RAPORT

Koronawirus: mapy, statystyki, porady

„Wielkanoc w czasach koronawirusa jest próbą wiary”

Tegoroczna Wielkanoc jest wyjątkowa z uwagi na epidemię (fot. PAP/Tomasz Wojtasik)

Tegoroczne święta Wielkanocy są wyjątkowe ze względu na panującą epidemię koronawirusa. Ograniczony dostęp do mszy nie musi być jednak zjawiskiem niekorzystnym. – Dla nas wszystkich jest to próba wiary, dyscypliny sakramentalnej oraz wierności Kościołowi. Pan Bóg daje nam poznać, jaką wartość stanowi rodzina, przyjaciele, to, że w życiu nie jesteśmy sami, nie będziemy sami – wskazuje w rozmowie z portalem tvp.info ks. Jarosław Wąsowicz SDB, duszpasterz polskich kibiców.

Franciszek: Nie zmarnujcie tych trudnych dni

Papież Franciszek zaapelował, by „nie zmarnować” trudnych dni epidemii koronawirusa. W rozmowie z włoskim dziennikiem „La Repubblica” wskazał, że...

zobacz więcej

Jak należy przygotować się do świąt Wielkiejnocy w warunkach epidemii, gdy zaleca się unikania wychodzenia z domu i kościoły nie są dziś dla wszystkich?

Przede wszystkim na sposób duchowy. To jest może trudna praktyka, ale żywo obecna w Kościele, w zasadzie od zawsze. Mówię zwłaszcza o komunii duchowej, to praktyka, którą proponował choćby św. Jan Bosko, ale także wielu innych świętych. Chodzi o to, żeby przyjąć Pana Jezusa do swojego serca, kiedy nie możemy go przyjąć na sposób sakramentalny. Do tego trzeba się odpowiednio przygotować, najlepiej wzbudzić w sercu akt strzelisty: „Panie Jezu, chociaż nie mogę Cię przyjąć teraz sakramentalnie, zawitaj przynajmniej duchowo do mojego serca”.

Podobnie są inne praktyki, niezwiązane z Wielkim Tygodniem. Możemy je celebrować we wspólnocie rodzinnej, tego domowego kościoła, tak jak drogę krzyżową, jak różaniec święty. Do tego można korzystać z tych propozycji, które są dziś bardzo szeroko rozpowszechnione – przez środki społecznego przekazu. Oczywiście nie jest łatwe skupić się przed telewizorem.

Przydałby się ksiądz, który potrafiłby odpowiednio poprowadzić, a tego brakuje, jak człowiek jest zamknięty w czterech ścianach.

Tak, to jest bardzo trudne. Myślę jednak, że dla nas wszystkich jest to próba wiary, dyscypliny sakramentalnej oraz wierności Kościołowi, który w tych trudnych czasach taką formułę poleca.

Święta to okres wysoce rodzinny, ograniczenie spotkań rodzinnych w większym gronie może zachwiać pojmowanym szerzej poczuciem „świąteczności”?

Niekoniecznie. Trzeba pamiętać, że to jest czas dany nam przez Pana Boga może właśnie dlatego też, żeby pewne relacje poprawić, żeby dać swoim bliskim odczuć, że ich kochamy, że nam na nich zależy. Ta sytuacja specyficzna, gdy jesteśmy niemal 24 godziny na dobę w domach, z rodziną, rodzi różne napięcia, a czas świąt jest takim okresem, kiedy wiele możemy sobie powiedzieć, wybaczyć. Również rozłąka ma sens, wówczas człowiek w sercu czuje tęsknotę za bliskimi, dlatego teraz widzimy, jaką oni stanowią dla nas wartość, kiedy się nie możemy z nimi spotkać, ale też nabrać dystansu.

Ks. Wąsowicz: Chwała powstańcom należy się na wieki

– Są takie momenty w naszym życiu, gdy trzeba być wiernym wartościom, w których się zostało wychowanym. Takim momentem było Powstanie Warszawskie....

zobacz więcej

Czy można również spojrzeć na tegoroczne święta przez pryzmat korzyści związanych z epidemią? Ludzie mogą skupić się na ich duchowym przeżywaniu, a nie na przykład na obżarstwie z rodziną bądź obnoszeniu się ze swoimi bogactwami, żeby wzbudzać zazdrość podczas spotkań rodzinnych.

Oczywiście. Wszędzie można szukać dobra. Nawet w najtrudniejszej sytuacji. To jest dobra okazja, żeby zweryfikować swoje widzenie świata, ale też umocnić więzy rodzinne, mimo fizycznego braku możliwości spotkania się. Łączność duchowa jest niezwykle ważna. Pan Bóg daje nam poznać, jaką wartość stanowi rodzina, przyjaciele, to, że w życiu nie jesteśmy sami, nie będziemy sami. To jest dobro dodane do tej trudnej sytuacji, którą obecnie przeżywamy.

