RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Święto mało świąteczne. Co stało się 11 listopada?

Stało się bardzo źle, że nie udało się przeprowadzić Marszu Niepodległości w formule zmotoryzowanej (fot. PAP/Wojciech Olkuśnik)

To nie będzie najlepiej wspominany przez wszystkich 11 listopada. W wybitnie niesprzyjających radosnym i godnym obchodom warunkach zobaczyliśmy obrazki, jakich od kilku lat Warszawa nie widziała, a jeśli nawet, to przy zupełnie innych okazjach. Trwa szukanie winnych i przerzucanie się oskarżeniami. A przecież nawet w 2020 roku Marsz Niepodległości był do uratowania. Co więcej, nawet po wszystkim są tacy, którzy będą wspominać go dobrze.

Zamieszki na Marszu Niepodległości. KSP: Rannych kilkudziesięciu policjantów

W wyniku zamieszek podczas Marszu Niepodległości rannych zostało 35 policjantów. Doznali urazów głowy, kręgosłupa. Jeden funkcjonariusz ma złamaną...

zobacz więcej

Na pewno nie będzie do nich należał fotoreporter „Tygodnika Solidarność’, który z marszu trafił prosto do szpitala i o mało co nie stracił wzroku. Obawiam się, że tak samo jak kilka lat temu symbolem marszu stało się zdjęcie przypadkowego uczestnika kopanego przez policjanta w cywilu pod murem warszawskiej kamienicy, tak po Narodowym Święcie Niepodległości w roku 2020 zostanie nam przede wszystkim obraz zakrwawionej twarzy Tomasza Gutrego. Ta sprawa wymaga wyjaśnień i bardzo dobrze, że obserwujemy taką wolę ze strony rządzących. To jednak tylko najbardziej drastyczny przypadek z kilku.

Nie wiadomo, czemu policja atakowała ludzi na dworcu Warszawa-Stadion, za główny obiekt agresywnych działań (trudno to nazwać interwencją) biorąc sobie relacjonujących zdarzenie dziennikarzy. Po równo – z bardzo różnych i reprezentujących bardzo różne opcje ideowe, metody pracy i zasięgi redakcji. Tu jednak odbić można piłeczkę – demonstrujący, jak w starych, gorszych czasach, też łatwo dawali się podpuścić. Oczywiste, że nerwy w warunkach ciągłego stresu wywołanego pandemią i całym idącym za nią psychicznym dyskomfortem w dużym stopniu wpływają na radykalizację wszelkich protestów czy nawet z założenia pokojowych i radosnych manifestacji.

Kiedy kilka lat temu na jednym z domów na trasie marszu ktoś wywiesił tęczowa flagę, nasłuchał się jedynie nieprzyjemnych komunikatów ze strony jego uczestników, bliźniaczych zresztą z hasłami, jakie ostatnio na swoich demonstracjach wznosi Ogólnopolski Strajk Kobiet. Rzucanie racami w okna to jednak nowy poziom agresji. Owszem, zdarzało się to partiom politycznym, biura PiS atakowane są przecież niemal codziennie, a wiele, wiele lat temu swoją porcję czerwonej farby dostała choćby stara siedziba Sojuszu Lewicy Demokratycznej na Rozbrat. Mieszkania prywatne obiektem ataków stały się niedawno, podpalenie widzimy po raz pierwszy.

„Odpowiedzialni zostaną potraktowani zgodnie z prawem”. PiS o Marszu Niepodległości

„Uczynimy wszystko, aby powody każdego z tych zdarzeń, w tym zranienia red. Tomasza Gutrego, a także wielu policjantów, jednego z nich ciężko,...

zobacz więcej

Kibice też nie zawsze są grupą pielgrzymującą do Częstochowy i z policją rzadko żyją w przyjaźni. Zapewne na tezy, że policjanci byli prowokowani przez chuliganów znajdziemy tyle samo potwierdzeń, co na tę brzmiąca odwrotnie, być może nawet będzie ich więcej. Furorę robi nagranie samotnej szarży uczestnika marszu na oddział policji. Statystyki rannych też nie wzięły się znikąd. Nie można jednak nie mieć wrażenia, że w działania służb wkradł się tego dnia chaos, a cele ataków wybierano miejscami zupełnie na oślep, jak w przypadku wspomnianych dziennikarzy czy ludzi na dworcu.

Prawdopodobnie jednak większość zwykłych, sympatyzujących z prawicą, często również popierających rząd Prawa i Sprawiedliwości komentatorów nie miałoby tak dużych zastrzeżeń do działań policji, gdyby ostatnie tygodnie nie przyzwyczaiły nas do zupełnie innych obrazków. Tak, jakby policja nierówno traktowała agresywnych demonstrantów czy przypadki niszczenia mienia, w zależności od tego, kto akurat demonstruje.

Uczestnicy protestów Strajku Kobiet, nawet ci najbardziej agresywni, mieli często poparcie polityków opozycji rządzącej na poziomie samorządowym w miastach, gdzie dochodziło do aktów wandalizmu. Czy tu należy szukać rozwiązania tej zagadki? Pisze o tym choćby Jakub Maciejewski w portalu „wpolityce”: „Kontrast wobec ultrałagodnego traktowania tej części »Strajku kobiet«, która atakowała funkcjonariuszy, łamała przepisy i dewastowała mienie publiczne oraz kościoły, dodaje – i tak już napiętej atmosferze – poczucia głębokiej niesprawiedliwości i asymetrii w działaniu”. Nic dodać, nic ująć.

