Raport

Epidemia koronawirusa

Zaślubiny Platformy z morzem

„Jeszcze niedawno wydawało się, że otoczenie Małgorzaty Kidawy-Błońskiej nie ma pomysłu na kampanię” – pisze autor (fot. tt/@M_K_Blonska)

Jeszcze niedawno wydawało się, że otoczenie Małgorzaty Kidawy-Błońskiej nie ma pomysłu na kampanię. Wygląda jednak na to, że już pomysł ten poznaliśmy. Pytanie tylko, dla kogo ostatecznie okaże się to złą wiadomością.

Kidawa-Błońska o prowokacji w Pucku. „Te osoby spotykam na demonstracjach pod sądami”

Była bardzo duża grupa ludzi niezadowolona z działań prezydenta Andrzeja Dudy i protestowali. Jeżeli ludzie się do mnie uśmiechają i podają rękę,...

zobacz więcej

Nie tak dawno do kampanii wicemarszałek Sejmu dołączył prezydent Warszawy, Rafał Trzaskowski. Niektórzy nie kryli zdziwienia, że mając tyle rozgrzebanych spraw w warszawskim ratuszu, Trzaskowski znajdzie jeszcze czas dla kandydatki Platformy na prezydenta Polski. Na pewno organizatorzy jego kampanii znaleźli jednak kilka minut na podzielenie się swoim know-how, odnieść można bowiem wrażenie, że oglądamy powtórkę sprzed półtora roku. Wtedy to na cieszących się sporym zainteresowaniem spotkaniach Patryka Jakiego z wyborcami zaczęły pojawiać się ciągle te same osoby, wykazujące się wobec innych uczestników agresją, nie tylko zresztą werbalną.

Nie spotkało się to wówczas z żadną reakcją, nie licząc medialnego oburzenia, oczywiście tylko tych mediów i internautów, którzy sympatyzowali z atakowanym kandydatem. Do pewnego momentu można było widzieć w tym strategię polityczną. Niektórzy uważali, że połączenie mówiącego gładko, elitarnego i intelektualnego Trzaskowskiego z nienawistnymi, agresywnymi rozbijaczami spotkań wyborczych negatywnie wpłynie na jego wynik. Pokazywano więc jedynie kolejne napaści, choćby uderzenie starszego człowieka przez szczególnie konfliktową przedstawicielkę wyborców Platformy. Jednak nawet wtedy, gdy były ku temu podstawy, nie poszły za tym żadne kroki – ani prewencyjne, ani prawne. W efekcie, gdy podczas kolejnej imprezy ta sama osoba została zaatakowana, już inne media mogły przedstawić ją jako Bogu ducha winną sympatyczkę opozycji, uderzoną przez brutalną przedstawicielkę władzy państwowej. I choć ta została natychmiast usunięta ze stanowiska, w świat poszedł jednowymiarowy, pozbawiony całego kontekstu, obraz wydarzenia. Między dwiema agresorkami w przekazach medialnych nie było żadnej symetrii.

Kidawa-Błońska wiele razy krytykowała mowę nienawiści. „Za nic ma swoje słowa” [WIDEO]

Małgorzata Kidawa-Błońska należała do grupy polityków KO, którzy podpisali się pod paktem przeciwko nienawiści. Wielokrotnie krytykowała też mowę...

zobacz więcej

Dziś prawica przypomina zdjęcie pani, znanej jako „Ruda z KOD”, z Małgorzatą Kidawą-Błońską, zestawiając je najczęściej z jej wpisem, w którym życzy fizycznego cierpienia Jarosławowi Kaczyńskiemu. W tym samym czasie szef Nowoczesnej Adam Szłapka również przywołuje naszą anty-bohaterkę, lecz już jako ofiarę reżimowej agresji. Mamy więc odwracanie sytuacji niczym ogonem kota z najnowszego spotu Platformy. Spot ten to czarno-biały filmik przedstawiający PiS i jej liderów jako siłę agresywną, wzywającą do przemocy i usprawiedliwiającą ją. Jest to więc jawne nawiązanie do starych kampanijnych metod Platformy, najmocniej eksploatowanych w ostatniej zwycięskiej dla tej partii kampanii z 2011 roku, kiedy przedstawiła ona materiał zatytułowany „Oni pójdą na wybory, a Ty?”.

W nowej reklamie na ofiarę hejtu kreuje się Bronisława Komorowskiego. To typowe „łapaj złodzieja” w wykonaniu przyłapanego na kłamstwie. Materiał oglądamy bowiem tuż po tym, gdy Małgorzata Kidawa-Błońska w swej kampanii personalnie doceniła administratora „Soku z Buraka”, czyli strony, która na swoim koncie ma liczne wezwania do internetowego linczu na politykach Prawa i Sprawiedliwości, a także ordynarne fake newsy, takie jak memy zawierające oskarżenia aktywnych w PiS kobiet o dokonanie aborcji. I tuż po tym, kiedy ta sama kandydatka bratała się po uroczystościach z okazji 100-lecia zaślubin Polski z morzem z osobami, które z Warszawy przyjechały tam zakłócać wystąpienie Andrzeja Dudy, również za pomocą słów powszechnie uznawanych za obelżywe. I tu wracamy do narracji opozycyjnych i medialnych.

