Wybory 2020

Jak głosować w wyborach prezydenckich [PORADNIK]

Gazprom na deskach. Milowy krok Baltic Pipe

Rozpoczęcie budowy Baltic Pipe przyspiesza upadek monopolu Gazpromu w naszym regionie (fot. Shutterstock/pipicato)

Ogłoszenie rozpoczęcia budowy Baltic Pipe – inicjatywy mającej na celu uniezależnienie Polski od dostaw rosyjskiego gazu, a także porażka Gazpromu, który spotkał się z odmową wyłączenia spod unijnych przepisów Nord Stream 2 – to dwie dobre informacje dla Polski i całego regionu Europy Środkowo-Wschodniej. Na naszych oczach realizuje się marzenie o upadku monopolu Rosji na dostawy energii i przeprowadzenie przez nasz kraj udanego procesu dywersyfikacji dostaw energii.

Gazprom chce ochronić NS2 przed unijną kontrolą. Koronawirus zasłoną dymną

Niemcy już nawet nie ukrywają, że w sprawie Nord Stream 2 pełnią rolę lobbystów Kremla. Berlin, realizując plany Moskwy, wykorzystuje skupienie UE...

zobacz więcej

Podpisanie przez włoski koncern Saipem i operatora przesyłowego gazu Gaz-System umowy na wykonanie podmorskiej części gazociągu Baltic Pipe – między Polską, a Danią – wartej 280 mln euro – zostało zgodnie określone przez branżowych ekspertów, jako milowy krok w procesie dywersyfikacji przez Polskę dostaw gazu.

Pierwsze prace – przygotowawcze – mają się rozpocząć w drugiej połowie tego roku. Wtedy mają się też zacząć działania na morzu, a same statki przygotowujące podłoże do układania gazociągu pojawią się w pierwszym półroczu 2021 roku. Na lato przewidziało zaś rozpoczęcie układania rur. Oddanie gazociągu do eksploatacji ma mieć miejsce w październiku 2022 roku. Na dwa miesiące przed wygaśnięcia kontraktu jamalskiego.

Gazociąg ma przesyłać 10 mld m sześc. gazu ziemnego rocznie do Polski oraz 3 mld m sześc. z Polski do Danii. Jak zwracał uwagę w PR24 pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej, Piotr Naimski kontrakt ten „wieńczy 4-letnie przygotowania do budowy tego gazociągu”.

– W czerwcu 2016 r. podczas wizyty prezydenta Andrzeja Dudy w Danii odbyła się rozmowa z duńskim partnerami. Od tamtej wizyty w Kopenhadze ten projekt nabrał realnych kształtów – tłumaczył Piotr Naimski. „”

Również prezes PGNiG Jerzy Kwieciński zwracał uwagę, że realizacja tego projektu kiełkowała w środowisku PiS od długiego czasu. „ Już za rządów PiS w latach 2005-2007 na ten temat rozmawialiśmy i to była jedna z inwestycji w koncepcji strategicznej pana prezydenta Lecha Kaczyńskiego – podkreślił Jerzy Kwieciński. – Tę inwestycję można było wcześniej realizować, ale nie było woli politycznej – ocenił

Zarzut za zarzutem. Chiny w ogniu koronaoskarżeń

Chiny są coraz bardziej krytykowane za swoją postawę wobec pandemii koronawirusa. Komunistyczne władze w Pekinie dwoją się i troją, by oddalić od...

zobacz więcej

Na ogromne znaczenie projektu zwracał uwagę prezydent Andrzej Duda. – Jeżeli mówimy o pełnej dywersyfikacji dostaw gazu do Polski, jeżeli mówimy o pełnym uniezależnieniu Polski jako odbiorcy od Rosji, to właśnie to jest ten milowy krok na drodze do tego uniezależnienia – zaznaczył prezydent.

