Wybory 2020

Jak głosować w wyborach prezydenckich [PORADNIK]

Kto odchoruje Trzaskowskiego?

Poprzez nieudaną kampanię poprzedniczki Rafała Trzaskowskiego udało się trochę uśpić czujność obozu Zjednoczonej Prawicy (fot. Omar Marques/SOPA Images/LightRocket via Getty Images)

Zmiana sondażowych notowań po wymianie kandydata Platformy Obywatelskiej pokazuje, że wracamy pomału do naszej nienormalnej normalności – niemal równego podziału społeczeństwa na dwa obozy polityczne. Podziału, który najmocniej zobaczyć można, gdy dochodzi do drugiej tury wyborów prezydenckich. Duda Andrzej Sebastian – 8 630 627 głosów. Komorowski Bronisław Maria – 8 112 311 głosów. Wygląda to trochę inaczej niż 2 proc.dla Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. I choć nie podejrzewam, byśmy mieli do czynienia z tak przemyślnym planem, to jednak poprzez nieudaną kampanię poprzedniczki Rafała Trzaskowskiego udało się trochę uśpić czujność obozu Zjednoczonej Prawicy.

Kantar: duża zmiana poparcia dla Dudy, Trzaskowski przełamał „efekt Kidawy”

39 proc. uczestników majowego badania preferencji wyborczych Polaków, przeprowadzonego przez Kantar, oddałoby głos w wyborach prezydenckich na...

zobacz więcej

Nim wrócimy do dnia dzisiejszego, spójrzmy jeszcze głębiej w historię. W 2010 roku, kiedy Bronisław Komorowski wygrał z Jarosławem Kaczyńskim, dysponował większą przewagą niż Andrzej Duda 5 lat później. Lech Kaczyński nad Donaldem Tuskiem również górował finalnie większą liczbą głosów. Przy czym, o czym warto pamiętać, 15 lat temu kandydata PiS w drugiej turze poparły obie partie ludowe, zarówno PSL, jak przeżywająca swoje najlepsze czasy Samoobrona.

Tyle wspomnień, wróćmy do naszej rzeczywistości. Robert Biedroń zapowiedział restart swojej kampanii, może zaś był to reset, tyle że chyba jak na razie nikt tego, zdaje się, nie zauważył. Kiepskie, by nie powiedzieć fatalne sondażowe wyniki Biedronia są czymś bardzo zaskakującym. Zauważmy bowiem, że w chwili, gdy większość polityków spodziewa się mniej lub bardziej poważnego kryzysu, a społeczeństwo zdaje się podzielać te obawy, w wyścigu prezydenckim właściwie nie liczy się jedyny kandydat próbujący sił z jednoznacznie lewicowym przekazem społecznym. O ile bowiem elementy lewicowego programu obyczajowego znajdziemy i u Rafała Trzaskowskiego, i Szymona Hołowni, o tyle w kwestiach społecznych Robert Biedroń, zwłaszcza podczas niedawnej debaty telewizyjnej „mówiący Adrianem Zandbergiem”, nie ma właściwie konkurencji.

Kandydat Lewicy wypada zaś sondażowo słabiej niż sama Lewica. Nie tak dawno poznaliśmy wyniki sondażu uwzględniającego jako oddzielne byty trzy stronnictwa tworzące Zjednoczoną Prawicę, zresztą druzgocące dla obu mniejszych partii. Niestety, nie dysponujemy analogicznym sondażem dotyczącym ugrupowań dziś wspólnie działających pod szyldem Lewicy. Wiemy natomiast, że większość jej elektoratu (grupa większa, niż w przypadku wyborców Koalicji Obywatelskiej!) zadeklarowała gotowość poparcia zmniejszenia świadczeń z programu 500+ w czasie kryzysu wywołanego przez pandemię. Zarówno te badania, jak sondażowe wyniki Biedronia pokazują, że elektorat socjalny gwaranta swoich interesów widzi w Andrzeju Dudzie i nawet społeczny radykalizm Zandberga, przejęty w czasie kampanii przez Biedronia, nie powoduje zmian ich sympatii.

