RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Republika kokainowa

Alvaro Uribe nie ma sobie nic do zarzucenia (fot. Wiki 3.0/José Cruz/ABr)

„Plata o plomo” – srebro albo ołów. To ponure hasło jest ulubioną przepustką karteli narkotykowych do korumpowania funkcjonariuszy i urzędników państwowych. Skala wpływu tych grup na funkcjonowanie krajów Ameryki Łacińskiej wciąż nie została w całości poznana. Co rusz na światło dzienne wychodzą nowe szokujące fakty. Właśnie wypłynęło, że organizacja Joaquina „El Chapo” Guzmana najpewniej miała w kieszeni nawet prezydenta Kolumbii Alvara Uribego.

Korupcja, narkotyki, chaos. Prezydent nie zamierza ustępować

Przemyt narkotyków i pranie brudnych pieniędzy niekoniecznie muszą być domeną typów spod ciemnej gwiazdy. Takie dodatkowe źródła dochodu potrafią...

zobacz więcej

W czasach najlepszej prosperity na przełomie lat 80. i 90. ubiegłego wieku Pablo Escobar szmuglował z Kolumbii nawet 80 ton kokainy miesięcznie, głównie do USA. Wręcz zmonopolizował on rynek tego narkotyku na świecie. Zawsze istniało jednak wąskie gardło – transport. Znaczną część koki przewożono samolotami startującymi z małych lotnisk w buszu. To ograniczało możliwości Kartelu z Medellin.

Gdy Escobar zginął w 1993 roku w policyjnej zasadzce, kolejnemu potentatowi – Kartelowi z Cali – nie udało się rozwiązać tego problemu w dostateczny sposób. Przemyt kokainy z Kolumbii zoptymalizował dopiero „El Chapo” w połowie pierwszej dekady tego wieku.

Guzman znalazł proste i na swój sposób zgrabne rozwiązanie. Zamiast chować się po lasach, można przecież szmuglować duże ilości kokainy z jednego z największych lotnisk w regionie. „Grubasek” wiedzący, że zamiłowanie Amerykanów do kokainy jest dla niego żyłą złota, upatrzył sobie międzynarodowe lotnisko El Dorado w stolicy Kolumbii Bogocie.

Plecy

Upychanie narkotyku w tyłkach podstawionych ludzi albo w lukach bagażowych samolotów pasażerskich jest zawsze dobrym rozwiązaniem, lecz na małą skalę, tymczasem Guzman miał rozmach. Przez około 2,5 roku przemytem dla Kartelu z Medellin zajmował się nieistniejący już przewoźnik Air Cargo Lines. Oczywiście sprawa wymagała precyzyjnych przygotowań, przede wszystkim zorganizowania „pleców”.

Richard Maok, były detektyw służący w kolumbijskiej policji skarbowej La Fiscalia ujawnił, że do współpracy „El Chapo” przekonał ówczesnego prezydenta Uribego, jednego z senatorów, przedstawicieli lotniska, prawicowe organizacje paramilitarne (ich istnienie jest efektem trwającej przeszło pół wieku wojny domowej w Kolumbii, która kosztowała życie około 200 tysięcy osób – przyp. red.) oraz agenta ICE, amerykańskiego federalnego Urzędu Imigracyjnego i Egzekwowania Ceł, który działał w ambasadzie USA w Bogocie.

Wojna o narkotunele

Wyrok dożywocia i odsiadka w więzieniu supermax Joaquina „El Chapo” Guzmana to ogromny sukces w walce z narkotykami. Być może największy od...

zobacz więcej

Łatwo wymyślić historyjkę, że oto taki a taki polityk dał się skorumpować, że kartele łożyły na jego kampanię wyborczą, a dzieci chodziły do prywatnych szkół za pieniądze pochodzące z handlu narkotykami. Tym łatwiej, jeżeli się samemu ukrywa gdzieś w bezpiecznym miejscu – zrobić smród, napisać książkę i się odkuć. W przypadku Maoka sprawa przedstawia się nieco inaczej, biorąc pod uwagę jego wcześniejsze dokonania w zwalczaniu narkobiznesu. To dodaje wiarygodności jego opowieści.

W 2002 roku Maok ujawnił związki między Zjednoczonymi Siłami Samoobrony Kolumbii (AUC), skrajnie prawicową paramilitarną bojówką zajmującą się przemytem narkotyków, wojskowymi oraz prawicowymi politykami. Historia opisana przez amerykański dziennik „New York Times” doprowadziła do wielu zatrzymań wśród politycznej i wojskowej elity Kolumbii. Samemu detektywowi przyniosła groźby śmierci, a biorąc pod uwagę, że w tym kraju groźby nader często się spełniają, zdecydował się na ucieczkę z kraju. Otrzymał azyl w Kanadzie.

