RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

„Z mediami trzeba uważać. Można bardziej zaszkodzić, niż pomóc”. Wywiad z Robertem Friedrichem „Litzą” [WIDEO]

Większości swoich dzieci od wczesnych lat aplikował razem z żoną nauczanie domowe, prowadził zajęcia m.in. z WF-u i religii. Od dawna działa w Kościele, współpracuje z wieloma duchownymi, z częścią z nich się przyjaźni. Teraz w wielu serwisach internetowych czyta, że jest zagorzałym antyklerykałem, który zabronił dzieciom chodzić na lekcje religii. Nie tylko swoim – wszystkim z Arki Noego. O tym, czy rycerze clickbaitów na pewno wiedzą, co robią, jak z białego zrobić czarne i czy da się to odkręcić, fake newsach, social mediach, foliarzach i miłości w czasach zarazy rozmawiam z mężem jednej żony, ojcem siedmiorga dzieci, zaangażowanym chrześcijaninem, a także legendą polskiej sceny rockowej Robertem „Litzą” Friedrichem.

Litza i Hans o nowym albumie Luxtorpedy. „Dojrzeliśmy”

Ten materiał jest kolejnym albumem „Luxtorpedy”, który jest dojrzalszy niż poprzednie. To owoc naszej dojrzałości jako ludzi, jako muzyków –...

zobacz więcej

Magda Nierebińska: Robert, kim jest dla ciebie klerykał?

Robert Friedrich Dzisiaj akurat moje dzieci mnie o to pytały, bo też przeżywają mocno tę całą sytuację, która zaistniała w necie i dostają różne prywatne informacje. Nie ukrywam, że cała rodzina jest, najdelikatniej mówiąc – smutna, trudny czas mamy po tych ostatnich publikacjach. Moje młodsze dzieci (najmłodsze ma 15 lat) mnie dziś o to zapytały, ale – tato, nie definicję, tylko na przykładach.

Mówię im: jak do mnie przyjeżdża jakiś ksiądz, a trwa budowa, to pan na budowie mówi językiem budowlanym: podaj mi, k***a, to czy tamto; i potem to samo by powiedział ksiądz. I syn odpowiada: ksiądz tak nie może powiedzieć.

No dobrze, pytam: a gdyby przyjechał do mnie proboszcz supernowoczesnym samochodem? Syn mówi: no, ksiądz nie może mieć takiego samochodu, bo to jest zgorszenie.

Powiem ci, jaka jest moja definicja klerykalizmu. Ja nie byłem osobą wychowywaną w duchu modlitwy, religii – nie chodziłem na religię; dopiero jak mieliśmy 20 lat z moją żoną, to na naszej drodze stanęli tacy pasterze, którzy mnie przygotowali do bierzmowania, odrobiłem zaległości. Nie miałem nigdy takich naleciałości, które by różniły moje postrzeganie proboszcza czy biskupa od nauczyciela czy jakiegokolwiek innego człowieka. Ksiądz czy biskup jest też moim współbratem czy przyjacielem. Na swojej drodze miałem takich duchownych, którzy mnie naprawdę zainteresowywali wiarą, żeby ruszyć tą drogą, poznać Chrystusa.

Obraz księdza z mediów? Nie znam takich osób


Ten obraz Kościoła, który się teraz w mediach promuje, jest mi obcy, dlatego że ja nie znam takich osób; mam wielu przyjaciół proboszczów, misjonarzy oddających swoje życie dla ewangelizacji – takie jest moje doświadczenie. Ale ja ich nie traktuję w sposób wyjątkowy, taki, że nie mogą np. palić albo rzucić wulgarnym słowem. Ja się tym nie gorszę. Oczywiście dla moich dzieci budowlaniec, który przeklina na dachu, żeby mu coś podać coś z dołu – może przeklinać, a ksiądz nie może.

„Razem stanowimy siłę. Osobno jesteśmy słabi”. Luxtorpeda w portalu tvp.info

Gdybym miał podsumować naszą płytę jednym słowem, powiedziałbym: „jedność”. Staramy się jednoczyć całą załogę, naszych słuchaczy, którzy są w...

zobacz więcej

Byłem świadkiem, jak ktoś mówił, że ksiądz to nawet mniej sika, jest bardzo pobożny, inny, wyjątkowy. Wielu moich przyjaciół, którzy nie są w Kościele, też ma ogromne pokłady takiego klerykalizmu, widziałem to. Na przykład wymagają od księdza więcej niż innych osób.

Spodziewają się, że taki rodzaj człowieka jest ulepiony z innej gliny.

