RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Agentka Y-59. „Czy mam żałować, że niemiecki kat nie obciął mi głowy?”

Władysława Maciesza walczyła w I i II wojnie światowej (fot. KPRP)

Senator darzona zaufaniem Piłsudskiego, agent głębokiego wywiadu Armii Krajowej, kobieta szpieg, która dostarczyła aliantom namiary na fabrykę bomb V2 w Peenemünde i została skazana przez Niemców na śmierć przez zgilotynowanie. Swoim życiorysem, który momentami wydaje się wręcz nierealny, mogłaby obdzielić kilka osób. Tego wszystkiego doświadczyła Władysława Maciesza, niesłusznie zapomniana bohaterka tragiczna. Kiedy ujawniła się w latach 60., w piśmie o rentę pytała: „Czy mam żałować, że niemiecki kat nie obciął mi głowy?”.

Kobieta, żołnierz, konspiratorka, bohaterka

Żołnierz Legionów, bliski współpracownik Józefa Piłsudskiego, konspirator wykonujący niezwykle trudne zadania przeciwko niemieckiemu okupantowi,...

zobacz więcej

Obyś żył w ciekawych czasach – głosi starożytne chińskie przysłowie. Jeżeli chodzi o dzieje ludzkości ciekawość taka oznacza jedno – wojny, przesuwanie granic siłą, fizyczną eliminację przeciwnika w imię dowolnej idei albo i bez niej. Pierwszą połowę XX wieku za takie czasy bez wątpienia można uznać. Przyniosła największe konflikty zbrojne w historii.

Pośrednim efektem takiego rozwoju dziejów ludzkości była mnogość wybitnych jednostek, które w normalnych warunkach mogłyby się zająć swoimi sprawami, codzienną egzystencją. Wir historii zmusił je jednak do wzniesienia się na wyżyny poświęcenia, zaangażowania, bohaterstwa, za co nierzadko płaciły najwyższą cenę.

My nie musimy długo szukać takich przykładów, to przecież choćby rtm. Witold Pilecki, Jan Rodowicz „Anoda” i znakomita większość żołnierzy wyklętych czy „Kolumbów” z Janem Bytnarem „Rudym” na czele. Do tego grona należy również zaliczyć Władysławę Macieszę, jedną z najodważniejszych i najtwardszych kobiet tamtych trudnych czasów, która nigdy się nad sobą nie użalała.

Patriotyczne tradycje

Na świat przyszła 30 czerwca 1888 roku jako Władysława Jadwiga Srzednicka herbu Pomian, choć zwracano się do niej Sława. Pochodziła z rodziny o patriotycznych tradycjach, jej ojciec adwokat Leon Srzednicki był uczestnikiem powstania styczniowego. Dzierżawił Karwin, niewielką miejscowość pod Proszowicami w Małopolsce, wówczas leżącą w zaborze austriackim. Zapewniał dzięki niemu rodzinie dość wysoki, jak na Galicję, standard życia.

Gdy Sława była jeszcze dzieckiem, spotkała ją pierwsza tragedia. W Wigilię ojciec wybrał się z jej bratem konno na polowanie. Nie schodząc z konia chciał okryć jadącego obok syna. Pochylił się i strzelba przypadkiem wystrzeliła. Leon Srzednicki zginął. Matka wiedziała, że nie będzie w stanie odpowiednio zarządzać majątkiem i z piątką dzieci przeprowadziła się do rodzinnego Wieruszowa.

Komandosi w spódnicy. Wojenna epopeja oddziału „Dysk”

„Zośka”, „Parasol”, „Kiliński”, „Radosław” – o tych oddziałach Armii Krajowej dzielnie walczących w Powstaniu Warszawskim słyszał w zasadzie każdy....

zobacz więcej

Mobilność stała się potem jednym ze znaków rozpoznawczych Sławy Srzednickiej. Gimnazjum ukończyła w Warszawie, a następnie w Krakowie Szkołę Nauk Politycznych. W stolicy Małopolski zaangażowała się w działalność niepodległościową, założyła Drużynę Strzelecką.

Co ciekawe, do Krakowa przyjechała jako 18-letnia... rozwódka, męża porzuciła wkrótce po nieudanej nocy poślubnej. Rozwód nie był już w tych czasach wielkim skandalem, ale z pewnością wywołał niezadowolenie w rodzinie. Z pragnieniem niezależności nie da się jednak walczyć.

W Legionach

Gdy wybuchła I wojna światowa, Sława dołączyła do Legionów Polskich. Do służby pielęgniarskiej jakoś nie miała serca, co innego wywiad. Weszła w skład Żeńskiego Oddziału Wywiadowczego I pułku Legionów. Kierowała referatem łączności, ale też osobiście prowadziła działalność kurierską.

