RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Zalipie kwiatami malowane

Tradycja malowania chat przekazywana jest z pokolenia na pokolenie (fot. Agnieszka Wasztyl)

To chyba najbardziej kolorowa wieś w Polsce. Jej znakiem rozpoznawczym są pięknie zdobione elewacje domów. Tę lokalną tradycję mieszkańcy kultywują już od ponad 100 lat. O Zalipiu zrobiło się głośno nawet za granicą. Wizyta w wiosce jest często obowiązkowym punktem wycieczek japońskich turystów. Wszystko dzięki kolorowym kwiatowym wzorom, którymi ozdabiane są także studnie, stodoły, przydrożne krzyże, ule a nawet budy dla psów.

Niebieskie chaty – muzeum pod chmurką

Są takie miejsca, które choć na chwilę pozwalają oderwać się od zgiełku dużych miast, zwolnić tempo i przenieść się do przeszłości. Miejsca, w...

zobacz więcej

Do Zalipia dostać się na własną rękę nie jest wbrew pozorom łatwo. Choć to tylko 30 km od Tarnowa, to dojazd busami możliwy jest tylko w tygodniu. I trwa około godziny.

  - Zalipie to duża wieś, ale nie ma bezpośredniego połączenia. W pobliżu, we wsi Niwki zatrzymują się busy prywatnych przewoźników. Z Tarnowa trzeba złapać bus w kierunku Gręboszowa. Spyta pani kierowcy, on pani powie gdzie wysiąść. – mówi mi sympatyczna młoda kobieta z Centrum Informacji Turystycznej w Tarnowie.

  - Jak to jest możliwe, żeby nie było połączenia do tak turystycznej miejscowości? – pytam z niedowierzaniem. – No, też tego nie rozumiemy. W weekendy prywatnym firmom kursy się nie opłacają, a w samym Zalipiu przystanku nie ma. To problem znany od lat, ale nic się nie zmienia – wyjaśnia kobieta.

  Mam szczęście, że na bus nie muszę długo czekać. Sympatyczny kierowca opowiada mi ciekawostki o Zalipiu.

  -Pani, ja wszystko wiem o tej wsi, mieszkam niedaleko. Ale niech pani przeznaczy na zwiedzanie więcej niż godzinę. Tu trzeba się nachodzić – mówi z uśmiechem.

Baśniowa Kraina w Czechach

Adrszpaskie Skalne Miasto w Czechach. Wysokie, czasem stumetrowe skały o niezwykłych kształtach, wodospady i jezioro oddziałują na wyobraźnię. To...

zobacz więcej

Wieś to nie skansen

  Zwiedzanie rozpoczynam od kościoła pw. świętego Józefa Oblubieńca. Z zewnątrz wygląda zupełnie zwyczajnie, za to w środku od razu wzrok przyciągają namalowane na ścianach kwiaty. Wewnątrz nie ma nikogo. Mogę w spokoju przyjrzeć się kwiatowym dekoracjom.  Namalowały je w 1966 r. malarki z inicjatywy Felicji Curyłowej – legendy Zalipia. Zaprojektował je tarnowski plastyk Józef Szuszkiewicz.

W 2008 r.  dzięki dyrektor Domu Malarek malowidła zostały odmalowane. W kościele najbardziej zachwyca mała kaplica św. Błażeja. Została udekorowana w typowo zalipiańskim stylu. Można zobaczyć wyhaftowane w kwiaty szaty liturgiczne, haftowany obrus, przystrojony z kwiatami z bibuły ołtarz, skrzynię ozdobioną przez Felicję Curyłową. Na wszystkich ścianach namalowane są kwiaty.

  Kieruję się w stronę lokalnego domu kultury – czyli Domu Malarek. Po drodze mijam pomalowany w kwiaty budynek straży pożarnej, zaglądam na podwórka malowanych domów, do których chętnie zapraszają mieszkańcy. Wchodzę do Izby Regionalnej „Trendy Przeszłości”. Zachwyca mnie kuchnia, a zwłaszcza pięknie zdobiony piec, naczynia, przybory kuchenne, ręcznie malowana szkatułki. 

  - Ten dom należał do mojej babci Janiny Lizak, ona była malarką, a teraz my z mamą kultywujemy tę tradycję. Jest ona dla nas bardzo ważna – zapewnia Marzena Lizak.

Biskupin – podróż w czasie do pradawnego grodu

Nazywany „polskimi Pompejami”, jest jednym z najważniejszych stanowisk archeologicznych Europy. Odnalezienie w Biskupinie osady z pogranicza epoki...

zobacz więcej

Podziwiam misternie zdobione wnętrze domu i doceniam trud, jaki został w to włożony.  Oglądam księgę gości. Pierwsi turyści  wpisali się w niej już w 1973 roku. 

