RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Polski książę NFL. Futbol, kokaina i kwas z akumulatora

Czesław Marcol był pierwszym Polakiem w NFL (fot. Getty Images)

W Polsce niemal nieznany, w Stanach Zjednoczonych Czesław "Chester" Marcol był swego czasu postacią kultową. Jeden z najlepszych kopaczy w historii NFL przez wiele lat żył amerykańskim snem. Zachłyśnięty sukcesami, stracił najbliższych i otarł się o śmierć...

Miał zaledwie 15 lat, kiedy jego świat wywrócił się do góry nogami. Ojciec, wysoko postawiony działacz komunistyczny, pewnego dnia przyszedł wcześniej do domu, zamknął się w pokoju i strzelił sobie w głowę. – Często siedział zdenerwowany, palił papierosy, pił. Był czymś bardzo zdołowany. W końcu nie wytrzymał – wspominał w rozmowie z "Przeglądem Sportowym" Czesław Marcol. Przyczyn śmierci nie zna.

Anna, matka, wiedząc, że nie zdoła samotnie utrzymać czwórki dzieci w trudnym do życia Opolu, postanowiła spakować wszystkie rzeczy i zabrać pociechy do Stanów Zjednoczonych. W małym miasteczku niedaleko Detroit mieszkali i pracowali już jej bracia i rodzice. Pracę znalazła i ona.

Amerykański sen

W nowym otoczeniu Czesław nie radził sobie najlepiej. Nie znał języka, w szkole nie miał zbyt wielu kolegów, a i na ulubionym wcześniej WFie (był bramkarzem Odry Opole, członkiem młodzieżowej kadry Polski) czuł się nieswojo. Baseball, lacrosse i futbol amerykański zupełnie go nie pociągały – głównie dlatego, że nie rozumiał zasad. I zrozumieć nie chciał.

Gdy więc pewnego deszczowego dnia nauczyciel zarządził grę w soccer, 15–letni Marcol w końcu się uśmiechnął. To był jego czas. Podszedł do jednego z rzutów karnych i strzelił tak mocno, że odbita od muru piłka prawie złamała trenerowi nos. Ten – zamiast wszczynać awanturę – następnego dnia przyniósł Marcolowi worek wrzecionowatych futbolówek i nakazał kopać w stronę wielkich bramek przypominających literę "H". 30 jardów, potem 40, potem nawet 55 (ok. 50 metrów) – wszystko wpadało. – Czesław, oni chcą, żebyś grał w futbol – tłumaczył Marcolowi reakcje zachwyconych trenerów jego kuzyn.

I zaczęło się. Skończył liceum, potem został gwiazdą swojej drużyny uniwersyteckiej, w której pobił nieosiągalny do dziś rekord długości kopnięcia (62 jardy). W wieku 23 lat słynni Green Bay Packers wybrali go w drugiej rundzie draftu, mając nadzieję, że wreszcie uda im się rozwiązać niekończące się problemy z obsadą pozycji kopacza (w ciągu trzech wcześniejszych sezonów zatrudnili ich aż 10 – żaden nie spełniał oczekiwań). Nie przeliczyli się. Już w swoim pierwszym sezonie trafił 33 z 48 prób, a władze ligi wybrały go – jako pierwszego i dotychczas jedynego kopacza w historii – najlepszym pierwszoroczniakiem. Czesław Marcol śnił amerykańskim snem.

Czesław Marcol był swego czasu na ustach wszystkich kibiców NFL (fot. YouTube)

Cud Czesława

Rywale szybko zorientowali się, że młody kopacz stanowi poważne zagrożenie, które trzeba jak najszybciej wyeliminować. – To był mecz z New York Jets. Szykowałem się do kopnięcia i zobaczyłem nadbiegającego z naprzeciwka olbrzyma. Z lewej strony biegł drugi, a z prawej trzeci. Trzech na raz! – wspominał po latach w rozmowie z "Sentinel Journal". – Nie wiedziałem co się dzieje. Gdy w końcu się zbliżyli, po prostu się położyłem. Bałem się, że mnie zabiją.