Gdyby wybory odbyły się dziś, a Hołownia założył partię – KO traci potężną liczbę posłów

Gdyby wybory parlamentarne odbyły się w niedzielę, PiS zdobyłby kilka mandatów poselskich więcej, a Koalicja Obywatelska straciłaby aż 57 miejsc w...

zobacz więcej

Czy w tej sytuacji Robert Biedroń jeszcze zdoła ugrać coś w tej kampanii, czy też skończy ją z ostatnim miejscem pośród grupy kandydatów uznawanych przez komentatorów za „poważnych” i mających jakiekolwiek szanse w tym wyścigu, miejscem, na którym początkowo wszyscy chcieli widzieć Krzysztofa Bosaka? Jeden z ostatnich sondaży daje mu poparcie na poziomie niebranego pod uwagę w tym zestawieniu Marka Jakubiaka.

Niedobrze wygląda też sytuacja szefa ludowców, który całkiem niedawno myśleć mógł o drugiej turze. Być może jest to załamanie chwilowe, ostatni sondaż Kantaru pokazuje jednak, że jego poparcie niemal dosłownie wyparowało. Być może strata ta wynika z powrotu dawnych wyborców PO do partyjnego kandydata. Przy Kosiniaku-Kamyszu został twardy, bardziej konserwatywny elektorat ludowców, pytanie, co stało się z zyskami osiągniętymi w wyborach parlamentarnych i jaka ich część okaże się trwała.

Biedroń traci, Bosak natomiast zyskuje, prawdopodobnie dzięki sprawnej komunikacji z wyborcami, pewnej specyficznej odmianie konfederackiego symetryzmu, wreszcie trafnemu odczytaniu obaw części swoich potencjalnych wyborców, obaw związanych zwłaszcza z gospodarczymi skutkami epidemii koronawirusa. Wypada też odnotować, że w ostatnich dnach przed pierwszym terminem wyborów kandydat konfederacji jako jedyny prowadził zakrojoną na szerszą skale kampanię billboardową.

Zachowanie elektoratu przedstawiciela Konfederacji w drugiej turze jest jedną z większych potencjalnych zagadek tych wyborów. Trudno wyobrazić ich sobie głosujących na Szymona Hołownię czy Rafała Trzaskowskiego, równocześnie jednak dość wysoki poziom niechęci do rządzących może spowodować, że tylko nieliczni „dla ojczyzny ratowania” wybiorą mniejsze zło w postaci Andrzeja Dudy, większość zaś po prostu zostanie w domu.

Hołownia: Trzaskowski to nie kandydat na prezydenta, ale sposób na problemy PO

Wystawienie Rafała Trzaskowskiego jako kandydata na prezydenta jest sposobem na zaradzenie różnym problemom wewnętrznym Platformy Obywatelskiej –...

zobacz więcej

Jeśli dodać do siebie elektoraty dwóch najważniejszych w tej chwili kandydatów „anty-PiS”, czyli Rafała Trzaskowskiego i Szymona Hołowni, uzyskamy dziś prawdopodobnie wynik w okolicach 35 – 40 proc., co w dniu drugiej tury wyborów może zmienić się łatwo w historyczne 49 lub 51. Chociaż zdeklarowani wyborcy Trzaskowskiego zdają się dziś coraz częściej oczekiwać, że pozostali kandydaci zwyczajnie ustąpią mu pola w imię pokonania PiS, prawdopodobnie rację mają współpracownicy Szymona Hołowni, utrzymujący, że to właśnie on ma największe szanse pokonania urzędującego prezydenta.

