RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Czy Putin dobrze się bawi? Unia kontra Polska

Prezydent Rosji Władimir Putin (fot. Shutterstock/Frederic Legrand - COMEO)

Trudno oprzeć się wrażeniu, że prezydent Rosji Władimir Putin musi mieć niezły ubaw, patrząc na wewnętrzne stosunki w Unii Europejskiej. On najlepiej wie, że żadne prawa człowieka nie przeszkadzają robić mu świetnych interesów z najsilniejszymi unijnymi państwami.

Po rozmowach Putina i Łukaszenki. Prezydent Białorusi zaciąga dług u „starszego brata”

Rozmowy prezydentów Rosji i Białorusi Władimira Putina i Alaksandra Łukaszenki w Soczi dobiegły końca – poinformowała białoruska agencja BiełTA.

zobacz więcej

O ile bowiem choćby Niemcy chętnie szturchają Polskę i Węgry w sprawach „demokratycznych standardów”, o tyle nie przeszkadza to kanclerz Niemiec Angeli Merkel niemal ostentacyjnie – i to mimo kolejnych wywoływanych przez Rosję międzynarodowych skandali – robić interesów z Kremlem.

Ktoś zauważy przytomnie, że Rosja w Unii przecież nie jest, więc zasadniczo robić może u siebie, co chce. Dyskusja na ten temat wymagałby nie jednego, ale mnóstwa osobnych artykułów.

Skupmy się na jednym tylko wątku: unijni ultrademokraci, że tak ich roboczo nazwę, sprawiają wrażenie, że głoszone przez siebie hasła i doktryny traktują jako świętość. Widać jednak są to świętości o dość ograniczonym zasięgu – kończą się tam, gdzie zaczynają rosyjskie surowce i infrastrukturalne zlecenia. I gdzie w związku z tym zaczynają się realne interesy do zrobienia. Choćby na okupowanym przez post-Sowietów Krymie, na którym to przecież niemieckie firmy częściowo odpowiadały za budowę infrastruktury umożliwiającej pełniejszą integrację ukraińskiego terytorium z Federacją Rosyjską.

Dodajmy, że w 2019 r., choć formalnie obowiązywały także wówczas unijne sankcje wobec Rosji, niemieckie firmy zainwestowały tam 3,3 mld euro. Tak wynika z szacunków Rosyjsko-Niemieckiej Izby Handlowej. Co więcej: to najlepszy wynik od dekady! Prawa człowieka są fajne, ale geoekonomiczne zyski są jeszcze fajniejsze.

Otrucie Nawalnego bada Organizacja ds. Zakazu Broni Chemicznej

Francuskie i szwedzkie laboratoria niezależnie od siebie potwierdziły, że Aleksiej Nawalny został otruty przy pomocy środka bojowego z grupy...

zobacz więcej

Gdy spojrzeć na to dystansu, lepiej widać, że opozycyjni europarlamentarzyści z Polski w całej tej brzydkiej zabawie robią za pożytecznych idiotów.

Lewicowo-liberalni politycy, umoszczeni w Brukseli, sądzą oczywiście, że przede wszystkim szkodzą znienawidzonemu przez siebie rządowi Prawa i Sprawiedliwości. Niemal otwartym tekstem wyraził to europarlamentarzysta Koalicji Obywatelskiej Andrzej Halicki, stwierdzając, że rezolucja przeciw Polsce „to akt oskarżenia władzy”.

Przy okazji w dość paranoicznym jednak stylu potwierdził, co myśli o wyborach dokonywanych przez miliony Polek i Polaków: „Mam nadzieję, że będzie taki moment, w którym polskie społeczeństwo na tyle dobrze wybierze władzę, że ta nie będzie stawiała siebie ponad prawem”.

Co odpowiedzieć panu Halickiemu? Władzy stojącej ponad prawem powinien szukać wśród biznesowych przyjaciół Angeli Merkel. Ale na taki afront wobec niemieckiej polityk, której protegowanym jest Donald Tusk, Halicki i cała reszta lewicowo-liberalnej ferajny pozwolić sobie nie może.

Nie będą przeszkadzać rosyjskim czy niemieckim interesom – chętnie za to będą przeszkadzać polskim interesom, choćby przekopowi Mierzei Wiślanej lub budowie Centralnego Portu Komunikacyjnego. Na to sobie mogą pozwolić – i w Polsce, i w Brukseli i w Strasburgu.

„Końcowy etap związku Rosji i Białorusi”. Rosyjscy politolodzy o spotkaniu w Soczi

Władimir Putin nie dowierza Aleksandrowi Łukaszence, dlatego w ich dialogu nie było niczego nowego – stwierdził w Radiu Swoboda politolog Stanisław...

zobacz więcej

Jest w tym coś tragikomicznego, że lewicowo-liberalne elity potrafią najmocniej prężyć dość wątłe w ostatnich latach muskuły przede wszystkim przeciw własnemu krajowi. Wszystko, byle zrobić na złość Prawu i Sprawiedliwości, wszystko, byle tylko nie zlecieć na dobre z politycznego pola gry.

Są jak pionki na szachownicy, którym wydaje się, że gdy w Brukseli działają przeciw Polsce, to mają siłę gońców, koni, wież, królów i królowych. I jaka im za to nagroda? – chciałoby się zapytać. Przyjazne poklepanie po ramieniu przez liczących się europejskich graczy, zainteresowanych ograniczeniem polskich wpływów na geoekonomiczną europejską i globalną rozgrywkę.

Chciałoby się, żeby europosłanka Spurek, europosłowie Biedroń i Halicki jedną piątą energii poświęconej pomstowaniu na polski rząd poświęcili choćby na próby ograniczania rosyjskich wpływów w Unii Europejskiej. Chciałoby się, żeby z taką samą zaciekłością, z jaką krytykują polskie sprawy, zajęli się choćby niemiecko-rosyjską grą wokół Nord Stream 2. Ale przecież dla lewicowo-liberalnych elit polska energetyka i przemysł mogłyby nie istnieć.

To przecież za rządów Donalda Tuska starano się wyprzedać, co się da – resztę spółek skarbu państwa. Energetyczna i ekonomiczna suwerenność Polski nie była dla nich ważna – do szczęścia im wystarczało, że będziemy lojalnym podwykonawcą Niemiec.

Rosja świetnie zdaje sobie sprawę z tej sytuacji. Z roku na rok posuwa się coraz dalej w swoich prowokacjach wobec Europy. Liderzy europejskich państw krzyczą do kamer, że na więcej nie pozwolą, że to skandal, co wyprawiają postsowieccy truciciele i grabieżcy. Wszyscy są jednak doskonale pogodzeni z neoimperialnymi i autorytarnymi stosunkami w Rosji, promieniującymi również na Europę.

Kończy się więc na dość skromnych sankcjach. Ale interesy nadal idą w najlepsze. A nasze państwo jest wygodnym chłopcem do bicia. Biczowanie Polski znakomicie uspokaja sumienia unijnych decydentów. Szkoda, że opozycyjni politycy przykładają do tego rękę.

źródło:
Zobacz więcej