Raport

Epidemia koronawirusa

Bruksela jednak odpuści Polsce. Chodzi o fundusze i praworządność

W czwartek rozmowy o budżecie UE (fot. REUTERS/Piroschka Van de Wouw)

O wiele trudniej będzie zabrać Polsce unijne fundusze. Pozostaje propozycja „pieniądze za praworządność”, ale w łagodniejszej formie. Wszystko przez problemy polityczne i prawne – pisze „Rzeczpospolita”.

Polska otrzyma z UE 2 mld euro. „To kropla w morzu potrzeb”

Z kwoty 7,5 mld euro funduszy kierowanych na Just Transition Found (Fundusz Sprawiedliwej Transformacji) do Polski trafić ma 2 mld euro – mówiła w...

zobacz więcej

W Brukseli rozpoczyna się nadzwyczajny szczyt poświęcony budżetowi UE na lata 2021-27. „Stawką są nie tylko dziesiątki miliardów euro dla Polski w funduszach na rozwój gospodarczy i wspieranie rolnictwa, ale też kwestia tego, czy można odbierać pieniądze tym państwom członkowskim, które nie przestrzegają praworządności” – podkreśla gazeta.

Z nieoficjalnych rozmów „Rzeczpospolitej” z dyplomatami i urzędnikami z obu stron sporu o praworządność wynika, że będzie można. Ale dużo trudniej, niż chciały tego początkowo Komisja Europejska i kilka najbardziej zaangażowanych w obronę praworządności państw UE. „W praktyce może to oznaczać, że Polski ten instrument nie dotknie” – twierdzi gazeta.

Przypomina, że w maju 2018 r. Komisja Europejska zaproponowała projekt rozporządzenia, które daje jej możliwość zawnioskowania o zawieszenie wypłat unijnych funduszy dla krajów, w których problemy z systemem sądownictwa powodują zagrożenie dla unijnego budżetu.

„KE od początku wiedziała jednak, że normalny proces decyzyjny, czyli kwalifikowana większość państw członkowskich za przyjęciem ewentualnego wniosku Komisji, może być zbyt słaby. Bo już procedury z artykułu 7 unijnego traktatu, gdy chodziło o polityczne napiętnowanie naszego kraju za łamanie praworządności, pokazały, że można takiej większości dla ukarania Polski czy innych krajów nie uzyskać. Dlatego KE zaproponowała tzw. odwróconą większość, czyli potrzeba większości nie żeby decyzję przyjąć, ale żeby ją odrzucić” – tłumaczy „Rz”.

I dodaje, że w ramach negocjacji budżetowych Charles Michel, przewodniczący Rady Europejskiej, osłabił jednak ten mechanizm, zapisując, że do decyzji potrzebna jest normalna większość kwalifikowana. „Niemcy, Holandia, Szwecja czy Dania krytykują szefa RE i przekonują, że trzeba wrócić do pierwotnej propozycji” – pisze dziennik.

Z nieoficjalnych informacji „Rzeczpospolitej” wynika, że na to nie ma jednak szans. „Wielu państwom nie podoba się bowiem głosowanie odwróconą większością, bo uważają, że to zamach na ich kompetencje. Poza tym Michel słucha prawników. A ci wskazują, że nie można aktem niższego rzędu – rozporządzeniem – zmieniać zapisów prawa pierwotnego, czyli traktatów. A w nich nie ma możliwości takiego karania państw za łamanie praworządności” – czytamy.

źródło:
Zobacz więcej