Dzięki temu, że jesteśmy tyle lat we wspólnocie (neokatechumenalnej – red.), zobaczyłem, że takie zachowanie, dziwne traktowanie prezbitera, księdza – wcale mu nie pomaga. Dlatego słowa, które powiedziałem w wywiadzie dla „Gali”, bez tego kontekstu – mogły zostać tak odebrane. Nie jestem antyklerykałem w takim sensie jak Jerzy Urban. Wiem, że ksiądz, prezbiter jest moim bratem, przyjacielem, spowiednikiem. Pomagam mu jak bratu, traktuję go jak głowę zgromadzenia, kiedy jest liturgia – to jest po prostu normalne.

Fot. Instagram/ oko.litza

Powiedzmy teraz, co się w ogóle stało, bo widzowie nie muszą tego wiedzieć. Udzieliłeś niedawno wywiadu, w którym zadeklarowałeś, że raczej bliższa ci jest postawa antyklerykalna niż klerykalna. Jakieś grono osób wyciągnęło z tego prawdopodobnie wniosek, że wpisujesz się w tę narrację, która nakazuje mocno się teraz odcinać od Kościoła czy od osób duchownych.

My z żoną od czasu, kiedy zaczęliśmy być w Kościele, 32 lata naszego małżeństwa i bycia we wspólnocie, jesteśmy prowadzeni przez pasterzy, którzy przepowiadali nam Dobrą Nowinę – że Bóg jest dobry dla nas, którzy nie byliśmy kiedyś w Kościele, że dla nas też jest miejsce i szansa. To sprawiło, że mamy siódemkę dzieci, że mamy 11 wnucząt.

To nie definicja, to nie idea. To rzeczywistość


Zresztą nasze dzieci też widziały, że Bóg nam realnie pomaga w życiu, że to nie jest tylko jakaś definicja czy idea, ale rzeczywistość spotkania z Bogiem w faktach życia. I też poszły tą samą drogą, po naszych śladach – a my szliśmy śladami tych owiec, które szły przed nami.

Postrzegam Kościół jako ogromną pomoc dla mnie jako ojca, przede wszystkim męża, całe nasze małżeństwo nabrało sensu. Mnie stawiać na równi z wrogiem Kościoła to trochę tak jak wtedy, gdy Darka Malejonka przedstawiono jako antypatriotę. Widać po faktach życia, że Darek jest bardzo zaangażowany w świadomość patriotyczną i historyczną, a wielu ludzi, którzy mnie znają, wie, że ja jestem zaangażowany w życie Kościoła.

„Jak się jest rycerzem, idzie się na śmierć”. 2Tm2,3 o muzyce i Słowie

Teksty ich utworów muzycznych to fragmenty z Pisma Świętego. Mimo mocnych dźwięków, jak twierdzi muzyk Tomasz Budzyński, ich piosenki skierowane są...

zobacz więcej

W wywiadzie w „Gali”, który mi się bardzo podobał, choć nie mógł być puszczony w całości, tylko w części, ten element, kiedy rozmawialiśmy, że „moje dzieci nie chodziły na religię”, to był tylko urywek. Mówiłem o płycie, o miłości do żony, o tym, że nasze małżeństwo ma sens, że mamy wnuki – natomiast ten urywek był taki medialny, że uchwycono się tego; zrobiono ze mnie antyklerykała i wroga Kościoła, którym nie jestem.

W tym samym czasie, kiedy moje dzieci „nie chodziły na religię” – i wcale nie tak, jak kłamały niektóre media, że wypisałem je z religii, a co jeszcze gorsza, dzieci z Arki Noego nie chodziły na religię – na trasy Arki jeździł z nami prezbiter, mieliśmy prawie codziennie eucharystię wieczorem, żeby ten całe wydarzenie koncertowe jakoś podsumować w kontekście.

Uczyliśmy dzieci w domu. Odpowiadałem za religię i WF


Nasze dzieci są z nami od małego w Kościele, rodziły się we wspólnotach, dzięki wspólnotom mamy tyle dzieci – były od początku wychowywane w wierze i u nas przekaz wiary nie ogranicza się tylko do lekcji religii. Moje pierwsze dzieci chodziły na religię, ale od momentu, gdy przeszły na domowe nauczanie, to ja odpowiadałem za przekaz wiary. Odpowiadałam też za WF, moja żona za inne przedmioty, a te trudniejsze – fizyka, matematyka, biologia – z tego mieli dodatkowe lekcje z nauczycielami. Ale generalnie wszystko było online, to, czego dziś dzieci doświadczają. Myśmy od wielu lat tak się uczyli, czwórka naszych dzieci wychowała się właśnie w nauczaniu domowym, także – domowym nauczaniu lekcji religii. I tak doszły do matury.

