RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Brutalne ataki na media. „Zaginął dziennikarz. Głową innego uderzano o ścianę”

Białoruś. Milicja bije dziennikarzy (fot. Twitter.com/Asger Ladefoged)

TV Polonia, BBC, Agencja Reutera – to tylko część redakcji, która poinformowała o brutalnych atakach na swoich dziennikarzy na Białorusi. – Do takiej skali przemocy, jaką obserwujemy przede wszystkim w Mińsku, nigdy wcześniej nie dochodziło – mówi portalowi tvp.info Wojciech Konończuk, wicedyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich. Dodaje, że części reporterów skradziono karty pamięci, a innym zniszczono kamery.

Polscy studenci zaginęli na Białorusi. Wiceszef MSZ: Nie zostawimy ich bez pomocy

zobacz więcej

– Mamy informacje o polskich studentach na Białorusi, z którymi ich rodziny straciły kontakt. Nie zostawimy ich bez pomocy, będziemy interweniowali w tej sprawie – poinformował w Polskim Radiu wiceminister Paweł Jabłoński. Czy jeżeli Polacy zostali aresztowani, grozi im niebezpieczeństwo? Jaki może być ich los?

– Są to obywatele zagraniczni, więc myślę, że nawet jeśli ich aresztowano, zostaną wypuszczeni. Nie podejrzewam, żeby czekał ich jakiś proces. Zapewne dostaną zakaz wjazdu i będą deportowani z kraju – uważa Wojciech Konończuk.

Białoruś. Uderzali jego głową o ścianę

Ekspert Ośrodka Studiów Wschodnich dodaje w rozmowie z nami, że we wtorek białoruskie MSW przyznało się do zatrzymania w sumie ponad 5 tys. osób. Dzisiaj w nocy dokonywano kolejnych aresztowań, więc cele są pełne.

– Zatrzymywani są trzymani na ogrodzonych parkingach, bo w aresztach nie ma miejsca. Z relacji niewielu wypuszczonych już osób wiemy, że dochodzi tam do pobić. Zatrzymywani nie dostają jedzenia ani picia, nie mają dostępu do pomocy prawnej i obrońców. To wszystko ma na celu pokazanie społeczeństwu, że albo się uspokoją, albo dalej będą bici – komentuje.

Białoruś: Trzeci z rzędu wieczór protestów przeciwko wynikom wyborów

Trzeci wieczór w rzędu na ulice Mińska wyszli demonstranci, aby zaprotestować przeciwko wynikom niedzielnych wyborów prezydenckich na Białorusi....

zobacz więcej

Portal Onliner przekazał, że jego ekipaa również została brutalnie zaatakowana przez służby sterowane przez Łukaszenkę.

– Jesteśmy w szpitalu na oględzinach – powiedział fotoreporter portalu Wład Barysewicz i dodał, że milicja zniszczyła jego sprzęt, biła go i uderzała jego głową o ścianę. Pobici zostali także reporterzy BBC i TUT.by. Karty pamięci ze zdjęciami skonfiskowano m.in. u fotoreporterów agencji AP i Naszej Niwy.

– Do takiej skali przemocy, jaką obserwujemy przede wszystkim w Mińsku, nigdy wcześniej nie dochodziło. Władze masowo odmówiły wydawania akredytacji dla dziennikarzy zagranicznych, którzy chcieli na te wybory przyjechać. Po raz pierwszy nie było misji obserwacyjnej OBWE. Na Białorusi dzieją się najważniejsze wydarzenia od kiedy Łukaszenka objął władzę, a są tam obecni tylko nieliczni dziennikarze ze stałymi akredytacjami i ci z Moskwy. To garstka osób – wyjaśnia Wojciech Konończuk.

„Takiej operacji nie było nawet w putinowskiej Rosji”

Jak wskazuje nasz rozmówca, przemoc służb jest widoczna szczególnie w stosunku do kamerzystów. Mają oni jasnożołte kamizelki z napisem „PRESS”, a są bici, zatrzymywani, rozbijane są ich kamery.

– Między innymi popularny białoruski portal Tut.by skarżył się, że zniszczono ich sprzęt, a w Brześciu zaginął ich dziennikarz. Nie jest to przypadek. Władze w Mińsku robią wszystko, by uniemożliwić światu zobaczenie, co tam się dzieje. Proszę zwrócić uwagę, że odłączono internet. Z tego typu operacją na taką skalę nie mieliśmy do czynienia nawet w putinowskiej Rosji. W Moskwie odcinano zasięg w poszczególnych dzielnicach. Tutaj sieć wyłączono w całym kraju. Nawet oficjalne strony białoruskie nie działały. To ewenement – stwierdza.

Współpracownik TV Polonia skopany na Białorusi. „Wybito mu cztery przednie zęby”

Dziennikarz Jan Roman, który jest współpracownikiem TV Polonia, został w poniedziałek pobity pod komisariatem w Grodnie i przebywa obecnie w...

zobacz więcej

Internaci komentujący białoruskie protesty zauważają, że są one zupełnie inne od tych obserwowanych we Francji czy Stanach Zjednoczonych. Nie ma bowiem podpalania aut czy okradania sklepów i restauracji.

– Ten protest ma charakter pokojowy. Jeśli ktoś używa przemocy, to są to wyłącznie siły porządkowe. Oczywiście część demonstrantów broniła się przed akcjami służb, ale generalnie to pokojowy protest, który jest brutalnie tłumiony. Demonstranci to nie anarchiści, tylko ludzie, którzy chcą podstawowych praw dla społeczeństwa – wyjaśnia ekspert OSW. Jak mówi, władze sfałszowały wyniki wyborów, a obywatele pokazują, że budzi to ich sprzeciw.

Białoruś. „Nastroje antyreżimowe przerodziły się w nienawiść”

Unia Europejska wydała oświadczenie o sytuacji na Białorusi. Podkreślono w nim, że wybory prezydenckie nie były ani wolne, ani uczciwe. Oświadczenie głosi, że możliwe jest podjęcie działań „wobec osób odpowiedzialnych za przemoc, nieuzasadnione zatrzymania i fałszowanie wyników wyborów”.

– Reakcja UE jest, ale cały czas uważam ją za nieadekwatną, zbyt słabą wobec tego, co tam się dzieje. Mamy do czynienia z ogromną skalą niczym nieuzasadnionej przemocy. Wdziałem dziesiątki nagrań, gdzie skatowani zostali nawet przypadkowi przechodnie. Masowa i brutalna przemoc ma na celu zastraszenie społeczeństwa. Bruksela powinna więc reagować znacznie mocniej – mówi portalowi tvp.info Wojciech Konończuk.

Ekspert przyznaje, że protesty na ulicach białoruskich miast są coraz mniej liczne, ale widać, że społeczeństwo mocno zmienia front. – Obserwując reakcje zwykłych Białorusinów patrzących na ten chaos widzę rosnącą nienawiść do władz – mówi.

Uważa, że nawet jeśli Łukaszenka utrzyma się przy władzy, nigdy nie odzyska dawnego poparcia, a protesty będą się tliły.

– Społeczeństwem, które prezydent Białorusi skatował, będzie mu się bardzo trudno rządziło. Obywatele pokazali, że chcą zmiany. Nastroje antyreżimowe przerodziły się w nienawiść, więc chcąc utrzymać kontrolę, Łukaszenka będzie się musiał opierać wyłącznie na milicji – przekonuje.

źródło:
Zobacz więcej