RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Wilczek na czołówkach duńskich gazet. „Złamał serca kibicom”

Kamil Wilczek strzelił w barwach Broendby 96 goli (fot. Reuters\Ritzau Scanpix Denmark)

Był legendą Broendby Kopenhaga, teraz związał się z FC Kopenhaga. To nie mogło przejść bez echa. Kamil Wilczek trafił na czołówki duńskich mediów, gdy zdecydował się powrócić do duńskiej ligi. Oba zespoły to dwaj zażarci wrogowie.

Transfery. Kucharczyk w Pogoni

Chciał wrócić do Legii Warszawa, interesowała się nim Wisła Płock, ostatecznie postawił na Pogoń Szczecin. Michał Kucharczyk po rocznym pobycie w...

zobacz więcej

Wilczek był piłkarzem Broendby przez cztery lata. W tym czasie dorobił się statusu legendy, zdobywając ponad 70 ligowych goli. Piorunujące było zwłaszcza jego ostatnie półroczne w stolicy Dani. Jesienią 2019 roku Polak trafił siedemnaście razy w osiemnastu meczach.

Taka skuteczność zaowocowała sporą podwyżką i transferem do Turcji. Na przełomie roku Wilczek związał się umową z Goeztepe. Tam już tak dobrze nie było. W siedemnastu spotkania były król strzelców Ekstraklasy zdobył tylko jedną bramkę.

Turcy podziękowali mu za usługi, a Wilczek zaczął się rozglądać za nowym pracodawcą. Swoje kroki skierował do Danii, gdzie ma bardzo mocno wyrobioną markę. Wiadomo też było, że Polak nie zadowoli się ochłapami. W styczniu skończył 32 lata i to dla niego ostatnia szansa na podpisanie kontraktu za poważne pieniądze.

Z okazji postanowiła skorzystać Kopenhaga, która skończyła sezon na drugim miejscu i zapewniła sobie udział w Lidze Europy. Aby namówić Wilczka do powrotu, zaproponowano mu trzyletni kontrakt wart ponad półtora miliona euro.

Długa umowa i odpowiednie zarobki okazały się wystarczającym magnesem, aby złamać serca kibicom Broendby, którzy nie mogą wybaczyć byłemu idolowi zdrady. W mediach społecznościowych każdy wpis na temat Wilczka opatrzony jest słowem „Judasz”.

W czwartkowe popołudnie fani zebrali się pod stadionem Broendby. Około kilkuset kibiców wyrzuciło swoje koszulki, a następnie spaliło koszulki z nazwiskiem Polaka.

Tour de Pologne. „Groenewegen może usłyszeć zarzuty”

Sprawa wczorajszego wypadku na finiszu pierwszego etapu Tour de Pologne nie skończy się na dyskwalifikacji Dylana Groenewegena. Całe zdarzenia bada...

zobacz więcej

O wolcie Wilczka namiętnie rozpisują się też miejscowe media. To w ostatnich dniach sportowy temat numer jeden. Zdaniem dziennika „Ekstrabladet" jest to najbardziej sensacyjny transfer w duńskim futbolu w ostatnich latach i Wilczek został poza możliwością „wielkiej gry w Europie” skuszony też ogromną jak na duńskie warunki pensją.

„Na pewno spotkają go nieprzyjemności ze strony dawnych kibiców podczas derbów i taki jest futbol, lecz z pewnością nie będzie chodził spać głodny, bo właśnie znalazł się w finansowej elicie duńskiej piłki” – skomentowała gazeta.

Media podkreśliły że Broendby nie może być zazdrosne o piłkarza, ponieważ klub jest sam sobie winny - nie wykazał bowiem zainteresowania powrotem Wilczka, chociaż on wysłał im ofertę.

„Stale Solbakken szukał wzmocnienia i działał szybko i zdecydowanie - teraz mamy legendę z powrotem w naszej stolicy, chociaż w innej koszulce” – skomentował dziennik BT.

Solbakken stwierdził, że rozumie sytuację, w jakiej znalazł się polski piłkarz, ale podkreślił, że taki jest futbol i związane z nim emocje. – Historia tego sportu zna setki takich przypadków, a wielki zdrajca Peter Moeller grał przecież w tych klubach na zmianę, dwa razy z FCK i dwa razy w Broendby i był atakowany przez kibiców obu klubów. W końcu mu wybaczyli i myślę że tak też będzie z Wilczkiem – powiedział.

O tym, jak silne wywołał emocje, Wilczek będzie mógł przekonać się 20 września. Wtedy w trzeciej kolejce sezonu Kopenhaga zmierzy się z Broendby.

źródło:
Zobacz więcej