RAPORT

CELEBRYCI, POLITYCY I WŁADZE TVN WZIĘŁY SZCZEPIONKI MEDYKÓW

Te rozdźwięki uniemożliwiają porozumienie prawdziwym demokratom

Liderka Strajku Kobiet Marta Lempart protestu pod hasłem „Cała Polska na Podhale” (fot. PAP/Grzegorz Momot)

„Sprawy zaszły tak daleko, że kompromis jest absolutnie konieczny” – pisze prof. Michał Kleiber, od niedawna przewodniczący Polskiego komitetu ds. UNESCO. „Skończmy z tym szaleństwem. Totalna niezgoda przekroczyła granice cywilizowanego publicznego sporu, tworząc zagrożenie dla pomyślnej przyszłości” – apeluje były prezes Polskiej Akademii Nauk, dziś redaktor naczelny opiniotwórczego pisma „Wszystko, co najważniejsze”. Z prawdziwą ochotą podpisałbym się pod apelem profesora Kleibera, gdyby nie pewna ostrożność wywołana – jak jestem przekonany – realną oceną obecnych napięć.

„Wyciągacie ludzi na ulicę i wylatujecie z kochasiami”. Tarczyński pokazuje Lubnauer liczby

Ryszard Petru wyleciał sobie z kochanką na Maderę, wiceprezydent Warszawy Paweł Rabiej leci z kochankiem do Grecji. Wyciągacie ludzi na ulicę,...

zobacz więcej

W bezpośredniej rozmowie prof. Kleiber, dostrzegając mój sceptycyzm, uzasadnia i zarazem usprawiedliwia swój apel mówiąc, że wynika on z optymizmu, który jest naturalną cechą jego sposobu myślenia w całym dotychczasowym życiu. Wyjaśnia też od razu, że nawoływanie do kompromisu skierowane jest do polityków, bo to przecież ich powołaniem jest dbanie o dobro wspólne, a nie o partyjne, partykularne interesy.

Nie sposób odmówić wybitnemu polskiemu uczonemu racji oraz wartości i wagi zaproponowanego przez niego rozwiązania. Kiedy jednak poszukuję jakiejś przestrzeni do kompromisu, jakiegoś istotnego punktu, od którego można by zacząć dialog w celu osiągnięcia istotnego dla funkcjonowania państwa kompromisu, jakiegoś tematu, który mógłby być początkiem budowania „narodowej zgody”, nie potrafię znaleźć takiego obszaru.

W każdej spornej kwestii przynajmniej jedna ze stron konfliktu zajmuje nieprzejednane, skrajne stanowisko, które dla ewentualnego partnera koncyliacyjnych rozmów jest murem nie przebicia. Tak właśnie dokładnie jest ze sprawą, która wywołała największe od kilku lat masowe protesty, a więc z waśnią wokół aborcji i orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego.

Już po pierwszych dniach zbiorowego sprzeciwu kobiet – wspieranych przez wielu mężczyzn, a wkrótce potem i dziesiątków tysięcy młodzieży – przeciwko wyrokowi TK, rząd i prezydent zaproponowali przeciwnikom orzeczenia złagodzenie rygorystycznej zasady, za którą opowiedział się Trybunał. Prezydent Andrzej Duda złożył projekt ustępstw do Sejmu, premier Mateusz Morawiecki nie wydał dyspozycji opublikowania decyzji TK w Dzienniku Ustaw, stwarzając tym samym pole do dokonania manewru korekty przez Sejm.

Liderka Strajku Kobiet: anarchistki podkładały bomby, stójkowi sr**li po gaciach, jestem za tym

– W połowie ruchy anarchistyczne stanowiły kobiety i robiły grube akcje, a w takim np. PPS-ie tylko 20-30 proc. to były kobiety. Tu niepodległość,...

zobacz więcej

Jednakże kierujące protestem liderki Strajku Kobiet odmówiły udziału w jakichkolwiek negocjacjach, deklarując, że nie cofną się ani o krok od żądania pełnej „aborcji na życzenie”. Żadnych ustępstw. Takie same nieustępliwe stanowisko w sprawie „aborcji na życzenie” zajęły posłanki Nowej Lewicy i Koalicji Obywatelskiej.

Wyrazem dobrej woli, zawierającej także perspektywę możliwych negocjacji, byłoby np. wyjście naprzeciw apelom rządu, aby liderzy partii opozycyjnych wezwali do przerwania masowych protestów, ze względu na zagrożenie radykalnego zwiększenia liczby chorych zakażonych covidem-19. Opozycja nie tylko nie podjęła odezwy rządu, ale robi odwrotnie – zachęca do protestów, wiedząc doskonale, że skutki tego mogą być opłakane dla wszystkich.

Po pierwsze może to doprowadzić do załamania się wydolności służby zdrowia, która z kolei wywołać musi pogłębienia się kryzysu gospodarczego. Żaden głos rozsądku – motywowany wzrastającym stanem zachorowań i będącej na granicy wydolności służby zdrowia – ogłaszany przez wirusologów, nie przemawia do polityków opozycji i zwolenników protestów, ponieważ na potencjalnym krachu państwa zamierzają zbić polityczny kapitał.

Nie przejmują się dramatycznymi wezwaniami specjalistów, że w „obecnej sytuacji rezygnacja z protestów jest kwestią racji stanu”. Brak więc nadziei na zajęcie miejsca po obu stronach stołu w celu zawarcia kompromisu.