Już na początku otrzymała diablo trudne zadanie przedarcia się za linię frontu. Poradziła sobie z nim po wirtuozersku. W listopadzie 1914 roku przez pół nocy czołgała się przez pas ziemi niczyjej przebrana w suknię balową, razem z rzekomą służącą i psem. Podczas akcji spotkała rosyjskiego oficera, który oczarowany jej urodą oprowadził ją nawet po umocnieniach. – Właśnie dlatego fundament wywiadu powinny stanowić kobiety – skomentował później przebieg misji Srzednickiej Józef Piłsudski.

Sława jako jedna z trzech kurierek przedostała się z Krakowa do Warszawy, pokonując linię frontu. Żeński Oddział Wywiadowczy to zresztą temat na oddzielną opowieść. Zasilały go kobiety z różnych środowisk – studentki, nauczycielki a nawet krawcowe. Elegancko ubrane infiltrowały linie wroga, badały między innymi dyslokację oddziałów, zdając sobie sprawę, że w przypadku dekonspiracji czeka je stryczek.

Józef Piłsudski był pod wrażeniem zaangażowania kurierki (fot. Wiki)

Z protezą nogi wodziła Gestapo za nos

Gestapo uważało ją za „najgroźniejszego alianckiego szpiega ze wszystkich” i bezskutecznie polowało na nią latami. Choć miała drewnianą protezę...

zobacz więcej

Srzednicka stała się jedną z legend jednostki. Była zawsze opanowana i zaradna. Nigdy nie traciła głowy, nawet w najtrudniejszych sytuacjach. Zdarzyło się, że miała przewieźć do Warszawy pieniądze dla Polskiej Organizacji Wojskowej, do walizki zabrała też nielegalne wydawnictwa.

Zimna głowa

Razem z drugą kurierką miały przekroczyć front w okolicach Płocka. Cały dzień przesiedziały w okopach przy padającym śniegu. Udało im się nawiązać kontakt z Rosjanami i przekonały ich, że Srzednicka zmierza do chorej matuli. Rosjanie zarządzili rewizję, już mieli sprawdzić zawartość walizki, ale Sława nagle „przypomniała” sobie, że ma rewolwer. Pokazała broń żołnierzom, a ci zaraz zapomnieli o walizce.

Wprawdzie kobiety trafiły do aresztu, ale szybko odstawiono je do sztabu armii. Tam oficerowie, jak to oficerowie, zaraz zaczęli się zalecać, częstowali szampanem, kawiorem. Zarzutów agentkom nie postawiono. – Ma zbyt uczciwe oczy, by być szpiegiem – ocenił jeden z Rosjan oczarowany urodą Srzednickiej. Po czterech dniach takiej niewoli kobiety wypuszczono.

Gdy Sława wróciła do Legionów, spotkała ją kolejna tragedia. Dowiedziała się o śmierci Stanisława Długosza, swojej wielkiej miłości. Najwybitniejszy poeta legionowy zginął w bitwie pod Samoklęskami. Szedł na czele oddziału atakującego Kamionkę podczas pościgu za Rosjanami. Srzednicka nie mogła się pogodzić ze śmiercią swojego Stacha. Udała się nawet na miejsce jego pochówku i wykopała zwłoki, żeby przekonać się, że faktycznie został zabity. Wcześniej miała mieć sny, że jej ukochany został pogrzebany żywcem...

Nie poddała się rozpaczy, tylko dalej walczyła o niepodległość. Współorganizowała struktury Polskiej Organizacji Wojskowej we Lwowie i w Kijowie. Później, już w czasie wojny z polsko-bolszewickiej służyła jako siostra miłosierdzia w obozie jenieckim dla żołnierzy Armii Czerwonej.

Córka generała, śpiewaczka, pilot. Jedyna kobieta, która zginęła w Katyniu

Jej ojciec gen. Józef Dowbor-Muśnicki we wspomnieniach pisał, że „pierwszy poznał się na bolszewickiej zarazie”. Gdy do radzieckiej niewoli trafiła...

zobacz więcej

Virtuti Militari

Za swoją pełną poświęceń służbę otrzymała Krzyż Srebrny Orderu Virtuti Militari. Zwycięstwo nie oznaczało jednak dla niej końca służby. Piłsudski wysłał ją do Niemiec, gdzie przez cztery lata pracowała w fabrykach i działała wśród polskich robotników.

Po powrocie do Polski w końcu znalazła szczęście rodzinne, ale i ono nie trwało długo. Związała się ze starszym od niej o 10 lat ppłk. Adolfem Macieszą, osobistym lekarzem marszałka Piłsudskiego. Sielanka trwała tylko trzy lata. Maciesza, wówczas poseł, zmarł przedwcześnie w 1929 roku.