Marcol nie zarabiał wiele. 18 tysięcy dolarów rocznie w pierwszym sezonie, kilka tysięcy więcej w drugim to stawka niemała, ale nawet w ówczesnych realiach średnio imponująca. – Grałem w Meczu Gwiazd, byłem najlepszym kopaczem w lidze i nie miałem z tego tytułu absolutnie nic – narzekał rozgoryczony. – Władze Packers były miłe, więc w kolejnych latach zarabiałem nieco więcej. Gdybym grał dziś, byłbym milionerem. Ale nie żałuję – wspomina.

Choć w NFL spędził łącznie 7 lat, do dziś pamiętany jest głównie z jednej akcji. To był rok 1980, wrzesień, początek sezonu. Rywalem Packers odwieczni wrogowie – Chicago Bears. Po godzinie gry było 6:6, o losach spotkania miała więc zadecydować dogrywka. Po dobrej akcji Green Bay, do kopnięcia z linii 34 jardów szykował się Marcol. Dość niespodziewanie, jego uderzenie zostało zablokowane przez obrońców. Jeszcze bardziej niespodziewanie, piłka znalazła się w rękach "Polskiego Księcia" (jak nazywali go kibice), który pognał po pierwsze i jedyne w swojej karierze przyłożenie. Przyłożenie, które dało Packers zwycięstwo w tamtym meczu, a Czesławowi Marcolowi wieczną chwałę...

Po spotkaniu zalał się łzami. Kibice nosili go na rękach, a trener w szatni sprezentował mu szczęśliwą piłkę. Sam bohater przyznał potem, że podczas meczu był pod silnym wpływem kokainy...

Zabójcza mikstura

Problemy zaczęły się niedługo wcześniej. Marcol, jak ojciec, lubił zatapiać smutki w alkoholu. Był perfekcjonistą – każdy niecelny strzał stanowił więc dobry powód do tego, by zajrzeć do szklanki. Mocniejsze środki były tylko kwestią czasu... – Spróbowałem kokainy z ciekawości. Myślałem, że będę w stanie to kontrolować, ale uzależniłem się właściwie od razu – opowiada. – Wtedy właśnie wszystko się zepsuło...

Zaledwie kilka tygodni później "Polski Książę" został wyrzucony z drużyny. Oficjalnie – przez słabą formę. Nieoficjalnie – wymykał się spod kontroli trenerów, którzy nie mogli dłużej tolerować jego zachowania.

Próbował wytrzeźwieć. Próbował się uratować. Poczucie winy jednak rosło, a odwyk nie przynosił oczekiwanych rezultatów. W 1986 roku 37–letni Czesław Marcol zapragnął dołączyć do swojego ojca. Stworzył miksturę z kwasu od akumulatora, trutki na szczury i wódki, która tylko cudem nie spaliła doszczętnie jego przełyku. Spędził kilka miesięcy w szpitalu. – Teraz wszystko jest w porządku, ale muszę na siebie uważać – przekonuje. Kilka razy do roku poharatany przełyk wymaga jednak interwencji lekarzy.

Dziś Marcol ma 65 lat. Pracuje fizycznie, nie pije alkoholu, wspomaga też społeczność lokalną i uczy dzieci futbolu. W 2011 roku wydał książkę pt. "Alive and Kicking: My Journey Through Football, Addiction and Life" (pol. "Cały i zdrowy: moja podróż przez futbol, uzależnienie i życie"), w której opisuje trudny czas emigracji, grę w NFL i walkę z nałogami.

Z pierwszą żoną i córką z tamtego małżeństwa nie ma kontaktu. W 1992 wziął ślub z 17 lat młodszą Carole, z którą ma trójkę dzieci. Jak przekonuje – jest szczęśliwy, choć zarabia kilka dolarów za godzinę i narzeka na problemy z sercem.

Co niedzielę ogląda mecze futbolu amerykańskiego. I trzyma kciuki za Green Bay Packers.

źródło:
Zobacz więcej