Robert Friedrich z dziećmi i żoną (fot. Instagram/ oko.litza)

Wrócmy na chwilę do klerykalizmu. Papież Franciszek mówi o tym dość sporo i mówi rzeczy bardzo mocne: że klerykalizm w Kościele to perwersja. Jak normalny człowiek słyszy słowo „perwersja”, to wyobraża sobie rzeczy najgorsze, właściwie niewypowiadalne, bardzo złe. Franciszek mówi, że klerykalizm to anomalia, która niszczy jedność Kościoła, a przecież jedność w Kościele jest rzeczą podstawową. Papież nie zostawia na tym temacie suchej nitki; ty powiedziałeś tylko tyle, że raczej jesteś antyklerykalny niż klerykalny – i podniósł się pewien szum. Nie chcę z ciebie robić psychologa ani socjologa, ale – dlaczego mamy w Polsce takie przywiązanie do postawy klerykalizmu? O ile się zgadzasz, że tak jest.

Nie wiem. Nie powinienem tego słowa używać, bo jestem tylko muzykiem rockowym, nie powinienem w ogóle zabierać głosu w pewnych kwestiach, ale jak już mi się wyrwało, to myślałem o rzeczach, które sam usłyszałem w Kościele, co mówi też papież: pewne specjalne traktowanie księży nie jest dobre dla nich ani dla samego Kościoła.

Wzruszony Litza i nowy Maleńczuk, czyli drugi dzień festiwalu w Cieszanowie

Maciej Maleńczuk zagrał nowe utwory, Luxtorpeda nakręciła teledysk, a ekipa Happysad świętowała z jubileuszowym tortem. Drugi dzień Cieszanów Rock...

zobacz więcej

Tu nie chodzi o definicje; przez to, że mam częsty kontakt z biskupem, księżmi, czuję się przy nich zupełnie naturalnie, nie czuję się sparaliżowany, rozmawiając z nimi wiele razy szczerze; gdyby nie pasterze naszego Kościoła katolickiego, nie wiem, gdzie dzisiaj bym był: czy bym w ogóle miał dzieci, wnuki, czybyśmy jeszcze ze sobą byli, czybym się nie zapił na śmierć. Pod tym względem chyba wszystko jest jasne.

Szkoda, że zostało to tak źle odczytane i tak szybko ludzie wyciągają wnioski, a najbardziej boli, kiedy takie wnioski wyciągają ludzie, którzy są moimi braćmi w parafii, w Kościele.

Wyjaśnijmy sobie, co się stało po tym fajnym wywiadzie z jedną z twoich wypowiedzi, która została wyciągnięta na tytuł w kilkunastu tekstach, w różnych innych serwisach informacyjnych, które relacjonowały ten wywiad. I te tytuły poszły w świat. Wydaje mi się, że różnica między zdaniem „Moje dzieci nie chodziły na religię, ponieważ sam uczyłem ich religii w domu” a zdaniem „Moje dzieci nie chodziły na religię” jest taka, jak między krzesłem i krzesłem elektrycznym.

Nie przygotowuję się do wywiadów


Ja jestem zaskakiwany pytaniami w wywiadach i nie przygotowuję swoich odpowiedzi, tak jak teraz rozmawiamy, naturalnie. Zdarza mi się jako człowiekowi normalnemu, z krwi i kości, czasami nieprecyzyjnie się wypowiadać. Moja żona często mi to powtarza: że jestem nieprecyzyjny. Ona, znając całe tło tego, co mówię, to mnie rozumie i wie, o czym mówię, ale który tego słucha, to nie wie. I rzeczywiście to tak mogło wyjść. Natomiast przez to, że moje dzieci były w domowym nauczaniu – to my odpowiadaliśmy za przekaz wiary.


Nawet te starsze dzieci, które chodziły jeszcze normalnie do szkoły i na religię – to mnie nie zwalniało kompletnie z obowiązku, że jako ojciec, rodzic, mam obowiązek w pierwszej kolejności przekazać im wiarę, żeby je przygotować do życia. Myślę, że z żoną nam się to udało, oczywiście z Bożą pomocą, bo dzisiaj widać owoce – że mają dzieci, że mamy tyle wnuków. Dzięki Dobrej Nowinie, która jest w Kościele, udaje się to wszystko ciągnąć do przodu i jesteśmy szczęśliwi. Gdyby nie te różnego rodzaju akcje z manipulacjami, chyba nie moglibyśmy powiedzieć, że nam jest niedobrze.

