RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Podzielona wyspa i jej gaz

Stołeczna Nikozja sprawia czasem wręcz wrażenie wymarłego miasta (fot. Witold Repetowicz)

W tegorocznym szczycie sezonu Cypr świeci pustkami, a znaczna część turystycznej infrastruktury pozostaje zamknięta w celu uniknięcia kosztów. Stołeczna Nikozja sprawia czasem wręcz wrażenie wymarłego miasta. To oczywiście efekt pandemii COVID-19. Na ruch turystyczny nie wpływa napięta atmosfera na Morzu Śródziemnym wywołana nielegalną aktywnością Turcji m.in. na wodach terytorialnych Cypru i w jego Wyłącznej Strefie Ekonomicznej. Jest ona natomiast powodem dyslokacji francuskich okrętów i samolotów wojskowych na tej wyspie, a także zwiększonej aktywności wywiadów różnych krajów.

Białorusini nie są gorsi od nas, zasługują na wolność

Wsparcie walki Białorusinów o wolność jest moralnym obowiązkiem Polaków, wynikającym z własnych doświadczeń naszego narodu i historycznych związków...

zobacz więcej

Brak turystów

Spacerując po plaży Larnaki można odnieść wrażenie, że jedną z najliczniejszych grup turystów na Cyprze są Polacy, gdyż nasz ojczysty język pobrzmiewa tam bardzo często. Miasto to wydaje się wymarzonym miejscem na urlop. Czysta, piaszczysta plaża, gorąca woda w morzu, a dla nieco bardziej wymagających, parę zabytków w okolicy. Tyle, że większość rozstawionych na plaży białych leżaczków pozostaje pusta, a w restauracjach na sąsiadującej z nią promenadzie nie ma problemu ze znalezieniem wolnego stolika.

- Ten sezon jest stracony, połowa turystów na Cyprze to byli Brytyjczycy, a kolejne 25 proc. - Rosjanie, teraz nie ma ani jednych, ani drugich – tłumaczy znajomy mieszkaniec Larnaki. – Ale pandemia wpłynie też na kolejne lata, bo światowa recesja spowoduje ogólny spadek ruchu turystycznego. Ludzie będą mieli bowiem mniej pieniędzy – prognozuje.

O tym, że Rosjanie byli dotąd kluczową grupą turystów przyjeżdżających na tę śródziemnomorską wyspę świadczy to, że wszędzie obok napisów w języku greckim i angielskim są również te w języku rosyjskim. Rosjanie znaleźli się jednak w grupie C kategoryzacji ryzyka z uwagi na koronawirusa, a to oznacza, że po przylocie na wyspę obowiązuje ich dwutygodniowa kwarantanna. To zaś czynni urlop pozbawionym sensu. Brytyjczycy są natomiast w grupie B, tj. muszą zrobić test przed wylotem. Od 14 sierpnia obowiązuje to też Polaków, co zapewne negatywnie wpłynie na wybór Cypru jako turystycznego kierunku. Zwiększa to bowiem koszt takich wakacji o około 500 zł. Wciąż jednak jest bardzo dużo tanich lotów z Polski na Cypr, a relatywnie niewysokie ceny mogą kusić. Zwłaszcza, że Cypr jest też jednym z bezpieczniejszych krajów, jeśli chodzi o COVID-19. Zachorowało tu raptem 1300 osób, a zmarło około 20. Nie widać przy tym specjalnych restrykcji poza standardowym obowiązkiem noszenia maseczek w sklepach czy wszechobecnymi dezynfektorami.

Mimowolny sukces Izraela

Nawiązanie oficjalnych stosunków przez Zjednoczone Emiraty Arabskie z Izraelem, do którego doszło na podstawie porozumienia zawartego 13 sierpnia,...

zobacz więcej

Gazowa szansa i problemy

Z perspektywy plaży nie widać też tego, co się dzieje wokół wyspy i co generuje zainteresowanie nią innego rodzaju. Chodzi o eksplorację złóż gazu ziemnego na cypryjskim szelfie oraz nielegalną aktywność Turcji z tym związaną. Od maja ub.r. Turcja dokonała pogwałcenia cypryjskiej suwerenności aż w 6 miejscach na wodach terytorialnych i w Wyłącznej Strefie Ekonomicznej tego kraju, a władze Cypru nie ukrywają, że sytuacja w najbliższym czasie będzie coraz gorsza, jeśli kontynuowana będzie unijna polityka appeasementu wobec Turcji. Chodzi o wysyłanie tureckich statków badawczych do odwiertów w poszukiwaniu gazu.

