RAPORT

CELEBRYCI, POLITYCY I WŁADZE TVN WZIĘŁY SZCZEPIONKI MEDYKÓW

Smok, który przyniósł szczęście

Wielokulturowość tworzy bogatą historię Wietnamu (fot. Agnieszka Wasztyl)

Wietnam to kraj niezwykłych ludzi, wspaniałych krajobrazów i przepysznej kuchni. Aż trudno uwierzyć, że na powierzchni niewiele większej od Polski mieszkają 54 grupy etniczne. To między innymi wielokulturowość tworzy bogatą historię Wietnamu, która trwa nieprzerwanie od ponad czterech tysięcy lat.

Ekstremalne temperatury, brak wody, kontuzje. „Byłem jak Indiana Jones”

Przejechał na rowerze ponad 30 krajów i dziewięć pustyń. Wybierał trasy z dala od szlaków turystycznych i dużych miast. Marcin Korzonek poprzeczkę...

zobacz więcej

Do Sa Pa – małego miasta na północy kraju – można dojechać nocnym autobusem. To naprawdę hit. Szkoda, że po Europie takie nie jeżdżą! Rozkładane siedzenia służą za łóżka, można się wyspać. Autobus ma w środku trzy rzędy piętrowych leżanek. Buty ściąga się przy wejściu i zostawia w reklamówkach. W Sa Pa jesteśmy już o 6 rano. Leje jak z cebra. To tutaj normalne. Mgły i opady deszczu występują częściej niż gdziekolwiek indziej w Wietnamie.

Miasteczko Sa Pa położone jest na wysokości 1600 metrów n.p.m. Kiedyś było francuskim kurortem dla wybranych. Sa Pa i okoliczne wioski zamieszkują mniejszości etniczne z plemion Hmong i Dao. Lokalna ludność zajmuje się głównie rolnictwem, ale ważną rolę odgrywa turystyka. Miejscowe kobiety ubrane w tradycyjne stroje sprzedają w Sa Pa rękodzielnicze wyroby, nawołują obcokrajowców do ich kupienia. Wielu ludzi nie potrafi tu pisać i czytać, a dzieci zamiast chodzić do szkół pomagają rodzicom.

Małe dziewczynki już od najmłodszych lat uczone są „polowania na turystów” by sprzedać im jakieś błyskotki. Nie mają jednak szczęśliwych min. Oczy mają smutne i widać, że robią to wbrew własnej woli. Zabrano im dzieciństwo. Na plecach w chuście dźwigają młodsze rodzeństwo, a w rękach mają bransoletki zrobione przez mamę lub starsze siostry. Próbuję zrobić im zdjęcie – one dollar, one dollar for photo- mówi nieśmiało dziecko.

Nicea – stolica Lazurowego Wybrzeża

Jest uwielbiana przez Francuzów i turystów. W każdej epoce jej urokowi ulegali arystokraci, książęta, artyści i pisarze. Otoczona wzgórzami i...

zobacz więcej

Już na pierwszy rzut oka widać, że to biedniejszy region. Uwagę przykuwa mała kawiarnia. Dach ze strzechy, w środku cztery stoliki i zadziwiające menu.

- Polecam „A phe trungc” - kawę z jajkiem, jest wyborna - mówi uśmiechnięta właścicielka, a ja zastanawiam się czy dobrze usłyszałam.

- Kawa z jajkiem? - dopytuję zaintrygowana i zastanawiam się, czy surowe jajko z kawą w ogóle może smakować.

- Tak, to przysmak. Turystom bardzo smakuje – podkreśla sympatyczna gospodyni.

Wietnamczycy przyrządzają kawy na wiele sposobów, są drugim na świecie eksporterem tego napoju. I aż trudno uwierzyć, że jej smak odkryto dopiero w XIX wieku dzięki Francuzom. Nowoczesna wersja kogla-mogla podawana jest z cukrem i mlekiem. Do niej ucierane jest żółtko. Smakuje znakomicie. Podobno kawę z jajkiem pija się w Skandynawii, ale nie wiem, czy na tak dużą skalę jak to jest w Wietnamie.