  - Turyści chętnie odwiedzają Zalipie. Ale mimo wielu informacji turystycznych, broszur i blogów,  to nadal wielu z nich myśli, że to skansen. A to normalna wieś, w której mieszkają ludzie.  Turyści czasem są zaskoczeni, że malowane domy znajdują się daleko od siebie. Ale powtarzam, Zalipie to nie jest  skansen  – podkreśla Marzena Lizak.

  To ważne, bo niektórzy podróżni mogą czuć się rozczarowani. Zwłaszcza ci, którzy zobaczą w Internecie zdjęcia kolorowych chat i są przekonani, że znajdują się one blisko siebie. W Zalipiu jest 100 domów,  z czego malowanych jest około 40. Ich odnalezienie zajmuje sporo czasu. Choć przyznaję, że gdyby wszystkie domy były tak kwieciście udekorowane, to dopiero efekt byłby powalający. Ale i tak warto podjąć ten trud. Kupuję drewnianą, malowaną w kwiaty bombkę bożonarodzeniową i ruszam dalej.

  „Ta wioska to unikat”

  Dookoła zieleń i cisza. Mijam kilka pięknie dekorowanych stodół, huśtawki dla dzieci, ule, budy dla psów.  Nawet wiejski ośrodek zdrowia ma elewację udekorowaną malowidłami w kwiaty.  Docieram do Domu Malarek, przed którym stoi malowana w kwiaty drewniana altana, zegar słoneczny, ławy, drzewa, studnia, a nawet wiadro! To jedno z najbardziej fotogenicznych miejsc w Zalipiu. 

- Dziś oprowadzam tu moich przyjaciół z zagranicy. Są zachwyceni. Ta wioska to unikat – zapewnia lokalny przewodnik.

  Dom Malarek w Zalipiu powstał z inicjatywy słynnej malarki Felicji Curyłowej. To tu artystki miały się spotykać, dzielić pomysłami i wspólnie pracować. W środku znajduje się duża sala ze sceną i sale, w których odbywają się warsztaty plastyczne. Można z bliska zobaczyć, jak powstają obrazy i malunki np. na drewnie czy ceramice. Można też tu kupić lokalne pamiątki, zobaczyć wystawę, z której można dowiedzieć się o tradycji malowania chat, i galerię zdjęć z konkursu „Malowana Chata”.

  Dochodzę do Zagrody Edukacyjnej Grzegorza Trójniaka. To tu odbywa się wiele warsztatów, m. in. uprawy ziemi, zbioru, młócenia czy mielenia zboża. Można tu zobaczyć, jak wyglądało życie we wsi 100 lat temu. Ja nie mogłam oczu oderwać od pięknej całorocznej szopki bożonarodzeniowej. Można też zobaczyć stare maszyny, które dawniej rolnicy wykorzystywali podczas pracy w polu. Podziwiam tradycyjne zalipiańskie malunki, które znajdują się tu nawet na budzie dla psa i huśtawce.

  - To wszystko namalował mój syn. Ma dopiero 18 lat, ale zaczął już jako 12 –latek – mówi sympatyczna właścicielka.

  Młody artysta i ogromny talent. To niezwykłe, że w XXI wieku gdy nastolatki czas spędzają przeważnie przy komputerze grając w gry, w Zalipiu jest młody chłopak, który chętnie kultywuje tradycję i robi to naprawdę dobrze.

Trumpowie z koronawirusem. „Życzymy naszym przyjaciołom powrotu do zdrowia”

Po tym, jak prezydent USA Donald Trump poinformował, że on i jego żona zakazili się koronawirusem, płyną do nich życzenia szybkiego powrotu do...

zobacz więcej

Zagroda Felicji Curyłowej

Na deser zostawiłam sobie Zagrodę Felicji Curyłowej, dziś to oddział  Muzeum Okręgowego w Tarnowie. Wejście do niej jest płatne. To najważniejsze miejsce we wsi. Dom Felicji Curyłowej wygląda tak jak za jej życia. Ta największa lokalna artystka swój pierwszy malunek wykonała w wieku 12 lat. Już za życia zjeżdżali do Zalipia turyści zainteresowani jej sztuką. W budynku dawnej stajni znajduje się kasa biletowa.

  - Z powodu pandemii nie można wejść do środka chat, ale są pootwierane okna, więc wszystko można zobaczyć – zapewnia sprzedawczyni biletów. – A dużo w tym roku było turystów? – pytam zaciekawiona. – O dziwo dużo. Z zagranicy to oczywiście mniej, ale bardzo dużo z Polski.