Turcja bowiem nie uznaje suwerenności Cypru na otaczającym tę wyspę morzu i choć nie ma żadnych podstaw ku temu, a także żadne inne państwa nie podzielają tureckiej perspektywy, to się tym nie przejmuje podejmując agresywne, unilateralne akcje. Zresztą Turcja nie uznaje Cypru w ogóle i nie chce prowadzić z nim negocjacji w sprawie rozgraniczenia Wyłącznych Stref Ekonomicznych oraz rozwiązania problemu złóż gazowych, dopuszczając rozmowy wyłącznie z Grecją.

Tymczasem Cypr proponuje, by wszelkie spory rozstrzygnął Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości w Hadze, bo widzi legalność swojego stanowiska w świetle prawa międzynarodowego, a w szczególności ONZ-owskiej konwencji prawa morza (UNCLOS).

Ruchy militarne na Morzu Śródziemnym: odstraszanie czy przygotowania do wojny?

Po zapowiedzi Turcji dotyczącej rozpoczęcia odwiertów na cypryjskich i greckich wodach oraz przeprowadzenia manewrów floty wojennej u wybrzeży...

zobacz więcej

300 lat tureckiej okupacji

Cypr ma długą historię problemów z Turcją. Od co najmniej IV w. p.n.e. zamieszkany przez ludność grecką, w okresie wypraw krzyżowych znalazł się pod rządami francuskiej dynastii Luzynianów, którzy panowali na wyspie do 1473 r. Przez kolejne 97 lat Cypr pozostawał w rękach weneckich, po czym w 1570 r. został podbity przez Imperium Osmańskie. Przez kolejne 300 lat muzułmańskie władze wyspy starały się ją islamizować przekształcając kościoły w meczety.

Od 1878 r. do 1959 r. Cypr pozostawał pod rządami Brytyjczyków i znów nie były to łatwe czasy dla mieszkańców wyspy. Wprawdzie zakończyło się prześladowanie religijne, ale Brytyjczycy bezwzględnie tłumili niepodległościowe (i zjednoczeniowe z Grecją) tendencje mieszkańców wyspy. Przypomina o tym m.in. Pomnik Wolności w centrum Nikozji, a także dwie potężne wojskowe bazy brytyjskie funkcjonujące do dziś. Gdy w końcu Cypryjczycy odzyskali wolność, to na wyspie ludność greckojęzyczna stanowiła wciąż 80 proc. populacji, podczas gdy tureckojęzyczni muzułmanie, często potomkowie poddanych islamizacji Greków, tylko 18 proc. Turcja jednak uważała, że Cypr należy się jej. W 1974 r. dokonała inwazji na wyspę i przejęła kontrolę nad 36 proc. jej powierzchni.

Turcja na okupowanych terenach proklamowała powstanie Tureckiej Republiki Cypru Północnego, nieuznawanej przez nikogo na świecie poza Ankarą. Z terenów tych wygnano też mieszkających tam greckich Cypryjczyków, a na ich miejsce zaczęto ściągać Turków z Anatolii. To spowodowało, że Turcy stanowią już ponad 30 porc. mieszkańców wyspy.

Liban po eksplozji: zmiana systemu?