Po krótkim odpoczynku ruszamy dalej. Pola ryżowe – charakterystyczne dla tego regionu - wyglądają zjawiskowo, choć praca przy nich jest wyczerpująca. Mieszkańcy są niezwykle pracowici i przyzwyczajeni do trudności. Nagle na górskiej drodze pojawia się staruszek. Mężczyzna woła do nas po wietnamsku, macha ręką na powitanie i uśmiecha się. Mężczyzna mieszka w małym baraku, który wygląda jakby zaraz miał się rozpaść. Nie ma w nim okien, łazienki ani toalety. Jest za to umywalka, mały stolik, kilka krzeseł i kanapa. Pomieszczenie jest ciemne i dość chłodne. Staruszek pokazuje na maleńkie pole ryżowe i z dumą pokazuje na siebie.

„Świat jest o wiele lepszy, niż nam się wydaje”

Dziewięć krajów, 12 tys. km, prawie 400 dni marszu. Arkadiusz Winiatorski cztery lata temu kupił bilet w jedną stronę i postanowił spełnić swoje...

zobacz więcej

Z gestów domyślamy się, że mężczyzna mówi nam, że jest jego gospodarzem, że jest tu kimś. Zaprasza na pyszną zieloną herbatę, ale najpierw dezynfekuje szklanki… alkoholem. Po herbacie częstuje bardzo mocnym winem ryżowym i zachęca do zapalenia tytoniu z ogromnej bambusowej fajki. Od razu krztuszę się dymem ku wielkiej uciesze gospodarza. W Wietnamie od nikotyny uzależnionych jest ponad 15 milionów osób. Mimo braku znajomości języka, spędzamy u staruszka prawie godzinę. Na zakończenie wylewnie się z nim żegnamy, a Wietnamczyk rozgląda się czy ktoś z sąsiadów widział, że gościł u siebie turystów. Rozczarowany, że nie ma nikogo na drodze wraca do siebie i po raz kolejny zaciąga się tytoniem z bambusowej fajki.

Smoki, żółwie i wróżki

Wietnamczycy głęboko wierzą, że pochodzą od smoków i wróżek. Historia powstania narodu przekazywana jest z pokolenia na pokolenie. Smoki symbolizują siłę i mądrość. Wśród ludzi pochodzących od smoków i wróżek mieli być także królowie z rodu Hung. Rządzili Wietnamem od 2800 do 250 roku przed urodzeniem Chrystusa.

- Smok jest symbolem nie tylko Chin. On jest głęboko zakorzeniony w naszej kulturze i to od pradawnych dziejów. Zapewnia ochronę i szczęście. Wietnamczycy z powagą podchodzą do legend i opowieści - podkreśla z dumą lokalny przewodnik.

Bangkok – Miasto Buddy i Aniołów

Hałaśliwe skutery i tuk-tuki pędzą przez szerokie ulice nie zważając na przechodniów. Zapach jedzenia z ulicznych garkuchni sprawia, że człowiek od...

zobacz więcej

Most w kształcie smoka można podziwiać nad rzeką Han w środkowym Wietnamie w mieście Da Nang. W niektóre dni ruch uliczny jest wstrzymywany i smok zieje ogniem - ku wielkiej uciesze mieszkańców i turystów.

Smoki na dobre zadomowiły się także w zatoce Ha Long - jednym z najchętniej odwiedzanych przez turystów miejsc. W Wietnamie nazywana jest „Zatoką lądującego smoka”, gdyż to tu według wierzeń wylądowała pra-matka smoczyca. Bogowie wysyłali Wietnamczykom smoki, które miały pomóc w walce z wrogami i najeźdźcami. Smoki wypluwały perły, które zmieniły się w wapienne skały, które skutecznie blokowały drogę przeciwnikom. Wietnamczycy obronili swoje terytorium, a w zatoce złożonej z ok. 2 tys. wapiennych wysepek, zamieszkały smoki.