  W domu Felicji Curyłowej pomieszczenia robią duże wrażenie. Jest kwieciście, kolorowo i radośnie. Dom składa się z sieni i dwóch izb. Mnie najbardziej podoba się tradycyjny piec pomalowany na niebiesko z licznymi zdobieniami kwiatowymi, kwieciste wzory na ścianach i sufitach, a także powiślański strój. W izbach można podziwiać także zdobione meble, ozdoby z bibuły i wycinanki.

W dawnej stodole turyści mogą zobaczyć film o tym, jak powstawały malowidła w Zalipiu. Trwa pół godziny. Odbywają się też warsztaty muzealne. Felicja Curyło przez lata walczyła także o lepszy los dla wioski. Dzięki niej do Zalipia doprowadzono prąd o dekadę szybciej niż do sąsiednich wsi.

  W zagrodzie, niedaleko domu Felicji Curyło, znajduje się także inna piękna malowana chata, kolejnej znanej malarki i poetki - Stefanii Łączyńskiej. W środku też jest barwnie i kwieciście, ale kolory są bardziej stonowane. Na końcu chaty jest także pomieszczenie gospodarcze, w którym nie ma okna, więc niestety nie było mi dane zajrzeć do środka. Obok domu poetki stoi gustownie pomalowana studnia.

Idzie srogie ocieplenie – ogarnijcie się! Kwiaty już to robią

Uczeni z Clemson University w Południowej Karolinie odkryli, jak drastyczne zmiany w pochłanianiu ultrafioletu zaszły w kwiatach przez ostatnie 75...

zobacz więcej

Za stodołą znajduje się pięknie pomalowana, choć już znacznie skromniejsza chata biedniacka. Malatury na elewacji powstały współcześnie. Wykonała je wnuczka Felicji Curyło – Wanda Racia. Chata składa się ze skromnej izby i chlewiku. Znajduje się tu także komora, w której przechowywano produkty spożywcze. W środku nie ma kwiecistych zdobień, a dach pokryty jest strzechą.

  W Zalipiu warto zajrzeć także do m.in. Ukwieconej Zagrody Danuty, Malowanego Misia czy gospodarstwa agroturystycznego „Gościna u Babci”.

    Tradycja malowania chat

  Historia malowania chat sięga w regionie końca XVIII wieku. W Zalipiu pierwsze kwieciste malunki powstały w XIX wieku, kiedy mieszkanki wsi zaczęły nimi zasłaniać brudne od sadzy z domowych pieców ściany. Malowanie  farbą wnętrza izb nie było praktykowane, więc kobiety wapnem na ubrudzonych ścianach malowały plamy, tak zwane „packi”, by zakryć brud. Na początku zamiast pędzli w ruch szły słomy, patyczki z brzozy lub wierzby, a później używano końskiego włosia. Moczono je w wiadrze z wapnem.  .

  Z biegiem lat kobiety nabierały wprawy i używały nowocześniejszych narzędzi. Gdy dostęp do farb i pędzli był już powszechny, to we wsi zaczęły powstawać kolorowe malunki, w których dominowały kwiatowe wzory. Używano do tego sproszkowanych farb rozpuszczonych w mleku. Z czasem kolorowe malunki zaczęły być ozdobą wystających z ziemi fundamentów, a także zewnętrznych ścian budynków.

Po raz pierwszy o Zalipiu zrobiło się głośno na początku XX wieku, gdy w prasie pojawił się artykuł o zalipiańskiej tradycji zdobienia chat. Napisał go zafascynowany folklorem mieszczanin z Krakowa - Władysław Hickel. W czasach PRL-u do Zalipia zjeżdżali etnografowie i wysocy urzędnicy państwowi, a Felicja Curyło już wtedy była żywą legendą.

To nie były kanie, tylko muchomory. Po zatruciu zmarła matka i syn

Zmarły dwie kolejne osoby, które zatruły się po zjedzeniu muchomora sromotnikowego. Jak podaje policja, ustalono już, że grzyby zakupiono od tego...

zobacz więcej

Tradycja malowania chat przekazywana jest z pokolenia na pokolenie. Od 1948 r. w weekend po Bożym Ciele w Zalipiu odbywa się konkurs “Malowana Chata”. Domy, które chcą w nim wziąć udział są bielone i malowane od nowa. Konkurs wielokrotnie wygrywała  Felicja Curyłowa.

  Słynna zalipiańska malarka zmarła w 1974 roku. Jeszcze za życia swój grób ozdobiła ceramicznymi kaflami, które przedtem własnoręcznie pomalowała w kwiaty...

źródło:
Zobacz więcej