Tragiczny wybuch jaki miał miejsce w Bejrucie 4 sierpnia to kolejny kamyczek nie tyle do ogródka co potężnego sadu problemów zżerających piękny...

zobacz więcej

Muzułmanów jest zresztą więcej, bo w ostatnich latach na wyspie pojawili się też migranci i to w południowej, greckiej części wyspy. Niektóre meczety, w tym Wielki Meczet w Larnace (oczywiście niegdyś bizantyjski kościół) znów zapełniły się wyznawcami Allaha. Najwyraźniej nie wszystkim mieszkańcom Cypru to odpowiada. Gdy w Nikozji przechodziłem koło jednego z tamtejszych meczetów (oczywiście również onegdaj będącego kościołem) i muezin zaczął wzywać wyznawców Allaha na wieczorną modlitwę, to w znajdującym się obok małym barze, w którym miejscowi popijali sobie piwko, podkręcono nagle głośność muzyki na pełny regulator. Trudno się przy tym dziwić Grekom, skoro Turcy nie ustają w prowokowaniu ich m.in. poprzez ułożenie na jednym ze wzgórz po okupowanej stronie gigantycznej, świecącej w nocy flagi Cypru Północnego, do złudzenia przypominającej zresztą flagę Turcji.

Turcja jak Rosja

„Turcja jest dla nas tym, czym dla was jest Rosja. I zachowuje się według tego samego schematu, tj. polityki szantażu, siły i faktów dokonanych, bez oglądania się na prawo międzynarodowe” – usłyszałem od jednego z wysokich urzędników cypryjskiego rządu, który dodał, że traktowanie Turcji jako kraju tranzytowego dla dywersyfikacji dostaw gazu do Europy jest błędem, bo kraj ten dokładnie tak jak Rosja może stosować politykę zakręcania kurków w celu wymuszania realizacji swoich interesów.

Prowokowanie turecką flagą to zatem najmniejszy problem Cypru. Znacznie poważniejsze pojawiły się wraz z odkryciem znacznych złóż gazu na szelfie wyspy. Turcy od razu zakwestionowali prawa Cypru do ich wydobywania i rozpoczęli własną eksplorację. Nieposiadający znaczącej siły militarnej Cypr może liczyć tylko na dyplomację i pomoc innych państw. W pierwszej kolejności naturalnym sojusznikiem wydaje się Unia Europejska, ta jednak ogranicza się do wyrażania solidarności, co na Turkach nie robi żadnego wrażenia.

„Chcielibyśmy, by te wyrazy solidarności wreszcie przekuły się na jakieś konkretne działania” – usłyszałem od mojego rozmówcy z władz Cypru, które nie ukrywają swego rozczarowania polityką appeasementu wobec Turcji.

Iran – Chiny: koło ratunkowe czy pętla na szyję?

Iran planuje podpisanie umowy o współpracy strategicznej z Chinami na okres 25 lat. Obejmowałaby ona zarówno kwestie inwestycyjne i handlowe, w tym...

zobacz więcej

Gaz ze złóż cypryjskich oraz sąsiadującego z nimi izraelskiego złoża Lewiatan ma być elementem dywersyfikacji dostaw tego surowca do Europy. Służyć temu ma projekt budowy gazociągu o nazwie EastMed, który już w 2013 r. Unia uznała za projekt priorytetowy.

Projekt gazociągu

EastMed to oczywiście zagrożenie nie tylko dla Turcji, która może w ten sposób stracić swoją funkcję kraju tranzytowego, ale i dla Rosji, choć władze Cypru ten drugi aspekt zdają się bagatelizować. Dla Cypru Rosja jest bowiem jednocześnie ważnym partnerem, choćby z powodu turystów przyjeżdżających na tutejsze plaże, a także znacznej liczby zarejestrowanych tu rosyjskich firm (Cypr jest tzw. „rajem podatkowym”). Moi rozmówcy we władzach Cypru podkreślali jednak, że nigdy nie blokowali sankcji nakładanych na Rosję i rozumieją obawy takich krajów, jak Polska w odniesieniu do agresywnej polityki Kremla. Tyle że liczyliby na wzajemność, a tej nie ma. Nie chodzi przy tym o stanowisko Polski, bo w tym zakresie moi cypryjscy rozmówcy deklarowali, że zrozumienie Polski dla problemów Cypru jest pełne i stosunki są bardzo dobre. Niestety nie można tego powiedzieć o Niemczech, które blokują nałożenie sankcji na Turcję w związku z jej nielegalnymi działaniami przeciwko Cyprowi i Grecji. Niemcy chcą przy tym mediować między Grecją a Turcją, ale akceptują jednocześnie to, że Cypr jest z tych negocjacji wyłączony, bo Turcja go nie uznaje. Tyle jest warta europejska solidarność.

