RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

„Nastoletnia księżniczka”. Iga Świątek podbija tenisowy świat

Choć ma dopiero 19 lat, Iga Świątek osiąga na korcie wielkie rzeczy (fot. PAP/EPA)
Choć ma dopiero 19 lat, Iga Świątek osiąga na korcie wielkie rzeczy (fot. PAP/EPA)

W świadomości kibiców od kilku lat funkcjonuje jako „następczyni Agnieszki Radwańskiej”. Choć nie lubi tych porównań, po sukcesach w Paryżu coraz trudniej będzie ich uniknąć. Tym bardziej, że Iga Świątek ma wielką szansę, by lada moment przegonić legendę polskiego tenisa.

Wspaniały sukces Polki! Iga Świątek w półfinale Rolanda Garrosa

Iga Świątek nie przestaje zaskakiwać! Młoda Polka pokonała w ćwierćfinale wielkoszlemowego French Open Włoszkę Martinę Trevisan (6:3, 6:1),...

zobacz więcej

Nazwisko „Świątek” pojawiało się w sprawozdaniach sportowych jeszcze w poprzednim stuleciu. Gdy Igi nie było na świecie, Tomasz Świątek leciał na igrzyska do Seulu (1988) po medal w wioślarstwie. W noc poprzedzającą kluczowe biegi zachorował jednak jeden z członków załogi, stracił sporo sił, w efekcie czego zamiast na podium, czwórka podwójna skończyła na... siódmym miejscu.

Rozczarowanie było tak duże, a historia utkwiła mu w głowie tak mocno, że gdy córki (poza Igą również trzy lata starsza Agata) zaczęły przejawiać zainteresowanie sportem, wspierał je, jak mógł, stawiając tylko jeden warunek: niech to będzie sport indywidualny. Niech nigdy, jak on, nie muszą polegać na innych.

Zaczęło się od pływania (Agata radziła sobie bardzo dobrze, ale nękały ją problemy z uszami; Iga bała się wody), tenis był drugim i, jak się okazało, ostatnim wyborem. Agata była swego czasu w ścisłej czołówce rankingów, jeździła na turnieje, rokowała nieźle, ale – znów – nie dopisywało zdrowie. W końcu musiała skupić się na nauce.

Iga Świątek wraz z ojcem, Piotrem, kilka dni po wygraniu juniorskiego Wimbledonu (fot. PAP/Bartłomiej Zborowski)
Iga Świątek wraz z ojcem, Piotrem, kilka dni po wygraniu juniorskiego Wimbledonu (fot. PAP/Bartłomiej Zborowski)

Prezydent gratuluje Idze Świątek awansu do półfinału French Open

Prezydent Andrzej Duda pogratulował tenisistce Idze Świątek awansu do półfinału wielkoszlemowego French Open. „Trzymamy kciuki za powodzenie w...

zobacz więcej

Tenis to nie jest tanie hobby. Wynajęcie kortu kosztuje w większych miastach nawet kilkadziesiąt złotych za godzinę. Potrzebny jest też trener, rakieta, piłeczki... Wielu rodziców, którzy wydają setki, potem tysiące złotych na sportowy rozwój pociechy, oczekuje, że inwestycja prędzej czy później się zwróci – najchętniej z nawiązką. Tym bardziej, że apetyt rośnie w miarę jedzenia.

Po pierwszych wygranych turniejach, pierwszych trofeach, które wypełniają półkę, zaczyna działać wyobraźnia. Pula nagród na tegorocznym US Open przekroczyła 50 mln dolarów. „Skoro może o nie walczyć Naomi Osaka, skoro może Julia Putincewa czy Alex de Minaur, to dlaczego nie moje dziecko?” – zdają się myśleć niektórzy. Trudno powiedzieć, ile potencjalnie wielkich karier zniszczyli tzw. tenisowi rodzice. Na szczęście nie tę.