Kidawa-Błońska o ujawnieniu materiałów CBA ws. Kwaśniewskich: Obrzydliwy spektakl

Ujawnienie przez CBA materiałów ze śledztwa ws. Aleksandra i Jolanty Kwaśniewskich to obrzydliwy spektakl – uważa kandydatka PO na prezydenta...

zobacz więcej

Wyzwiska to krytyka, a przywiezieni z Warszawy weterani protestów to wkurzeni na prezydenta „Pomorzanie” czy „mieszkańcy Pucka”. Jak możemy pamiętać (ale czy pamiętamy?) w warszawskiej kampanii nagłośnienie faktu, że na spotkaniach Jakiego awantury ciągle szukają te same, zaznajomione dobrze z politykami PO, osoby, nie wpłynęło w żaden sposób na wyniki. Jaki przegrał, Trzaskowski wygrał już w pierwszej turze, a nikt z zadymiarzy nie poniósł najmniejszej odpowiedzialności. Łamiąca konstytucję i depcząca prawa człowieka pisowska dyktatura okazała się wyjątkowo mało opresyjna. I być może nawet należałoby uznać, że wszystko jest ok, gdyby nie fakt przekraczania, również wobec osób postronnych, granic fizycznej agresji.

Przy odwracaniu ról w propagandowym przekazie pojawia się znów manipulacja w postaci zapisywania wszystkich przeciwników do jednego ugrupowania. W 2011 roku do PiS przyklejono na siłę wszystkich kibiców obrażonych na kreującego się wcześniej na jednego z nich Donalda Tuska. Cztery lata później w ten sam sposób potraktowano aktywnych na wiecach Komorowskiego narodowców i czytelników książki Wojciecha Sumlińskiego, zarówno wtedy, jak – tym bardziej – dziś niekoniecznie łączących swoje polityczne plany z partią Jarosława Kaczyńskiego, choć faktycznie głosujący wówczas na Andrzeja Dudę, jeśli nie w pierwszej, to na pewno w drugiej turze. Teraz kiedy poparcie Konfederatów dla Dudy nie jest wcale przesądzone, obrażanie ich sympatyków w spocie głównej konkurentki nie jest najlepszą strategią na pozyskanie głosów tej grupy.

To zresztą najczęściej zapominana przez wszystkich polityków oczywistość, Kidawa-Błońska nie jest tu wyjątkiem. W mitologizacji tamtych wydarzeń politycy PO idą zresztą tak daleko, że uznają je wręcz za pierwszy przypadek publicznego okazywania niezadowolenia prezydentom Polski. I tak, według Sławomira Nitrasa, „(rok 2015) to był początek fatalnej >>tradycji<< publicznego lżenia prezydentów w Polsce”. Jeśli jednak krytykę, jaka spotkała Komorowskiego, uznać za „lżenie”, to co z całą historią Ligi Republikańskiej i jej akcji uprzykrzania życia Aleksandrowi Kwaśniewskiemu, idącej dalej niż drobne ekscesy na wiecach Komorowskiego, lecz wciąż przecież mieszczące się w standardzie, jaki zna cały demokratyczny świat polityki?

Kidawa: Duda jest popularny, bo jest ludyczny. Tańczy, je, bawi się...

Andrzej Duda wcale nie jest tak popularny, „jak gminna wieść niesie” – uważa jego główna kontrkandydatka. – Zależy, kto robi sondaże. A popularny...

zobacz więcej

Platforma przewidziała więc, jak się zdaje, kampanię opartą o schematy sprawdzone w boju, lecz w zupełnie innych od obecnych warunkach. W 2011 roku PO, ubiegając się o przedłużenie mandatu na kolejne cztery lata rządów, występowała z pozycji silniejszego. Opadły już największe emocje wywołane przez katastrofę smoleńską, a Donald Tusk pozostawał najpopularniejszym politykiem w kraju. PiS, osłabione już po Smoleńsku, straciło grupę polityków i sympatyków na rzecz PJN, a niedługo po wyborach doszło do kilkuletniego rozstania z grupą Zbigniewa Ziobry. Dlatego też swoją kampanią negatywną wzmacniała poczucie wyższości własnych zwolenników, uderzając w wyraźnie mniej popularnych konkurentów, co nie powodowało szerszej reakcji społecznej. Podobnie rzecz miała się kilka lat później w Warszawie.

Choć na szczeblu ogólnopolskim zdecydowanie wygrywał PiS mający większość w obu izbach parlamentu, rząd i prezydenta, duże miasta stanowiły bastion opozycji i Warszawa nie była tu wyjątkiem. Patryk Jaki zyskał swą intensywną kampanią wielką, ogólnopolską popularność (którą zdyskontował udanym startem do Parlamentu Europejskiego), lecz nie przełożyło się to na wynik w samej stolicy. Platforma mogła tu pozwolić sobie na ryzykowne zachowania w postaci atakowania wieców konkurencji, ponieważ grała u siebie i dla swojej publiczności. Wybory prezydenckie to jednak zupełnie inna sprawa. Wbrew wysiłkom opozycji Andrzej Duda pozostaje politykiem bardzo popularnym.

Zorkiestrowane ataki z udziałem znanych aktywistów-turystów mają uderzyć właśnie w to wrażenie, jednak osoby, które byłyby adresatem takiego przekazu, mają dostęp do prawdziwej informacji, same też nie zmieniły raczej swojej opinii. Platforma wraz ze swoją kandydatką usiłuje odwołać się do nieistniejących poza własnym elektoratem emocji. Do wyborów zostały niecałe trzy miesiące. Ostatnie dni pokazują, że będzie to walka o wszystko i z użyciem wszelkich metod, a w takich sytuacjach nie można być pewnym niczego. Nie zmienia to faktu, że nowa strategia otoczenia Małgorzaty Kidawy-Błońskiej to recepta na pogłębienie podziałów społecznych, co nie będzie sprzyjać w pozyskiwaniu głosów nieprzekonanych i zmęczonych konfliktami w majowych wyborach.

źródło:
Zobacz więcej