Putin jak Breżniew. Każe wierzyć Rosjanom w iluzję

Prezydent Władimir Putin ogłosił referendum w sprawie zmian w konstytucji (fot. Alexei Druzhinin\TASS via Getty Images)

Gdy w styczniu Władimir Putin ogłaszał, że ma zamiar rozpisać referendum w sprawie zmian w konstytucji, które pozwolą mu wydłużyć sprawowanie władzy, wszyscy wiedzieli, jaki będzie jego rezultat. Poprzez plebiscyt Rosjanie zostali zmuszeni do współodpowiedzialności za putinizm. Kreml wybrał siłowe rozwiązanie, by utrzymać system władzy, chociaż koszty tego manewru będą dla niego coraz większym obciążeniem. Za kłamstwami referendum podąża naga siła. Władze uderzają w opozycję i rośnie zagrożenie wywołania nowego konfliktu – najprawdopodobniej na Ukrainie.

Chiny pożarły Hongkong. Pekin wciąż jest głodny

Narzucone Hongkongowi przez komunistyczne władze w Pekinie prawo o bezpieczeństwie narodowym oznacza de facto ograniczenie jego autonomii. Już w...

zobacz więcej

Władimir Putin ma prawo czuć się rozczarowany. Wszystko miało wyglądać zgoła inaczej. Obecny rok miał być wyjątkowy – zbiegł się z 20-leciem jego rządów i z 75-leciem zwycięstwa nad nazizmem. To miał być czas triumfu. Czas umocnienia pozycji. Zahamowania negatywnych trendów. Odbudowy wizerunku na świecie. Nadania władzy nowej formy.

Na obchodach mieli się znaleźć możni tego świata i w milczeniu wysłuchać Putina, który miał im wykładać, jak to rzeczywiście było z tą II wojną światową.

Niestety – dla władcy Kremla – wszystko, co nastąpiło w związku z pandemią koronawirusa – wywróciło te plany do góry nogami i chociaż ostatecznie udało mu się przeprowadzić i obchody – ale w zupełnie innej formie, a także referendum w sprawie zmiany konstytucji, której głównym celem było umożliwienie mu dalszego sprawowania rządów, to jednak nie można mówić o triumfie.

Cel – w tym drugim przypadku – uświęcił środek. Zmiany w ustawie zasadniczej mają ugruntować silny system prezydencki i pozwalają Putinowi rządzić aż do 2036 roku (w normalnym wypadku rządziłby do 2024 roku).

Koszt polityczny i wizerunkowy przeprowadzenia referendum był jednak ogromny. Skala manipulacji, fałszerstw i przede wszystkim arogancji władz pozwala sądzić, że Moskwa w coraz mniejszym stopniu będzie udawać, że respektuje jakiekolwiek demokratyczne zasady.

Berlin chce wykorzystać UE do walki z Trumpem. Prezydencja Niemiec na rękę Rosji i Chinom

Przejmujące 1 lipca przewodnictwo w Unii Europejskiej Niemcy zamierzają wykorzystać tę organizację do uderzenia w USA. Berlin chce się w ten sposób...

zobacz więcej

Ośrodek Studiów Wschodnich podsumowuje przebieg głosowania jednym słowem – farsa. Zwraca uwagę, że władze pod pretekstem zachowania bezpieczeństwa epidemicznego z powodu koronawirusa rozszerzyły możliwość głosowania przedterminowego, tak, żeby łącznie trwało ono tydzień, do tego umożliwiono głosowanie internetowe i poza lokalem wyborczym, a także w domach.

To zaś prawie całkowicie ograniczyło pracę obserwatorów, a także pomogło w przeprowadzeniu fałszerstw na masową skalę. W celu zwiększenia frekwencji, a także ułatwienia głosowania przez osoby trzecie – powszechny był nacisk administracyjny na obywateli, by wzięli w nim udział, w tym, by rejestrowali się w systemie online bądź głosowali w miejscach pracy, a następnie domagano się od nich potwierdzenia, że wzięli udział w plebiscycie.

OSW zwraca uwagę, że głosowanie to było swoistym przełomem – Kreml skończył w zachowywaniem pozorów legalizacji władzy. „Karnawalizacja przebiegu głosowania, przeradzająca się w farsę, liczne naruszenia, pogłębienie nieprzejrzystości całego procesu świadczą z jednej strony o determinacji władz do osiągnięcia pożądanych wyników za wszelką cenę, z drugiej – o ich rosnącej arogancji” – podkreśla OSW.

