RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Niepewna przyszłość Marszu Niepodległości 2020. Mamy komentarz

Marsz Niepodległości 2020. Czy przejdzie tak jak zwykle? (fot. Mateusz Wlodarczyk/ Getty Images)

W związku z pandemią koronawirusa wiele rzeczy stałych – jak organizowany od dekady Marsz Niepodległości – wygląda dziś zupełnie inaczej niż zwykle. Tymczasem do 11 listopada zostało już niecałe 50 dni. – Od pewnego czasu analizujemy wszystkie scenariusze. Chcemy, by marsz odbył się jak zwykle, a liczba uczestników nie była ograniczona – mówi portalowi tvp.info Mateusz Marzoch, szef Straży Marszu Niepodległości.

Marsz Zwycięstwa. Jest decyzja sądu po odwołaniu narodowców

Narodowcy odwołali się od decyzji prezydenta Warszawy, który zakazał im organizowania Marszu Zwycięstwa. – Cała epidemia koronawirusa trafiła się...

zobacz więcej

Marsz Niepodległości to wydarzenie, które co roku przyciąga tysiące Polaków z całego kraju. Również tym razem wiele stowarzyszeń patriotycznych, kibicowskich i zwykłych obywateli planuje spędzić Święto Niepodległości w stolicy. Czy marsz startujący tradycyjnie z ronda Romana Dmowskiego w kierunku Stadionu Narodowego wyruszy i tym razem?

– Od pewnego czasu analizujemy wszystkie scenariusze. Chcemy, by marsz odbył się jak zwykle, a liczba uczestników nie była ograniczona. Sytuacja epidemiczna ciągle się zmienia, ale my planujemy wszystko bez zmian – przyznaje Mateusz Marzoch.

Wiceprzewodniczący stowarzyszenia Marsz Niepodległości i szef Straży Marszu przypomina, że 1 i 15 sierpnia ulicami Warszawy też przeszły patriotyczne demonstracje, choć problem koronawirusa był już powszechny.

Z drugiej strony liczba kontrowersji była wówczas ogromna. Prezydent stolicy Rafał Trzaskowski do końca sprzeciwiał się choćby organizacji Marszu Zwycięstwa będącego uczczeniem pamięci o Bitwie Warszawskiej. Polityk PO powoływał się wówczas na zalecenia sanepidu. Co więcej, kolejne sądy, mimo odwołań narodowców, podtrzymywały jego decyzję.

Narodowcy jednak przeszli; tłumaczyli, że zakazane zostało ich główne zgromadzenie, a nie wszystkie zgłoszone przez nich demonstracje. – Poprzednich marszów Rafałowi Trzaskowskiemu nie udało się zablokować i mamy nadzieję, że tak samo będzie tym razem – komentuje w rozmowie z nami Mateusz Marzoch.

Afera deweloperska w Warszawie. „Gigantyczne ceny. Wjechał ciężki sprzęt”

Znany deweloper chce postawić w stolicy apartamenty na zielonych terenach Kamionkowskich Błoni Elekcyjnych. Po tym, jak aktywiści ujawnili szereg...

zobacz więcej

Przypomina, że gdy środowiska LGBT organizowały protesty w obronie Michała Sz. przedstawiającego się jako Margot, Trzaskowski ich demonstracji nie zabronił. Co więcej, trwała ona nawet długo po tym, jak uczestnicy zachowywali się agresywnie, atakowali stróżów prawa i skakali po radiowozie.

– Mamy nadzieję, że nie będzie więc miał wątpliwości, czy nasze zgromadzenie może się odbyć. Ze swojej strony jak zwykle zrobimy wszystko, aby marsz mógł przejść, był legalny i bezpieczny – podkreśla szef Straży Marszu Niepodległości.

Przypomnijmy, że w ostatnich latach organizacja manifestacji 11 listopada była o tyle łatwiejsza, że w 2017 r. wojewoda mazowiecki zarejestrował Marsz Niepodległości jako zgromadzenie cykliczne. Oznaczało to m.in., że zakazane były kontrdemonstracje i zgromadzenia w odległości mniejszej niż 100 metrów od trasy demonstracji. Zakazanie przemarszu środowisk patriotycznych pod byle pretekstem stało się wręcz niemożliwe.

– Decyzja wojewody była wydana na cztery lata, czyli do 2020 r. włącznie. Wydarzenie wciąż ma więc status zgromadzenia cyklicznego – podkreśla Marzoch.

źródło:
Zobacz więcej