Wybory 2020

Jak głosować w wyborach prezydenckich [PORADNIK]

Bojkot chińskich towarów po indyjsku 

– Indusi są praktyczni. Wielu wcześniej nie było stać na tak dobre smartfony, więc dalej będą je kupować – mówi PAP Arun Sing (fot. Anthony Devlin/PAP)

Po śmierci 20 indyjskich żołnierzy w starciu na granicy z Chinami wzmogły się w Indiach antychińskie nastroje. Protesty konsumentów i nawoływania do bojkotu chińskich towarów, szczególnie elektroniki, nie przyniosły jednak wymiernego rezultatu.

Konflikt mocarstw atomowych. Strona indyjska podała liczbę zabitych

Straty, jakie poniosła strona chińska w czasie niedawnych starć w dolinie rzeki Galwan sięgają co najmniej 40 żołnierzy – oświadczył indyjski...

zobacz więcej

– Po tym wszystkim, co się stało, naszym obywatelskim obowiązkiem jest bojkot chińskich towarów! – mówi PAP Ashish Gupta, 28-letni mieszkaniec północnego Delhi. – Musimy wspierać naszą armię i żołnierzy – podkreśla, podnosząc głos.

Do pierwszych antychińskich demonstracji w Indiach doszło na początku czerwca, miesiąc po potyczce między chińskimi i indyjskimi żołnierzami na granicy w Ladakhu, nad himalajskim jeziorem Pangong Tso, oraz po przeciekach prasowych o budowie instalacji wojskowych i dróg przez obie strony w dolinie Galwanu. Agencja PTI opisywała, jak członkowie organizacji Akhil Bhartiya Brahman Mahasangh (ABBM) palili w mieście Puna popularne w Indiach chińskie smartfony.

Obie armie podjęły negocjacje jeszcze przed końcem maja, dlatego sporadyczne i małe demonstracje antychińskie powoli wygasały, aż w nocy z 15 na 16 czerwca w kolejnym starciu bez użycia broni palnej zginęło 20 żołnierzy indyjskich.

„Chiny są państwem, które zdradza. Indie powinny zbojkotować wszystkie produkty z Chin” - nawoływał w mediach społecznościowych minister Ramdas Athawale, cytowany przez dziennik „The Indian Express”. Szef resortu ds. sprawiedliwości społecznej w rządzie premiera Narendry Modiego, który w marcu wspólnie z konsulem chińskim i mnichami buddyjskimi skandował w Bombaju „Korona precz!”, nie zawahał się pójść krok dalej. „Chińskie potrawy i hotele je serwujące powinny zostać zamknięte” - napisał na Twitterze.

Starcie na granicy chińsko-indyjskiej. Zginęło trzech żołnierzy

Trzej żołnierze indyjskiej armii zginęli w starciu z siłami chińskimi w Ladakhu, spornym regionie Kaszmiru.

zobacz więcej

Restauratorzy i komentatorzy prędko przypomnieli ministrowi, że restauracje mają indyjskich właścicieli, pracują w nich indyjscy pracownicy, a chińskie potrawy są intepretowane w miejscowy sposób i są bardzo popularne.

– To nie są chińskie dania! – oburza się Ashish, kategorycznie oświadczając, że nie zamierza rezygnować z chińskich zupek czy popularnego makaronu z warzywami.

W tym samym czasie znany i nagradzany w Indiach inżynier i innowator Sonam Wangchuk zapowiedział w tygodniku „Outlook”, że w ciągu tygodnia pozbędzie się chińskiego telefonu, a w ciągu roku wyrzuci ze swojego życia wszystko, co zostało wyprodukowane w Chinach.

– Jeśli nie weźmiemy udziału w tym bojkocie chińskich produktów, będzie to dla nas tragedią. Z jednej strony nasza armia walczy z Chinami, a z drugiej my, ty i ja, kupujemy chińskie towary i tym samym wysyłamy (pieniądze) chińskiej armii – tłumaczył. Dodał, że Indusi, używając takich aplikacji jak TikTok, wysyłają dziesiątki milionów rupii do Chin.