Cypr ma jednak też innych sojuszników, w tym w szczególności Izrael. Relacje między tymi dwoma państwami zaczęły się zacieśniać po dojściu do władzy w 2013 r. Nicosa Anastasiadesa z centroprawicowej partii DISY. Oba kraje łączą spory z Turcją oraz wspólny interes w eksploatacji złóż gazu i ich eksporcie planowanym gazociągiem EastMed do południowej Europy. Wprawdzie wciąż istnieją wątpliwości, czy ten gazociąg powstanie, zarówno ze względu na działania Turcji, jak i niepewność co do jego ekonomicznej opłacalności, ale na początku tego roku Izrael postanowił zatwierdzić swój akces w tym projekcie. Jego przyszłość bardzo zależy od wyniku prac poszukiwawczych prowadzonych przez amerykański Exxon.

Armenia – życie na linii frontu

Pełna serpentyn droga pnie się ostro w górę od zakrętu w miejscowości Kayan, gdzie niegdyś można było wjechać z Armenii do Azerbejdżanem. By...

zobacz więcej

Oprócz Amerykanów koncesje na prace poszukiwawcze otrzymał też francuski Total i włoskie ENI. „Tam, gdzie jest Exxon, Turcy nie mają śmiałości dokonywać swoich prowokacji” – podkreślają cypryjscy urzędnicy. „Francuzi też zresztą odstraszyli Turków, po tym jak wysłali swoje fregaty do ochrony Totala. Tylko Włosi nie reagują tak stanowczo.” – dodają.

Mossad i Hezbollah

Skonfliktowanie się Turcji z praktycznie wszystkimi państwami w regionie powoduje, że Cypr nie narzeka na brak przyjaciół. „Mamy bardzo dobre relacje ze wszystkimi krajami w regionie, z wyjątkiem Turcji oczywiście” – usłyszałem w jednym z ministerstw. Przekłada się to zresztą też na intensywną aktywność wywiadowczą na wyspie, zwłaszcza jeśli chodzi o izraelski Mossad.

Hagia Sophia – symbol pognębienia Europy

Decyzja o tym, że Kościół Mądrości Bożej (Hagia Sophia) znów stanie się meczetem, ma ogromne znaczenie symboliczne. Również jej motywy są jasne, a...

zobacz więcej

Larnaca to nie tylko piękna plaża i sąsiadujący z nią zamek oraz kościół, w którym podobno pochowany został Łazarz. To też miejsce, w które Izrael zamierza władować 1,2 mld EUR. Chodzi o rozbudowę portu, ale wielu powątpiewa w ekonomiczne uzasadnienie tych planów. Tymczasem Larnaca od dawna jest też centrum aktywności Iranu na tej wyspie, a w 2015 r. osoby powiązane z libańskim Hezbollahem zostały tu aresztowane w związku ze składowaniem ponad 8 ton saletry amonowej. Tej samej substancji, która 4 sierpnia zniszczyła port w Bejrucie.

Na Cyprze ciężko znaleźć kogoś, kto spodziewa się wojny. Na linii demarkacyjnej dzielącej Nikozję (a także całą wyspę) panuje senna atmosfera. Przejścia są zamknięte, ale nie z powodów politycznych, tylko pandemii. Z całą pewnością największym zmartwieniem mieszkańców są słabe obroty sklepów, restauracji i hoteli w związku z koronawirusem. Ale nie są oni też obojętni wobec tego, co dzieje się na morzu.

„Przy takiej koncentracji okrętów wojennych wystarczy iskra, jeden incydent, by wybuchła niechciana przez nikogo wojna” – usłyszałem od cypryjskiego dziennikarza w Nikozji, który dodał, że nie sądzi, by Turcja dokonała nowego ataku na Cypr. „Może jednak chcieć zniszczyć nas ekonomicznie, inspirując zamachy terrorystyczne w miejscach turystycznych.” – podkreślił.

źródło:
Zobacz więcej