Raport

#FabrykahejtuPO

Koronawirus a Sejm. Kidawa-Błońska ma prawo być sfrustrowana, znowu ją wystawili

Wicemarszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska, 24 bm. na korytarzu Sejmu (fot. PAP/Leszek Szymański)

Politycy Koalicji Obywatelskiej zdecydowanie sprzeciwili się czasowej zmianie regulaminu Sejmu. - Jak nie ma stanu nadzwyczajnego, to i Sejmu nadzwyczajnego nie będzie - głosili i postanowi ławą ruszyć na Wiejską. Początkowo w blokach startowych została tylko Małgorzata Kidawa-Błońska, która jako przedstawicielka KO w Prezydium Sejmu wstrzymała się od głosu. Można się było zastanowić, czy to przejaw rozsądku, czy znowu nikt nie zadbał o instrukcję dla wicemarszałek? Dzień później wszystko się wyjaśniło.

Ekspert: Testowane są podobne obszary lęku. Kierunki i cele fake newsów o koronawirusie

- Możemy się zastanowić, co by się stało, gdyby zagrożeniem był nie wirus, ale widzialny wróg, próba obcej ingerencji. W tej chwili testowane są...

zobacz więcej

Jeszcze przed wtorkowym posiedzeniem Prezydium Sejmu Borys Budka, przewodniczący PO, mówił: – Nie ma takiej możliwości, by bez zmiany prawa Sejm obradował w sposób zdalny. Przekonywał wraz z kandydatką KO na prezydenta, że nowe rozwiązania regulaminowe mogłyby mieć miejsce tylko wtedy, gdyby zgodnie z konstytucją wprowadzono stan nadzwyczajny.

Sama kandydatka krytykowała marszałek Elżbietę Witek, która, jej zdaniem, postanowiła złamać regulamin Sejmu. - Trudno pracować wiedząc, że to, co przygotowujemy jest niezgodne z zasadami, które powinny w polskim Sejmie obowiązywać.

A jednak Małgorzata Kidawa-Błońska, jako przedstawicielka KO w Prezydium Sejmu, postanowiła się wstrzymać od głosu. Nie wiadomo, czy to presja otoczenia, bo inni reprezentanci swoich ugrupowań w tym momencie byli za czasowymi zmianami w regulaminie. Może przebłysk rozsądku, a może zagubienie człowieka pozostającego bez wsparcia i podpowiedzi doradcy lub mentora.

Pani Kidawie-Błońskiej urwały się inspiratory

„Trzeba się zastanowić, ile potrzeba inspiratorów i ile potrzeba szpitali zastępczych” - rzuciła w medialną przestrzeń Małgorzata Kidawa-Błońska....

zobacz więcej

Zwłaszcza, że poglądy wicemarszałek hartowały się w ogniu dynamicznych zdarzeń od kilku dni. Zdaniem szefa Lewicy, Włodzimierza Czarzastego, jeszcze niedawno Małgorzata Kidawa-Błońska była zdecydowaną zwolenniczką zdalnego głosowania. Z tego samego źródła wiadomo, że podczas dyskusji wtorkowego Prezydium Sejmu nie stawała gorliwie w obronie sejmowego regulaminu.

Myśli i poglądy kandydatki KO na prezydenta potrafią zresztą galopować dużo szybciej. Nie potrzeba na to dni. Nie dalej jak we wtorek, pytana przez reportera portalu tvp.info, czy pochwala postawę Stanisława Karczewskiego, wicemarszałka Senatu, który jako lekarz postanowił pomóc szpitalowi w Nowym Mieście nad Pilicą, zwanemu „polskim Wuhanem” ze względu na liczbę zakażeń. Wicemarszałek najpierw sugerowała, że to jest po prostu jego obowiązek, bo w końcu wszyscy lekarze składali przysięgę. Jednak spytana w tym kontekście o innych lekarzy, Tomasza Grodzkiego czy posłankę Ewę Kopacz, po prostu wstrzymała się od głosu, szybko odchodząc od mikrofonu.

Kidawa-Błońska nie przerywa kampanii. Kolejna odprawa z samorządowcami związanymi z PO

Kandydatka Koalicji Obywatelskiej w piątek zorganizowała piątą już wideokonferencję z udziałem samorządowców związanych z Platformą Obywatelską....

zobacz więcej

Nikt jej na czas nie podpowiedział, nikt nie przygotował. Znowu ktoś ją wystawił. Obserwując Małgorzatę Kidawę-Bońską, ma się wrażenie, że od początku jej to robią. Najpierw znienacka wystawiają ją w wyborach z gwarancjami, że będzie to wreszcie prezydent(ka) niezależny(na) od jakichkolwiek podszeptów i instrukcji, a potem zostawiają samą wśród obcych lub przed mikrofonem.

W środę w KO naprawili swój błąd i ich przedstawicielka przyszła już na kolejne Prezydium Sejmu przygotowana. Była zdecydowanie przeciw zdalnemu posiedzeniu. Posłowie i cała obsługa izby niższej będą musieli podjąć ryzyko i przyjść osobiście na obrady z szacunku dla regulaminu Sejmu.

Jednak kandydatka KO może poczuć się na tyle sfrustrowana, by wypowiedzieć kwestię znaną z filmu „Poszukiwany, poszukiwana” Stanisława Barei. Przełożonego głównej bohaterki Marysi, który był z zawodu dyrektorem, przerosła sława rewolucyjnego wizjonera architektury miejskiej. W rzeczywistości bowiem autorką proponowanych zmian była właśnie Marysia.

Dyrektor wygarnął więc swojej podwładnej: - Tyle lat siedziałem spokojnie. Nikt się mnie nie czepiał. Nigdzie się nie mieszałem. Ja znam takich, co mieli koncepcje i teraz tych koncepcji nie mają. (...) Ja mogę przemawiać, owszem, ogólnie. Ja mogę naświetlić sytuację międzynarodową. Ale w tym szczegółach Marysia to wszystko musi wyjaśnić. I Marysia będzie przy tym wywiadzie takim tym, pomocnikiem od tych naukowych historii.

Małgorzacie Kidawie-Błońskiej wyraźnie brakuje takiej „Marysi”.

źródło:
Zobacz więcej