15 lat temu Wielkanoc stała pod znakiem śmierci papieża Jana Pawła II, jego śmierć wzmocniła wiarę niejednego człowieka. Teraz również mamy Wielkanoc naznaczoną cierpieniem i śmiercią, takim namacalnym przemijaniem. Można na to spojrzeć dziś w ten sposób?

Pewnie. Pan Bóg daje nam bardzo wyraźne znaki. Żyjemy w ciekawych czasach można powiedzieć – śmierć Jana Pawła II była takim momentem przełomowym. Wielu mówiło, że wówczas odbyły się narodowe rekolekcje – bardzo wiele spowiedzi, tłumy w kościołach, na ulicach. Można powiedzieć, że kiedy transmitowany był pogrzeb Jana Pawła II, ulice wyglądały bardzo podobnie do dzisiejszych – były puste; wszyscy siedzieli przed telewizorami, żegnaliśmy proroka naszych czasów.

Warto pamiętać, że 10 lat temu miała miejsce również tragedia smoleńska. To też był moment, w którym wielu ludzi zaczęło inaczej patrzeć na życie, na to wszystko, co jest wokół nas. Teraz również mamy tę przedziwną sytuację, kiedy w zasadzie zatrzymał się cały świat. Warto przy takich okazjach wyciągnąć z nich wnioski, pochylić się nad własnym życiem, popatrzeć, co mogę jeszcze zmienić na lepsze. To są takie rekolekcje, które Pan Bóg daje nam co jakiś czas.

Ks. Jarosław Wąsowicz SDB jest duszpasterzem środowisk kibicowskich (fot. arch.PAP/Waldemar Deska)

Koronawirus zabił misjonarkę niosącą pomoc potrzebującym

Dom macierzysty zgromadzenia misjonarek miłości oznajmił „z głębokim smutkiem”, że w walijskim Swansea z powodu zarażenia koronawirusem zmarła s....

zobacz więcej

To jest okazja na otwarcie się na Boga. Tak też naucza papież Franciszek, który w Niedzielę Palmową powiedział: „Dzisiaj, w dramacie pandemii, w obliczu tak wielu pewników, które się rozpadają, w obliczu wielu zdradzonych oczekiwań, w poczuciu opuszczenia, które ściska nam serce, Jezus mówi do każdego z nas: »Odwagi: otwórz swoje serce na moją miłość. Poczujesz pocieszenie Boga, który cię podtrzymuje«”.

My nie doświadczaliśmy fizycznego braku możliwości życia sakramentalnego przynajmniej od czasów upadku komunizmu. To było ostatnio na wyciągnięcie ręki, a dzisiaj, kiedy to jest bardzo trudne, doświadczamy tego, że mimo wszystko Pan Bóg jest z nami. My jesteśmy ludźmi nadziei, jako chrześcijanie, bo wiemy, że historia zbawienia nie skończyła się na krzyżu. Wiemy, że było Zmartwychwstanie, że zawsze po doświadczeniu krzyża jest zmartwychwstanie, że do tego zostaliśmy powołani. To jest piękne, to nam właśnie pozwala patrzeć na takie doświadczenia – jak to, które przeżywamy – z nadzieją, że to się zmieni, że wszystko się zacznie od początku. Tego nas uczy Pan Jezus przez swoje zbawcze misteria.

I dlatego chociażby warto ten Wielki Tydzień w duchowym nastawieniu przeżyć. To będzie niezwykle trudne, bo ciężko zmobilizować się do modlitwy przed telewizorem, ale widocznie tak się dzieje, żebyśmy zatęsknili za życiem sakramentalnym, za Panem Jezusem, żebyśmy może z większą gorliwością w przyszłości uczestniczyli w nabożeństwach. Ojciec Święty Jan Paweł II umierał w Roku Eucharystii, jakby chciał podsumować cały swój wielki pontyfikat tym, co jest najbardziej ważne dla nas – Eucharystią. To jest Msza święta – one się odprawiają w dzisiejszych czasach, ale fizycznie nie możemy w nich uczestniczyć. Ojciec Święty chciał nam pokazać właśnie to, żebyśmy jako chrześcijanie XXI wieku przychodzili do kościoła z tęsknoty za Kościołem, a nie z przyzwyczajenia. Ta tęsknota w tych trudnych czasach jakoś szczególnie się wzmaga i być może to jest dobry czas, żeby tak zacząć traktować sakramenty święte.

Dodatkowa korzyść z tego trudnego okresu. Czy taki jest głębszy sens tej sytuacji w czasach epidemii, czy może za dużym spłyceniem będzie streszczenie jej słowami „jak trwoga to do Boga?”.

