Raport

#FabrykahejtuPO

Powrót Emiratów z Jemenu

Zapowiedź redukcji emirackiego kontyngentu w Jemenie nastąpiła pod koniec czerwca 2019 roku (fot. Giles Clarke/UNOCHA via Getty Images)

Po niemal pięciu latach od rozpoczęcia wojny przeciwko wspieranym przez Iran Husim w Jemenie Zjednoczone Emiraty Arabskie zaczęły wycofywać swoje siły z tego kraju. Bezsensowny konflikt może jednak jeszcze długo potrwać. Tymczasem Husi zestrzelili saudyjski samolot wojskowy, co pokazuje ich coraz większe zdolności bojowe. A przed południowojemeńskimi separatystami z kraju do Arabii Saudyjskiej znów uciekł premier Jemenu.

Repetowicz: Krwawa farsa w Syrii

Syryjska wojna domowa coraz bardziej przypomina krwawą tragifarsę, w której deklaracje poszczególnych aktorów rozmijają się z ich faktycznymi...

zobacz więcej

Zajdyta wróg, bo szyita

Wojna w Jemenie pozostaje w cieniu wydarzeń w Syrii czy Libii, choć tamtejsza katastrofa humanitarna jest gigantyczna, a zbrodnie wojenne są równie porażające. Ostatnio działo się jednak w tym kraju sporo, a sam konflikt jest coraz bardziej zagmatwany. Zaczął się on w marcu 2015 r., gdy saudyjski następca tronu Mohammad bin Salman postanowił rozpocząć interwencję zbrojną w związku z zajęciem jemeńskiej stolicy Sany przez rebeliantów z Ruchu Ansar Allah, zwanych potocznie Husimi.

Jemeński prezydent Abdrabbuh Mansur al-Hadi zdołał umknąć ze stolicy i schronić się w Adenie, czyli dawnej stolicy Jemenu Południowego. Po kilku dniach zdecydował się jednak kontynuować ucieczkę i poleciał do saudyjskiej stolicy Rijadu, gdzie poprosił o pomoc wojskową. Saudowie bardzo chętnie jej udzielili, gdyż Husi są szyitami i choć należą do innej grupy niż Irańczycy (są zajdytami), to Saudowie uznali ich za wrogów, a także łatwy do zniszczenia cel. Górscy partyzanci biegający w sandałach z kałasznikowami i ręcznymi wyrzutniami kontra najnowocześniejszy sprzęt bojowy wart miliardy dolarów. Nic jednak nie poszło tak jak miało pójść.

Do zorganizowanej przez Saudów koalicji przystąpiły też inne arabskie kraje sunnickie, w tym przede wszystkim Zjednoczone Emiraty Arabskie. Tyle, że szybko okazało się, że cele ZEA są nieco inne niż Arabii Saudyjskiej.

Oman – spokojna wyspa w morzu chaosu

Będąc w Omanie nie zobaczy się brudnych, wygłodniałych dzieci żebrzących, sprzedających gumy do żucia czy chusteczki lub czyszczących buty...

zobacz więcej

W 2017 r., przy emirackim wsparciu, powstała Południowa Rada Przejściowa (STC), dążąca do secesji Adenu i dawnego Jemenu Południowego, istniejącego do 1990 r. Na przestrzeni wieków południe i północ raz było podzielone, innym razem – zjednoczone. Niemniej od pierwszej połowy XVIII w. historia obu części toczyła się odmiennymi torami.

Jemeńczyków z północy i południa różni też i to, że na północy połowę mieszkańców stanowią zajdyccy szyici, podczas gdy na południu mieszkają praktycznie wyłącznie sunnici. Po zjednoczeniu szybko jednak okazało się, że południowojemeńskie elity zostały zmarginalizowane przez sprawującego dyktatorską władzę Alego Abdellaha Saleha. Dlatego w 1994 r. doszło do próby ponownego oddzielenia się. Okazała się ona jednak nieudana.