Dla Igi tenis przez długi czas był zresztą tylko dobrą rozrywką, interesującym dodatkiem do szkoły. – Myślę, że gdybym się źle uczyła, nie mogłabym grać – mówiła w rozmowie dla portalu tvp.info, podkreślając, jak wielki nacisk rodzice kładli na edukację. Na szczęście miała niemal same piątki. „Jedynka” zdarzyła się raz, na matematyce, za rozmowy z koleżanką.

W pewnym momencie sama Iga zorientowała się, że... za bardzo skupia się na nauce. Wszystko zmieniło się po pierwszym kontakcie z Wielkim Szlemem. Urzekła ją atmosfera sportowego święta, wszelkie blaski i cienie imprezy, która cztery razy do roku przyciąga najlepszych z najlepszych.

– Wcześniej spędzałam na korcie mniej czasu niż większość koleżanek. Tak naprawdę niespecjalnie lubiłam tenis. Granie sprawiało mi frajdę, ale nie oglądałam meczów, nie fascynowało mnie to wszystko, co działo się wokół. W końcu jednak zrozumiałam, że tenis to jest to, co chcę w życiu robić. Wzięłam się do pracy, postanowiliśmy też zwiększyć liczbę jednostek treningowych – opowiadała.


„My”, czyli sztab, który od lat towarzyszy Świątek. Potencjał młodej dziewczyny dostrzegł zespół Warsaw Sports Group, który wziął ją pod swoje skrzydła, opłacając pensję trenera (Piotr Sierzputowski), specjalistki ds. przygotowania fizycznego (Jolanta Rusin-Krzepota) i psycholożki (Daria Abramowicz). WSG finansowało też wynajem kortów, organizację wyjazdów i dbało o wizerunek tenisistki, w zamian czerpiąc zyski m.in. z części „podnoszonych” z kortu pieniędzy.

Agencja okazała się zbawieniem w momencie, w którym koszty rozwoju Igi zaczęły przerastać możliwości finansowe Świątków. Głośne są w środowisku tenisowym opowieści o dziadkach sióstr Radwańskich, którzy wyprzedawali drogie obrazy, by inwestować w Agnieszkę i Ulę. „Mój tata wolał sam nie zarobić, niż oddać komuś choćby dolara” – wyznała w książce „Jestem Isia” starsza z nich.

Tomasz Świątek nie miał takich oporów. Zarobki córki systematycznie jednak rosły, a wysoka prowizja zwyczajnie przestała im się kalkulować. Tuż przed 18. urodzinami Igi, 30 maja 2019 r., postanowił więc rozwiązać współpracę. – Nie mam potrzeby, by negatywnie mówić o Warsaw Sports Group. Wypowiedziałem umowę, bo uważam, że okoliczności stały się dla nas niekorzystne – opowiedział Pawłowi Wilkowiczowi ze Sport.pl.

Sztab pozostał przy młodej zawodniczce, ona sama wciąż związana jest też z warszawską Legią. Żyje i pracuje jednak na własny rachunek.


***

Turnieje rangi ITF wygrywała już jako 15-latka, triumfując m.in. w Sztokholmie, Pelham czy Bergamo, budząc zachwyt wśród tenisowych ekspertów.

Do powszechnej świadomości trafiła jednak dopiero w 2018 r. Miliony kibiców nad Wisłą usłyszały o niej, gdy przebojem wdarła się do półfinału juniorskiego Rolanda Garrosa. I choć przegrała tam w trzech setach ze swoją deblową partnerką, Caty McNally, pokazała, że lada moment możemy mieć z niej pociechę.

Dwa miesiące później, gdy wylosowano drabinkę juniorskiego Wimbledonu, nikt zębów sobie jednak na występy Igi nie ostrzył. Przede wszystkim: już w pierwszej rundzie trafiła na rozstawioną z „jedynką” Amerykankę Whitney Osuigwe. Sama przyznawała też, że za graniem na nawierzchni trawiastej właściwie nie przepada...