Robert Friedrich z żoną (fot. Instagram/oko.litza)
Robert Friedrich z wnuczkami (fot. Instagram/oko.litza)

Czy czujesz się wykorzystany?

Tak, ale ja wiele razy byłem już wykorzystywany na różne sposoby. Nie lubię być traktowany instrumentalnie, ale taka jest rzeczywistość. Myślę, że to się wzięło z tego, że pierwszy tytuł mógł zwrócić uwagę na to, że Litza powiedział – albo pan Robert z Arki Noego – że wypisał dzieci z religii. Nie wypisywałem, bo nawet ich nie zapisałem – uczyliśmy dzieci w domu. Natomiast każdy następny tytuł musiał być bardziej specyficzny, żeby zachęcić ludzi do kliknięcia.

Taka narracja jest dla nas bardzo bolesna


Ja myślę, że media na tym zarabiają. Ten aspekt, że wolałem sam dzieci uczyć religii, to był promil tamtego wywiadu, ale na tym zbudowano narrację, która dla nas jest bardzo bolesna – nie tylko dla mnie, ale dla wszystkich dzieciaków z Arki Noego, tych, które kiedyś śpiewały i tych, które śpiewają teraz.

W pewnym momencie rzeźba w tytułach doszła do momentu, że już nawet nie tyle twoje dzieci nie chodziły na religię, co wszystkie dzieci z Arki Noego; mówimy o jakichś kilkudziesięciorgu osobach, których rodzice może do dziś nie dotarli do tego, że nie posyłali swoich dzieci na religię.

Cieszę się, że rozmawiamy, dlatego że mi jest bardzo trudno dementować coś, czego nie powiedziałem albo coś, czego nie myślałem. Udało nam się zrobić wywiad i się bardzo cieszę.

Skoro z tym jest związane tyle cierpienia, to pewnie trochę wszyscy jesteście ofiarami manipulacji?

Na pewno adwentowe cierpienie przygotuje nas do świąt Bożego Narodzenia. Dobrze. W tym czasie cierpienia i różnych trudności nigdy za wiele. Ale… jest pewien rodzaj smutku w domu, takiego, że – jak można było tak zrobić?... Okazuje się, że można.

Najciekawsze jest to, że ci, którzy mnie znają i wiedzą, jak funkcjonowaliśmy w parafii św. Józefa w Puszczykowie, gdzie mieszkaliśmy 20 lat, zanim się nie przeprowadziliśmy do Poznania, wiedzą, że byłem w radzie duszpasterskiej, że przygotowywałem dzieci do bierzmowania dekretem biskupa, kilka lat zajmowałem się tą młodzieżą – bo miałem troskę o nich. Wszyscy w tej parafii troszczyliśmy się, żeby dzieciaki świadomie przystąpiły do bierzmowania, to, czego ja nie miałem w ich wieku, bo nie byłem wtedy w Kościele i byłem bierzmowany jako 20-latek. Przeżyłem to głęboko, bo ta decyzja była moja – i to było moje zadanie, żeby ich przygotować, to dla mnie też. Był dobry czas.

Widocznie komuś to przeszkadza


Odrywanie mnie od Kościoła to dla mnie jakiś absurd. No ale dobrze, różne już rzeczy przeżyłem i to też trzeba będzie przeżyć. Tylko że – dobrze jest to wszystko wyjaśnić.

Fot. Instagram/ oko.litza

Czy myślisz, że w Polsce ma miejsce coś takiego, jak atak na Kościół?

Na całym świecie jest atak na Kościół, bo to jest chyba ostatni przyczółek rodziny, tradycyjnego małżeństwa, gdzie jest ojciec i matka. Mieszkamy całe życie z mamą Dobrochny (żony – red.), moją teściową, czyli – wielopokoleniowa rodzina. Przeprowadziłem się z pięknego Puszczykowa do Poznania, żebym mógł być bliżej ojca, żeby wnuki mogły być codziennie u mnie w domu. Rodzina się pojawiła w kontekście Słowa Bożego, Dobrej Nowiny, która jest w Kościele i to jest coś, co widocznie komuś przeszkadza.

To jest widoczne nie tylko w kontekście Polski, ale całego świata. Chociaż jak się patrzy na Polskę, to myślałem, że te doświadczenia, które były w Europie Zachodniej, są jeszcze wiele lat przed nami, tymczasem…

…przyspieszyło.

Tak, przyspieszyło.