W okresie międzywojennym politycznie związana była z obozem piłsudczykowskim, ale nie przyjmowała go bezkrytycznie. Była między innymi przez pewien czas związana z Narodową Demokracją, a nawet uczestniczyła w demonstracjach Polskiej Partii Socjalistycznej, a podczas jednej z nich brała udział w bójce z mundurowymi.

Po śmierci męża, którego nazwisko przyjęła, mocniej zaangażowała się w politykę. W latach 1935-38 sprawowała mandat senatora. W tym czasie Europa zmierzała w kierunku kolejnej wojny i ta wkrótce rozgorzała. Po niemieckim ataku na Polskę Maciesza nie uciekła wraz z elitami do Rumunii, a potem na Zachód. Pozostała w okupowanym kraju, choć z racji sprawowanych funkcji musiała oczekiwać, że będzie szczególnie narażona na niemieckie represje.

W konspiracji

Jeszcze przed zakończeniem kampanii wrześniowej przeszła do konspiracji. Razem z Michałem Karaszewiczem-Tokarzewskim tworzyła struktury Służby Zwycięstwu Polsce, która później przeistoczyła się w Armię Krajową. Z racji doświadczenia politycznego jej zadania przy Sztabie Dowództwa Głównego SZP polegały na współpracy z innymi organizacjami niepodległościowymi.

Szpieg w czepku urodzony. Zwodził NKWD, uratował setki jeńców i więźniów

Pilot bombowca, który został szpiegiem. Żołnierz, który pod przykrywką dyplomaty spenetrował niemieckie i sowieckie obozy i uratował około tysiąca...

zobacz więcej

Od kwietnia 1942 roku działała w kobiecym oddziale dywersyjno-sabotażowym „Dysk”, jednej z najbardziej niezwykłych organizacji wojskowych w okupowanej przez Niemców Europie. Ponownie podjęła się działalności kurierskiej, posługując się pseudonimem Katarzyna. Należała do głębokiego wywiadu AK, co oznacza utratę dawnej tożsamości i bycie skazanym tylko na siebie w przypadku dekonspiracji.

Agentka „Y-59” jako Margaret Wagner przewoziła materiały wywiadowcze na trasie Warszawa-Wiedeń-Heidelberg. Jej najważniejszym zadaniem było przekazanie do Londynu raportu w sprawie fabryki rakiet V1 i V2 w Peenemünde na wyspie Uznam. Dzięki niemu alianci w ramach operacji „Hydra” zaczęli bombardować ściśle zakonspirowany ośrodek badań nad nowymi broniami III Rzeszy. Ataki zmusiły Niemców do przeniesienia zakładów do podziemnych fabryk, co znacząco zmniejszyło wydajność produkcji.

Bezpieczeństwo Macieszy zależało od innych osób, a ona sama zapewne nie zdawała sobie sprawy, że jej misje były niedostatecznie zakonspirowane i zabezpieczone. 8 kwietnia 1943 roku została schwytana przez Gestapo. Drogo zapłaciła za niekompetencje innych.

Brutalne śledztwo

Została poddana brutalnemu śledztwu, była bita i maltretowana – Niemcy nie znali subtelniejszych metod przesłuchiwania – ale nikogo nie wydała. Twierdziła, że jest samotną damą, która jedzie na kurację do Karlowych Warów. Usiłowała w celi popełnić samobójstwo, przegryzając żyły. Zwróćmy uwagę – przegryzając żyły. Jakiej siły woli trzeba, żeby zdecydować się na coś takiego...

Strażnicy odratowali więźniarkę, ale tylko po to, by wkrótce mogła zostać zgładzona zgodnie ze zbrodniczym nazistowskim prawodawstwem. Później próbowała symulować obłęd i stosowała głodówkę, ale Niemcom to nie przeszkadzało. W lutym 1945 roku ruszył jej proces przed berlińskim Trybunałem Ludowym, który przyjeżdżał na sesje do Wiednia.

Dzięki Macieszy alianci zbombardowali fabrykę rakiet V2 (fot. Bundesarchiv)

Akcja „Góral”. Jak ukraść Niemcom 100 milionów

Sceny jak z filmu sensacyjnego na ulicach Warszawy. Ciężarówka bankowa z niemal 106 milionami zł, blokada, ratatatata, przejmujemy depozyt....

zobacz więcej

Nielegalny trybunał – działał bowiem poza konstytucyjnymi ramami prawa – został powołany do osądzania takich przestępstw, jak zdrada stanu i zdrada państwa. Jednoinstancyjny sąd kapturowy był nastawiony na wydawanie wyroków śmierci i taki też zapadł w sprawie Frau Margaret Wagner. „Dekapitacja za pomocą gilotyny” – taki los przewidział sędzia.