Z Osuigwe straciła seta, a z kolejnymi czterema rywalkami w drodze do finału rozprawiła się „na czysto”. Szans nie dała również Szwajcarce Leonie Kung, z którą na co dzień się przyjaźni. 17-letnia wówczas Polka od pierwszych piłek kontrolowała przebieg spotkania, na lekkie nerwy pozwalając sobie właściwie tylko w pierwszym secie, wygranym do czterech. Druga partia to był już pokaz siły: Kung zdołała ugrać zaledwie dwa gemy, oba przy własnym serwisie.

Iga Świątek z pucharem za triumf w juniorskim Wimbledonie (fot. Getty Images)
Iga Świątek z pucharem za triumf w juniorskim Wimbledonie (fot. Getty Images)

Po ostatniej piłce szczęśliwa Świątek wzniosła niewielki puchar, efektowną wygraną, zapowiadając walkę o najwyższe laury również wśród seniorek. – Fizycznie jestem gotowa, by rywalizować z zawodniczkami z pierwszej setki rankingu. Wszystko zależy od przygotowania psychicznego, czy uda mi się udźwignąć presję – mówiła wówczas, zdradzając, że w trudnych momentach na korcie... nuci ulubione piosenki.

14 kwietnia 2019 r. osiągnęła pierwszy finał turnieju rangi WTA – po trzysetowej walce przegrała jednak w szwajcarskim Lugano z Poloną Hercog. Z dobrej strony pokazała się też niedługo później na kortach Rolanda Garrosa, gdzie awansowała do czwartej rundy. Sezon zakończyła przedwcześnie, we wrześniu.

„Niestety nie zagram w Pekinie i Tiencinie z powodu kontuzji stopy. Jestem trochę rozczarowana, ale nic nie dzieje się bez przyczyny. Będę miała więcej czasu, by odpocząć po najbardziej ekscytującym, pełnym wzlotów i upadków sezonie. Zmieniłam sporo w swoim życiu i swojej grze. Cieszę się, że będę mogła się z tym wszystkim oswoić” – napisała w wiadomości skierowanej do fanów na Facebooku.

Wróciła przy okazji Australian Open i przypomniała, dlaczego kibice i eksperci wróżyli jej karierę na miarę Agnieszki Radwańskiej. 18-latka wyeliminowała kilka wyżej notowanych rywalek, zatrzymując się dopiero na czwartej rundzie (przegrała w trzech setach z Anett Kontaveit).

W US Open, rozegranym na przełomie sierpnia i września, nie poszło jej tak dobrze jak w Australii, ale i rywalkę miała ze znacznie wyższej półki. Świątek przegrała w trzeciej rundzie z późniejszą finalistką imprezy, Białorusinką Wiktorią Azarenką. W kilku piłkach zdradziła jednak drzemiący w niej wielki potencjał.

– Iga zagrała na otwarcie dwa najlepsze gemy w życiu. Ba, najlepsze wszech czasów w polskim tenisie! – ekscytował się na łamach TVP Sport Wojciech Fibak, legenda dyscypliny. Nawet jeśli troszkę przesadzał, takie słowa musiały być sporą nobilitacją.

Nie wiadomo, czy to, co Świątek prezentuje w Paryżu, to pełnia czy zaledwie malutka część tego, co może pokazywać w przyszłości. Faktem jest, że na drodze do półfinału Polka nie tylko wyeliminowała rewelacyjną Simonę Halep czy ubiegłoroczną finalistkę – Marketę Voundrousovą, ale wręcz... zmiażdżyła je. Pięć meczów, 10:0 w setach, 60:20 w gemach, 127 wygrywających piłek. Trudno się nie zachwycać. Nic dziwnego, że oficjalny profil Rolanda Garrosa tytułuje Igę mianem „nastoletniej księżniczki”.

Nie mamy nic przeciwko temu, by już w sobotę została „królową”.

Na razie, w czwartkowe popołudnie, starcie z Ukrainką w argentyńskich barwach – Nadią Podoroską. Polka, podobnie jak w starciu z Martiną Trevisan, będzie wyraźną faworytką. Czy znów udźwignie presję? W ewentualnym finale czekać będzie Sofia Kenin lub Petra Kvitova.

źródło:
Zobacz więcej