Azyl

Azyl azylem, ale Maok nie zrezygnował z obnażania polityczno-przestępczych powiązań w opuszczonej ojczyźnie. Prowadzi blog, w którym nie ukrywa swojego stosunku do Uribego, wciąż pozostającego jednym z najpotężniejszych polityków w Kolumbii. Posługuje się wymownym hasztagiem #ElFinalDeUribe, czyli koniec Uribego.

Detektyw pochwalił się, że kilka tygodni temu skontaktował się z nim były szef bezpieczeństwa Air Cargo Lines, który po potwierdzeniu tożsamości ujawnił sposób działania przewoźnika jeżeli chodzi o przemyt kokainy. Informator przekazał, że w proceder był zaangażowany Uribe i to w czasie sprawowania przez niego urzędu prezydenta.

Co ciekawe, nie są to pierwsze głosy wskazujące na powiązania Uribego ze zorganizowaną przestępczością. W zasadzie dziwne byłoby gdyby takich powiązań nie miał. Urodził się w jednej ze stolic światowego narkobiznesu – w Medellin, mieście które „rozsławił” Escobar. Było to centrum działań „El Patrona” i jego kartelu, w swoim czasie najpotężniejszej organizacji przestępczej na świecie. Miasto jest tak mocno związane z narkotykami, że ukuto nawet powiedzenie „naćpany jak mucha z Medellin”.

Joaquin „El Chapo” Guzman miał skorumpować również prezydenta Kolumbii (fot. DEA)

Kartele przejmują rządy w Meksyku

Krwawa wojna domowa w Meksyku cały czas przybiera na sile. Mimo zapowiedzi kolejnych prezydentów o zajęciu się problemem, sytuacja pogarsza się z...

zobacz więcej

Uribe ukończył w 1977 roku tamtejszy uniwersytet, a potem piął się wyjątkowo szybko po drabinie urzędniczej kariery. Był więc szefem Biura Zamówień Publicznych w Medellin (wybitnie korupcjogenne stanowisko), potem działał w urzędach centralnych. W 1982 roku, mając wówczas zaledwie 30 lat, został prezydentem rodzinnego miasta. Następnie był senatorem, po czym w 2002 roku wybrano go na urząd prezydenta Kolumbii, a cztery lata później jako pierwszy przywódca tego kraju od przeszło stu lat uzyskał reelekcję.

Masakry

Jako konserwatywny polityk zwalczał głównie lewicową partyzantkę FARC, korzystając przy tym z pomocy prawicowych ugrupowań paramilitarnych. Działające w imieniu Uribego bojówki nie wzbraniały się przed dokonywaniem masakr, zamachów i zabójstw. Akurat w tym przypadku prezydenta nie należy szczególnie obwiniać, gdyż taka była natura tego krwawego konfliktu, który na zawsze podzielił Kolumbię. Cudem byłoby gdyby zdołał ograniczyć przemoc.

Wcześnie zaczęły się pojawiać dowody na współpracę Uribego z Kartelem z Medellin. W 2004 roku na podstawie amerykańskiej ustawy o wolności dostępu do informacji opublikowano materiały wywiadowcze pochodzące już z 1991 roku, wskazujące na takie powiązania. W dokumencie „Czołowi kolumbijscy przemytnicy narkotyków”, który zawierał także listę ich współpracowników opisano między innymi Escobara. Był on więc „najważniejszym szefem Kartelu z Medellin; zaczął karierę jako zabójca, a obecnie kieruje największą międzynarodową organizacją przestępczą na świecie”.

Poniżej na tej samej stronie przedstawiono sylwetkę przyszłego prezydenta Kolumbii, wówczas gubernatora Departamentu Antioquia, którego stolicą jest Medellin. „Alvaro Uribe Velez – kolumbijski polityk i senator mający odpowiadać za współpracę Kartelu z Medellin w wyższymi kręgami rządowymi. Uribe jest powiązany z organizacjami zaangażowanymi w przestępstwa narkotykowe w USA. Jego ojciec został zamordowany w Kolumbii za swoje powiązania z przemytnikami narkotyków. Uribe pracował dla Kartelu z Medellin i jest bliskim przyjacielem Pabla Escobara Gavirii”.