Zwracał on przy tym uwagę, że dzięki budowie interlokutorów gaz ten będzie mógł trafiać do państw sąsiadujących z Polską, czyli krajów Trójmorza i Ukrainy. To zaś wspierać będzie ideę przewodnią – uniezależnienie się od monopolistycznych działań Kremla, który wykorzystywał przez całe lata surowce jako środki wpływu.

Dlatego też tak ważne dla Polski, jak i dla innych przeciwników podtrzymywania dominacji Rosji w sektorze energetycznym, było zatrzymanie budowy Nord Stream 2 lub maksymalne wydłużenie i utrudnienie realizacji tego projektu. Chociaż nie udało się osiągnąć pierwszego celu, to jednak realizacja drugiego jest i tak ogromnym sukcesem.

Tym bardziej, że niemieckie władze wciąż utrzymują, że jest to projekt jedynie gospodarczy, a nie polityczny i że w żaden sposób nie zagraża on ani Ukrainie, ani innym państwom Europy Środowo-Wschodniej.

Zbudowanie silnego frontu państw – przeciwnych realizacji rosyjsko-niemieckiej rury, i wsparcie ze strony USA, które zagroziły nałożeniem sankcji na firmy europejskie uczestniczące w jego budowie – przyniosło efekty. NS2 znalazł się pod kontrolą unijnej dyrektywy, co w dużym stopniu ogranicza zagrożenia płynące z jego strony, gdyż oznacza dla Rosjan utrudnienia i podwyższenie kosztów jego realizacji.

Unijna dyrektywa z listopada zeszłego roku zakłada bowiem, że operator gazociągu nie może być jednocześnie dostawcą przesyłanego nim gazu i musi zapewnić dostęp do niego innym podmiotom.

Decyzja ta spotkała z negatywną reakcją Moskwy, a co za tym idzie Berlina, który w tej, jak i w wielu innych sprawach, pełni w UE rolę rzecznika rosyjskich interesów.

Kłopoty gospodarcze nie zmniejszą agresywności Rosji

Pandemia koronawirusa i spadające ceny ropy naftowej tylko pogarszają zły stan rosyjskiej gospodarki. Coraz chudsze portfele Rosjan, rosnące...

zobacz więcej

Stąd też w ostatnim czasie rosły obawy, że Kreml przy wsparciu niemieckich lobbystów będzie dążył do wyłączenia przez niemieckiego regulatora – Niemiecką Federalną Agencję ds. Sieci Przesyłowych (Bundesnetzagentur) – NS2 spod unijnego prawa. Do wpłynięcia na pozytywne rozpatrzenie przez niego sprawy wykorzystywano pandemię koronawirusa i zamówione przez Gazprom analizy mające ocieplić atmosferę wokół samej inwestycji – w tym, tak absurdalne, jak ta, że na jego budowie zyska Polska.

Lobbyści starali się przekonywać, że NS2 może zostać wyłączony spot dyrektywy – gdyż można by wykorzystać wobec niego wyjątek, który przewidziano dla gazociągów, których budowa została ukończona przed 23 maja 2019 roku. Tyle że NS2 wciąż nie został wybudowany i nawet ciężko jest dziś przewidzieć, kiedy do tego dojdzie.

Pogłoski dotyczące planów lobbystów spotkały się z jednoznacznym sprzeciwem polskich władz i grupy polskich europarlamentarzystów.

Ostatecznie, przed kilkoma dniami, Bundesnetzagentur odrzuci wniosek konsorcjum Nord Stream 2. Chociaż Rosjanie odgrażają się, że to jeszcze nie kończy sprawy, to jednak można teraz odetchnąć swobodniej. Kreml i Berlin muszą w końcu zrozumieć, że skończyły się już czasy, gdy mogli bezkarnie narzucać swoją wolę i że muszą przyzwyczaić się, do polegania tym samym co wszyscy zasadom.

