RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Białoruś: Samospalenie przed siedzibą milicji. „Na znak protestu”

Mężczyzna podpalił się przed regionalnym wydziałem spraw wewnętrznych (fot. PAP/EPA/STRINGER, tt/@JarekKociszewsk)

W mieście Smolewicze na Białorusi w piątek mężczyzna podpalił się przed siedzibą milicji. Przewieziono go na oddział intensywnej terapii. Dziennikarz Jarosław Kociszewski poinformował na Twitterze, że mężczyzna zmarł, ale w relacjach na białoruskich portalach wciąż można przeczytać, że jest pod opieką lekarzy, którzy walczą o jego życie. Z kolei bloger NEXTA podał, że 36-latek podpalił się „na znak protestu”, podczas gdy portal „Nasza niwa” twierdzi, że przyczyną desperackiego kroku były problemy z alkoholem.

Według „Naszej Niwy” mężczyzna, który oblał się benzyną i podpalił w pobliżu budynku regionalnego wydziału spraw wewnętrznych w Smolewiczach pod Mińskiem, już wcześniej sygnalizował tendencje samobójcze.

Dziennikarze „Naszej Niwy” twierdzą, że dotarli do rodziców desperata. Podali jego pełne personalia dodając, że „ostatnimi czasy zachowywał się tak, że mama prosiła dzielnicowego, żeby go zabrać gdziekolwiek, choćby do Nowinek” (dzielnica Mińska, w której funkcjonuje szpital psychiatryczny – portal tvp.info). Te ustalenia nie potwierdzają wcześniejszych doniesień blogera NEXTA, który twierdził, że 36-latek dokonał aktu samospalenia w proteście przeciw działaniom reżimu Łukaszenki ani informacji Kociszewskiego, jakoby desperat zmarł. Według portalu tut.by jest on pod opieką lekarzy, którzy „walczą o jego życie”. Portal tut.by zaznacza też, że mężczyzna nie krzyczał nic przed samopodpaleniem. Ogień ugasili pracownicy wydziału spraw wewnętrznych. Sprawą zajmuje się Komitet Śledczy.

źródło:
Zobacz więcej