RAPORT

CELEBRYCI, POLITYCY I WŁADZE TVN WZIĘŁY SZCZEPIONKI MEDYKÓW

Ma po cztery palce u dłoni, zagra w Australian Open. Niezwykła historia Franceski Jones

Lekarze nie dawali jej najmniejszych szans na uprawianie sportu (fot. Tom Dulat/Getty Images for LTA)

– Nigdy się nie poddawaj, tylko wtedy możesz zrealizować marzenia – powtarzała na każdym kroku Francesca Jones. Brytyjska tenisistka, która urodziła się z poważną wadą genetyczną, spełniła jedno ze swoich życiowych pragnień: wywalczyła awans do wielkoszlemowego turnieju Australian Open.

„Nastoletnia księżniczka”. Iga Świątek podbija tenisowy świat

W świadomości kibiców od kilku lat funkcjonuje jako „następczyni Agnieszki Radwańskiej”. Choć nie lubi tych porównań, po sukcesach w Paryżu coraz...

zobacz więcej

20-latka z Bradford w trzeciej rundzie rozgrywanych w Dubaju eliminacjach pokonała 6:0, 6:1 Jia-Jing Lu i zapewniła sobie przepustkę do głównej drabinki zawodów w Melbourne.

Brytyjska tenisistka zmaga się z z zespołem EEC (ektrodaktylia – dysplazja ektodermalna – rozszczep wargi i podniebienia). Ta rzadka wada genetyczna objawia się także m.in. mniejszą niż standardowa liczbą palców. Jones ma po cztery w każdej z dłoni, trzy w prawej stopie i cztery w lewej.

Aby sprawnie funkcjonować, musiała przejść aż 10 operacji. Tenis był jej wielkim marzeniem, ale lekarze nie dawali jej najmniejszych szans na profesjonalne uprawianie sportu. Mylili się.

– Chcę być przykładem dla innych ludzi, że o tym, co osiągniesz w sporcie, decydują tylko twoje umiejętności, a nie to, jak wyglądasz. Marzy mi się, aby inni czerpali siłę z mojej historii i budowali własną, realizując swoje cele – powiedziała Jones.

Hurkacz nie zawiódł. Wygrana w finale

Rozstawiony z „czwórką” Hubert Hurkacz wygrał turniej ATP na kortach twardych w Delray Beach (pula nagród 418 tys. dol.) i zdobył drugi tytuł w...

zobacz więcej

Specjalna rakieta i mnóstwo ćwiczeń


Nietypowe schorzenie, na które cierpi, sprawia, że musi używać specjalnej rakiety. Normalna jest po prostu zbyt ciężka.

– Gdy przyjechałam na eliminacje, byłam załamana. Wielka różnica temperatur pomiędzy Londynem a Dubajem sprawiła, że nie byłam w stanie utrzymać rakiety. To się zdarza. Przytrafiają się dni, gdy nie mogę serwować tak mocno, jakbym chciała. Czasem szwankuje też forehand, który uważam za swoją największą broń. Na szczęście, gdy wyszłam na kort, dolegliwości minęły – opowiadała.

Problemem są także stopy. W jednej nodze ma cztery palce, w drugiej trzy.

Wielkim wyzwaniem było dla mnie uzyskanie takiej formy fizycznej, aby nie odnosić kontuzji. Musiałam nauczyć się zupełnie innej pracy stóp i sposobu biegania. Musiałam zmienić środek ciężkości w ciele, aby być w stanie utrzymać równowagę – przyznała 20-latka.

Australian Open przełożony przez koronawirusa

Wielkoszlemowy turniej tenisowy Australian Open rozpocznie się 8 lutego i potrwa do 21 lutego w Melbourne, a kwalifikacje zostaną rozegrane w...

zobacz więcej

– Nigdy nie miałam pretensji do losu o to, że mój wygląd odbiega od innych. Jestem zdania, że każdy z nas otrzymuje swój zestaw kart i musi spróbować wygrać – dodała

Awans do Australian Open sprawi, że tenisistka przesunie się w rankingu WTA w okolice czołowej 200.

– Już odliczam czas do losowania. Każdy przeciwnik będzie dla mnie fascynujący. Czeka mnie wspaniałe doświadczenie, niezależnie od tego, czy trafię na Serenę Williams i szybko przegram w dwóch setach – uzupełniła.

Francesca Jones ma szansę na dziką kartę w Wimbledonie


Turniej w Melbourne nie będzie jedyną imprezą wielkoszlemową, w której wystąpi Jones. Jeśli tylko dopisze jej zdrowie, otrzyma dziką kartę uprawniającą do gry w Wimbledonie.

Było to trzecie podejście zajmującej 241. miejsce w rankingu światowym zawodniczki do głównej drabinki wielkoszlemowych zmagań. Zarówno w 2018, jak i 2019 r. odpadła w pierwszej rundzie eliminacji Wimbledonu (dwa lata temu przegrała na tym etapie z Katarzyną Kawą).

źródło:
Zobacz więcej