Tego typu materiały nie przeszkodziły Uribemu w dalszej karierze, ani nawet bliskiej współpracy ze Stanami Zjednoczonymi. Jak można wyjaśnić ten pozorny konflikt interesów? Oczywiście wszystko rozbija się o politykę. Gdy Uribe pełnił funkcję prezydenta w latach 2002-2010 był potrzebny Waszyngtonowi. Został zagorzałym sojusznikiem Amerykanów w wojnie z narkobiznesem oraz w zwalczaniu lewicowych bojówek. Dodatkowo bycie chwalonym sojusznikiem USA dawało mu pewien dodatkowy immunitet w ojczyźnie. Ciekawy układ.

Trzy ofiary starć z policją w Kolumbii. Prezydent wprowadził godzinę policyjną w stolicy

Trzy osoby straciły życie, a 151 odniosło rany i obrażenia podczas czwartkowych demonstracji w Bogocie i w całej Kolumbii przeciwko polityce...

zobacz więcej

Sukinsyn

Nasuwa się oczywiste skojarzenie z pobłażliwością Waszyngtonu względem ultraprawicowego dyktatora Nikaragui Anastasio Somozy Garcii. „Somoza może jest sukinsynem, ale to nasz sukinsyn” – powiedział o jednym z największych zbrodniarzy w Ameryce Łacińskiej prezydent USA Franklin Delano Roosevelt. Uribe współpracujący z Escobarem i wspierający bojówki mordujące wieśniaków czy przemycające narkotyki może i jest sukinsynem, ale to „nasz” sukinsyn.

Tymczasem teczki Departamentu Stanu puchły. W 2018 roku opublikowano notatkę pochodzącą z 1993 roku, w której informowano, że kampanie Uribego we wcześniejszych etapach jego kariery politycznej były finansowane przez organizację Escobara. On sam – wskazano – miał zacząć obawiać się o swoje życie, ponieważ nie zdołał wyrządzić odpowiednich przysług politycznych „swoim mentorom z Kartelu z Medellin”.

Było to w czasie, kiedy Escobar uciekł z więzienia, żeby uniknąć ekstradycji do USA. Uribe podjął się mediacji między ukrywającym się szefem kartelu (widać mu ufano) a amerykańską ambasadą. Rozmawiał z żoną Escobara, żeby wpłynęła na męża, by ten się poddał. W notatce wskazano, że gdy Uribe spotkał się potem z amerykańskim dyplomatą „stale krążył po małym biurze i był wyraźnie poruszony”, ale „nalegał, aby nie było dialogu z Escobarem na temat ustępstw ze strony rządu, których domagał boss”. – Jeśli o mnie chodzi, Escobar ma trzy wyjścia – bezwarunkowe poddanie się, schwytanie lub śmierć”.

„El Patron” zginął w zasadzce policyjnej w Medellin w grudniu 1993 roku. Później Uribe odrzucał zarzuty, że współpracował z królem kokainy. Przekonywał, że to „fake newsy”. Przekonywać może, faktem jednak jest, że stał się przedmiotem wielu dochodzeń. Sąd Najwyższy bada sprawę próby przekupywania i manipulowania świadkami, którzy dowodzili, że Uribe – obecnie ponownie senator – jest odpowiedzialny za wzrost liczby zabójstw politycznych. Sprawa dotyczy masakry 15 wieśniaków dokonanej w 1997 roku, w czasie gdy był gubernatorem Departamentu Antioquia.

Prowadzonych jest również 276 innych dochodzeń przeciwko Uribemu. Ich zakres jest duży – od przekrętów przy przetargach na zamówienia publiczne przez defraudowanie międzynarodowej pomocy humanitarnej po podsłuchiwanie opozycyjnych polityków a także sędziów i dziennikarzy. Także i w tym przypadku polityk naturalnie twierdzi, że jest Bogu ducha winny. Zemsta politycznych oponentów i tak dalej.

„El Mencho” znaczy śmierć. Meksyk w odmętach wojny domowej

Ciała rozpuszczane w kwasie, zwłoki wywieszane na wiaduktach z wiadomościami od karteli, głowy poniewierające się po ulicach, brutalne morderstwa...

zobacz więcej

Z oskarżeń o oszustwa Uribe może jeszcze się wymigać, zwłaszcza, że ma możnego protektora w postaci obecnego prezydenta Ivana Duque Marqueza. Afera Odebrecht, która wstrząsnęła Ameryką Łacińską dowodzi, że nawet z poważnymi zarzutami korupcyjnymi można normalnie funkcjonować w polityce. Prezydent Nikaragui Daniel Ortega trwa mimo oskarżeń o pedofilię. Narkotyki jednak, współpraca z kartelami z Medellin czy Sinaloa to już zupełnie inny ciężar gatunkowy.

