Wybory 2020

Jak głosować w specjalnym reżimie sanitarnym [PORADNIK]

Rafał Trzaskowski i media. Liberałom wolno więcej

Trzaskowski postanowił ostro zagrać na wejściu (fot. PAP/Rafał Guz)

Gdyby jakikolwiek polityk centroprawicy pozwolił sobie na pogróżki wobec liberalnych mediów, zostałby wgnieciony w ścianę.

Szef Rady Programowej TVP o słowach Trzaskowskiego: Indolencja i chęć cenzury

Przewodniczący Rady Programowej TVP Sławomir Siwek napisał w oświadczeniu, że Rafał Trzaskowski rozpoczął kampanię wyborczą, unikając odpowiedzi na...

zobacz więcej

Platformie Obywatelskiej udała się chytra sztuczka. Pandemia i polityczna gra Jarosława Gowina stworzyły precedens: wybory prezydenckie nie odbyły się w przewidzianym terminie. Słabnąca partia Borysa Budki wykorzystała zamieszanie, by wymienić totalnie nijaką wizerunkowo Małgorzatę Kidawę-Błońską na „młodego wilczka”, czyli Rafała Trzaskowskiego.

Lewicowo-liberalne feministki udają, że nic się nie stało: co prawda nie będzie prezydentki, ale mogą liczyć na to, że prezydentem Polski zostanie pupil „Krytyki Politycznej”, czyli Rafał Trzaskowski.

Włodarz Warszawy jest znany między innymi z tego, że lewicowa wrażliwość to w jego wydaniu przede wszystkim wsparcie dla ruchów LGBTQ+. Jeden z najistotniejszych polityków Platformy, którzy symbolizują dryf niegdyś konserwatywno-liberalnej formacji w stronę lewicowo-liberalnej teorii i praktyki politycznej.

Trzaskowski postanowił ostro zagrać na wejściu. I zapewne będzie grał tak dalej. Jego pogróżki pod adresem dziennikarzy TVP, sugerujące właściwie, że wkrótce stracą dotychczasową pracę, zostały przyjęte ze sporą satysfakcją przez lewicowo-liberalny elektorat.

Nic tak bowiem nie doskwiera tym środowiskom, jak świadomość, że nie mają już monopolu na opisywanie i analizowanie polskiej rzeczywistości.

RPO milczy ws. ataku na TVP, bo… „Trzaskowski nie występował w charakterze prezydenta”

Rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar nie zamierza interweniować w związku z próbą zastraszania dziennikarzy przez Rafała Trzaskowskiego, do...

zobacz więcej

I nic ich tak nie boli, że jedynie słuszny w III RP liberalny mainstream, coraz bardziej skręcający zresztą w obyczajowe lewo, jest nieustannie kontrowany przez publicznych nadawców, na czele z TVP. Od zawsze uważali, że miarodajne i obiektywne jest tylko to, co liberalne. Dziś ktoś bardzo im psuje ten punkt widzenia.

Trzaskowski mówi, że chodzi mu o medialny obiektywizm. Ale on sam najbardziej przecież lubi media wyraziste światopoglądowo – tyle że jedynie słuszne, lewo-liberalne. Nie ma przypadków: swego czasu głośno komentowano jego obecność w jednym z medialnych projektów „Krytyki Politycznej”, o którym sam tak pisał na Facebooku: „W programie »Przy Kawie o Sprawie« wystąpiłem w nowej roli – jako wodzianek”.

Pojawił się na moment – podał wodę uczestniczkom dyskusji pt. „Czy należy bić mężczyzn?”. To był naprawdę inteligentny polityczny marketing. I wskazanie lewicowym odbiorcom: to nasz człowiek, nasz polityk, nasz mentor.

I właściwie wszystko jest w porządku – Trzaskowski ma nie tylko prawo, ale i obowiązek mieć poglądy jako polityk. Najgorsi w polityce są wszak ci, którzy udają, że żadnych poglądów nie mają. Albo że mają jakiekolwiek. Ale zawsze chcą być blisko władzy i apanaży. To nie jest ten przypadek.