Robert Friedrich z babcią i tatą (Fot. Instagram/oko.litza)

Pytam o to, dlatego że w świetle ostatnich wydarzeń politycznych, czyli głównie protestów niektórych kobiet, wydaje mi się, że jest pewna potrzeba, by przekonać jak największą liczbę obserwatorów, odbiorców, że w Kościele nie ma nic albo jeszcze mniej, wręcz że jest to, co do zasady, wróg człowieka. Pisze się sporo o tym, że masa ludzi w ostatnich tygodniach wypisuje dzieci z religii, a także o tym, że ludzie zgłaszają się do swoich parafii, żeby formalnie złożyć apostazję. Naczelny katol polskiego punk rocka, który mówi, że jest antyklerykałem i że nie posyłał dzieci na religię, bardzo by temu środowisku pasował.

Biję się w piersi, bo moje nieprecyzyjne wypowiedzi – albo brak zainteresowania, żeby pokazać kontekst całej wypowiedzi – i potem te tytuły mogły być właśnie do tego wykorzystane i to mnie boli. Dlatego robimy teraz ten wywiad, żeby pokazała się prawda, bo prawda jest tutaj najważniejsza. To chyba będzie jeden z ostatnich wywiadów, jakie daję.

Fot. Forum/ Daniel Dmitriew

Mam wrażenie, że przy okazji wydania ostatniej płyty nie udzielałeś ich zbyt wiele…

Nie, dużo wywiadów dałem, ale rozmowa o muzyce to jest coś innego. Tak ważne rzeczy, jak przekaz wiary… Ograniczymy się do tego, do czego jesteśmy powołani w naszej diecezji – do pracy katechetycznej; to zostanie. Natomiast wywiady… patrząc na te realia, które są teraz, trzeba bardzo uważać, bo można zaszkodzić więcej, niż pomóc.

Czy często trafiasz na fake newsy? Czytasz jakąś informację, przyswajasz ją, a potem się okazuje, że jest jak w Radiu Erewań: wszystko się zgadza, oprócz pierwszego, drugiego i trzeciego zdania.

Myślę, że teraz tak są zbudowane media, żeby każdy klikał w bardzo kontrowersyjny tytuł, a potem na końcu w tym artykule nic tak naprawdę nie ma oprócz pojawiających się cały czas reklam. Szczerze powiem, że nie jestem zainteresowany wiadomościami, bo to cierpienie, które z tego powodu miałem, wcale nie było kreatywne, miałem w sobie więcej smutku, sądów i zgorzkniałości – a mam co robić na co dzień z całą moją rodziną i wolę się skupić na tym, co dobre, a nie na tych informacjach, które dzisiaj są straszne, jutro będą jeszcze straszniejsze, a potem – jeszcze straszniejsze.

Niezalogowany


Ja się z tego już dawno wylogowałem, Facebooka już chyba z pięć, sześć lat nie mam. Jest tam strona Arki Noego, Luxtorpedy, 2Tm2,3 tam, gdzie potrzeba żeby dotrzeć z informacją. Dziś pojawiła się nowa strona Arki Noego właśnie po to, żeby nie trzeba było mieć Facebooka, tylko zobaczyć na stronie, co nowego, gdzie koncert, co u nas się dzieje, co wydajemy, z czym pracujemy. Sam prowadzę swój Instagram, gdzie jest małe grono ludzi, z którymi mam kontakt i mi to wystarczy.

Arka Noego podczas koncertu w hołdzie Janowi Pawłowi II (Fot. Forum/Artservice)

Ile ludzi to jest dla ciebie małe grono? Kilka tysięcy?

No.

Jak ci się żyje w pandemii?

Nie mogę powiedzieć, bo za chwilę zrobicie z tego nagłówek.

Ja zrobię nagłówek

Aha, ty zrobisz? No to ja nie mogę nic powiedzieć, bo mi się żyje bardzo dobrze. Jestem bardzo zadowolony. Ja rozumiem, że ludzie ciężko chorują i umierają. Cała nasza rodzina przeszła COVID, ja do dzisiaj nie mam węchu, to już będzie dziewiąty tydzień. Natomiast są dobre strony tego całego zamieszania, które się na świecie pojawiło, dlatego że nigdy nie byłem tak dużo z moją żoną, dziećmi, z wnukami.
teraz odtwarzane
Robert Friedrich: Nie jestem zainteresowany wiadomościami (wywiad cz. II)

Dobre strony pandemii


Od 33 lat jestem połowę życia w trasie, a w tym roku nie mam pracy i mogę być w domu, zrobić różne rzeczy: posprzątać, pomalować, rozmawiać, być z nimi. Nigdy się tak nie zbliżyłem do moich chłopaków, młodszych synów, którzy są już dorośli – jak teraz. Myślę, że ten rok był potrzebny dla naszej rodziny, żebyśmy nacieszyli się rodziną.