Słowa Wangchuka i innych celebrytów na poważnie wzięły chińskie firmy produkujące smartfony na indyjski rynek. Oppo przełożyło debiut jednego z modeli telefonów, bo pod fabryką w Noidzie na przedmieściach Delhi protest zorganizowała licząca 450 tys. członków organizacja Hindu Raksha Dal.

Xiaomi po protestach przed sklepami w Kalkucie zaczęło zmieniać szyldy firmowe na „Wyprodukowane w Indiach”. Według dziennika „The Economic Times” o wymianę szyldów poprosiło stowarzyszenie sprzedawców detalicznych, obawiając się wandali atakujących sklepy.

„Jestem superdumny z informacji, że większość naszych telewizorów jest wyprodukowana w Indiach! Zatrudniamy tysiące ludzi w fabrykach w całych Indiach” – napisał na Twitterze dyrektor zarządzający Xiaomi w Indiach Manu Kumar Jain. Według portalu Indiatoday.in firma posiada ponad 30 proc. udziału w rynku smartfonów w Indiach. – Dzisiejsza wyprzedaż skończyła się w 50 sekund – pochwalił się dyrektor Jain w środę, niespełna osiem dni po tragicznych wydarzeniach na granicy indyjsko-chińskiej.

Huawei dostał setki milionów dolarów dotacji od Pekinu. Waszyngton protestuje

Chińskie władze wspomagały koncern Huawei, przyznając mu warte setki milionów dolarów granty, sprzedając subsydiowaną ziemię i udzielając...

zobacz więcej

Jain w wywiadzie dla „The Economic Times” zapewnił, że 65 proc. części do składanych w Indiach telewizorów i smartfonów jest pozyskiwanych od miejscowych producentów, a dzięki jego firmie w kraju znalazło pracę 50 tys. osób. Jego zdaniem w przeciwieństwie do jego firmy, to właśnie zachodnie marki produkują w Chinach, a potem dodają tylko swoje logo.

– Skoro telefon jest produkowany w Indiach, nie widzę problemu – tłumaczy Ashish Gupta, który pracuje w jednym ze sklepów ze smartfonami na bazarze elektroniki na Nehru Place. Przyznaje, że sam ma chiński telefon. – Stosunek ceny do jakości jest bardzo dobry, niestety telefony indyjskich producentów są na razie gorsze – ocenia.

– Indusi są praktyczni. Wielu wcześniej nie było stać na tak dobre smartfony, więc dalej będą je kupować – mówi PAP Arun Singh, który sprzedaje elektronikę na bazarze w delhijskim Lajpat Nagar. – To samo dotyczy telewizorów, klimatyzacji i innych rzeczy. Cały ten bojkot jest tylko burzą w internecie i zaraz minie – dodaje, przypominając, że w 2017 r. w czasie incydentu na płaskowyżu Doklam również nawoływano do bojkotu, o którym szybko zapomniano.

Wangchuk uważa, że bojkot chińskich produktów przyniesie Indiom samowystarczalność. Dziennik „The Hindu” wyliczył jednak, że do tego jeszcze długa droga. Indyjski przemysł uzależniony jest od importu półproduktów i części z Chin. Indie importują m.in. niemal 90 proc. akcesoriów samochodowych, ponad 75 proc. antybiotyków i 60 proc. rur stalowych, ponad połowę części do produkcji elektroniki i pestycydów oraz 45 proc. nawozów sztucznych.

Dziennik zaznacza, że aż 18 na 30 największych indyjskich start-upów wycenianych na minimum 1 mld USD posiada chińskich inwestorów. Wśród nich są m.in. internetowe platformy sprzedaży Snapdeal i Flipkart, elektroniczne płatności mobilne Paytm oraz Ola, indyjski konkurent Ubera.

"Kolejne pokolenia były świadkami utarczek dwóch sąsiadów posiadających broń nuklearną o wzajemnie powiązanych i ogromnych gospodarkach, co zawsze prowadziło do okiełznania emocji na rzecz konwencjonalnej racjonalności" - podsumował chińsko-indyjskie spory Anubhav Roy z departamentu nauk politycznych Uniwersytetu Delhijskiego na portalu The Diplomat.

źródło:
Zobacz więcej