Dzieje się tak dlatego, że Trzaskowski, jako postać wręcz symboliczna dla Platformy, budzi sporo negatywnych emocji poza swoim elektoratem, trudno będzie mu o głosy większych grup zwolenników PSL (ci zresztą prawdopodobnie w większości i tak ostatecznie oddadzą głos na Dudę, niezależnie od tego, czy ich partia zajmie jakieś stanowisko w sprawie przekazania poparcia, czy zostawi tę sprawę swoim wyborcom), dźwiga też niewygodny bagaż warszawskiej prezydentury. Jednak i na Hołownię czeka tu pewna pułapka – jeśli walcząc o głosy z Trzaskowskim będzie starał się do niego upodobnić, zacznie tak samo, jak polityk Platformy mobilizować przeciwko sobie sympatyków Andrzeja Dudy. A więc – i tak źle, i tak niedobrze.

Być może właśnie dlatego Szymon Hołownia na razie, po kilku wypowiedziach o partyjnym umocowaniu Trzaskowskiego, atakuje w ostatnich dniach raczej Małgorzatę Kidawę-Błońską (nazywając ją ciocią i mówiąc o pożywianiu się truchłem kampanii, co kandydatka bierze również bezpośrednio do siebie) i czeka na kolejne sondaże.

Konfrontacji z Trzaskowskim trudno będzie uniknąć, a pojedynek ten po wyborach przekształci się w wojenkę z Platformą. Hołownia zapowiada już bowiem tworzenie własnego ugrupowania politycznego, mówi się też o tym, że partia ta będzie miała swoją sejmową reprezentację, złożoną z rozczarowanych polityków PO. Również z tego punktu widzenia Szymonowi Hołowni jest więc na rękę jak najsłabszy wynik Trzaskowskiego, jeśli bowiem prezydent Warszawy zostałby prezydentem Polski, dzisiejsi rozczarowani mogą nagle stać się bardzo zadowoleni, wtedy zaś z politycznej przeprowadzki nici.

Trzaskowski: Dzwonili do mnie z PSL, pomogą mi zbierać podpisy

Przed kandydatem Koalicji Obywatelskiej na prezydenta Rafałem Trzaskowskim proces zbierania podpisów, koniecznych do startu w wyborach...

zobacz więcej

Według najnowszego sondażu Kantar Andrzej Duda stracił premię, jaką była najwyższa mobilizacja wśród jego wyborców przy spodziewanym terminie 10 maja. Wciąż wygrywa pierwszą turę, lecz musi się liczyć z koniecznością przedłużenia walki na drugie głosowanie. Z punktu widzenia prezydenta potrzebny jest mocny restart kampanii i większa obecność zarówno w mediach, jak i w kraju, bliżej, choć nie tak blisko, jak w warunkach normalnej kampanii, szeregowych wyborców. Choć opublikowany na naszym portalu artykuł Samuela Pereiry „Andrzej Duda na prostej drodze do przegranej” nie spodobał się części wyborców, powinien zostać uważnie przeczytany w otoczeniu prezydenta.

Wygrana pozostaje w zasięgu ręki, jest jednak mniej oczywista niż 10 maja i wymagać będzie o wiele większej pracy. Dlatego dobrze, że słyszymy już dziś mocne słowa prezydenta o terminie wyborów czy o propozycji Tomasza Grodzkiego zbierania na nowo podpisów przez wszystkich kandydatów.

Marszałek Grodzki gra tymczasem ewidentnie na Trzaskowskiego, niemal jawnie występując przeciw interesom pozostałych sił opozycyjnych. Inaczej nie można rozumieć wspomnianej już propozycji, by wszyscy kandydaci musieli zbierać na nowo podpisy pod listami poparcia. Kilkanaście dni temu zabić miały nas wybory korespondencyjne, dziś zaś masowa, stacjonarna zbiórka podpisów okazuje się nie być dla marszałka (i lekarza) żadnym problemem. I być może faktycznie, patrząc na zarówno odgórne, jak oddolne rozluźnienie reżimu sanitarnego, nie byłby to problem od strony organizacyjnej, nie wiadomo jednak, skąd pewność, że tego później nie odchorujemy.

źródło:
Zobacz więcej