Jednak nie tylko legendy o smokach są pielęgnowane i opowiadane przez mieszkańców. Szczególną rolę w historii Hanoi – stolicy kraju - odegrał żółw. Według wierzeń, wyłonił się z jeziora znajdującego w centrum miasta i wręczył miecz cesarzowi Le Loi, którym pokonał chińskich najeźdźców. Po wygranej bitwie cesarz oddał żółwiowi miecz, a zwierze zniknęło w jeziorze. Na pamiątkę tego wydarzenia na środku akwenu stoi żółwia wieża. I choć od tego czasu minęło prawie 600 lat, legenda jest nadal żywa. Wietnamczycy wierzą, że przynosi szczęście.

Korona-weekend nad Bałtykiem

Zapełnione parkingi, tłumy w restauracjach i beztroska urlopowiczów. Tak wygląda słoneczny weekend nad polskim morzem. Chociaż Ministerstwo Zdrowia...

zobacz więcej

– Każdy w Hanoi zna historię, jak boski żółw pomógł odgonić chińską armię. To dla nas jedna z najważniejszych historii – mówi przedsiębiorca Hiep Nguyen.

W jeziorze do 2016 roku mieszkał ponad 200 kilogramowy żółw. Mieszkańcy wierzyli, że był on wcieleniem legendarnego boskiego przodka. Kiedy zwierze umarło trzy lata temu, wiele gazet nie podawało tej informacji, by nie siać paniki. Obecnie ciało zwierzaka można zobaczyć w świątyni znajdującej się przy samym jeziorze. Żółw jest jednym z najważniejszych zwierząt w buddyzmie.

Żółwia wieża o zmroku jest podświetlona, ulice wieczorem zamykane są dla samochodów i skuterów - wychodzą na nie mieszkańcy. Młodzież gra w karty i popularną „Zośkę”, muzycy próbują swoich sił, a pary tańczą na ulicy. Muszę przyznać, że to bardzo przyjemny widok.

Stambuł – Turcja w miniaturze

Orientalny, wielokulturowy, pachnący przyprawami, niezwykle barwny i pełen kontrastów. Położony na dwóch kontynentach Stambuł oszołamia wielkością,...

zobacz więcej

Ciemna strona Wietnamu

Hanoi dynamicznie się rozwija, podobnie jak położony na południu kraju Ho Chi Minh. Młodzież nowocześnie się ubiera, restauracje pękają w szwach.

- Jeszcze 10 lat temu wszędzie była bieda. Na nic nas nie było stać. Brakowało wielu produktów. Teraz to całkiem nowoczesne państwo. Dużo inwestują tu Koreańczycy i Japończycy. Jeszcze w 2009 roku telefony komórkowe typu Iphone mieli tylko bogaci. Dziś można je kupić w każdym sklepie z telefonami – podkreśla Truong Nguyen, informatyk z Hanoi.

- Nasz kraj rozwija się bardzo szybko, ale ciągle jesteśmy biedni, ciągle widoczne jest rozwarstwienie społeczne – dodaje menager Linh Vu.

Rzeczywiście, według statystyk 14 mln gospodarstw domowych zaliczanych jest do klasy średniej, a w kolejnych latach ma ona wzrosnąć. Wydatki konsumenckie już 6 lat temu przekroczyły w przeliczeniu 100 miliardów złotych. Jednak generują go głównie miasta. Wzrasta też rozwarstwienie społeczne. Obok modnie ubranych młodych Wietnamczyków z drogimi telefonami komórkowymi, częstym widokiem są osoby, które na wózkach wiozą cały swój dobytek. Na ulicach nie brakuje staruszków, którzy wyprzedają swój dobytek - ręcznie robione słomkowe kapelusze, ubrania, zabawki – wszystko po to, aby tylko zarobić na jedzenie. Kobiety gotują zupę pho, którą jada się tu też na śniadanie i sprzedają na ulicy, licząc na lepszy zarobek od turystów. Na plecach noszą ciężkie kosze z owocami, które z punktu widzenia Europejczyka sprzedawane są za bezcen.