Czy brak pracy dla mężczyzny, który utrzymuje dużą rodzinę, nie jest frustrujący?

Od razu jak zobaczyłem, że nie będzie koncertów, zaczęliśmy budować studio nagraniowe, w którym nagraliśmy płytę z Luxtorpedą, teraz w tym studiu nagrywają różne zespoły. Przebranżowiłem się troszeczkę i zacząłem projektować bluzy, kurtki, koszulki, czapki. Sklep internetowy Luxtorpedy prężnie działa, a nasi słuchacze nas bardzo wspierają, bo widzę, że niektórzy naprawdę tam zostawiają ogromne pieniądze tylko po to, żebyśmy mogli normalnie funkcjonować.

Tarcza dla artystów zdecydowanie pomogła


Nie mówiąc już o tych wszystkich pomocach i tarczach, które od państwa dostaliśmy, żeby nie zamykać firmy. Ja mam 14 osób zatrudnionych na umowę o dzieło i sześć osób zatrudnionych na stałe, na umowę o pracę. Jako przedsiębiorca od 30 lat pracuję, żeby móc potem grać, co chcę i śpiewać, o czym chcę, i sam wydawać płyty. Od 30 lat prowadzę działalność gospodarczą i były bardzo różne momenty; trzeba było być bardzo czujnym, co się na rynku dzieje – i tak naprawdę to rzetelnie, ciężko i systematycznie pracować.

Fot. Instagram/oko.litza

Programy wsparcia tych, którzy z powodu pandemii zostali odcięci od możliwości zarobkowania, w twoim wypadku zadziałały, pomogły tobie i wam?

Tak, zdecydowanie; tylko musisz pamiętać, że my tworzymy pewną rodzinę w branży, jeżeli chodzi o technikę, akustykę itd. Mimo że ci ludzie pracują u nas na umowę o dzieło – dla nich nie dostałem żadnej pomocy, tylko dla pracowników zatrudnionych na stałe – to mogliśmy razem dysponować tymi pieniędzmi; etaty ludzi pracujących na umowę o dzieło też przez to zostały uratowane. Trochę ich wsparliśmy, ale też każdy z nich wziął się do innej pracy. Mój syn, który pracuje na scenie – dzisiaj pracuje w Amazon. Jeździ na nocki.

Jak wygląda u ludzi z twojej branży, czy to prawda, ze schodzą ze scen i idą lepić pizzę albo na zmywak?

Nie wiem, nie mieliśmy już dawno kontaktu, graliśmy kilka koncertów i to były takie imprezy, gdzie nawet nie mieliśmy za bardzo ze sobą kontaktu przez różne ograniczenia; nie wiem, jak oni teraz żyją. Wiem, że wiele ludzi z zespołów pyta o studio i pewnie się w studiu będziemy spotykać, przy nagrywaniu płyt. W tym roku jeszcze z Luxtorpedą zrobimy jakieś dwa koncerty z naszego studia i online w tym tygodniu, łącznie w grudniu cztery – najważniejsze, że będziemy grali. To jest najcenniejsze, muzycy chyba najbardziej tęsknią za tym, żeby pograć na żywo.

12 i 13 grudnia w Krakowie koncerty online – bez publiczności na miejscu?

Bez publiczności; tam nie może być publiczności, tylko trochę ludzi do pomocy, żeby pomóc ogarnąć sprzęt – oni będą mogli posłuchać koncertu na żywo. Ale ja już trochę, tak jak z tobą teraz rozmawiam online, a nie na żywo, powoli zaczynam się, niestety, przyzwyczajać do zoomów, np. do liturgii na zoomie; to nie jest chyba dobre, bo relacja człowiek-człowiek jest najlepsza.

Fot. Forum/Krzysztof Zatycki

Przyzwyczajasz się, czyli – kiedyś ci to przeszkadzało?

Na początku było trudno. Nie umiałem w to wejść, po prostu. Teraz przy całej pracy online czuję realną obecność człowieka z drugiej strony.

Jak zareagowałeś w pierwszych tygodniach lockdownu, kiedy stawało się coraz bardziej realne, że w najbliższym czasie sobie za bardzo nie pograsz? Że nie będzie koncertów, zostaniesz odcięty od zarabiania?