Dobre i złe Bractwo Muzułmańskie

Ali Abdallah Saleh formalnie był zajdytą, ale wspierała go jednocześnie Arabia Saudyjska. Odpłacał się jej tym, że pozwolił na szerzenie w jemeńskich szkołach koranicznych wahabizmu, czyli panującej w Arabii Saudyjskiej fundamentalistycznej doktryny sunnickiego islamu, całkowicie wrogiej szyitom. To z kolei zapoczątkowało wspieraną przez Iran zajdycką partyzantkę. Ale Saleha nie obalili Husi (choć go później zabili), tylko Bractwo Muzułmańskie działające w Jemenie pod nazwą Partii al-Islah. Do 2011 r., przez prawie 20 lat, była ona koncesjonowaną opozycją w dyktaturze Saleha, ale na fali wydarzeń Arabskiej Wiosny postanowiła skorzystać z okazji i sięgnąć po władzę. Saleh został w końcu zmuszony do rezygnacji w lutym 2012 r., przy czym kluczowe znaczenie miał nacisk Arabii Saudyjskiej.

Wielka gra o Trypolis

Ogłoszona 12 grudnia przez libijskiego marszałka Khalifę Haftara „decydująca bitwa” o Trypolis skłoniła rezydujący tam rząd Fajiza as-Sarradża do...

zobacz więcej

Bractwo Muzułmańskie to organizacja panislamska dążąca do stworzenia państwa islamskiego obejmującego wszystkie tereny muzułmańskie. Zarówno Arabia Saudyjska, jak i Zjednoczone Emiraty Arabskie uznają ją za terrorystyczną, ale Saudowie w Jemenie postanowili zrobić wyjątek i wsparli Hadiego, mimo że pozostawał on pod wpływem Al Islah. Zjednoczone Emiraty Arabskie są jednak znacznie bardziej fundamentalne w kwestii zwalczania Bractwa Muzułmańskiego i było to jednym z powodów wsparcia przez nie południowojemeńskich separatystów. Choć nie głównym. Najważniejsze jest bowiem dla Emiratów kontrolowanie szlaków handlowych biegnących przez Zatokę Adeńską i cieśninę Bab al-Mandab do Morza Czerwonego. Kontrola nad portem w Adenie miała w tym kontekście kluczowe znaczenie.

Aby skomplikować nieco sytuację, w 2016 r., do Jemenu postanowił wrócić Ali Saleh i wierne mu oddziały zawarły początkowo koalicję z Husimi. Ale w grudniu 2017 r. były dyktator postanowił przejść na stronę Saudów, co skończyło się jego śmiercią w trakcie nieudanej próby ucieczki z jemeńskiej stolicy Sany. Jego syn Tarik stoi teraz na czele tzw. Gwardii Republikańskiej wspieranej przez Zjednoczone Emiraty Arabskie.

Emiraty nudzą się wojną na północy, wolą południe

Tymczasem w 2018 r. relacje między Emiratami a formalnie wspieranym również przez nie rządem Hadiego zaczęły się gwałtownie pogarszać. Rząd Hadiego oskarżył ZEA o nielegalne przejecie kontroli nad wyspą Sokotra, a południowojemeńscy separatyści na krótko przejęli kontrolę nad Adenem, do którego zresztą Hadi nie wrócił od czasu swojej ucieczki w 2014 r. Pod wpływem saudyjskich nacisków na Emiraty separatyści się jednak wycofali z miasta. Ale w czerwcu 2019 r. Emiratom znudziła się walka z Husimi i postanowili skoncentrować się na południu. Z całą pewnością przekonywującym argumentem było to, że Husi zaczęli coraz celniej ostrzeliwać pozycje w Arabii Saudyjskiej i ZEA, a także statki przepływające przez Bab al-Mandab.