„Mieszka we mnie Polak i Tatar”

Na Podlasiu mieszkają od ponad 300 lat. I choć dziś jest ich niespełna 3 tysiące, to robią wszystko, żeby ich tradycja i obyczaje przetrwały....

zobacz więcej

Po ulicach Hanoi jeżdżą głownie skutery. W całym Wietnamie zarejestrowanych jest ich ponad 40 milionów.

- W Wietnamie samochody są bardzo drogie. Nie każdego stać nawet na kupno małego auta. Dlatego wszyscy kupują skutery. Jak możesz zauważyć czasem na jednym jednośladzie mieści się po kilka osób. To tu normalne - śmieje się Khang Thrung – przewodnik i student turystyki.

Normalna jest także walka o życie na pasach dla pieszych – obowiązuje zasada „pierwszeństwo ma większy pojazd”.

Ziemia w Wietnamie jest droga. Działki budowlane są wąskie, co wymusza specyficzne budownictwo – mieszkania często są bez okien. Niestety zdarza się, że w pomieszczeniach śmierdzi pleśnią, a na ścianach jest grzyb. W środku bywa bardzo ciemno.

„Afryka mnie zmieniła”

Od ponad 10 lat podróżuje z mężem na własną rękę. Karolina Ropelewska-Perek, autorka bloga „Carola Travels The World”, do tej pory odwiedziła już...

zobacz więcej

Szaszłyk z ...psa

- Czy to prawda, że w Wietnamie nadal jada się psy?- pytam trochę prowokacyjnie mojego przyjaciela Truonga, bo przecież doskonale znam odpowiedź. Chłopak wydaje się zbity z tropu.

- Kiedyś tak było, ale teraz już prawie nie. Wielu Wietnamczyków ma własne psy, z którymi wychodzi na spacery. Kochają je – zapewnia gorąco.

Rzeczywiście spacerując po Hanoi widziałam wielu mieszkańców, którzy wyprowadzali swoich pupili na spacer. Jednak fakty są faktami. I choć wielu Wietnamczyków wstydzi się tego przed turystami, to w kraju nadal jada się psinę. Według statystyk w Wietnamie rocznie zabija się 5 milionów psów. Mięso jest dość drogie i przyrządza się je na specjalne okazje. Nie wszyscy oczywiście jedzą psinę, wielu odchodzi od spożywania tego mięsa, ale handel kwitnie. Zwłaszcza poza ścisłym centrum miast.

Psiego mięsa nie spotkałam w Ho Chi Minh, Da Nang i innych miastach – może miałam szczęście. Natknęłam się na nie całkiem przypadkiem w Hanoi. I był to koszmarny widok… Władze stolicy zaapelowały w ubiegłym roku do mieszkańców, aby przestać jeść psinę i kocinę w obawie przed wścieklizną. Według tamtejszego ministra zdrowia do 2021 roku Hanoi ma być wolne od psiego mięsa. Władze miasta chcą promować stolicę jako miejsce cywilizowane, ale rezygnacja z jedzenia psów szybko nie nastąpi. Biznes nakręcają niestety turyści. Dla nich nawet robione są szaszłyki z psa… Dla lokalnych smakoszów psy opieka się w całości - razem z głową i ogonem – i w takiej formie sprzedaje się na bazarze…

Polska kraina orientu i kolorowe wioski

Są takie miejsca, w których czas się zatrzymał. Życie toczy się niespiesznie, a często jedynym hałasem są odgłosy dzikich zwierząt lub koncerty...

zobacz więcej

Popularnym smakołykiem są także dania z żab i szczurów – gryzonie na talerzu wyglądają jak wychudzone kurczaki. Głodny turysta raczej się taką jedną porcją nie naje, ale popyt na szczury jest duży.