Na początku w ogóle nic się nie działo, bo kiedy kończyliśmy trasę w grudniu 2019 r., mieliśmy plan, że na wiosnę 2020 nic nie robimy, tylko nagrywamy płytę. Robiąc płytę do maja, nie odczuliśmy tak tych zmian, bo taki właśnie był nasz plan.

Pierwszy koncert na trasie okazał się ostatnim


Gorzej było jesienią, kiedy przygotowaliśmy całą trasę w związku z nową płytą „Anno Domini MMXX” i zagraliśmy dosłownie jeden koncert, pierwszy na trasie, który się okazał ostatnim. Resztę trzeba było odwołać i przełożyć. To było trudniejsze. Dostaliśmy tort „na dobry początek trasy”. I kroiliśmy ten tort, który przypominał okładkę naszej płyty – i było smutno. Na dobry początek i na dobry koniec.

Wszystkie teksty, które pojawiają się na płytach Luxtorpedy, omawiacie z Hansem. Na najnowszej płycie jest tekst pt. „Na czworakach”, który część z waszych fanów nazwała foliarskim.

Już teraz wiem, co to jest, posiłkowałem się Google. Na początku nie wiedziałem, co to znaczy, że dla niektórych jesteśmy foliarzami [śmiech]. Nie tylko z Hansem omawiamy teksty, cały zespół bierze czynny udział. Wiele razy było tak, że ktoś coś ciekawego dopowiedział, innym razem ktoś twierdził, że to określenie jakiegoś tematu nie jest precyzyjne.

Nie wiedziałem, że dla niektórych jesteśmy foliarzami


Tekst do „Na czworakach” powstawał na początku pandemii, trzeba by porozmawiać z Hansem, dlaczego on to tak opisał, ja tylko żałuję, że nie zostawiłem pierwotnego tytułu do tego utworu, który bardziej w stronę orwellowską się kierował, brzmiał „2084”, parafrazując tytuł książki „1984”. Ta cała sytuacja, która jest obecnie, mimo całej swej tragiczności i realnego zagrożenia… nie wiem, jak to powiedzieć, żeby z tego znowu nie było nagłówków. Chodzi o to, że takie rzeczy są często traktowane instrumentalnie. Wszystko może posłużyć do celów, żeby kreować geopolitykę, gospodarkę w ten sposób.

Fot. Instagram/oko.litza

Czasy są przedziwne i jestem za głupi, żeby do końca zrozumieć, co się dzieje. Ale ten utwór jest bardzo fajny, bo pod każdym względem opisuje tę rzeczywistość, które będziemy wspominać za ileś lat. Myślę, że ten utwór opisuje nie tylko tę rzeczywistość pandemii, ale też, jak planował Hans, ma opisywać każdą rzeczywistość, która jest traktowana w sposób instrumentalny, po to, żeby człowieka ograniczyć.

„Wojskowe maski gazowe są dostępne tylko w służbach
Ale rząd wspiera produkcję krzeseł ogrodowych na kółkach
Każdy obywatel dostanie grilla i trzy kiełbasy pęta
Odpoczywaj, towarzyszu, twój los jest w dobrych rękach

Na wysokości metr pięćdziesiąt unosi się zaraza
I dzieci z radości już nie będą mogły skakać
Na wysokości metr pięćdziesiąt unosi się zaraza
A cały naród wystraszony chodzi na czworakach

Kolejne 12 przypadków w powiecie bonędzyńskim,
zatrważające informacje dochodzą do nas z Santiago,
w którym zanotowano aż 16 zakażeń”

[fragment tekstu utworu pt. „Na czworakach”]


Mnie z tego utworu przebija silny ton buntu na tę sytuację.

Na pewno.

Została zastosowana figura, że ludzie są zmuszeni do tego, żeby chodzić na czworakach, czyli że zostają w jakiś sposób upokorzeni.

Bakteria się unosi na wysokości 1,5 m, więc albo pozostają fotele ogrodowe na kółkach, które ludzie dostają od rządu, albo muszą chodzić pochyleni. Mam tutaj taką piwnicę, bardzo niska, ktokolwiek by tam wszedł, jest pokornie pochylony.

Na czym polega wolność w czasie pandemii?

Wolność jest we wnętrzu człowieka. To przede wszystkim – dla mnie – nie sądzić nikogo, nie wymuszać od nikogo nic, nawet tego, żeby rozumiał, co mówię; wolność polega na tym, że człowiek podejmuje dobre decyzje – to jest prawdziwa wolność, wszystkie zewnętrzne sytuacje mogą nas zniewalać, ale to wszystko zależy od nas, co mamy w środku. Kiedy śpiewamy utwór „Za wolność”, to chodzi o tę wolność, którą człowiek ma w sobie.


