RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Hitler podbija USA. Plany inwazji III Rzeszy i Japonii

Prototyp samolotu Messerschmitt Me 264, mogącego w założeniu przeprowadzać naloty na USA (fot. Bundesarchiv, Bild 146-1989-039-16A / CC BY-SA 3.0 DE)
Prototyp samolotu Messerschmitt Me 264, mogącego w założeniu przeprowadzać naloty na USA (fot. Bundesarchiv, Bild 146-1989-039-16A / CC BY-SA 3.0 DE)

Chociaż przebieg II wojny światowej pokazał, że ogromny potencjał militarny USA był poza jakimkolwiek zasięgiem Niemiec i Japonii, Amerykanie obawiali się inwazji sił wroga na ich ojczyznę. Odzwierciedleniem tych nastrojów, ale i źródłem, które je podsycało, były zarówno artykuły publikowane w poczytnych tytułach prasowych, jak i działania samych Państw Osi.

Rozdać tysiące całusów. Jak amerykańska aktorka zagrzewała żołnierzy do walki

Po japońskim ataku na bazę w Pearl Harbor gabinet Stanów Zjednoczonych rozpoczął zmasowaną kampanię, która miała przekonać obywateli o słuszności...

zobacz więcej

Niemieckie samoloty bombardujące Nowy Jork i Waszyngton. Ogromne japońskie lotniskowce rozpylające śmiercionośne patogeny na Zachodnim Wybrzeżu. Długie kolumny jeńców, prowadzone przez żołnierzy wrogiej armii po przegranej bitwie u stóp Mount Rainier. Czy takie scenariusze były w ogóle możliwe? Okazuje się, że podobne wizje snuli i Amerykanie, i ich przeciwnicy.

„Teraz USA muszą walczyć o swoje życie”


Szef dyplomacji Trzeciej Rzeszy Joachim von Ribbentrop miał kiedyś powiedzieć, że „wielkie mocarstwo nie pozwala sobie, by ktoś wypowiadał mu wojnę – ono samo ją wypowiada”. Nie wiadomo, czy słowa te miały jakikolwiek wpływ na Adolfa Hitlera, ale już 11 grudnia 1941 r. – cztery dni po japońskim ataku na bazę w Pearl Harbor – niemiecki dyktator wypowiedział wojnę Stanom Zjednoczonym. Zrobił to, choć wcale nie musiał. Zapisy, które znalazły się w zawartym we wrześniu 1940 r. Pakcie Trzech, nie zobowiązywały Berlina do takiego posunięcia.

Chociaż Państwa Osi nie posiadały potencjału, który umożliwiałby im przeprowadzenie skutecznej inwazji na Stany Zjednoczone, Amerykanie szczerze obawiali się w tym czasie o bezpieczeństwo swoje i najbliższych. W marcu 1942 r. obywatele USA mieli okazję skonfrontować te niepokoje ze śmiałymi wizjami pisarza science fiction Philipa Wyliego, który pokusił się o napisanie artykułu „Teraz USA muszą walczyć o swoje życie”.

Tekst, który ukazał się na łamach amerykańskiego magazynu „Life”, został zilustrowany sugestywnym zdjęciem przedstawiającym niemiecką torpedę znalezioną na jednej z wysp Antyli Holenderskich. W opisie fotografii czytamy: „Oficerowie holenderski i amerykański przyglądają się długiej na 18 stóp (5, 49 m – red.) torpedzie, wystrzelonej przez U-Boota na karaibskiej plaży wyspy Aruba. Niedługo potem pocisk wybuchł, zabijając czterech mężczyzn”.

Wylie – nawiązując do tego zdjęcia – rozpoczął artykuł słowami: „Patrzysz na pierwszy niemiecki pocisk, znaleziony podczas tej wojny na zachodniej półkuli. Zanim wojna się skończy, zobaczysz ich z pewnością jeszcze bardzo wiele”.

Trzon artykułu Wyliego stanowiła część pt. „Sześć sposobów na zaatakowanie USA”, w której znalazły się opisy możliwych – zdaniem autora – scenariuszy japońsko-niemieckiego desantu. Każdy z wariantów zilustrowano mapami, prezentującymi opisywane strategie wroga.