Wiceszef MSWiA: Jeżeli chodzi o Warszawę, problem leży w Trzaskowskim

Większość samorządów radzi sobie z wypłatą mikropożyczek dla przedsiębiorców; rząd przyjmuje określone rozwiązania, wprowadza przepisy dotyczące...

zobacz więcej

Problem polega zatem na czymś innym. Otóż dla liberalno-lewicowych polityków najwygodniej byłoby, gdyby jedynymi liczącymi się w mainstreamie mediami opisującymi rzeczywistość były duże komercyjne media III RP, tworzące mocno ze sobą powiązaną, choć i konkurującą o wpływy, sieć opinii.

Dość szczelną w swoim przekazie dotyczącym nie tylko państwa, ale i społeczeństwa, spraw międzynarodowych i światopoglądowych. Karmiącą Polaków swoimi liberalnymi uprzedzeniami wobec tych, którzy zdaniem elit III RP nie zasługiwali na miano pełnoprawnych obywateli państwa.

A byli to na ogół ludzie Polski B, ludzie mniej zamożni, ludzie, na których „Warszawka” czy „Krakówek” patrzyli z wyższością. W czasach pogardy do 500 Plus zobaczyliśmy, jak głębokie to wśród elit III RP i ich klakierów zjawisko.

Dla Rafała Trzaskowskiego byłoby też zapewne wygodniej, gdyby choćby Jan Śpiewak nie mógł go mocno i wyraźnie punktować w mediach publicznych. A znany aktywista miejski punktuje go przede wszystkim jako człowieka niewiele różniącego się od Hanny Gronkiewicz-Waltz, jako potencjalnego „Bronisława Komorowskiego Dwa”.

Byłoby dla Trzaskowskiego i wielu innych najwygodniej, gdyby głosy krytyczne wobec elity III RP, więc również wobec niego, pupila lewicowo-liberalnej śmietanki towarzyskiej, brzmiały jak najciszej, dobiegały z mało nośnych, ledwo znanych wąskiemu gronu odbiorców środków przekazu.

„Żenująca hipokryzja”. Wicerzecznik PiS krytykuje obietnicę Trzaskowskiego

Kandydat Koalicji Obywatelskiej na prezydenta Rafał Trzaskowski ocenił, że Lech Kaczyński zasługuje, aby mieć ulicę w Warszawie. Zapowiedział, że...

zobacz więcej

Dlatego wypowiedź Trzaskowskiego pod adresem dziennikarzy mediów publicznych to nie tylko próba zastraszania. To również zapowiedź przywrócenia medialnego status quo właściwego dla III RP. Ta sama liberalna melodia ma brzmieć we wszystkich głośnikach, ma dobiegać ze wszelkich ekranów.

Nie ma więc nic dziwnego, że pogróżkę Trzaskowskiego zignorowały branżowe tytuły zajmujące się mediami. Bo one w większości również reprezentują liberalną opcję. Dlatego nie podniósł się tam szum. I dlatego też Adam Bodnar, Rzecznik Praw Obywatelskich, sprawę zignorował. Bo jemu również w dużej mierze najbliższy jest kanon światopoglądowy pasujący elitom III RP.

Jeśli ktoś sądzi, że w tym wszystkim chodzi tylko o odebranie głosu sympatykom PiS, to bardzo się myli. Wyborcy Konfederacji, co bardziej nieliberalni wyborcy PSL i Kukiz'15, szczęśliwi dziś, że Rafał Trzaskowski przyłożył TVP, nie powinni za bardzo się cieszyć. Bo dla nich w nowych publicznych mediach, moderowanych przez ludzi, którym blisko do Rafała Trzaskowskiego i młodsze pokolenie lewicowo-liberalnych polityków, również nie znalazłoby się miejsce. Bo oni także nazywani byliby w tych „odzyskanych” mediach faszystami (populistami) i ciemnogrodem.

Liberałowie naprawdę mają dość, że odebrano im medialny rząd dusz i znaczną dominację w mainstreamie. Przez Trzaskowskiego nie przemawiała tylko złość. I nie była to tylko zagrywka pod kampanię wyborczą. To głęboka tęsknota za ładem medialnym w typowym dla III RP wydaniu. Ładem, w którym liberałowie, kompradorskie elity III RP, słyszą z ważnych mediów tylko to, co chcą.

źródło:
Zobacz więcej