Zdaniem Polskiego Instytutu Spraw Zagranicznych konsekwencją referendum i zmian w konstytucji będzie nasilenie się tendencji autorytarnych w polityce wewnętrznej Kremla, które będą prowadziły do chęci zwiększenia kontroli nad społeczeństwem. Władze liczyć zaś będą, że spokój społeczny zostanie zapewniony przez zwiększone transfery socjalne.

„W polityce zagranicznej zwiększą się postulaty o promowanie rosyjskiej wersji historii (m.in. w sprawie II wojny światowej), co negatywnie wpłynie na relacje z Polską. Można też spodziewać się większej pryncypialności rosyjskich władz, m.in. odnośnie do negowania aneksji Krymu i uznawania wyższości prawa rosyjskiego nad prawem międzynarodowym np. przy odrzucaniu wyroków Europejskiego Trybunału Praw Człowieka” – czytamy w analizie PISM.

Atom jak CPK i Mierzeja Wiślana. Opozycja ma nowy cel ataku

Deklaracja wsparcia USA dla budowy elektrowni atomowej w Polsce była jednym z najważniejszych efektów spotkania prezydentów Andrzeja Dudy i Donalda...

zobacz więcej

O tym, że Putin wykonał manewr w stylu Leonida Breżniewa – napisał z kolei „Financial Times”. To właśnie ten rządzący w latach 1964-1982 sekretarz KC KPZR, doprowadził do przyjęcia nowej konstytucji w 1977 roku, by zachować swoją władzę. Sam dokument miał za zadanie stworzyć iluzję modernizacji państwa, tak jak przeforsowane przez Putina poprawki tworzą złudzenie państwa prawa.

Jak i wtedy, tak i teraz Rosjanie od samego początku wiedzieli, jaki będzie wynik referendum. „FT” przekonuje zaś, że Putin uczynił poprzez rozpisanie plebiscytu „obywateli współodpowiedzialnymi za ograniczanie wolności politycznej i degradację praworządności”.

Do tej pory jawił się on Rosjanom jako gwarant lepszego niż w czasach Związku Sowieckiego poziomu życia, „stabilizacji”, a także tego, że świat będzie „liczył się” z ich ojczyzną. Jednak pogarszający się poziom życia, problemy gospodarcze, patologie dnia codziennego – z korupcją i niewydolnością służby zdrowia na czele – powodują coraz większe zniechęcenie, a u części wywołują bunt.

Sytuacja w najbliższym czasie może się znacznie pogorszyć, gdyż jest bardzo prawdopodobne, że „metody” przetestowane w referendum zostaną zastosowane przy następnych wyborach – a te – parlamentarne – odbędą się już w przyszłym roku.

Takie zabiegi są jednak kosztowne – rośnie skala protestu, to zaś uruchamia brutalną siłę rządzących.

Już od dłuższego czasu skala prześladowań przeciwników Kremla i niezależnych badaczy, stale rośnie. Oskarżenia o działalność agenturalną czy też zarzuty o charakterze przestępczym stawiane opornym mają na celu zniszczenie krytyki u jej źródła. To zaś wywołuje opór.

O kolejnych zatrzymaniach, aresztowaniach, prześladowaniach europejskie agencje informacyjne donoszą prawie codziennie.

Serbia wciąż gościnna. Do Rosji dołączyły Chiny

Pod rządami prezydenta Aleksandara Vučicia i jego Serbskiej Partii Postępowej (SNS) Serbia jest dziś głównym sojusznikiem Rosji i Chin na...

zobacz więcej

Ostatnio oburzenie wywołało m.in. zatrzymanie Iwana Safronowa, byłego dziennikarza gazety „Kommiersant", którego władze podejrzewają o zdradę stanu.

Dziennik „Wiedomosti” apelując o uczciwe śledztwo zwraca uwagę, że niepubliczne rozpatrywanie sprawy zwiększa ryzyko, że przedstawione zostaną nierzetelne i wątpliwe dowody, a sąd nie będzie bezstronny. Podkreśla przy tym, że zasłanianie się tajemnicą państwową stanowi przeszkodę w bezstronnej analizie dowodów i w kontroli społecznej nad obiektywnością procesu.

Dziennik przypomina, że w latach 2013-2019 rosyjskie sądy uznały około 300 podsądnych za winnych zdrady stanu, szpiegostwa i ujawnienia tajemnicy państwowej. Nikt nie został uniewinniony.

Safronow opisywał sytuację w siłach zbrojnych, ich wyposażenie w sprzęt bojowy, współpracę wojskowo-techniczną, co w naturalny sposób przyciąga uwagę odbiorców zagranicznych. „Dziś w Rosji znów można podejrzewać o niestosowne kontakty z cudzoziemcami każdego obywatela, który choć raz miał takie kontakty” - ocenia „Kommiersant”.