To jest tradycyjne powiedzenie, ale też tkwi w nim jakaś życiowa prawda – że zawsze, kiedy nam jest ciężko, zwracamy się do Pana Boga. Ważne jest, żeby to doświadczenie zapamiętać. Żebyśmy nie tylko, kiedy rzeczywiście jest nam trudno i potrzebujemy tego bożego wsparcia, musieli o to błogosławieństwo prosić, ale żeby na zawsze, na całe nasze życie zaprosić Pana Jezusa do naszych serc, żeby On rzeczywiście był w naszym życiu najważniejszy.

Papież w pustej bazylice o dramacie pandemii. „Potrzebna odwaga i służenie innym”

Papież Franciszek powiedział w Niedzielę Palmową w pustej bazylice Św. Piotra, że w dramacie pandemii koronawirusa i rozpadających się pewników do...

zobacz więcej

Jest szansa, że epidemia i tegoroczna wyjątkowa Wielkanoc zmienią nastawienie ludzi w myśl słów papieża Franciszka, również z Niedzieli Palmowej, że „życie do niczego nie służy, jeśli nie służymy”?

My tego doświadczamy. Bardzo wielu ludzi angażuje się w pomaganie, bardzo spontanicznie. Jako duszpasterz środowisk kibicowskich śledzę działalność tego ruchu, bardzo aktywnego w tych dniach pandemii, jeżeli chodzi o różnego rodzaju zbiórki, dostarczanie środków czystości, jedzenia do szpitali, tam, gdzie ludzie są na pierwszej linii frontu i są najbardziej narażeni. To jest wzruszające, że jest doświadczenie nie tylko w dyscyplinie, ale również tego, że mogę zrobić coś dla drugiego człowieka, że dostrzegam ofiarność ludzi, którzy nie mogą zostać w domu, bo muszą służyć – czy to są salowe, czy lekarze, policja i inne służby, które cały czas pracują na najwyższych obrotach. To piękne, że te odruchy solidarności, pomocy są i że jest ich wiele.

Czy nie jest tak, że epidemia koronawirusa i powszechna obecność śmierci – codziennie są nowe raporty o liczbie zgonów – nie sprawiają, że zapominamy o jednym z najważniejszych przesłań Wielkanocy, czyli odrodzeniu i życiu?

Jezus żyje – to jest przesłanie Wielkanocy. I my też będziemy żyć. Tu na świecie jesteśmy tylko przechodniami, tego nas uczył Pan Jezus, ale myślę, że ta cała sytuacja także pokazała nam wartość życia. Warto zwrócić uwagę, że dziś nikt nie mówi o klonowaniu, aborcjach, eutanazjach. Widzimy, że lekarze na całym świecie z poświęceniem walczą, jak mogą o życie każdego człowieka. Każde życie jest niezwykle ważne i cenne.

Ale wydaje mi się, że teraz śmierć mocno powszednieje. Ze śmierci, która jest boską tajemnicą, nagle stała się statystyką, liczbą.

To jest pokusa mediów, żeby tak to przedstawiać. Ale my wiemy, że ciągle ludzie umierają. To nie jest tak, że śmierć się nagle pojawiła znikąd w związku z koronawirusem. To jest doświadczenie człowieka. My wiemy, że każdy z nas umrze, prędzej czy później. Ten majestat śmierci właśnie w kontekście Wielkiego Tygodnia nam, chrześcijanom, przypomina o tym, że nic się nie kończy, że my dopiero zaczniemy prawdziwie żyć Tam, z Panem Jezusem. To jest właśnie dobra nowina dla każdego z nas, że wśród tych statystyk, wśród tego powszechnego szacowania, liczenia, ilu już ludzi umarło, ilu jest zarażonych – my możemy mieć pokój w sercu, że to tylko doświadczenie tutaj na ziemi, a wszystko, co najlepsze, dopiero nas czeka.

Papież Franciszek wzywa do otwarcia się na Pana Boga (fot. PAP/EPA/ALBERTO PIZZOLI/POOL)

15. rocznica śmierci św. Jana Pawła II. Modlitwa w trudnym czasie pandemii koronawirusa

15 lat temu, 2 kwietnia 2005 roku, Polska zatrzymała się na moment. Dokładnie o 21.37 Stolica Apostolska wydała komunikat: Ojciec Święty powrócił...

zobacz więcej

Czy ograniczenie możliwości udziału w mszach sprawi, że ludzie poczują, także ci, którzy wcześniej tego nie przejawiali – nowy głód Eucharystii?

Mam nadzieję. To jest taki czas, kiedy możemy zatęsknić za sakramentami świętymi, a właśnie o takie przeżywanie mszy świętej, komunii świętej nam chodzi. O tym też mówił Ojciec Święty Jan Paweł II w Roku Eucharystii, żeby udział w mszy, przyjmowanie komunii było nie tylko automatycznym doświadczeniem, z przyzwyczajenia, ale właśnie żebyśmy do ołtarza Chrystusa przychodzili z tęsknoty za Bogiem. Ta tęsknota mszy może być największym owocem tego, że dzisiaj nie możemy uczestniczyć, tak jak zawsze, w całym Triduum Paschalnym, w zbawczych misteriach, które przeżywamy w Wielkim Tygodniu.