Na końcu tekstu znalazło się też kilka ponurych grafik autorstwa znanych w USA artystów, w tym Teda Kautzky'ego, Alexandra Deydenfrosta i Jacka Cogginsa. Przedstawiono na nich przerażające wizje bitew, bombardowań i desantów powietrznych.  
Według amerykańskiego pisarza Philipa Wyliego Niemcy mogli przeprowadzić desant na USA (fot. NAC)
Według amerykańskiego pisarza Philipa Wyliego Niemcy mogli przeprowadzić desant na USA (fot. NAC)

Dlaczego Hitler wypowiedział wojnę USA? [WYWIAD]

Co chcieli osiągnąć Japończycy, atakując 7 grudnia 1941 r. amerykańską bazę wojskową w Pearl Harbor? Jak przed nalotem wyglądały kontakty...

zobacz więcej

Przechodząc do samych map należy podkreślić już na samym początku, że każdy z wariantów zaproponowanych przez autora był – delikatnie mówiąc – bardzo przerysowany. Założenia, na których opierały się rozważania Wyliego nie mogły tak naprawdę zaistnieć, bądź szansa ich wystąpienia była bardzo niewielka ze względu na możliwości militarne i techniczne sił Osi oraz panujące realia polityczne. Pisarz zdawał się np. zupełnie ignorować oficjalną neutralność Francji Vichy oraz lekceważył potencjał brytyjskich sił powietrznych i morskich.

Mapy z „Life” należy zatem postrzegać wyłącznie w kategorii interesującego źródła historycznego, będącego pewnym odbiciem nastrojów panujących w ówczesnym społeczeństwie amerykańskim.

Jak podbić Amerykę


W pierwszym wariancie połączone siły niemiecko-japońskie miały opanowywać kolejne pacyficzne wyspy, zbliżając się stopniowo do Zachodniego Wybrzeża USA. Co warte odnotowania, plan ten został ostatecznie wprowadzony w życie, ale przeciwko Japończykom – przyświecały mu dokładnie te same założenia, na których opierała się słynna taktyka „żabich skoków” amerykańskiego gen. Douglasa MacArthura.

Wylie prognozował, że Niemcy zdołają zniszczyć brytyjską flotę oraz przeprowadzą dezorganizacyjne ataki na Wschodnim Wybrzeżu przy użyciu pancerników, okrętów podwodnych oraz bombowców dalekiego zasięgu. Mieli także zająć Gibraltar, otwierając w ten sposób drogę na Atlantyk flocie Włoch i Francji Vichy.

Pisarz wyobrażał sobie, że część jednostek cesarskich zmyliłaby Amerykanów, prowadząc pozorowane ataki na Australię, podczas gdy główne siły niemieckie opłynęłyby Afrykę, w celu przedarcia się na Pacyfik. Następnie Niemcy i Japończycy mieliby dążyć do zdobycia leżących u wybrzeży Alaski Aleutów, skąd przeprowadziliby uderzenia na Seattle, San Francisco i Los Angeles. Inwazja miała być tutaj wspierana przez działania piątej kolumny – wrogów wewnętrznych USA.

Drugi plan został określony przez autora jako „trudny do zrealizowania”. Zakładał on, że Japończycy opanują najpierw zewnętrzne wyspy Hawajów, na których założą swoje bazy lotnicze. Z Pearl Harbor miało wyjść główne uderzenie na San Francisco, poprzedzone pozorowanymi atakami na Los Angeles i Seattle. Był to jedyny scenariusz, w którym Wylie nie przewidywał sabotażu ze strony piątej kolumny.
W wizjach Wyliego znalazła się m.in. taktyka „żabich skoków”, stosowana potem przez Amerykanów (fot. Domena publiczna)
W wizjach Wyliego znalazła się m.in. taktyka „żabich skoków”, stosowana potem przez Amerykanów (fot. Domena publiczna)

Tak Niemcy planowali wygrać wojnę. Niedoszły pakt Hitlera i Stalina

Pod koniec 1940 r. Adolf Hitler rozważał rozszerzenie dotychczasowej współpracy z Sowietami. Podczas rozmów toczonych w Berlinie od 12 do 13...

zobacz więcej

Kolejny wariant polegał na opanowaniu przez Japończyków wysp Galapagos oraz przeprowadzeniu fałszywego ataku na Hawaje. Pisarz stwierdził, że Japonia skieruje swoje siły również w stronę Ekwadoru, który... nie znajdował się w stanie wojny z Tokio. Z baz lotniczych założonych w tym południowoamerykańskim kraju miały startować samoloty atakujące Kanał Panamski. Następnie jednostki wroga posuwałyby się na północ wzdłuż Zachodniego Wybrzeża.

