jako gwarantowaną, wynosi między zero a dwa do trzech procent zapotrzebowania. Więc w zasadzie możemy mówić, że wynosi zero – tłumaczy naukowiec, przypominając, że od stuleci wiadomo, iż zdarzają się dni i tygodnie w roku, kiedy nie ma dostatecznego usłonecznienia czy wiatru.

Zdaniem Rundfunk Berlin-Brandenburg rezygnacja z węgla oznacza konieczność nie tylko rozbudowy energetyki odnawialnej, ale też ciągłej kontroli bezpieczeństwa zaopatrzenia. „Jeśli mimo to w sieci będzie za mało energii, będzie trzeba ją importować. Na przykład z energię węglową z Polski lub jądrową z Francji” – ostrzega redakcja.

-> Zobacz też: Kryzys energetyczny w „zielonej” Szwecji. Ratunkiem „brudna energia” z Polski

źródło:
Zobacz więcej