Do obecnej sytuacji zdaje się szczególnie pasują te dwa cytaty z Biblii: „Szczęśliwy, kogo Bóg karci, więc nie odrzucaj nagan Wszechmocnego. On zrani, On także uleczy, skaleczy – i ręką swą własną uzdrowi” (Hi 5, 17-18) oraz „Ja wszystkich, których kocham, karcę i ćwiczę. Bądź więc gorliwy i nawróć się!” (Ap 3, 19).

Świetnie pasują. Do tego dochodzi też nauka Krzyża. Pan Jezus mówił, że chcemy go naśladować, że musimy brać krzyż na swoje ramiona, że ten krzyż jest naszym doświadczeniem, że w życiu tych, którzy zaufali Jezusowi ten krzyż zawsze się będzie pojawiał. Ale przecież po krzyżu jest zmartwychwstanie. To jest dla nas dobra nowina nie tylko na ten trudny czas, ale na całe nasze życie.

Wiara w Pana Jezusa daje nam pokój w sercach. Z wieloma ludźmi rozmawiam, którzy są w bardzo trudnej sytuacji, ich firmy upadają, tracą pracę; mimo tego mają pokój w sercu, wiedzą, że Bóg nas nie opuści. Nam, ludziom wierzącym, łatwiej jest przeżywać to trudne doświadczenie, bo wiemy, że nigdy nie jesteśmy sami.

Minister zdrowia rekomenduje, jak spędzać święta wielkanocne

Podczas Wielkanocy – jeżeli to ma być święto nowego życia – powinniśmy maksymalnie stosować zalecenia i reżim niespotykania się – powiedział...

zobacz więcej

A co ksiądz sądzi o długości Wielkiego Postu? Wprawdzie w średniowieczu trwał nawet 70 dni, ale w obecnych czasach trudno jest wytrzymać w skupieniu 40 dni. Czy Kościół katolicki powinien go skrócić?

Nie, ten okres ma uzasadnienie. Pan Jezus pościł 40 dni na pustyni i my tyle samo czasu przygotowujemy się do Wielkiego Tygodnia. Tak wymierzony czas jest bardzo dobry, nawet żeby ćwiczyć się w wierności naszym postanowieniom, przecież jest piękna tradycja, że z racji Wielkiego Postu zawsze wzbudzamy jakieś postanowienia i nieraz one nas bardzo wiele kosztują. To jest piękne, że przez 40 dni możemy w tym pędzącym świecie się zatrzymać i pomyśleć o tym, co jest najważniejsze. Natomiast teraz Pan Bóg dał nam szczególne warunki do tego, żebyśmy taką refleksję uczynili w naszym życiu.

W tym roku faktycznie jest łatwiej, ale generalnie w dobie technologii i całej szeroko pojętej współczesności trudno jest utrzymać tę dyscyplinę przez 40 dni.

Taka jest tradycja Kościoła, to zostało wypracowane i myślę, że każdy z nas może się zmobilizować. 40 dni to aż tak dużo przecież nie jest.

Pozwolę sobie jeszcze spytać o formułę Gorzkich Żali, która zakłada ponure pieśni o śmierci i cierpieniu. Czy nie są za mroczne i nie przesłaniają one idei nadrzędnej Wielkanocy – Zmartwychwstania, życia?

Nie wydaje mi się. To jest piękne nabożeństwo, występujące zresztą tylko w polskim Kościele. Uczy nas, że musimy zawsze patrzeć na krzyż Chrystusa, wpatrywać się w jego mękę. Zdajemy sobie sprawę, że On cierpiał za nasze winy, za nasze grzechy. To nam przypomina to nabożeństwo. Ono jest praktykowane w Wielkim Poście, a więc w czasie, kiedy te tajemnice śmierci i życia nawzajem się przenikają. Efektem 40-dniowego postu jest świętowanie Zmartwychwstania Chrystusa, że ostatecznie śmierć zostaje pokonana. To jest piękne, że w ogóle mamy takie nabożeństwo jak Gorzkie Żale. Ja osobiście je uwielbiam, rzeczywiście jesteśmy o to doświadczenie bogatsi od innych i powinniśmy za nie Panu Bogu dziękować.

Nauka tego cierpienia przydaje się również w dzisiejszych, koronawirusowych czasach.

Tak. Nieraz nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak te wszystkie praktyki pobożne, które wykonujemy, mogą się w nieoczekiwany sposób bardzo przydać i myślę, że teraz się przydają.

źródło:
Zobacz więcej