Po spotkaniu kierownictwa PiS. Fogiel podaje nowe informacje

Chcemy poznać całość sytuacji z 11 listopada, nie chcemy nikogo skrzywdzić zbyt wczesną oceną – powiedział w TVP1 poseł PiS Radosław Fogiel. Mówił...

zobacz więcej

Żyjemy w czasie, w którym za świadomość społeczną odpowiadają memy. Zderzenie zdjęcia zakrwawionego fotoreportera z fotografiami policjantów klaszczących protestującym feministkom lub malującym błyskawice na rękach jako mem jest niestety bardzo, bardzo nośne. Co więcej, nawet jeśli samo w sobie jest krzywdzącym uproszczeniem, znajduje potwierdzenie w wielu oglądanych ostatnio sytuacjach. Także w podejściu policji do niezwiązanych z kibicami czy narodowcami zwykłych, skrzykujących się przez internet obrońców swoich parafii, zagrożonych aktami wandalizmu, którzy wiele razy narzekali w swoich internetowych grupach na nierówne traktowanie ze strony służb porządkowych. A poza nimi widzą to i zwykli komentujący wydarzenia obywatele, i publicyści, i działacze Prawa i Sprawiedliwości.

Oczywiście, nie wszyscy są po tej samej stronie sporu, bowiem w tym samym czasie Marcin Celiński na Twitterze pisze, że „(słuchając) tych komunikatów policji jakoś zupełnie nie mogę pozbyć się wrażenia, że do kobiet to panowie komendanci mieli dużo więcej śmiałości”. Punkt widzenia zależy zdecydowanie od miejsca na mapie politycznych i społecznych postaw.

Tak czy inaczej, istnienie problemu dostrzegły i media, i rządzący, o czym świadczy czwartkowa narada kierownictwa PiS i liczne wypowiedzi przedstawicieli tej partii oraz wydane przez nią oświadczenie. Tylko policja wciąż wydaje się nie widzieć żadnego problemu, jedyną odpowiedzialnością obarczając organizatorów. Tyle że już za bezprawne użycie broni gładkolufowej (a i taka informacja w przestrzeni medialnej ostatecznie się pojawiła) Roberta Bąkiewicza obwinić będzie trudno.

Starcie z policją na Nowym Świecie. Szukają tego mężczyzny

Komenda Stołeczna Policji opublikowała kolejne wizerunki osób mających związek ze środowymi zajściami podczas Marszu Niepodległości....

zobacz więcej

Oczywiście, stało się bardzo źle, że nie udało się przeprowadzić Marszu Niepodległości w teoretycznie idealnej na te okoliczności formule zmotoryzowanej. Gdy tylko pojawiła się ta koncepcja, mogliśmy zaobserwować bardzo ciekawe zjawisko – przedstawiciele liberalnej elity, czy to medialnej, czy politycznej, powtarzali zgodnym chórem jeden i sam, bez końca bawiący ich najwyraźniej żart, że patrioci jeździć będą niemieckimi samochodami. Rzecz jasna, refleksji, czemu zawdzięczamy brak polskich marek, nie sposób było w ich docinkach doświadczyć, choć czujni polemiści odsyłali ich do Leszka Balcerowicza. Tymczasem zapewne właśnie w kłopotach z formułą imprezy tkwi praprzyczyna jej finalnego niepowodzenia.

Od początku było wiadomo, że władze miasta, przyjaznym okiem patrzące na masowe demonstracje feministek i ich sojuszników, tym razem wykorzystają zagrożenie epidemiologiczne do zablokowania marszu w formie tradycyjnej. Marsz w formie przejazdu spotkał się z poparciem rządzących państwem, lecz już nie – miastem, które i tę formę postanowiło blokować. Równocześnie w internecie pojawiły się zapowiedzi niektórych grup kibicowskich, że planują one nielegalnie odbyć tradycyjny przemarsz ulicami. W dniu imprezy swoje dołożyła i tutaj policja, blokująca przejazd zmierzającym na rajd autom i… namawiająca ich pasażerów do dołączenia do imprezy pieszej. To kolejna rzecz, którą trzeba wyjaśnić.

Co roku słyszymy narzekania, że Polacy nie potrafią radośnie celebrować Święta Niepodległości. Z reguły najwięcej, by ten stan rzeczy utrzymać, robią właśnie ci narzekający, blokując wszelkie inicjatywy i pomysły, czego przykładem jest przywołany przed chwilą atak na pomysł przejazdu aut. W 2020 roku zdecydowanie nie udało się powtórzyć atmosfery z ostatnich lat. Do tej pory można było uznać, że na marszu zadymy miały miejsce wtedy, gdy zależało na tym władzy i mediom.

Tym drugim do rangi najważniejszych zdarzeń urastały marginalne incydenty czy transparenty radykalnych grup nieuznających organizatorów, a których hasła przypisywano tysiącom ludzi, by wszystkich przedstawić czy to w Polsce, czy Strasburgu, jako faszystów. Co stało się w tym roku? Specjalna komisja i ministrowie odpowiedzialni za bezpieczeństwo będą mieli co wyjaśniać. Tym razem analizy socjologów i psychologów tłumu mogą nie wystarczyć.

Zobacz więcej