Niemiecka skrupulatność uratowała Polkę. 14 marca 1945 roku – gdy III Rzesza waliła się już w posadach – wyrok wysłano do zatwierdzenia do Berlina. Ordnung muss sein. Rosjanie by tam się nie patyczkowali, wyroki w procesach pokazowych podczas Wielkiej Czystki były wykonywane od razu, bez ceregieli. Zresztą sowieci zwykle nie przejmowali się czymś tak błahym jak wyroki.

Wcięło gilotynę

Druga okoliczność, która uratowała Macieszę, to wyraźne i precyzyjne wskazówki sądu – dekapitacja plus gilotyna. To wykluczało choćby rozstrzelanie czy powieszenie. Agentka czekała więc w celi na zatwierdzenie wyroku oraz dostarczenie gilotyny, wiedeńskie więzienie nie dysponowało bowiem w tym czasie takim urządzeniem. – Maszyna odjechała – wyjawiła jej strażniczka, wysłano ją na prowincję i gdzieś utknęła.

Miecz Damoklesa cały czas jednak wisiał nad Sławą i się zbliżał. Niemcy wysłali już do Wiednia kata z przewoźną gilotyną, ale rosyjskie lotnictwo zbombardowało pociąg, którym jechał. Do tego Maciesza zachorowała na tyfus i kat nie chciał wykonać egzekucji, żeby samemu się nie zarazić. Oświadczył, że wyrok wykona, ale dopiero gdy więźniarka wyzdrowieje.

Wciąż groziła jej śmierć w ostatnich tygodniach wojny, tuż przed wyzwoleniem. Jak nie z rąk kata, to w wyniku chorób. Była w fatalnym stanie, po dwuletnim brutalnym śledztwie miała między innymi odbitą nerkę, uszkodzone wątrobę i kręgosłup, pogruchotane stawy, wybite zęby. Przetrwała. Po wyzwoleniu Wiednia przez Armię Czerwoną została zwolniona z więziennego szpitala.

Stoczniowiec, który postawił się Hitlerowi

Czarna Orkiestra, Biała Róża, Krąg z Krzyżowej – w III Rzeszy działało kilka organizacji stawiających opór nazistom. Jej członkowie ryzykowali i...

zobacz więcej

Maciesza zdecydowała się wrócić do Warszawy. W swoim starym mieszkaniu nie miała czego szukać, miało ono już nowych lokatorów. Zamieszkała kątem u znajomych. Zapewne spodziewała się, że przyjdą po nią ubecy. Sanacyjna senator, AK – to wystarczyło, żeby po wyrwaniu z rąk nazistowskich oprawców trafić do kolejnych – komunistycznych.

Cud numer trzy

Najpewniej Urzędowi Bezpieczeństwa wystarczyło, że Maciesza została skazana przez Niemców na śmierć, a więc zapewne zlikwidowana. Ujawniła się dopiero w latach 60. Zwróciła się do ZBOWiD-u o rentę „pozwalającą na biologiczne przetrwanie”. „Czy mam żałować, że niemiecki kat nie obciął mi głowy?” – pisała we wnioskach do władz.

Pomógł jej Stefan Kisielewski „Kisiel”, z którym przyjaźniła się jeszcze przed wojną. Bohaterska kurierka służąca z poświęceniem podczas obu wojen światowych otrzymała rentę inwalidzką i zimną kawalerkę. „Nie ma ogrzewania, ciepłej wody, ale jest dobrze, nie narzekam” – odnotowała. Ciężkie terminy sprawiły, że nigdy nie narzekała, przecież nie raz bywała w znacznie gorszych okolicznościach.

W 1966 roku ze zrujnowanym zdrowiem, ledwo trzymając się na nogach, poszła na pielgrzymkę do Częstochowy. Ostatni odcinek pokonała podpierając się kosturem, ale nie odpuściła. Nigdy nie odpuszczała. Tak w obliczu śmierci postanowiła pojednać się z Bogiem kobieta, która jako senator podczas oficjalnych nabożeństw ostentacyjnie przechadzała się po kościele, oczekując na koniec mszy, podczas gdy inni oficjele pokornie klęczeli.

Władysława Maciesza zmarła 21 czerwca 1967 roku w nędzy, zapomniana. Została pochowana na Powązkach obok męża. Pośmiertnie odznaczono ją Krzyżem Armii Krajowej (1970) i Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski (2010). Trudno nie odnieść wrażenia, że pamięć o niej zasługuje na coś więcej. Była przecież jedną z najodważniejszych i najdzielniejszych Polek w historii...

Pisząc artykuł posługiwałem się między innymi artykułem opublikowanym w „Dzienniku Polskim” oraz książką „Agentka dwóch wojen Władysława Macieszyna »Sława« 1888-1967” (Rytm, 2014)

źródło:
Zobacz więcej