Stan epidemii. Znaczący spadek zakażeń koronawirusem i zgonów

Mamy 24 785 nowych i potwierdzonych przypadków zakażenia koronawirusem. – poinformowało w niedzielę Ministerstwo Zdrowia. Najwięcej infekcji...

zobacz więcej

Opozycja, a ściśle Koalicja Obywatelska i Lewica, demonstracyjnie odmówiły rozmów z rządem nawet o sprawach walki z pandemią. Na argument, że protesty zagrażają dodatkowo wielu rodakom ich życiu i zdrowiu, odpowiadają jednym tchem: To PiS wywołał burzę, rozkręcił negatywne emocje społeczne, więc teraz zasłużenie niech zbiera żniwo.

Jak i z kim rozmawiać, o zaprzestaniu ataków na kościół i duchownych, przerwaniu aktów wandalizmu i niszczenia pomników, upamiętniających szlachetne postaci i bohaterskie czyny, o wyeliminowaniu brutalnego, wulgarnego języka, jakim protestujący obrzucają swoich przeciwników, jeśli prominentny polityk Nowej Lewicy mówi na antenie telewizyjnej: nie pochwalam, ale usprawiedliwiam? I powtarza opinię o PiS, który zmusił TK do wydania orzeczenia, co słusznie oburzyło i doprowadziło do determinacji polskie społeczeństwo.

Nie tylko w obrębie najbardziej spornych tematów nie ma szans na znalezienie porozumienia. Nie ma też środowiska, które byłoby skłonne do rozpoczęcia rozmów w celu zawarcia kompromisu. O politykach już mówiłem, choć akurat w ich przypadku, działa fundamentalna rzecz, przekreślająca możliwość kompromisu, o której powiem na końcu.

Protestująca spontanicznie młodzież na dźwięk nazwy PiS, nieco bezmyślnie powtarza za wulgarnymi liderkami Strajku Kobiet znane słowo na „wyp***”. Kto ma ich przekonać, że ranią polski język, sprowadzają do poziomu mentalnej kloaki spór publiczny, jeśli dawny wykładowca filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim, dla koniunkturalnych celów politycznych dowodzi, że wulgaryzmy są pełnoprawnym, nowoczesnym składnikiem publicznego dyskursu?

Sędzia Trybunału Stanu: Sprawdzić, czy protesty nie są inspirowane z zewnątrz

Wiceprzewodniczący Trybunału Stanu zwrócił się do ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego o zbadanie, czy protesty po orzeczeniu TK ws....

zobacz więcej

Skąd młodzież akademicka i młodzi doktoranci mają czerpać wzory do kształtowania postaw elity, dążącej do poszerzania perspektyw nauki, łaknącej wiedzy, skoro rektorzy polskich uczelni, wydają oświadczenie, rodzaj politycznego manifestu, w którym pochwalają udział swoich młodych podopiecznych w protestach? Popierają sposób ich działania, jak wiadomo, z użyciem agresji, przynajmniej werbalnej. Mentorzy akademiccy kończą swój manifest deklaracją, że młodzież studencka „może liczyć na ich wsparcie”.

W którąkolwiek stronę kierujący sprawami państwa, zwrócą się z apelem o kompromis, spotykają się z jedną odpowiedzią: „Kompromis? Tak, ale na naszych warunkach”. Sędziowie, adwokaci, radcowie prawni, komornicy: „Żądamy, żeby było jak do 2015 r.”. Prezydenci dużych miast, niczym politycy albo sami brali udział w protestach albo zachęcali do wychodzenia na ulice, nie przejmując się wezwaniami rządu do zaprzestania ze względu na pandemię.

No i wreszcie politycy, którzy dla dobra wszystkich Polaków mieliby zakopać wojenne topory do ziemi, usiąść z rządzącymi przy jednym stole i szukać kompromisu. Akurat ta wizja jest najmniej realna. Opozycja już wielokrotnie od 2015 r. jednoznacznie okazywała, że interesuje ją jedynie przejęcie władzy od Zjednoczonej Prawicy. Nie udało się opozycji osiągnąć tego w demokratycznych wyborach. Toteż nieustannie sięgają do innych sposobów, angażując do swoich planów „ulicę i zagranicę”.

W obecnej sytuacji, szczególnie po wybuchu masowych protestów, politycy opozycji prawdopodobnie uwierzyli, że są już bardzo blisko zdobycia upragnionej władzy drogą przewrotu politycznego. Że w wyniku podsycanych przez nich masowych protestów, uda im się obalić rząd. Doprowadzić państwo – bez względu na koszty społeczne i gospodarcze – do kompletnego rozkładu. Projekt polityczny opozycji najpełniej wyraziła prezydent Gdańska Aleksandra Dulkiewicz, pisząc o wywiezieniu rządu na taczkach jako rzeczy już przesądzonej w wyniku społecznych protestów.

Inaczej mówiąc, dziś jedynym kompromisem, na który opozycja gotowa jest przystać to przekazanie jej władzy. Tym samym politycy opozycji demonstrują, jak cenna jest dla nich demokracja. Czy można się dziwić ich radości, z jaką przyjmują wiadomość, że w wyborach w USA na prezydenta wygrał prawdopodobnie kandydat Demokratów?

źródło:
Zobacz więcej