Kryzys reżimu Łukaszenki. Rosja chce to wykorzystać

Ostatnie wydarzenia oznaczać mogą zamrożenie współpracy Mińska z Zachodem (fot. Reuters/Vasily Fedosenko)

W ciągu ostatniego roku w Mińsku pojawili się doradca ds. bezpieczeństwa narodowego USA i szef amerykańskiej dyplomacji. Uzgodniono też import ropy i przywrócono ambasadorów. Normalizacja relacji Białorusi z USA z pewnością nie cieszyła Moskwy. Inaczej niż ostatnie wydarzenia, które oznaczać mogą ponowne zamrożenie współpracy Mińska z Zachodem i zwiększenie zależności izolowanego Alaksandra Łukaszenki od Rosji.

Wybory na Białorusi: Putin pogratulował Łukaszence

Prezydent Rosji Władimir Putin pogratulował swemu białoruskiemu odpowiednikowi Alaksandrowi Łukaszence zwycięstwa w niedzielnych wyborach...

zobacz więcej

– Rosja zawsze była, jest i będzie naszym najbliższym sprzymierzeńcem, niezależnie od tego, kto rządzi na Białorusi czy w Rosji. Jest to niezmienny czynnik, tkwi to głęboko w naszych narodach. Nawet pomimo tego, że braterskie stosunki między nami stały się „tylko” partnerstwem – tak mówił Łukaszenka 4 sierpnia. Kilka dni przed ostatnim dniem wyborów, kilka po zatrzymaniu 33 rosyjskich najemników – rzekomo przysłanych dla zrobienia „majdanu”.

Jeśli ktoś kiedykolwiek miał wrażenie, że prezydent Białorusi naprawdę lawiruje między Rosją a Zachodem, że naprawdę najważniejsza jest dla niego niepodległość, to ostatnie wydarzenia powinny wyperswadować takie opinie.

Po pierwsze, Łukaszenka tak naprawdę zawsze był i jest ściśle związany z Rosją, niezależnie od retoryki czy demonstracyjnych prób ocieplenia stosunków z Zachodem. To ostatnie zawsze służyło mu tylko jako argument, straszak w rokowaniach o utrzymanie jak najsilniejszej pozycji względem Moskwy.

Po drugie, niepodległa Białoruś ważna jest dla Łukaszenki tylko wtedy, gdy to on stoi na jej czele. Warto pamiętać, że w latach 90. XX w. miał ambicje przejęcia nawet schedy po schorowanym i niepopularnym Borysie Jelcynie, jako przywódca zjednoczonego państwa Rosji i Białorusi. No ale pojawił się Władimir Putin i to on – gdyby miało w ogóle dojść do zjednoczenia – jest jedynym możliwym kandydatem na przywódcę. Łukaszence przypadłaby rola poślednia, jak mawiają złośliwi, co najwyżej gubernatora jednego z kilkudziesięciu podmiotów Federacji Rosyjskiej.

Nie dziwi więc brak chemii między obu panami, którzy jednakowoż zdają sobie sprawę z tego, że są na siebie skazani. Bez Rosji Łukaszenka upadłby błyskawicznie. Bez Łukaszenki Białoruś mogłaby się stać dla Kremla nieprzewidywalnym partnerem. Choć dziś można by raczej mówić o wasalu.

Ale wasal ten bywał krnąbrny, zwłaszcza ostatnio. Do obecnego kryzysu reżimu Łukaszenki dochodzi w momencie, gdy Mińsk poprawił relacje z USA do poziomu nieznanego od wielu lat.

Białoruś: Trzeci z rzędu wieczór protestów przeciwko wynikom wyborów

Trzeci wieczór w rzędu na ulice Mińska wyszli demonstranci, aby zaprotestować przeciwko wynikom niedzielnych wyborów prezydenckich na Białorusi....

zobacz więcej

Zaczął też działać – nie tylko w obszarze deklaracji – na rzecz dywersyfikacji dostaw węglowodorów. Otwierając się tu na współpracę nie tylko z Amerykanami czy Norwegią, ale też sąsiadami Litwą, Łotwą i Polską – tymi samymi, których wcześniej nie raz Łukaszenka oskarżał o wspieranie knowań przeciwko jego władzy.

