RAPORT

Koronawirus: mapy, statystyki, porady

Kolejny dziwny kwiecień

Wielki Piątek i Triduum. 10 rocznica katastrofy smoleńskiej (fot. PAP/Tomasz Gzell; Attila Husejnow/SOPA Images/LightRocket via Getty Images; PAP/Darek Delmanowicz)

Wielki Piątek i Triduum. 10 rocznica katastrofy smoleńskiej. I miesiąc do wyborów prezydenckich, jeśli oczywiście te odbędą się w terminie. Wszystkie te daty same w sobie, każda z osobna, to już temat na teksty w mediach i rozmowy w domach. A gdy jeszcze na wszystko nakłada się epidemia i towarzysząca jej atmosfera niepewności, można pomyśleć, że trochę za dużo tego wszystkiego na nasze głowy.

Jarosław Kaczyński i politycy złożyli hołd przed pomnikami Lecha Kaczyńskiego i ofiar katastrofy smoleńskiej

Premier Mateusz Morawiecki i prezes PiS Jarosław Kaczyński wzięli udział w uroczystości złożenia kwiatów przed pomnikiem tragicznie zmarłego...

zobacz więcej

10 lat temu też byliśmy zdezorientowani, z innych niż teraz, powodów, lecz podobnie jak teraz w przyszłość patrzyliśmy często z niepokojem. Wydawało się, że w obliczu niespotykanej, wyjątkowej sytuacji będziemy zjednoczeni, a podzieliliśmy się, jak nigdy wcześniej i już niestety na zawsze potem. Zadumę bardzo szybko zastąpiła wzajemna niechęć, żałoba zaczęła kłuć w oczy, łzy na dobre nie wyschły, by zderzyć się z grymasami wściekłości.

Krzyż, przyniesiony przez harcerzy skonfrontowany z krzyżem z puszek piwa Lech. Znicze zapalane przez jednych, przez drugich sprzątane do worków na śmieci, czasem, co urosło do rangi jednego z podlejszych symboli tamtego czasu, gaszone moczem pijanych imprezowiczów. Krakowskie Przedmieście z miejsca narodowych rekolekcji zmienione w conocną imprezę. Potem kolejne wątpliwości z jednej strony, wygaszenie tematu pod dyktando Rosji – z drugiej. Dziś, choć wydawałoby się, że z epidemii, która przecież nie wybiera, trudno zrobić sprawę polityczną, jest, oczywiście nie wszędzie, bardzo podobnie.

Kwarantanna zatrzymuje większość z nas w domach. I z domów kłócimy się o skalę obostrzeń, o ich skuteczność, o nasze święte prawa do małych radości, których żadna sytuacja nie może nas pozbawić. Niektórzy idą dalej. Okładają nas, rządzących, a niekiedy też zwykłych pracowników – żołnierzy pierwszej linii frontu – fałszywkami, fake newsami, oskarżeniami.

Tu też można dopatrywać się podobieństw. Niektórzy widzą w tym wyjątkowo perfidną ironię losu – ci, którzy za przejaw skrajnego oszołomstwa, manii prześladowczej traktowali najmniejszy cień wątpliwości wobec prawdomówności strony rosyjskiej, a z biegiem czasu i polskich władz – dziś wierzą święcie w ukrywanie zgonów, fałszowanie statystyk, potężny spisek pod wodzą ministra zdrowia.

Prezydent o wyborach na wzór Bawarii: To jest jakieś rozwiązanie

Przeprowadzenie wyborów prezydenckich przed 6 sierpnia jest wymuszone przez samą konstytucję; pomysł głosowania korespondencyjnego na wzór...

zobacz więcej

Wpisują się w to chętnie politycy, nawet ci z pierwszych stron gazet, jak Małgorzata Kidawa-Błońska, nie tak dawno oskarżająca rząd o ukrywanie pierwszych polskich przypadków zachorowań, czy Rafał Trzaskowski, któremu nie zgadzają się liczby i mówi, że trumny nie kłamią. Politykom natomiast się zdarza.

Z powodu pyłów wulkanicznych pogrzeb pary prezydenckiej w tydzień po katastrofie odbyć się musiał bez większości zaproszonych głów państw i możnych tego świata. Niektóre media z upodobaniem powtarzały długa listę nieobecnych, wygłodniałe po tygodniowej przerwie w upokarzaniu Lecha Kaczyńskiego. Później, gdy tylko Jarosław Kaczyński zadeklarował udział w wyborach prezydenckich, by kontynuować misję brata, od razu oskarżono go o to, że idzie „po trupach do celu”.

Dziś to hasło pojawia się coraz częściej jako oskarżenie wobec rządzących, mających jakoby nie liczyć się ze zdrowiem i życiem obywateli.

Mamy więc patetyczny film Obywateli RP, zapowiadających palenie kart do głosowania, mamy materiał Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, w którym na widza oddziałuje się dramatycznymi scenami walki lekarzy o ludzkie zdrowie, mieszając to z ujęciami, związanymi z wyborami. Których terminu, o którym będziemy mogli powiedzieć, że pewny jest na 100 proc., jeszcze nie znamy. Czasu jest coraz mniej i obok samej epidemii jest to chyba najpoważniejszy w tej chwili problem rządzących, ponieważ nie ma tutaj rozwiązania w pełni pewnego i bezpiecznego, wybierać można tylko spośród trudnych możliwości.