Potwierdzenie

Tym bardziej, że pojawiają się głosy potwierdzające słowa informatora Maoka. Dziennikarz Gonzalo Guillen z magazynu „La Nueva Prensa” ocenił, że „związki między »El Chapo« a Uribem są niewątpliwe”. Wskazał, że przeprowadził wywiad z jednym z pilotów Guzmana, który przyznał, że przemytniczy proceder trwał w najlepsze.

Pilot ujawnił, że amerykańska federalna agencja antynarkotykowa (DEA) przechwyciła przynajmniej jeden samolot Kartelu z Sinaloa lecący do Bogoty. Boeing 707 miał na pokładzie gotówkę, zaś lecąc w powrotną stronę do Meksyku miał zabrać „wiele ton kokainy”. Po przechwyceniu maszyna została zezłomowana.

Nie są tajemnicą związki rodzinne między Uribem a Guzmanem, który odsiaduje obecnie wyrok dożywocia z więzieniu typu supermax w amerykańskim stanie Kolorado. Brat senatora, zmarły już Jaime, ożenił się z Dolly, siostrą Alexa Cifuentesa, oficera organizacji „El Chapo” odpowiedzialnego za Kolumbię, i miał z nią dwójkę dzieci. Cifuentes i wdowa Dolly zostali już poddani ekstradycji do USA pod zarzutem przemytu narkotyków. Drugi brat polityka też nie lepszy, został oskarżony przez Prokuratora Generalnego o kierowanie szwadronami śmierci podczas „czystek społecznych” w latach 90.

Oczywiście trudno, żeby Uribe odpowiadał za wybory życiowe swoich braci. Nie można też dowieść, że rzucił jednego z braci w ramiona siostry członka Kartelu z Sinaloa, a drugiego zmuszał czy zachęcał do mordowania wieśniaków. Domniemana wina byłego prezydenta może jednak wynikać pośrednio ze słów, które padły w procesie Guzmana przed nowojorskim sądem.

Łapówka

Jeden ze świadków zeznał, że na liście płac bossa był ówczesny prezydent Meksyku Enrique Pena Nieto. Miał on sam szukać przychylności barona narkotykowego i przyjąć łapówkę w wysokości 100 milionów dolarów, choć miał domagać się nawet 250 milionów. Doszło do tego – mówił świadek – w październiku 2012 roku, a więc już po wyborze Nieto na prezydenta, choć jeszcze przed zaprzysiężeniem.

Kokaina to główny produkt eksportowy Kolumbii (fot. Wiki/cc)

Atak na akademię wojskową. Jest wiele ofiar

21 zginęło, a co najmniej 68 zostały ranne w wyniku eksplozji bomby na terenie akademii policyjnej w stolicy Kolumbii, Bogocie – oświadczyło...

zobacz więcej

Warto przyjrzeć się temu świadkowi, bo to nie jest ktoś, kto coś gdzieś usłyszał, ktoś mu powiedział, uznał, że może tak było. Zeznanie złożyła „prawa ręka” Guzmana, sam Alex Cifuentes. Opowiadał również o układach w samej Kolumbii. Otóż – zeznał – Kartel z Sinaloa przekupił oficerów kolumbijskich sił powietrznych, za co otrzymał informacje na temat strategicznych instalacji militarnych oraz tras przelotów samolotów wojskowych. Ujawnił również, że przekupiony został generał Oscar Naranjo, szef policji za kadencji Uribego. Wszystko się układa w jedną całość.

Informator detektywa Maoka opowiedział natomiast, że w latach 2006-07 z lotniska El Dorado w Bogocie samolot Air Cargo Lines wywoził 10 ton kokainy. Za transport odpowiadał „El Mono Vides” z grupy przemytniczej Los Paisas, były członek AUC (zastrzelony przez policję w październiku 2010 roku – przyp. red.). Uribe, którego przemytnicy nazywali „Gobierno” (rząd), miał być odpowiedzialny za ustanowienie bezpiecznych szlaków przerzutowych oraz zlecenie budowy specjalnego hangaru na lotnisku, który miał być do wyłącznej dyspozycji Kartelu z Sinaloa i jego współpracowników.

– Uribe odpowiada za Aerocivil (urząd nadzorujący lotnictwo cywilne – przyp. red.), który zbudował magazyn blisko pasa startowego. Tam trzymano kokainę – wyjaśnił były detektyw La Fiscalia na swoim koncie w serwisie YouTube. Wskazał, że narkotyki pochodziły głównie z regionu Antioquia, a więc matecznika byłego prezydenta. Ich dostarczaniem zajmowały się skrajnie prawicowe bojówki.