Wreszcie we wrześniu Husi uderzyli na dwie rafinerie saudyjskiej firmy Aramco i wprost zapowiedzieli, że Emiraty powinny się bać o swoje drapacze chmur.

Zapowiedź redukcji emirackiego kontyngentu w Jemenie nastąpiła pod koniec czerwca 2019 r. i została uzasadniona tym, że Emiraty osiągnęły sukces, bo wyszkoliły 96 tys. żołnierzy jemeńskich. Tyle że były to oddziały związane z separatystyczną STC i w sierpniu 2019 r. ponownie zajęły one Aden. Wyznaczony przez Hadiego na premiera w październiku 2018 r. Main Abdelmalik Said zwiał do Rijadu, a emirackie lotnictwo zaczęło bombardować oddziały rządowe, dla których wsparcia wszak w 2014 r. ZEA przystąpiły do interwencji w Jemenie.

USA w pułapce w Iraku: wycofanie lub wojna

Atak tłumu Irakijczyków na ambasadę USA w Bagdadzie to konsekwencja amerykańskiego nalotu na bazy Haszed Szaabi. Formacja ta, bez względu na jej...

zobacz więcej

Saudowie znów jednak zadziałali i doprowadzili do nowego porozumienia między rządem Hadiego i STC. Ale Abdelmalik dopiero pod koniec listopada 2019 r. zdecydował się wrócić do Adenu i przez kolejne 80 dni nie opuszczał pałacu prezydenckiego. A gdy wreszcie zdecydował się z niego wyjść, to tylko po to, by pojechać prosto na lotnisko i wsiąść tam w samolot do Rijadu. Aden jest bowiem nadal pod kontrolą STC, a to oznacza, że Emiraty rzeczywiście mogły wcielić w życie swój zamiar wycofania się i 9 lutego zorganizowały ogromną fetę z okazji powrotu głównego komponentu swojego kontyngentu w Jemenie. Wszak STC będzie teraz dbać o ich interesie w Adenie, a z Husimi lepiej nie zadzierać, zwłaszcza, że 14 lutego zestrzelili saudyjski samolot Tornado, pokazując w ten sposób, że walcząca z nimi sunnicka koalicja arabska nie może już być pewna swojej podniebnej dominacji.

Zbrodnie wojenne i mała nadzieja na pokój

Saudowie po zestrzeleniu Tornada zażądali od Husich, by przestrzegali praw jenieckich dwóch pilotów, którzy zdołali się katapultować. A dzień później lotnictwo saudyjskie zmasakrowało 31 cywilów jemeńskich, co stanowiło oczywiste pogwałcenie prawa humanitarnego, na które dopiero co Saudowie sami się powoływali. A zaledwie trzy dni wcześniej dowództwo saudyjskiej koalicji zapowiadało wszczęcie procesów przed sądami wojskowymi przeciwko członkom sił zbrojnych koalicji, oskarżonym o zbrodnie wojenne. Nastąpiło to oczywiście pod wpływem coraz silniejszych nacisków międzynarodowych, a żadnych konkretów nie podano.

Wojna w Jemenie kosztowała już życie ponad 100 tys. osób, a ponad 3 mln zmusiła do opuszczenia swoich domów. Od dłuższego czasu nie dochodzi do żadnych przełomów na froncie, a Husi od czasu do czasu najeżdżają na przygraniczne saudyjskie prowincje Nadżran i Dżizanu, które zresztą kiedyś należały do Jemenu, Nie są jednak w stanie utrzymać kontroli nad terenami wojującego z nimi sąsiada. Na południu wzmocniła się za to Al-Kaida. W grudniu 2018 r. w Sztokholmie odbyły się negocjacje między obu stronami. Uzgodniono wówczas tylko wycofanie się sił obu stron z portu w Hudejdzie oraz wymianę jeńców, ale nawet i to nie zostało do końca zrealizowane. Nadzieja na pokój jest więc wciąż niewielka.

źródło:
Zobacz więcej