Sondaż: Kosiniak-Kamysz przed Kidawą-Błońską. Prezydentowi Dudzie wystarczy I tura

Przetasowanie na podium wyborów prezydenckich przynosi nowy sondaż IBRiS – lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz wyprzedził kandydatkę KO Małgorzatę...

zobacz więcej

Każde rozwiązanie skutkujące przesunięciem terminu wyborów poza bardzo ograniczone konstytucyjnie majowe widełki niesie za sobą określone ryzyko. Z paraliżem państwa włącznie. Oczywiście i kwestie zdrowotne są ważne, niemniej zastanawia robienie z funkcjonującej przecież w dzisiejszych warunkach poczty potencjalnego rozsadnika zarazy, co każe zresztą spytać, jaką opinię o szeregowych pracownikach tej instytucji mają politycy i wtórujący im komentatorzy.

Jednym z fundamentów naszego obecnego funkcjonowania w nowych warunkach jest praca kurierów, handel internetowy i towarzyszące mu usługi pocztowe, możliwość zamawiania jedzenia z dostawą do domu, ratująca lub chociaż dająca cień szansy na ratunek dla wielu lokali gastronomicznych.

Skoro więc rozmaite usługi pocztowe, kurierskie i dostawcze nie są traktowane jako potencjalna bomba biologiczna, czemu zmienia się to przy okazji wyborów? Większość Polaków ma inne zmartwienia, ma też, co zrozumiałe, swoje obawy, a czasu zostało coraz mniej.

Być może, wskazuje na to wiele decyzji i wypowiedzi, rządzący, z ministrem Szumowskim włącznie, mają nadzieję, że po Świętach uda się ustalić pełen bardziej trwały obraz sytuacji, a co za tym idzie, podjąć również ostateczne decyzje dotyczące wyborów. Niestety, w takich sytuacjach najlepiej widać, jakim dramatem dla Polski jest niemożność porozumienia się kluczowych sił politycznych nawet w obliczu śmiertelnego (bez żadnej przenośni) zagrożenia.

Tymczasem nasze czołowe siły polityczne skupione w opozycji nie mogą się zdecydować, czy słuchać rozsądku, czy własnej natury. To rozdarcie słyszeliśmy podczas jednej z ostatnich sejmowych debat, gdy finalne deklaracje współpracy, jakie padły z ust przedstawicieli Lewicy i Polskiego Stronnictwa Ludowego, były raczej zaskakującą puentą do bardzo krytycznych, chwilami populistycznych wystąpień liderów, uważających działania rządu za nieprzystające do sytuacji i niewystarczające.

„To jest dobre dla wszystkich przedsiębiorców”. Liderzy PO i PSL „przyłapani”, jak chwalą Tarczę Antykryzysową

– Ale to jest dobre dla wszystkich przedsiębiorców – mówił na zarejestrowanym bez jego wiedzy nagraniu o Tarczy Antykryzysowej Władysław...

zobacz więcej

Oczywiście, ze strony Platformy, ale i Konfederacji, nie ma nawet tych drobnych deklaracji, jest tylko odrzucenie. Choć jeśli chodzi o Platformę, nie można być pewnym niczego, skoro w rozmowie już nie na użytek mediów kolejne rozwiązania chwalił nawet Borys Budka. Partiom, zwłaszcza lewicy i ludowcom, w ustaleniu jednoznacznego podejścia do propozycji i działań Mateusza Morawieckiego i jego ekipy nie pomagają na pewno przetasowania na podium prezydenckich sondaży.

Nie tak dawno, gdy kampania dopiero się zaczynała, a o koronawirusie mało kto jeszcze myślał, wydawało się niemal pewne, że główne starcie rozegra się między Andrzejem Dudą a wystawioną przez Platformę Obywatelską wraz z przystawkami Małgorzatę Kidawę-Błońską.

Ciekawy wydawał się być jednak toczący się za ich plecami bój o trzecie miejsce, tym bardziej interesujący, że Robert Biedroń, Szymon Hołownia i Władysław Kosiniak-Kamysz odwoływali się w dużym stopniu do tych samych elektoratów. Zaskakujące mogło być głównie to, że Hołownia zwolenników szukał raczej na lewicy, wygłaszając dość mocne deklaracje na temat rozdziału państwa i Kościoła.

Grę zmieniły dwa czynniki – fatalna kampania Małgorzaty Kidawy-Błońskiej i epidemia. W jej obliczu punkty zyskały siły dopuszczające możliwość merytorycznej współpracy z rządem, na czym zyskiwać zaczął głównie Kosiniak-Kamysz.

Jak wiemy, w ostatnich kilku sondażach wyprzedził on nawet kandydatkę Platformy, co może być zapowiedzią trzęsienia ziemi na naszej scenie politycznej. Jeśli jednak polityk PSL chce myśleć o trwałym przejęciu elektoratu Kidawy-Błońskiej i PO, musi utrzymać wizerunek polityka konstruktywnego i merytorycznego, lecz zdobyć też zaufanie wyborców mocniej anty-PiS-owskich. To bardzo trudne, ponieważ ci ostatni każdą, nawet w pełni uzasadnioną sytuacją współpracę z rządem traktują jako zdradę lub, w najlepszym razie, zapowiedź zdrady, o czym przekonał się wielokrotnie i Kosiniak, i wielu polityków lewicy.

Okoliczności wymusiły inne niż zwykle obchody 10. rocznicy smoleńskiego dramatu. Względy bezpieczeństwa katolikom nie pozwalają na pełne, tradycyjne przeżywanie Świąt Wielkiej Nocy. W kampanii wyborczej niepokój spowodowany nieprzewidywalnym zagrożeniem nakłada się na wszystkie zastane już choroby polskiej polityki. A jednak, wbrew wszystkiemu, jest to przecież czas nadziei, czas powrotu do życia. Nie można zapomnieć o tym nawet w takich jak tegoroczne, niesprzyjających okolicznościach.

źródło:
Zobacz więcej