RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

„Do rana wypuścimy wszystkich” – noc oczekiwania pod aresztem w Mińsku Białoruskim

Wiceminister Barsukau obiecał, że do 6 rano wszyscy zatrzymani opuszczą areszt (fot. Reuters/Vasily Fedosenko)

– Do 6 rano wypuścimy wszystkich zatrzymanych – powiedział wiceminister spraw wewnętrznych Alaksandr Barsukau, który ok godz. 1 w nocy przyjechał czarnym SUV-em pod areszt na ulicy Akrescina w Mińsku. – Odsuńcie się, zejdźcie z jezdni – na zmianę krzyczą i syczą ochotnicy, którzy pilnują, by kilkusetosobowy tłum nie zrobił nic, co mogłoby rozzłościć personel aresztu. – Lepiej ich nie drażnić – wyjaśniają.

Białoruś: Zatrzymani Polacy już na wolności

„Trzech obywateli Polski zatrzymanych na Białorusi jest już na wolności. Dziękuje naszym służbom dyplomatyczno-konsularnym za ich prace” – napisał...

zobacz więcej

Pod aresztem należy stać spokojnie, nie pyskować milicji i nie wykrzykiwać politycznych haseł ani bić brawa wychodzącym. Wszystko jest zorganizowane. Nazwiska wychodzących grupami po kilka, kilkanaście osób, ochotnicy zapisują na listach, które zaraz potem są publikowane w internecie, gdzie na różnych grupach w komunikatorach krewni poszukują zaginionych.

Następnie zwolnieni otrzymują, wedle życzenia, wodę, herbatę, papierosa. Jeśli jest im chłodno – koc. Obok dyżurują medycy, którzy w razie czego szybko mogą udzielić pomocy. Przy areszcie na stałe dyżuruje karetka pogotowia. Jeden z mężczyzn dostał ataku epilepsji.

– On upadł! – powiedziała kobieta, która właśnie przed chwilą przywitała przed bramą aresztu swojego syna. – Mamo, tu się to zdarza co dwie minuty – uspokajał wypuszczony młodzieniec.

Następni w szeregu są ochotnicy - kierowcy, którzy odwożą zwolnionych do domu. Dzisiaj jest ich zbyt dużo i organizatorzy akcji pomocowej obawiają się, że robią niepotrzebny tłum.

Ok. 2 w nocy na Akrescina jest jeszcze ponad pięćset osób. Ogółem na całej Białorusi trafiło od niedzieli do aresztów prawie siedem tysięcy osób. Większość z nich przypadkowo, chociaż władze twierdziły, że udaremniają wielki antybiałoruski spisek.

– Tutaj jest bardzo kulturalnie. Nie biją, tak jak na komendzie milicji. Czasami nawet mówią na „pan”. Co prawda również nie karmią, ale za to dają wodę" - powiedział po wyjściu z aresztu Alaksiej.

Na prośbę zebranych Alaksiej zdejmuje spodnie, by pokazać fioletowe od siniaków nogi.

– Nie wiem, czemu bili akurat po nogach, może, żeby więcej nie wychodzić na protesty?

Waszczykowski: Europa boi się nawiązać grę o Białoruś z Moskwą

– Wszystko zależy od determinacji społeczeństwa. Nie ma tam liderów, kierownictwa, które mogłoby poprowadzić tę akcję protestacyjną. Jedyna...

zobacz więcej

Alaksiej opowiada, że w rejonowym oddziale milicji w dzielnicy frunzeńskiej wszystkich zatrzymanych zapędzono do salki gimnastycznej, w której byli bici pałkami. Podobne historie opowiadali inni zatrzymani, w tym obywatele polscy, którzy w czwartek wyszli na wolność. Jeszcze kilku mężczyzn prezentuje dokładnie takie same siniaki jak u Alaksieja.

Pani Anna przez cały dzień siedziała na stołeczku przed aresztem, teraz, zmęczona, okryła się kocem. – Najbardziej się martwię, że się rozminiemy, a on przecież nie wie, że ja tu czekam na niego – mówi o swoim synu Saszy. Jechał na rowerze, gdy zatrzymała go milicja. Ma 27 lat.

Natalia w dzień stała pod aresztem i zapisywała nazwiska wychodzących. Na pytanie o to, czy jest wolontariuszką, odpowiedziała, że jest żoną. – Nie mogę znaleźć męża od czterech dni – opowiadała. Zorganizowała sieć pomocy razem z innymi żonami. To nie tylko operatywne przekazywanie nazwisk do grup w inernecie, ale też przygotowanie posiłków dla wychodzących i innego wsparcia.

Portal TUT.by poinformował, że wypuszczać zatrzymanych zaczął w czwartek w nocy także areszt w Żodzino. Wywożono ich tam, ponieważ nie mieścili się już w Mińsku.

źródło:

Zobacz więcej