Z kolei rosyjska publicystka Swietłana Prokopiewa została ukarana grzywną – w wysokości 500 tysięcy rubli, czyli około 6 tysięcy euro – za rzekome usprawiedliwianie terroryzmu. Stwierdziła ona, odnosząc się do zamachu sprzed dwóch lat, dokonanego przez 17-latka, który zdetonował ładunek wybuchowy w siedzibie archangielskiej FSB, że mógł on działać pod wpływem silnych emocji wywołanych represjami politycznymi.

Teraz, zapowiadając odwołanie się od wyroku, Prokopiewa podkreśla, że chce udowodnić, że krytyka reżimu i organów ścigania nie jest równoznaczna z usprawiedliwianiem terroryzmu.

Zarzuty przestępcze, napastowania przybranej córki, postawiono zaś historykowi „Memoriału” Jurijowi Dmitrijewowi, który ujawnił miejsca pochówku ofiar stalinowskich zbrodni między innymi w miejscowościach Sandarmoch i Krasnyj Bor w Republice Karelii. Prokurator zażądał dla niego kary 15 lat łagru. Współpracownicy Dmitrijewa i organizacje broniące praw człowieka nie mają wątpliwości, że jest to prowokacja i zemsta polityczna.

W obronie Prokopiewy, Safronowa, Dmitrijewa występują dziennikarze rosyjskich niezależnych mediów oraz opozycyjni politycy. Organizowane są protesty, dochodzi do zatrzymań i prześladowań. Reakcja Zachodu jest na to oziębła. Niemcy i Francja nie chcą „drażnić” Rosji, by nie pogorszyć swoich relacji gospodarczych.

Niemcy i Rosjanie podnoszą lament. Zatrzymanie Nord Stream 2 realne jak nigdy

Jeszcze niedawno przeciwnicy Nord Stream 2 uważali za sukces, że gazociąg ten będzie podlegać unijnej dyrektywie, poważnie ograniczającej...

zobacz więcej

Eksperci wskazują na postępujący wzrost cenzury w tym kraju i wyłapywaniu krytyków Kremla. Do Trybunału w Strasburgu wpłynęła właśnie skarga rosyjskiego opozycjonisty i obrończyni praw człowieka – Władimira Miłowa i Aliony Popow – na kamery z systemem rozpoznawania twarzy. W Moskwie uruchomiono ich prawie 200 tysięcy. Monitorują one ulice miast przez całą dobę.

Zdaniem autorów skargi władze Moskwy i policja, wykorzystując je jako bazę danych, zawierającą informacje o tysiącach zwolenników opozycji. Podkreślają oni, że technologia ta narusza konstytucyjne prawo wolności, w tym prawo do organizowania zgromadzeń i ochrony prywatności.

Prześladowania opozycji wewnętrznej, rosnąca kontrola i cenzura to jedno oblicze putinizmu, agresywność w polityce zewnętrznej – to drugie.

Ukraińskie władze i liczni eksperci obawiają się, że władca Kremla może chcieć ponownie, jak to miało wiele razy w przeszłości, umocnić swoją władze wywołując konflikt na szeroką skalę. Ukraina doświadczyła tego przed kilkoma laty – gdy Moskwa zaanektowała Krym i wywołała konflikt na Donbasie. Wcześniej ofiarą rosyjskiej agresji stała się Gruzja.

Już teraz przy granicy z Ukrainą i na Krymie – Rosja posiada ponad 85 tys. żołnierzy, około 1100 czołgów, 300 samolotów i 230 śmigłowców, a do tego dochodzą jeszcze siły Floty Czarnomorskiej.

Władze w Kijowie obawiają się, że Moskwa może wykorzystać zaplanowane na początku września ćwiczenia Kaukaz 2020, do przygotowania się do przeprowadzenia inwazji czy też np. przeprowadzenia lokalnej próby przedarcia się z Krymu do obwodu chersońskiego w celu wznowienia dostaw wody na półwysep.

Władimir Putin będzie jeszcze długo rosyjskim prezydentem. Wewnętrzne problemy będą jedynie usztywniać tamtejszy reżim, co będzie prowadziło do wzmacniania cenzury i prześladowań. To zaś będzie wpływać na politykę zagraniczną Kremla, która, jak wszystko na to wskazuje, będzie coraz bardziej agresywna.

Petar Petrović

Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia

źródło:
Zobacz więcej