RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Rozdać tysiące całusów. Jak amerykańska aktorka zagrzewała żołnierzy do walki

Marilyn Hare w sesji dla magazynu  „LIFE” z 1942 r. (fot. John Florea/The LIFE Picture Collection via Getty Images)
Marilyn Hare w sesji dla magazynu „LIFE” z 1942 r. (fot. John Florea/The LIFE Picture Collection via Getty Images)

Po japońskim ataku na bazę w Pearl Harbor gabinet Stanów Zjednoczonych rozpoczął zmasowaną kampanię, która miała przekonać obywateli o słuszności udziału ich kraju w wojnie. Na różne sposoby próbowano też podnosić morale amerykańskich żołnierzy. Szczególnie wypadała na tym tle „akcja motywacyjna” pewnej młodej aktorki.

Dlaczego Hitler wypowiedział wojnę USA? [WYWIAD]

Co chcieli osiągnąć Japończycy, atakując 7 grudnia 1941 r. amerykańską bazę wojskową w Pearl Harbor? Jak przed nalotem wyglądały kontakty...

zobacz więcej

Na początku 1942 r. sytuacja na frontach II wojny światowej nie napawała aliantów optymizmem. Inicjatywa strategiczna wciąż leżała po stronie wroga, który konsekwentnie rozszerzał strefy swoich wpływów. „Azjatycki blitzkrieg” pozwalał przypuszczać, że niedługo mogą ziścić się marzenia Japonii o dominacji w rejonie Pacyfiku.

Niepokojąca była również pozycja Brytyjczyków w Afryce Północnej. Od roku przebywał tam doświadczony gen. Erwin Rommel, potęgujący obawy aliantów dotyczące utraty kontroli nad Kanałem Sueskim. Tymczasem przed Amerykanami rysowała się wizja długotrwałej i wyniszczającej wojny. Nerwowa atmosfera udzielała się zarówno wyruszającym na front żołnierzom, jak i cywilom.

W tych niepewnych czasach 18-letnia Marilyn Hare, początkująca aktorka i córka słynnego piosenkarza radiowego Erniego Hare’a, postanowiła w nietypowy sposób zagrzać do walki amerykańskich chłopców.

Marilyn Hare i jej licznik pocałunków


„W tej godzinie narodowego kryzysu panna Hare wypracowała swój unikatowy program motywujący do zwycięstwa. Jej dążeniem było obdarować pocałunkiem [w policzek lub czoło] 10 tys. żołnierzy” – można było przeczytać w marcu 1942 r. na łamach jednego z wydań amerykańskiego magazynu „LIFE”.

Polak, który dał Amerykanom walkie-talkie

Henryk Magnuski należał do czołówki światowych inżynierów. To jemu zawdzięczamy jedno z pierwszych walkie-talkie, które było powszechnie używane...

zobacz więcej

Miesiąc wcześniej reporterzy gazety udali się wraz z aktorką do bazy wojskowej położonej nieopodal fabryki samolotów w południowej Kalifornii. Pamiątką po tej wizycie była seria uroczych zdjęć autorstwa Johna Flore'a (późniejszego fotografa Marilyn Monroe ).

Nie potrzeba wielu słów, aby opisać szampański nastrój, w jaki wprawiła wszystkich obecność atrakcyjnej Marilyn. Na jednej z fotografii widać wrażliwego żołnierza, który „mdleje” pod wpływem jej pocałunku, na innej aktorka układa usta w charakterystyczny „dzióbek”, trzymając w ręce swój niezawodny „kissometr” – urządzenie zliczające uszczęśliwionych przez nią panów.

Przed przystąpieniem do swojej „akcji” panna Hare odśpiewała przy akompaniamencie akordeonu słowa popularnego utworu Nelsona Eddy’ego: „Dajcie mi dziesięciu dzielnych mężczyzn, a ja znajdę wam ich wkrótce dziesięć tysięcy więcej”. Jak nietrudno się domyślić, to właśnie ta piosenka zainspirowała 18-letnią aktorkę do „rozdania” żołnierzom 10 tys. pocałunków.

„Wpływ na morale był wspaniały”


Pierwsi „obdarowani” spotkali Marilyn w głównym budynku bazy, gdzie – jak relacjonował magazyn „LIFE” – „dała skosztować każdemu uśmiechniętemu żołnierzowi swych ślicznych ust”. Przechadzając się po poligonie, znienacka cmoknęła mężczyznę skupionego na szorowaniu podłogi oraz – lekko zatykając „swój piękny nosek” – pocałowała żołnierza obierającego cebulę.

Zagadka śmierci Marilyn Monroe. Zginęła za romans z braćmi Kennedy?

Choć od śmierci Marilyn Monroe minęło już niemal 60 lat, tragiczny los największej seksbomby w historii Hollywood nie przestaje fascynować....

zobacz więcej

Następnie udała się wolnym krokiem w stronę długiej kolejki ustawionej przed punktem wydawania posiłków, aby dać buziaka każdemu z oczekujących. „Co powie moja żona, gdy zobaczy to zdjęcie?” – westchnął pewien szeregowy. „Chyba miałeś na myśli: »co ty jej powiesz«?” - usłyszał od rozbawionego kolegi.

Marilyn nie ominęła żadnego żołnierza znajdującego się na terenie bazy. Na łamach „LIFE” podkreślano jednocześnie, że choć nie brakowało przygotowanego przez nią „wojennego towaru”, nikogo nie faworyzowała i nie przydzielała dodatkowych „racji”.

Pod koniec dnia licznik panny Hare odnotował 733 mężczyzn – tylu, ilu znajdowało się na terenie bazy. Nie wiadomo, czy pocałowała później następnych 9267 żołnierzy, aby osiągnąć swój publicznie określony cel.

Postanowili nie myć twarzy


Gdy aktorka żegnała się z żołnierzami, miała od nich usłyszeć, że „przez najbliższy miesiąc nie będą myć swoich twarzy”. „Wpływ na morale był wspaniały”- podsumował krótko „LIFE”.

Mogłoby się wydawać, że sympatyczny gest młodej aktorki wpłynie na jej popularność i przyszłe sukcesy zawodowe. Stało się jednak inaczej. Do swojej śmierci w październiku 1981 r. Marilyn Hare grała tylko niewielkie role w amerykańskich filmach i serialach. Jak słusznie zauważyła jednak swego czasu Lizabeth Ronk, fotoedytorka LIFE.com, „dla kilkuset wdzięcznych żołnierzy amerykańskich była ona gwiazdą pierwszego formatu” .

źródło:
Zobacz więcej