RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

120 lat temu Władysław Reymont przeżył katastrofę kolejową

Władysław Reymont (fot. Choumoff/Roger Viollet via Getty Images)

W piątek 13 lipca 1900 r. we Włochach pod Warszawą zderzyły się dwa pociągi Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej. Było pięć ofiar śmiertelnych. Wśród około 40 rannych znalazł się Władysław Reymont. Katastrofa odbiła się na zdrowiu pisarza, a po latach posądzono go jeszcze o wyłudzenie odszkodowania.

Tu mieszkał i pracował wielki pisarz. W Lipcach Reymontowskich odsłonięto popiersie noblisty

W 149. rocznicę urodzin Władysława Stanisława Reymonta, w Lipcach Reymontowskich odsłonięto popiersie pisarza. Postument stanął przed Muzeum...

zobacz więcej

W słoneczny dzień o godz. 10.40 z Warszawy wyruszył do Sosnowca pociąg osobowy nr 17 Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej, ciągnąc 14 wagonów. Po 10 minutach, zgodnie z rozkładem, miał minąć zdążający z przeciwka pociąg osobowo-towarowy nr 74 ze Skierniewic do Warszawy.

„Maszyniści spostrzegli się i przyjętym zwyczajem dali świstki” - napisał „Czas”. „Potem zadźwięczały na stacyi dzwonki alarmowe, zagwizdały przeraźliwie wszystkie lokomotywy, zatrąbiły trąbki”. Pociąg nr 74 nagle skręcił ze swego toru i wbił się w trzeci wagon od początku składu. Do katastrofy doszło „w pobliżu przystanku Włochy, na końcu stacyi towarowej, na ostatniej zwrotnicy”.

Pasażer nazwiskiem Nagórny opowiadał, że „w chwili alarmu dojrzał zwrotniczego, usiłującego przerzucić źle nastawioną zwrotnicę”. Bez powodzenia, więc stanął on „nad zwrotnicą bezradny, łamiąc ręce z rozpaczy”.

Spanikowani pasażerowie rzucili się do wyjść, wyskakiwali przez okna. Wydarzenia toczyły się błyskawicznie. Przyjechała kolejowa komisja, Rannych ułożono rządkiem.

Źródła podają jedynie wstępną klasyfikację urazów: dominowały ogólne potłuczenia, rany głów, klatek piersiowych i goleni, ataki nerwowe i wstrząsy mózgu. Rozpaczliwie zawodziła żona zwrotniczego, która winę za tragedię od razu przypisała mężowi.

Wezwano policję i żandarmerię, gdyż „tysiące publiczności z całego miasta i z letnich mieszkań sąsiednich dążyło tu (...) powozami, dorożkami i na rowerach, ażeby przyjrzeć się miejscu katastrofy”. Pośród gapiów „nie brakło i złodziei z Woli, znęconych chętką łupu” - zauważył Matuszewski.

Książki Andrzeja Sapkowskiego podbijają Niemcy

Zbiór opowiadań „Ostatnie życzenie” Andrzeja Sapkowskiego o przygodach wiedźmina Geralta z Rivii znalazł się na pierwszym miejscu na liście...

zobacz więcej

Ostatnia nadciągnęła „komisya sądowa”. Podprokurator Dołopczew zlecił fotografowi z firmy Sigismond zrobienie do akt zdjęcia „obrazu okropnego wypadku z kilku stron”; na gorąco przesłuchano świadków. Lekarze udzielili pierwszej pomocy ponad 30 rannym - w tym 17 bardziej poszkodowanym. W zależności od źródła, nazwisko Reymonta pojawia się na listach zarówno lżej, jak i ciężej rannych.

200 robotników pracowało nad udrożnieniem linii, używając „lewarów, pociągu roboczego i kilku parowozów”. O godz. 13.50 odjechał, znów postawiony na tory, pociąg do stacji Granica.

Pierwszy pociąg, do Koluszek i Łodzi, odprawiono z Dworca Wiedeńskiego ok. godz. 20. Pojechało nim, 20 wagonami, przeszło tysiąc osób. W ciągu doby przywrócono normalny ruch. Na wieść o katastrofie akcje kolei na giełdzie berlińskiej spadły o 5 proc. Zniszczenia taboru wyceniono na 75 tys. rubli.

Natychmiast zaczęto spekulować o odszkodowaniach. „Kurjer Warszawski” wystawił zdjęcia z miejsca katastrofy „z wywróconemi wagonami i zwłokami ofiar (...) w oknach kantorów naszych: cztery na Krakowskiem Przedmieściu, trzy inne w kantorze na placu Teatralnym”.