To mogło, i zapewne w jakimś stopniu niepokoiło Rosję. Ale dziś już takich obaw nie ma. Problemy Łukaszenki z wyborami, sfałszowanie wyników i brutalna pacyfikacja protestów, jak też negatywna na to reakcja USA i krajów UE, oznaczają zapewne koniec ocieplenia między Mińskiem, a Zachodem.

Niezależnie od tego, czy to ocieplenie znów było tylko manewrem Łukaszenki mającym pomóc mu w negocjacjach z Rosją, czy faktycznie początkiem czegoś nowego w polityce Mińska – z pewnością Władimir Putin musi być ukontentowany obserwując, jak Łukaszenka wrócił do roli brutalnego dyktatora, któremu gratulacje składają tacy inni „demokraci”, jak Xi Jinping, Ramzan Kadyrow czy sam gospodarz Kremla.

Koniec odwilży

Czy Putinowi naprawdę zależy na szybkim wchłonięciu Białorusi? Rzecz to dyskusyjna. Zarówno z racji politycznych (negatywna reakcja Zachodu, ale też reakcja innych postsowieckich republik), jak i ekonomicznych – Rosja musiałaby wziąć na siebie w dużym stopniu ciężar anachronicznej gospodarki białoruskiej.

W rzeczywistości Moskwie bardziej opłaca się nadal utrzymywać Białoruś jako bufor bezpieczeństwa między Rosją a NATO. Łukaszenka gwarantuje, że nie będzie prozachodnich zmian w Mińsku, a zarazem można próbować wyrwać od niego jakieś cenne przedsiębiorstwa białoruskie dla oligarchów związanych z Kremlem.

Strajki w zakładach pracy na Białorusi. „Tego reżim obawia się najbardziej”

Pracownicy niektórych przedsiębiorstw w Mińsku i innych białoruskich miastach wychodzą strajkować w ramach protestu wobec wyników niedzielnych...

zobacz więcej

Wydaje się, że ostatecznie przyjęty scenariusz zachowania władzy przez Putina (de facto dożywotnio) poprzez zmianę rosyjskiej konstytucji potwierdza brak intencji Kremla na aneksję Białorusi. Należy bowiem przypomnieć, że jako jeden z możliwych wariantów utrzymania władzy przez Putina brano pod uwagę „zjednoczenie” Rosji i Białorusi, co miałoby „wyzerować” kadencje prezydenta i pozwolić mu na dalsze długie rządy – zgodnie z prawem.

Należy więc uznać, że Rosja w tych wyborach zagrała na utrzymanie Łukaszenki u steru rządów. Ale też silny opór społeczny na Białorusi wcale nie zmartwił Kremla. Osłabienie Łukaszenki i jego trwały już – wszystko na to wskazuje – konflikt z większością rodaków są dla Rosji korzystne. Ale musi być to niestabilność kontrolowana.

Chodzi o wybicie Łukaszence z głowy pomysłów o dywersyfikacji polityki zagranicznej i energetycznej. Przede wszystkim mowa o przełomie w relacjach Mińska ze Stanami Zjednoczonymi.

Waszyngton udzielił Białorusi ważnych politycznie gestów poparcia, organizując np. dostawy ropy naftowej dla białoruskich rafinerii, gdy Rosja ograniczyła dostawy. Zresztą już pod koniec sierpnia 2019 r. w Mińsku pojawił się ówczesny doradca Trumpa ds. bezpieczeństwa narodowego John Bolton. Na początku lutego tego roku do stolicy Białorusi przyleciał sekretarz stanu Mike Pompeo, a w ostatnich miesiącach Mińsk i Waszyngton przywróciły swych ambasadorów.

Wiceminister o Białorusi: Polska musi aktywnie działać na rzecz rozwiązania kryzysu

Wiceminister spraw zagranicznych Paweł Jabłoński powiedział, że Polska musi aktywnie działać na rzecz rozwiązania kryzysu na Białorusi. Według...

zobacz więcej

Ale obecne represje szkodzą wizerunkowi Łukaszenki na Zachodzie. Reakcja USA wskazuje, że Moskwa może mieć powody do zadowolenia. Mike Pompeo oznajmił 10 sierpnia, że wybory na Białorusi „nie były wolne ani uczciwe”. Szef dyplomacji USA potępił represje władz wobec demonstrantów. Biały Dom wydał zaś komunikat, w którym wezwał rząd Białorusi, by powstrzymał się od użycia siły.