W planie numer cztery kluczową rolę miały odgrywać operacje w Afryce Północnej. Siły Osi uzyskują w tym scenariuszu pełną kontrolę nad Morzem Śródziemnym, zajmując Gibraltar (Wylie założył atak lądowy z terytorium neutralnej Hiszpanii gen. Francisco Franco) oraz Kanał Sueski. Następnie połączone floty Włoch, Japonii, Niemiec i Francji Vichy przeprowadziłyby rajd morski na hiszpańskie Kanary. Kolejny punkt tego scenariusza polegał na wyruszeniu wrogiej floty z bazy w Dakarze i zaatakowaniu brazylijskiego miasta Natal (Brazylia znalazła się w stanie wojny z Berlinem pod koniec sierpnia 1942 r.), skąd Niemcy i Japończycy skierowaliby się na północ, zajmując Trinidad. Pierwszym zaatakowanym celem w USA byłby Nowy Orlean.

Piąty scenariusz był kombinacją założeń planu pierwszego i czwartego. Tak jak poprzednio Państwa Osi miały uzyskać kontrolę nad Morzem Śródziemnym. Następnie doszłoby do zastosowania taktyki „żabich skoków”, polegającej tym razem na tworzeniu baz na kolejnych wyspach leżących na Atlantyku: Maderze, Azorach, Kanarach, Wyspach Zielonego Przylądka i Bermudach. Pierwszym celem ataku w USA byłby Norfolk w Wirginii, gdzie znajdowała się główna baza amerykańskiej marynarki. Według tego scenariusza Niemcy mieli też przeprowadzić naloty na Wielką Brytanię.

W ostatnim wariancie Wylie kreślił wizję zablokowania brytyjskiej Royal Navy przez niemieckie okręty podwodne, co pozwoliłoby siłom Osi na zdobycie Islandii oraz Grenlandii. Atakując USA nieprzyjaciel miał wykorzystać także terytorium Kanady.

Niemieccy dywersanci


Apokaliptyczne wizje z „Life” wpisywały się w szereg innych, niepokojących przekazów, obecnych wtedy w amerykańskiej prasie. Tymczasem Państwa Osi starały się wykorzystać obawy panujące w Stanach Zjednoczonych, aby wpłynąć na tamtejszą opinię publiczną. Dość wspomnieć, że już w maju 1942 r. w niemieckim czasopiśmie „Die Wehrmacht” został przedrukowany propagandowy materiał pt. „W ten sposób uderzymy na Amerykę” (w oryginale: „So greifen wir Amerika an”).

Niemiecki wywiad rozważał nawet działania sabotażowe na terenie wroga, które dziś określilibyśmy mianem zamachów terrorystycznych. Zakładano, że po serii skoordynowanych ataków na amerykańskie cele, obywatele USA zaczną naciskać na władze, aby wycofały ich kraj z wojny.
Zdaniem Wyliego ważną rolę w inwazji miały odegrać niemieckie U-Booty (fot. Bundesarchiv, Bild 101II-MW-3495-04 / Buchheim, Lothar-Günther / CC-BY-SA 3.0)
Zdaniem Wyliego ważną rolę w inwazji miały odegrać niemieckie U-Booty (fot. Bundesarchiv, Bild 101II-MW-3495-04 / Buchheim, Lothar-Günther / CC-BY-SA 3.0)

Historyk: W czasie wojny niemieccy żołnierze uprawiali „turystykę egzekucyjną”

74 lata temu przed Międzynarodowym Trybunałem Wojskowym w Norymberdze stanęło 22 niemieckich zbrodniarzy wojennych. Nie wszystkich spotkała jednak...

zobacz więcej

Jedyną znaną akcją dywersyjną Trzeciej Rzeszy, która zakończyła się lądowaniem niemieckich żołnierzy na terytorium Stanów Zjednoczonych, była Operacja „Pastorius”(jej nazwa nawiązywała do żyjącego na przełomie XVII i XVIII w. Francisa Daniela Pastoriusa, założyciela Germantown w Pensylwanii – pierwszej stałej osady niemieckiej w Ameryce). Podzielono ją na dwie tury. Pierwsza grupa czterech dywersantów wypłynęła U-Bootem z bazy we Francji, docierając 13 czerwca 1942 r. na Long Island. Kolejny czteroosobowy zespół wylądował 17 czerwca w okolicach Jacksonville na Florydzie.