Była już znana opinia „komisji inżenierów kolejowych ekspertów”: „Zwrotnica była źle nastawiona, bo mechanizm centralizacyi zwrotnic działał niedokładnie, a dozorujący przy posterunku nr 7 pomocnik zawiadowcy stacyi, Grigorjew, przed nadejściem pociągu nie sprawdził - a powinien to był uczynić - czy zwrotnica jest dobrze nastawiona”. Grigorjew został zawieszony w służbie.

Reymont wskutek szoku nie odczuwał obrażeń fizycznych. „Dopiero po jakiej godzinie, kiedy podniecenie minęło, nastąpiła gwałtowna reakcya. Uczuł się tak osłabionym i rozbitym”, że na sześć tygodni trafił do Szpitala Praskiego. Tam mu opatrzono głowę i rękę, zaczął się skarżyć na ból w prawym boku. W nocy źle spał, budził się co kilka minut; zdawało mu się, że jest w wagonie, który leci w przepaść.

Wyrok ws. mema. Sąd przyznał odszkodowanie autorce

30 października Sąd Okręgowy w Gliwicach wydał bardzo ważny wyrok w sprawie o naruszenie autorskich praw majątkowych, przyznając odszkodowanie za...

zobacz więcej

Tydzień po katastrofie ocalenie swe nazywał Reymont „cudownym”, ale wkrótce pojawiły się ataki nerwowe, zaniewidzenia, problemy z chodzeniem - podała prof. Barbara Koc, biografka pisarza („Reymont”, 2000). Pisarz kurował się w kraju i za granicą. Nie poskutkowały kąpiele na Lido, wizyty w Wiedniu u neurologa Richarda von Krafft-Ebinga, w Domu Zdrowia dr Jana Czarnomorskiego w Krakowie - tydzień trwała obserwacja u berlińskiego neurologa światowej sławy Emanuela Mendla. Stan psychiczny się pogarszał, pojawiła się pisarska niemoc.

Decyzja o dochodzeniu odszkodowania zapadła nazajutrz po wypadku - wspominał Antoni Lange („Pochodnie w mroku. Żeromski — Reymont — Kasprowicz”, 1927). Pisarza reprezentował adwokat Napoleon Hirszband, który jako krytyk literacki i powieściopisarz używał nazwiska Cezary Jellenta. Powództwo wnieśli m. in. dr Maksymilian Flaum - o 85 tys. rubli, Jan Gadomski - o 15 tys. rubli, a Reymont w postępowaniu przesądowym zaczął od 100 tys., co później okroił do połowy.

Te kwoty do dziś działają na wyobraźnię i emocje. „Sensacja. Władysław Reymont wyłudził odszkodowanie! Kiedy w 1900 roku potrącił go pociąg, symulował inwalidztwo, by dostać ogromną kasę od kolei” - podał 12 października 2007 r. „Dziennik”. Prasowe posądzenia o ubezpieczeniowe oszustwo pojawiały się dość często w ostatnich latach.

– Jaki oszust?! Jakie wyłudzenie?! – oburzył się w rozmowie z PAP Jerzy Murgrabia, dyrektor muzeum regionalnego im. Wł. Reymonta w Lipcach Reymontowskich. – Uległ poważnemu wypadkowi. Przetrąciło mu głowę i nogi, a wskutek szoku zachorował na nerwicę urazową. On w tym wypadku stracił zdrowie i gdyby nie ten wypadek żyłby dłużej i szczęśliwiej. Musiał do końca życia po sanatoriach jeździć! A potem wziął dobrego adwokata i wyprocesował duże odszkodowanie; dzisiaj tak samo się robi – powiedział Murgrabia.

2 stycznia 1901 r. adwokat uprzedził Reymonta o wizycie lekarzy kolejowych - to badanie było rozstrzygające. „Wypłacili mi dzisiaj 38.500 rubli odszkodowania, dosyć jeśli na pogrzeb - za mało, jeśli na życie. Cezary Jellenta (...) - w imię koleżeństwa i przyjaźni obłupił mnie ze skóry! Pocieszam się, że tylko pięć tysięcy rubli kosztowało mnie to złudzenie; mogło wypaść jeszcze drożej - i boleśniej” - zanotował 18 lutego 1901 r. Reymont („Dziennik nieciągły 1887-1924”). Dla porównania, w 1900 r. dwa tomy „Ziemi obiecanej” Reymonta sprzedawano za 2,4 rubla, 2,5 tys. rubli kosztowała włóka(ok. 17 ha) ziemi. A Oblęgorek kupiono dla Henryka Sienkiewicza 18 lipca 1900 r. za 51 tys. 249 rubli i 59 kopiejek.

źródło:

Zobacz więcej