W rozmowie z IAR europoseł PiS Jacek Saryusz-Wolski podkreślił, że przykład ten pokazuje iż „presja ma sens”. – Długo toczyły się starania. Chcieli udowodnić, że nieukończony gazociąg jednak jest ukończony i tu stosowano różnego rodzaju kruczki prawne. My żeśmy sygnalizowali, ci którzy Nord Streamowi się przeciwstawiają, że ten (...) numer nie przejdzie – mówił Jacek Saryusz-Wolski.

– Były wysyłane bardzo wyraźne sygnały, że zostanie to oprotestowane przez Polskę, polskie przedsiębiorstwa. No i okazało się w doniesieniach „Handelsblatt”, że z tego pomysłu się wycofano. Ta presja miała sens, bo jednak po drugiej stronie uznano, że byłoby to zbyt ryzykowne i zbyt politycznie kosztowne. Dobra nasza – dodał.

Na Pekinie czapka gore. USA domagają się od Chin prawdy o koronawirusie

Waszyngton wszczyna śledztwo w sprawie wybuchu pandemii konronawirusa i stawia komunistycznym władzom w Pekinie coraz mocniejsze zarzuty....

zobacz więcej

Porażka Gazpromu nie oznacza jednak, że NS2 nie zostanie ukończony. Rosjanie informują bowiem, że po wycofaniu się z powodu amerykańskich restrykcji europejskich firm, gazociąg zostanie dokończony przez statek Akademik Czerski, który jest już w Kaliningradzie, gdzie ma przejść modernizację, by móc układać rury o średnicy 1220 mm, z których składa się NS2. Jest on wybudowany w 93 procentach, a do jego dokończenia potrzeba ułożenia na dnie morskim 160 km dwóch nitek rurociągu.

Czy rosyjskiej jednostce uda się wykonać zadanie – tego dowiemy się już niedługo. Na razie wiadomo już, że Gazprom musi liczyć się z kolejnymi stratami, gdyż z powodu pandemii, zmniejszyło się użycie gazu. To zaś spowodowało, że Rosjanie sprzedali do Europy znacznie mniej gazu niż w latach ubiegłych. Analitycy moskiewskiej szkoły zarządzania Skolkovo zwrócili też uwagę, że w marcu produkcja gazu w tym kraju będzie, z uwagi na zmniejszenie popytu na rynkach europejskich, o ponad 12 procent mniejsza, niż w analogicznym okresie roku ubiegłego.

Jak z kolei podaje serwis Clean Energy Wire, spadek zapotrzebowania na gaz w Europie, spowodowany przez pandemię i łagodną zimę lat 2019-2020, wywołał nadprogramowe zapełnienie magazynów błękitnego paliwa w Niemczech. Wpływa to m.in. na ceny tego surowca, które są obecnie rekordowo niskie. W niemieckich magazynach gazu zaczyna zaś brakować miejsca, co będzie oznaczać dla Gazpromu kolejne straty.

Jak podaje portal Energetyka24, zysk netto Gazpromu spadł w 2019 r. aż o 17 procent w porównaniu z rokiem poprzednim, a dług netto w tym czasie wzrósł o ponad 5 procent i na dzień 31 grudnia 2019 r. wyniósł 43 miliardy dolarów.

Straty rosyjskiego przedsiębiorstwa powiększą się o 1,5 miliarda dolarów, które będzie ono musiało zwrócić stronie polskiej, po tym, jak 31 marca Trybunał Arbitrażowy w Sztokholmie wydał wyrok na korzyć PGNiG, dotyczący zawyżonych cen z kontraktu jamalskiego.

Rosjanie jak na razie nie kwapią się ze zwrotem kwoty, co może oznaczać kolejne spory na liczni Warszawa – Moskwa. Jeśli jednak do nich dojdzie, to Kreml będzie już musiał mieć świadomość, że polskie władze potrafią walczyć o swoje i zawiązywać skuteczne sojusze.

Petar Petrović

Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia

źródło:
Zobacz więcej