Wszyscy zwerbowani mężczyźni mieszkali w Stanach Zjednoczonych, a dwóch z nich posiadało amerykańskie obywatelstwo. Przed przystąpieniem do misji przeszli intensywne, trzytygodniowe szkolenie w ośrodku nieopodal Berlina, na którym uczyli się m.in. produkcji materiałów wybuchowych oraz studiowali swoje nowe życiorysy. Przełożeni zachęcali ich, aby doskonalili swój angielski, rozmawiając w tym języku między sobą oraz czytając amerykańską prasę.

Głównym celem niemieckich spiskowców było przeprowadzenie ataków na infrastrukturę wroga. Na ich liście znalazły się m.in. elektrownie wodne w Niagara Falls, jeden z największych na świecie producentów aluminium Alcoa Corporation, śluzy na rzece Ohio i odcinek kolejowy Horseshoe Curve w Pensylwanii. Dywersanci mieli również doprowadzić do paniki w społeczeństwie, wysadzając w powietrze mosty, budynki użyteczności publicznej, dworce i stacje metra.

Wsiadając na pokłady U-Bootów agenci byli odziani w mundury niemieckiej Kriegsmarine oraz wyposażeni w fałszywe dokumenty. Chodziło o to, aby w razie natychmiastowego zatrzymania nie zostali oskarżeni o szpiegostwo, za które groziłaby im kara śmierci. 4 lipca 1942 r. obie grupy spiskowców miały spotkać się w hotelu w Cincinnati w stanie Ohio, aby omówić koordynację swoich działań.

Pierwsze problemy pojawiły się jeszcze przed rozpoczęciem Operacji „Pastorius”. Podejrzewano np., że szef jednej z grup, George John Dasch, mógł zgubić w pociągu dokumenty z wrażliwymi danymi. Jakby tego było mało, inny z uczestników misji miał, w stanie upojenia alkoholowego, zdradzić, że jest tajnym agentem klientom jednego z barów w Paryżu.

Ostatecznie plan upadł przez zdradę Dascha, który sam zgłosił się do FBI. Wcześniej mężczyzna wyjawił swoje zamiary innemu agentowi, Ernestowi Peterowi Burgerowi. – Otworzył okno w pokoju hotelowym i powiedział, że musimy porozmawiać. Stwierdził, że jeśli się nie dogadamy, to jeden z nas wyjdzie przez drzwi, a drugi wyleci przez okno. Mówił, że nienawidzi nazizmu i nie chce kontynuować naszej misji – relacjonował potem Burger.

Proces niemieckich szpiegów biorących udział w Operacji „Pastorius” (fot. Domena publiczna)
Proces niemieckich szpiegów biorących udział w Operacji „Pastorius” (fot. Domena publiczna)

Zrzucić bombę atomową na Kreml. Pomysł Churchilla na ZSRR?

Do dokonania ataku nuklearnego na ZSRR w celu wygrania zimnej wojny wezwał w 1947 roku USA lider konserwatywnej opozycji Winston Churchill –...

zobacz więcej

Dwa tygodnie później wszyscy spiskowcy zostali zatrzymani. Sześciu z nich stracono na krześle elektrycznym. Burger został skazany na dożywocie, a Dasch na 30 lat więzienia, jednak już w 1948 r. zostali ułaskawieni przez prezydenta Harry’ ego Trumana i odesłani do RFN.

Niepowodzenie misji zniechęciło Hitlera do podejmowania kolejnych wielkich akcji sabotażowych na terenie USA. Odtąd tylko raz wysłał jeszcze do Stanów Zjednoczonych dwóch cywilnych szpiegów, którzy mieli za zadanie zebrać informacje o amerykańskich technologiach i obiektach militarnych w ramach Operacji „Elster”.