Rośnie prawdopodobieństwo nowych sankcji i powrotu Łukaszenki do głębokiej izolacji na arenie międzynarodowej. Nie pozostanie mu nic innego, jak wrócić do bliskiej współpracy z Moskwą. I to na warunkach gorszych zarówno dla niego, jak i dla Białorusi.

Osłabiony, izolowany, mający silną opozycję wewnętrzną, ze świadomością, że nie ma już poparcia większości rodaków, Łukaszenka zmuszony może być godzić się na spełnianie kolejnych życzeń Kremla. Od sprzedaży strategicznych przedsiębiorstw białoruskich związanym z Putinem oligarchom rosyjskim, po instalację na Białorusi rosyjskich baz wojskowych i dużych ilości wojska i broni. Z drugiej jednak strony tę słabość i widmo „mińskiego Majdanu” Łukaszenka może wykorzystać jako atut w rozmowach z Rosją.

Rosyjski plan

Były szef wojskowego wywiadu Ukrainy i wiceszef SBU generał Ołeksandr Skipalski twierdzi, że rosyjskie służby realizują na Białorusi plan radykalizacji protestów. Jego zdaniem Rosja chce maksymalnie osłabić Łukaszenkę, aby złamać jego opór przed faktyczną aneksją Białorusi przez Rosję.

Czy Moskwa mogła wymienić przywódcę Białorusi już teraz? Biorąc pod uwagę skalę niezadowolenia i protestów społecznych, ale przede wszystkim zakładając, że w białoruskiej nomenklaturze i strukturach siłowych są ludzie, którzy w razie potrzeby porzucą Łukaszenkę realizując zlecenie rosyjskie, zapewne tak. Ale taki scenariusz zawsze obarczony jest ryzykiem. Sytuacja mogłaby wymknąć się spod kontroli. Bezpieczniejszy wariant to Łukaszenka, ale słaby.

Białoruś i Rosja podpisały porozumienie o wzajemnym uznaniu wiz

Porozumienie o wzajemnym uznaniu wiz przez Białoruś i Rosję podpisali w piątek w Mińsku ministrowie spraw zagranicznych obu krajów, Uładzimir...

zobacz więcej

Takiemu scenariuszowi sprzyja z pewnością niechęć Zachodu do angażowania się w kolejny „problem” w tej części Europy. Polityków w Berlinie czy Paryżu wystarczająco już zmęczyła sprawa Ukrainy. Tym bardziej, że ukraiński kryzys zwiększył tolerancję Zachodu dla autorytarnych rządów Łukaszenki, postrzeganego jako najlepszy dostępny dziś gwarant suwerenności Białorusi.

Nie brakuje opinii, że bezpieczniejszą opcją jest reżim Łukaszenki – w ostatnim czasie ostrożnie zwiększający współpracę z UE i USA – niż radykalna zmiana i upadek władzy, które mogą sprowokować Rosji do interwencji. Zresztą Łukaszenka sprawnie zagrał tymi obawami, podczas kampanii więcej zarzutów o ingerowanie w sprawy wewnętrzne Białorusi stawiając Rosji niż Zachodowi – co już było czymś nowym.

Apogeum tych zarzutów była sprawa 33 wagnerowców zatrzymanych 29 lipca pod Mińskiem. Oczywiście nie było jednak tak, że przed wyborami Łukaszenka był jakoś szczególnie skonfliktowany z Moskwą. Były wojny Łukaszenki z Putinem o cenę ropy naftowej, były spory o cenę integracji, ale tak naprawdę Białoruś pozostawała lojalnym sojusznikiem Rosji – szczególnie gdy mowa o kwestiach obronnych, najistotniejszych z punktu widzenia Polski i całej wschodniej flanki NATO. Zresztą nawet sprawę najemników wyjaśnił sobie z Putinem (rozmowa telefoniczna 7 sierpnia), w efekcie czego winnego całej prowokacji znaleziono… na Ukrainie.

źródło:
Zobacz więcej