RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Jesień z pandemią. Żyjmy, ale pozwólmy też przeżyć innym

Kiedyś mówiło się, że gdzie dwóch Polaków tam trzy opinie. W czasach pandemii wydaje się to szczególnie aktualne (fot. Omar Marques/Anadolu Agency via Getty Images)

Mam bardzo jasne poglądy na pandemię i związaną z nią obostrzenia: trzeba przestrzegać tego, co obowiązuje w ramach obostrzeń epidemiologicznych. Przeróżne mocno spiskowe teorie na ten temat pokazują, że coraz mniej w nas zaufania do publicznej ochrony zdrowia i w ogóle – do wiedzy naukowej jako elementu budującego porządek społeczny.

Rekord zakażeń. Ponad 6 tysięcy nowych przypadków. Ponad 100 ofiar epidemii

6526 nowych przypadków zakażenia koronawirusem w Polsce potwierdzono w ciągu ostatniej doby – poinformowało Ministerstwo Zdrowia. To najwięcej od...

zobacz więcej

To większy problem niż często sądzimy, bo na elementarnym poziomie godzi w racjonalną strukturę nowoczesnego państwa. To znaczy takiego, które musi organizować życie milionów obywateli, pozwolić im żyć tak jak zechcą, a równocześnie – zapewniać jakieś bezpieczeństwo funkcjonowania całości. To ważne i ze względu na działania różnych instytucji społecznych, edukacyjnych, i ze względu na dobrostan poszczególnych rodzin i osób i wreszcie ze względu na sytuację na rynku, także na rynku pracy. Mówiąc w skrócie: zbyt dalekie regulacje państwa grożą zamordyzmem, a zbyt duże puszczenie wszystkiego samopas, choćby w ramach wolnorynkowych racji – anarchizacją wspólnego życia i często opresją silniejszych wobec słabszych.

III RP była od zawsze dość dziwnym tworem. Z jednej strony państwo wykazywało zbyt duże tendencje do prawnego przeregulowania i generalnie nie ufało obywatelom. Z drugiej: liberalne elity uznały, że najlepiej, jeśli wszystko będzie regulował rynek. Skończyło się to idącym w dekady brakiem polityki rodzinnej i społecznej, a także fatalnymi zaniedbaniami w ochronie zdrowia, których skutki ponosimy właśnie dziś.

Jesienny wzrost koronawirusowych zakażeń wyostrzył spory dotyczące pandemii. Kiedyś mówiło się, że gdzie dwóch Polaków tam trzy opinie. W czasach pandemii, a szczególnie teraz, jesienią 2020 roku, wydaje się to szczególnie aktualne.

O ile w marcu 2020 roku znaczna część polskiego społeczeństwa zaakceptowała narodową kwarantannę, o tyle dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Wówczas – co łatwo było sprawdzić choćby w mediach społecznościowych – zachęta „siedź w domu” jednoczyła niemałą część z nas ponadpolitycznie. Uznaliśmy, że to cena, jaką warto zapłacić, żeby uchronić się przed najgorszymi scenariuszami z południa Europy.

Lekarze rodzinni alarmują: Pacjenci nie przyznają się, że są chorzy

Lekarze rodzinni alarmują, że pacjenci nie przyznają się, że są chorzy i mimo infekcji, nadal chodzą do pracy i posyłają dzieci do szkół. –...

zobacz więcej

Dziś liczba zakażeń poszybowała w górę. A my nie chcemy już jednak siedzieć w domach. Nie będę za to nikogo nadmiernie krytykował – pandemia to nie tylko wirus, to także mnóstwo czynników społecznych i psycho-społecznych. Boimy się choćby mocnego lockdownu, bo dla wielu z nas byłby to duży finansowy problem.

Nie chcemy też siedzieć całymi dniami i tygodniami w domach, bo odbija się to na innych obszarach naszego życia. Dorośli i dzieci zamknięci w domach czują się gorzej psychicznie, mają problemy z kondycją, nadwagą, itd. Często pojawiają się nowe konflikty domowe – bo w wielu polskich domach żyje się jednak dość ciasno i nie tylko home office, szczególnie gdy jeszcze dzieci muszą zostać w domu, robi się problemem.

Sądzę, że część dość niemądrych i lekceważących opinii o pandemii bierze się z takich właśnie czynników. Są jakąś formą racjonalizacji, próby wyjaśnienia sobie i innym, dlaczego nie chcemy obostrzeń, dlaczego gniewa nas cała ta sytuacja i dlaczego tak bardzo chcemy powrotu do normalności. Choć czas sprzed pandemii, ze swoimi zaletami i wadami, pewnie już nie wróci. Albo nieprędko.

To wszystko można jakoś zrozumieć: codzienne obawy i frustrację naprawdę niezwykłą sytuacją. Ale jest też druga strona medalu: heroiczna walka personelu medycznego w szpitalach, DPS-ach i wielu innych miejscach. Ludzie naprawdę ciężko chorują na COVID-19. I umierają na tę chorobę, która jest znacznie bardziej podstępna niż sezonowa grypa. Powielając najgłupsze spiskowe teorie albo w jakiś niemal ostentacyjny, złośliwo-dziecinny sposób lekceważąc najprostsze nakazy i zakazy wcale nie czcimy wolności. Przysparzamy raczej potencjalnie ciężkiej pracy innym ludziom i narażamy również siebie i swoich bliskich.

Od czwartku w sklepach godziny dla seniorów

Od czwartku od godziny 10 do 12 będą z powrotem obowiązywały godziny dla seniorów – przypomniała minister rodziny Marlena Maląg. Zaapelowała do...

zobacz więcej

Najgorsza jest w tym wszystkim jakaś straszna nieraz zjadliwość i uparte przekonanie, że wiemy lepiej od ekspertów medycznych, lekarzy i specjalistów od polityki zdrowotnej. Otóż możemy się wszyscy świetnie znać na pogodzie i piłce nożnej – ale z pandemią tak to nie działa. Jest jasne, że również w świecie medycznym pojawiają się różne odrębne hipotezy i pomysły na walkę z pandemią, ale jednak panuje ogólny konsensus, że to groźny koronawirus, groźna choroba i – wreszcie – duże zagrożenie zarówno dla świata, jak i dla poszczególnych państw i społeczeństw.

I w tym wszystkim: my, zwykli ludzie, ze swoimi obawami, nadziejami, planami. Rok 2020 stanowczo mógłby już sobie pójść. A 2021 – mógłby być o wiele lepszy. Ale w tym wszystkim możemy naprawdę trochę się postarać. Nosić maseczkę, często myć ręce, nie ulegać złym emocjom ani najdziwniejszym antykowidowym teoriom, ograniczyć spotkania towarzyskie i stosować się w ich trakcie do przyjętych obostrzeń. Chętnie mówimy o sobie jako wspólnocie, ale czy właśnie teraz nie musimy zdać z tej wspólnotowości egzaminu? Przypomnieć sobie o niej?

Wczesną wiosną 2020 roku zdaliśmy ten egzamin. Dziś nie mamy tak twardego lockdownu, więcej zależy od nas. Żyjmy, ale pozwólmy też przeżyć pandemię innym.

źródło:
Zobacz więcej