Jeśli nie masz wolności w sobie, to tutaj najdoskonalszy ustrój, najdoskonalsza demokracja nie pomogą. Spotkałem ludzi wolnych w więzieniu w Płocku, którzy mają duże wyroki, ale w środku poczuli się wolni, bo spotkali Chrystusa, a ten Chrystus w nich sprawia, że czują się wolni, mimo że są za kratami.

Nie w więzieniu, ale czy wolny?


To bardzo ciekawe, bo potem wyszliśmy na zewnątrz i pytałem siebie samego, czy ja czuję się wolny w tym świecie, poza murami więzienia.

Bywasz w tym więzieniu?

Nie, graliśmy tam z Arką koncert kolędowy. To było piękne doświadczenie, że mogliśmy przyjść do tych ludzi i grać im koncert, mimo na początku bardzo restrykcyjnych obostrzeń – podobnie jak teraz mamy – że nie wolno się zbliżać do tych ludzi, na końcu dzieci z Arki wzięły płyty i pobiegły do tych więźniów, każdemu osobiście dały płytę, przybijały piątki. I potem ci więźniowie weszli na scenę, niektórzy grali z nami. Bardzo piękne doświadczenie, pokazujące, że mentalne mury więzienia zostały zburzone i mogliśmy przyjść do nich i powiedzieć: odwagi, wyjdziecie.

Czy nadal uważasz, że są „ludzie, którzy decydują, czy jest pandemia, czy jej nie ma”?

Z tego, co widać w mediach, kiedy oglądałem je na początku, nie wiedziałem, kogo słuchać i kto jest tutaj autorytetem. Wypowiedź ministra zdrowia, że sam nie rozumie, po co nosimy maseczki, a po czterech dniach mówi, że to jest obowiązkowe, to człowiek traci autorytet.

Te dwie wypowiedzi dzieliły dwa miesiące, a nie cztery dni. Po dwóch miesiącach od pierwszej opinii minister powiedział, że w tej chwili już warto nosić maski.

Wydawało mi się, że to było bardzo szybko, kiedy dostał jakieś dyrektywy, że się ma wyprostować w niektórych kwestiach. Ale mogę się mylić.

Straciłeś do niego zaufanie?

Nie chodzi o zaufanie, tylko o to, że wiele razy próbuję szukać, kogo mam pytać. Pytam moich lekarzy.


Kiedy sam przeżyłem COVID, pytałem prof. Olgi Trojnarskiej, do której mam zaufanie, która uratowała mi nieraz życie w związku z moimi zastawkami serca. I ona mówi: trzymam kciuki, nic się nie dzieje, walcz dzielnie, jak będzie trudno, to dzwoń i mnie informuj mnie o stanie zdrowia. Natomiast to co zawsze mi powtarza: ty lepiej uważaj na grypę. Bo kiedy po operacji, a mam już zastawki 27 lat, miałem grypę, wylądowałem na intensywnej terapii. To był fakt, że muszę być monitorowany, dlatego że konsekwencje grypy u mnie są śmiertelnym zagrożeniem.

Kto jest ekspertem od COVID-19?


Natomiast po 10 dniach COVID-u – oprócz zmęczenia – dzięki Bogu udało mi się przejść to wszystko łagodnie. W Arce Noego Karol, akordeonista, walczył bardzo dzielnie cztery dni. Bliski znajomy, proboszcz Wojciech, wiele dni spędził pod respiratorem. Dzięki Bogu już wychodzi. Są tacy, którzy odeszli z powodu różnych chorób przy okazji COVID-a. To tylko ich osłabiło. Ale ja jestem takim ekspertem od COVIDA, jak… wiesz.

Jeśli będę chciała porozmawiać z ekspertem od COVID-a, to do niego pójdę.

I daj mi namiary.

Czy coś ważnego w tematach, o których rozmawialiśmy, nie zostało jeszcze powiedziane?
Jest bardzo ważna informacja na koniec: dziś św. Mikołaja, dla mnie to też jest wielkie święto, że mogę zdementować manipulacje i bzdury sugerujące, że jestem człowiekiem oderwanym od Kościoła. Jestem wdzięczny wielu moim przyjaciołom księżom, którzy doprowadzili mnie do spotkania z Chrystusem, jestem w jedności z tym Kościołem – ale traktuję ich zupełnie normalnie i tak samo jeden się troszczy o drugiego.

Dziękuję, do następnego razu.

Fot. Instagram/oko.litza

Wideo: Rafał Jarząbek Fotoedycja: Bartek Głowacki

źródło:
Zobacz więcej