Szmaragd

Z Bogoty kokaina leciała do Meksyku na pokładzie czterosilnikowego samolotu transportowego DC-8. W przeciwną stronę „El Chapo” wysyłał pieniądze oraz biżuterię, również – ujawniał informator – dla samego prezydenta. Szef bezpieczeństwa Air Cargo Lines opowiedział, że osobiście wręczył Uribemu szmaragd w pałacu prezydenckim. Łącznie – ocenia – przekazał przywódcy ponad milion dolarów w gotówce.

Informator opowiedział więcej interesujących rzeczy. Wskazał, że przywódca jednej z bojówek paramilitarnych za dostarczenie do Bogoty kokainy miał otrzymać dostawę pistoletów kaliber 5,7 mm, nazywanych „zabójcami glin”, gdyż ich pociski bez trudu przebijają kamizelki kuloodporne funkcjonariuszy.

Koniec półwiecznej wojny domowej w Kolumbii. Rząd i FARC ogłosiły zawarcie pokoju

Rząd Kolumbii i lewicowi rebelianci z Rewolucyjnych Sił Zbrojnych Kolumbii (FARC) ogłosili oficjalnie zawarcie układu pokojowego. Porozumienie ma...

zobacz więcej

Częstym gościem na lotnisku El Dorado miał być między innymi także syn „El Chapo” Jesus Guzman, który – przekonywał informator – gdy wjeżdżał do Kolumbii nie musiał przechodzić żadnej odprawy paszportowej czy celnej. Guzman junior doglądał na miejscu transportów kokainy. Własnych ludzi na kontrole przysyłał również Ismael Zambada Garcia „El Mayo”, współzałożyciel Kartelu z Sinaloa i kierujący nim po skazaniu Guzmana.

Jedną z ciekawszych osób zaangażowanych w proceder miał być też agent ICE służący w amerykańskiej ambasadzie w Bogocie. Otrzymał on od przestępców pseudonim „Abastos” (dostawy). – W 2006 roku współpracowałem z „Abastosem”, który przyjął mnie w ambasadzie. Opowiedziałem mu o wszystkich nielegalnych działaniach Raula Jimeneza Villamila (ówczesnego prezesa Air Cargo Lines odsiadującego obecnie wyrok w Hiszpanii za przemyt dwóch ton kokainy do tego kraju – przyp. red.) – opowiedział informator.

Przykrywka

Ku zdziwieniu dyrektora Air Cargo Lines, agent wiedział już o transportach narkotyków wychodzących z lotniska, a mimo to nic nie robił z tą wiedzą. Oczywiście zdarza się, iż agenci pracują pod przykrywką w kartelu – to bardzo niebezpieczna, choć naturalna praktyka – ale zwykle prowadzi to do jakichś zatrzymań, tymczasem tony kokainy dalej w najlepsze latały z Kolumbii do Meksyku.

Proceder przemytu przy użyciu Air Cargo Lines został w końcu ukrócony, a sama linia – jak wspomniano – zlikwidowana. Nie odbyło się to jednak dzięki zabiegom służb kolumbijskich czy amerykańskich, a – można odnieść wrażenie – wbrew nim. Zdecydowała kradzież. Zdarzyło się, że w Meksyku zginęła tona kokainy przywieziona z Bogoty. Na lotnisku stawili się sicarios i uprowadzili właściciela linii. Miesiąc później do siedziby przewoźnika dostarczono film z nagranym bezgłowym ciałem domniemanego złodzieja.

Oczywiście nie oznacza to, że Kartel z Sinaloa odpuścił ten intratny rynek. Przemyt odbywa się w najlepsze, tylko „El Mayo” i synowie Guzmana zmienili sposób działania – obecnie mają bezpośredni dostęp do wszystkich procesów produkcji i przemytu kokainy w Kolumbii. Zrobili to bezpośrednio współpracując z producentami, gangami i bojówkami paramilitarnymi. Nie byłoby to oczywiście możliwe bez kontaktów z urzędnikami i politykami, ale kartel umie zdobywać ich przychylność.

Połowa światowej produkcji kokainy odbywa się w Kolumbii. To przemysł dający zatrudnienie setkom tysięcy osób w tym kraju. Przestępczy proceder dałoby się ukrócić dając tym ludziom inne zajęcie. Jest też drugie możliwe rozwiązanie problemu, równie utopijne. Wystarczy, że ludzie przestaną zażywać narkotyki. Oczywiście nie ma najmniejszych szans, żeby tak się stało. Nawet gdyby nie było skorumpowanego prezydenta Alvara Uribego czy Kartelu z Sinaloa, szybko kto inny zająłby się produkcją i przemytem kokainy.

źródło:
Zobacz więcej