Kto skorzysta na zamieszkach w USA. Ocenia amerykanista

– To złożona, niejasna sprawa, gdzie na rzeczywiste poczucie krzywdy nakładają się interesy różnych grup – mówi Artur Wróblewski (fot. Yasin Ozturk/Anadolu Agency via Getty Images)

– Pojawiają się opinie, że te wydarzenia są wykorzystywane przez lewicę, anarchistów, a nawet środowiska Demokratów przeciw Trumpowi. (...) Pod te protesty podłączają się też szabrownicy i handlarze narkotyków. Mamy więc złożoną sprawę, gdzie na rzeczywiste poczucie krzywdy nakładają się interesy różnych grup – powiedział w rozmowie z portalem tvp.info amerykanista Artur Wróblewski z Uczelni Łazarskiego. Jak dodał, w podsycanie radykalnych nastrojów mogą być zaangażowane rosyjskie służby.

Trump: Wojsko może szybko odpowiedzieć na zamieszki

Prezydent USA Donald Trump powiedział, że wojsko może „bardzo szybko” odpowiedzieć na zamieszki w Minneapolis. Protesty osób wzburzonych zabiciem...

zobacz więcej

– Mówi się dziś, że to znaczące wydarzenia, bo rzeczywiście zmobilizowano Gwardię Narodową, wojsko, policję, natomiast trzeba ujmować te zamieszki w pewnej perspektywie historycznej. Można powiedzieć, że tego typu wydarzenia to swego rodzaju rytuał po każdej tego typu interwencji policji. Takie wydarzenia mamy cyklicznie. Pamiętamy wydarzenia w Ferguson, kiedy dwóch czarnoskórych zginęło. W roku 2013 r. syn Latynosa, Zimmerman zastrzelił na Florydzie Afroamerykanina, który się z nim szarpał, i wtedy po uniewinnieniu go wybuchły gigantyczne zamieszki. Przede wszystkim trzeba jednak wspomnieć o sprawie Rodney’a Kinga, Afroamerykanina, którego pobili policjanci w latach 90. Wtedy wybuchły wielkie zamieszki, zginęło ponad 50 osób. Te napięcia istnieją od dawna. Pamiętajmy też, że w latach 60. i 70. mieliśmy ruch Czarnych Panter, radykalnego ruchu czarnoskórych, którzy zajmowali pozycje antypaństwowe – stwierdził Wróblewski.

Jego zdaniem, siła aktualnych protestów może wynikać z kryzysu ekonomicznego.

– Mamy w tej chwili już 40 mln bezrobotnych. USA zbliża się do sytuacji z lat 30. Należy przy tym zaznaczyć, że obecnie jest tam duży zasiłek dla bezrobotnych i niektórym opłaca się przejść na bezrobocie. Poza tym, wielki problem jest z umowami śmieciowymi, ale też i ubezpieczeniami. Mimo Obamacare, właściwie wciąż, żeby się leczyć, trzeba mieć dużo pieniędzy. To wszystko nakłada się na pewne poczucie krzywdy historycznej, rasowe konflikty – powiedział.

Amerykanista wspomniał o ruchu Black Lives Matter, który powstał na fali sprawy zabójstw w Ferguson.

– Pytanie, na ile takie ruchy odzwierciedlają nastroje. Pojawiają się opinie, że te wydarzenia są wykorzystywane politycznie przez lewicę, anarchistów, a nawet środowiska Demokratów przeciw Trumpowi. Dlatego Trump mówił w ostatnich dniach wiele o Antifie. Te środowiska zawsze podczepiają się pod takie wydarzenia i wykorzystują je. Trzeba dodać ponadto, że pod te protesty podłączają się też zwykli szabrownicy i handlarze narkotyków. Mamy więc złożoną, niejasną sprawę, gdzie na rzeczywiste poczucie krzywdy nakładają się interesy różnych grup – powiedział.

W USA „wypuszczono” Gwardię Narodową [WIDEO]

W Minneapolis kolejną noc trwały protesty po śmierci Afroamerykanina George’a Floyda. Po raz pierwszy od drugiej wojny światowej gubernator...

zobacz więcej

– Pamiętajmy, że samo BLM spotyka się czasem z krytyką czarnoskórych. Dochodzi nieraz do sytuacji, że sami policjanci obawiają się interweniować, gdyż mogą ich spotkać różne konsekwencje, włącznie z oskarżeniami o rasizm. Mówiono nawet, że powinien powstać ruch Blue Lives Matter, który broniłby życia policjantów. Pamiętajmy też, że poczucie krzywdy ze strony Afroamerykanów wynika też ze statystyk. Ich jest mniej więcej 14 proc. społeczeństwa. Stanowią oni natomiast 41 proc. osób czekających na karę śmierci. Jeśli chodzi o morderstwa, ok. 52 proc. osób oskarżonych o morderstwo to Afroamerykanie – dodał. Jak stwierdził amerykanista, „statystyki są nieubłagane i pokazują, że czarnoskórzy popełniają te przestępstwa”.

Wróblewski stwierdził, że nieraz także biali Amerykanie mają poczucie krzywdy. Przykładem mogą być reakcje na funkcjonowanie tzw. akcji afirmatywnej.

– To był program federalny nakazujący, by pewną pulę miejsc na uczelniach rezerwować dla mniejszości etnicznych. Ci, którzy mają gorsze wyniki na egzaminie niż biali studenci, dostają się, w miejsce Białych – stwierdził.

Amerykanista został zapytany również o to, czy obecne protesty można mimo wszystko uznać za wyjątkowe na tle poprzednich. Jak stwierdził, pamiętać należy o tym, że żyjemy w czasach mediów społecznościowych, za pomocą których ludzie się organizują, czego nie mogli zrobić np. w latach 90. Po drugie, mamy rok wyborczy i na sprawie próbują wygrywać swoje interesy także grupy lewicowe związane z Partią Demokratyczną. Po trzecie, podkreślić należy większe zaangażowanie grup Antify w te protesty niż wcześniejsze.

Stany Zjednoczone w ogniu. Na nagraniach bojówki Antify [WIDEO]

W USA na sile przybierają protesty wzburzonych śmiercią George'a Floyda z rąk policji. Rozszerzają się na inne miasta, w tym na Nowy Jork i...

zobacz więcej

Ekspert wskazał również na możliwość wykorzystywania sytuacji przez ośrodki zewnętrzne, z Rosją na czele.

– Pamiętać również należy, że amerykańską politykę rozgrywają również siły zewnętrzne. Dowodzą tego raporty amerykańskich służb, które dowodzą, że rosyjskie trolle uczestniczyły w roku 2016 w wypisywaniu różnych rzeczy w internecie, mających na celu wykorzystanie napięć rasowych i etnicznych, mających podjudzać do wystąpień na tym tle. Wiemy, bo to jest udowodnione, że tego typu wydarzenia mogą być podsycane także przez Rosjan. Oni to nazywają geopolityką informacyjną – powiedział Wróblewski.

Jak dodał, trwające obecnie zamieszki, paradoksalnie mogą wzmocnić pozycję Donalda Trumpa.

– Gdy w USA ma miejsce zaostrzenie sytuacji, wygrywają kandydaci republikańscy, dlatego, że niepokoje mobilizują biały, często farmerski elektorat. W 1968 r., kiedy mieliśmy falę demonstracji, także na polu rasowym, wybory wygrał prezydent Nixon. Może tak być i teraz. Może dojść do mobilizacji wyborców konserwatywnych, którzy boją się radykalizmu ulicy – powiedział.

źródło:
Zobacz więcej