Bitwa o Los Angeles


Niemcy dość szybko zaczęli głowić się nad projektami bombowców strategicznych dalekiego zasięgu, które byłyby w stanie przeprowadzać naloty na najważniejsze miasta Wschodniego Wybrzeża. 12 maja 1942 r. marszałek Hermann Göring sygnował swoim podpisem nowatorski projekt „Amerika Bomber”, który rozesłano wkrótce do największych wytwórni lotniczych w kraju. Opis zlecenia był krótki, ale bardzo śmiały: chodziło o skonstruowanie samolotu, który będzie w stanie dolecieć z Azorów do Nowego Jorku i wrócić do bazy. W konkursie wzięły udział firmy Messerschmitt, Junkers, Heinkel i Focke-Wulf.

Na potrzeby przetargu ogłoszonego przez Göringa powstały koncepcje jednych z najnowocześniejszych maszyn tamtych czasów. Znalazły się wśród nich nietuzinkowe modele o futurystycznych kształtach, jak oparte na układzie latającego skrzydła Arado Ar E.555, napędzane sześcioma silnikami odrzutowymi. U schyłku wojny bracia Horten rozwiną wizję przedstawioną przez Arado, projektując model Ho 229 – pierwszy tego typu samolot na świecie, mogący osiągać prędkość ponad 950 km/h.

Zwycięzcą ogłoszonego przetargu został ostatecznie Junkers Ju 390, będący sześciosilnikową wersją produkowanego już Ju 290. Göringowi spodobał się też Messerschmitt Me 264 – do produkcji trafiły trzy prototypy, które nigdy nie odbyły jednak lotu bojowego. Dwa z nich zostały zniszczone w wyniku alianckiego nalotu.

Chociaż Niemcom udało się stworzyć maszyny mogące – przynajmniej w teorii – przeprowadzić bombardowanie amerykańskich celów strategicznych, a w późniejszym czasie Berlin rozwodził się nawet nad budową rakiet międzykontynentalnych, Amerykanie obawiali się raczej nalotów japońskich. Obawy te były na tyle silne, że gdy 24 lutego 1942 r. artyleria przeciwlotnicza w Los Angeles otworzyła niespodziewanie ogień, momentalnie przyłączyły się do niej kolejne baterie, a ludność cywilna zeszła do schronów i piwnic.

Chociaż świadkowie twierdzili, że widzieli na niebie jakiś obiekt, w czasie kilkugodzinnej „bitwy o Los Angeles” nie udało się strącić żadnego samolotu. Po przeprowadzeniu śledztwa w tej sprawie incydent uznano za fałszywy alarm.
Niemcy stworzyli samolot odrzutowy o konstrukcji latającego skrzydła (fot. Domena publiczna)
Niemcy stworzyli samolot odrzutowy o konstrukcji latającego skrzydła (fot. Domena publiczna)

„Właściwie w każdej niemieckiej rodzinie milczano na jakiś temat związany z wojną”

Dopiero kiedy zaczęłam pisać książkę i rozpoczęłam zbieranie materiałów do niej, dowiedziałam się, co robili wtedy niemieccy policjanci na ziemiach...

zobacz więcej

Bomby balonowe i broń biologiczna


Pod koniec wojny różnych sposobów ataku na kontynentalne USA szukała także Japonia. Od listopada 1944 r. do kwietnia 1945 r. Tokio wypuściło w kierunku Ameryki ponad 9 tys. dużych balonów wypełnionych wodorem, do których doczepiano ładunek bojowy składający się zwykle z 15-kilogramowej bomby burzącej i kilu małych bomb zapalających. Broń zwana bombą balonową Fu-Go była tak skonstruowana, że po upływie trzech dni potrzebnych na pokonanie Pacyfiku traciła automatycznie zapas wodoru i zrzucała bomby.

Wynalazek okazał się jednak bardzo nieskuteczny – do celu dotarło zaledwie 10 proc. balonów, z których część nie wybuchała z powodu wad mechanizmu. O niskiej efektywności Fu-Go świadczy również fakt, że łącznie przyczyniła się ona do śmierci sześciu osób.

Kilka miesięcy przed kapitulacją japońscy planiści rozważali również przeprowadzenie ataku biologicznego z wykorzystaniem nowoczesnych podwodnych lotniskowców dalekiego zasięgu I-400. Operacja o kryptonimie „PX”, która zakładała rozpylenie śmiercionośnych mikrobów na Zachodnim Wybrzeżu USA, miała rozpocząć się 26 marca 1945 r.