Kazik z Hoi An

Uchodzi za najpiękniejsze i najbardziej urokliwe miasto w środkowym Wietnamie. W przeszłości kupcy z całego świata przybywali tu po wysokiej jakości jedwabie, porcelanę, przyprawy i chińskie lekarstwa. W latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych na miejscu zabytkowej starówki miejscowe władze postanowiły wybudować nowe bloki mieszkalne. Mało kto wie, że przed wyburzeniem zabytkowych budynków uratował miasto polski architekt i konserwator – Kazimierz Kwiatkowski. Dzięki „Kazikowi” – jak nazywają go tutejsi mieszkańcy, którzy nie potrafią wymówić jego polskiego imienia, wspaniałe budynki odrestaurowano. Kwiatkowski spędził w Wietnamie 16 lat. Uratował nie tylko magiczne Hoi An, ale także nadzorował prace hinduistycznych świątyń My Son – nieopodal miasta Da Nang. Nie ma mieszkańca, który by nie słyszał o Polaku, a o wdzięczności naszemu rodakowi świadczy pomnik postawiony w samym sercu miasteczka!

Zabytkowe domy, małe uliczki i kolorowe lampiony sprawiają, że nie chce się opuszczać tego miejsca. Tradycja wywieszania na domach, drzewach i deptakach jedwabnych latarni przywędrowała w XVI w. z Chin. Według lokalnych wierzeń, miały one przynosić szczęście i zapewniać dobrobyt. Dziś każda kawiarnia, każdy dom ozdabiany jest lampionami, które zapala się po zachodzie słońca. Mieszkańcy dbają, by różniły się od siebie nie tylko kolorami, wielkością czy kształtem, ale i wzornictwem.

Hoi An słynie także w całym kraju z usług krawieckich. Małe pracownie widać na każdym kroku. Realizacja zamówień trwa zaledwie kilka godzin - na garnitur trzeba czekać cały dzień.

Biskupin – podróż w czasie do pradawnego grodu

Nazywany „polskimi Pompejami”, jest jednym z najważniejszych stanowisk archeologicznych Europy. Odnalezienie w Biskupinie osady z pogranicza epoki...

zobacz więcej

Złoty most czy złoty kicz?

Jedna z największych współczesnych atrakcji Wietnamu to Złoty Most. Wybudowana zaledwie rok temu niedaleko miasta Da Nang, na wysokości 1414 merów nad ziemią, wyjątkowa kładka dla pieszych przyciąga turystów z całego świata. Wrażenie robie nie tylko wysokość – przy zmiennej pogodzie dająca efekt „spaceru w chmurach”, ale także gigantyczne dłonie podtrzymujące most. Architekci nawiązali w ten sposób do starożytnego dziedzictwa Wietnamu - sztucznie postarzałe dłonie symbolizują ręce starożytnych bogów wyciągających z ziemi nić złota.

– Dłonie wyglądają jakby powstały przed wiekami, to absolutnie niezwykłe – zachwyca się turysta z Chin. Turystom z Europy kojarzą się bardziej z posągami z Władcy Pierścieni, a niektórym… z kiczem.

- Gdyby wybudowano podobną kładkę gdzieś w Europie, to pewnie nikt nie zwróciłby na nią uwagi. Widoki na góry są piękne, podróż samą kolejką na szczyt jest bardzo miłym doznaniem, ale sam most jest mocno przereklamowany- uważa Michał z Polski.

Długi na 150 metrów most jest częścią ogromnego parku rozrywki Sun World Ba Na Hills – wietnamskiej wersji Disneylandu dla turystów. Można w nim znaleźć wszystko: od chińskich świątyń i francuskich osad, po Fantasy Park.

Na mnie złoty most nie zrobił większego wrażenia, choć przyznaję, że podróż kolejką linową na szczyt góry nad strumieniami i dżunglą była fantastyczna. Mimo to, wolę odkrywać dziedzictwo kulturowe tego pięknego kraju. Jedno wiem na pewno: kiedyś wrócę tu z plecakiem.

źródło:
Zobacz więcej