Do opracowania planu zaangażowano mikrobiologa Shiro Ishii’ ego z niesławnej Jednostki 731 w Mandżurii, w której prowadzono okrutne eksperymenty na jeńcach wojennych i chińskich cywilach. Ishii nalegał, aby uderzenie przy użyciu patogenów rozpylanych przez samoloty wesprzeć desantem żołnierzy zakażonych dżumą i cholerą, ale wojskowi nie wyrazili na to zgody.

Przygotowania do akcji przerwał w ostatnim momencie głównodowodzący atakiem, gen. Umezu Yoshijiro. Jak później tłumaczył: „Jeśli doszłoby do wybuchu wojny biologicznej, jej skala przerosłaby rozmiary konfliktu między Japonią a Ameryką; wywiązałaby się walka ludzkości z bakteriami, która nie miałaby końca. Naraziłoby to Japonię na pogardę całego świata”.

Przez wiele lat na temat Operacji „PX” milczał zaangażowany w ten projekt kapitan Eno Yoshio. Wynikało to poniekąd z towarzyszącego mu poczucia wstydu, jak i świadomości, że informacja o planie przeprowadzenia ataku biologicznego przez Japonię nie zostanie dobrze przyjęta przez społeczność międzynarodową.
Japońskie lotniskowce typu I-400 miały być wykorzystane w ataku biologicznym na USA (fot. Wikimedia commons/domena publiczna)
Japońskie lotniskowce typu I-400 miały być wykorzystane w ataku biologicznym na USA (fot. Wikimedia commons/domena publiczna)

„Walka z Niemcami w 1939 r. to jedyna rozsądna decyzja”

„Dywagacje na temat alternatyw września 1939 r. cieszą się popularnością bazującą na niewiedzy i infantylnej wierze, że mądra polityka pozwoliłaby...

zobacz więcej

„Po raz pierwszy mówię cokolwiek o Operacji »PX«, ponieważ dotyczyła ona zasad prowadzenia wojny oraz prawa międzynarodowego. Plan nie został wprawdzie wprowadzony w życie, ale czułem, że sam fakt, iż go sformułowano, doprowadziłby do nieporozumienia na skalę międzynarodową. (…) Nawet teraz nie czuję się komfortowo, mówiąc o tym, ale w tamtym czasie Japonia bardzo przegrywała i wszelkie sposoby na wygraną wydawały się w porządku” – mówił w sierpniu 1977 r. w wywiadzie dla japońskiego dziennika „Sankei”.

USA na strefy podzielone


Gdyby Państwom Osi udało się jednak przeprowadzić skuteczny desant na amerykańskie wybrzeża, bez wątpienia zaważyłoby to na ostatecznym wyniku II wojny światowej. Jak mógłby wyglądać taki świat, w którym Niemcy i Japonia wygrywają globalny konflikt, rzucając USA na kolana, pokazał dobitnie Philip K. Dick w swojej dystopicznej powieści „Człowiek z Wysokiego Zamku”.

W koncepcji pisarza Stany Zjednoczone zostają podzielone na strefy okupowane przez Berlin i Tokio, pomiędzy którymi powstaje dodatkowo tzw. strefa buforowa. Codziennością dla ludności podbitego kraju jest wszechobecny terror, a do tego – jak przekonuje Dick – możliwym scenariuszem byłoby zaistnienie stanu zimnej wojny pomiędzy dawnymi sojusznikami.

Równie ponura wizja inwazji wrogich sił na USA została przedstawiona w przygotowanych dla amerykańskiego rządu filmach z serii „Why we fight” („Dlaczego walczymy”), w których usprawiedliwiano decyzję władz o przyłączeniu się do II wojny światowej. Twórcy produkcji przekonywali, że Państwa Osi będą dążyć do podbicia wszystkich kontynentów, a Stany Zjednoczone zostaną przez nie zaatakowane jako ostatnie wolne państwo na świecie.

Państwa Osi nie zdołały jednak nawet trochę zbliżyć się do realizacji tych złowieszczych scenariuszy, a rozproszenie sił na wielu frontach załamało w końcu serię ich wielkich podbojów.

źródło:
Zobacz więcej