RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Wiceboss stołecznego gangu skazany jak zwykły chuligan: grzywna i zakaz stadionowy

„Wściekły” – brat „Szkatuły” z dwuletnim zakazem stadionowym i grzywną za awanturę podczas meczu Legii Warszawa z Koroną Kielce w 2018 r. – dowiedział się portal tvp.info. Marcin K., znany także jako „Belmondziak”, został skazany przez Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia za wtargnięcie na murawę, uderzenie porządkowego i prowokowanie kibiców z Kielc.

Gangsterzy-kibole odpowiedzą za handel narkotykami

30 osób powiązanych ze środowiskiem pseudokibiców z Warszawy, Elbląga i Szczecina odpowie za handel narkotykami – dowiedział się portal tvp.info. Z...

zobacz więcej

42-letni Marcin K. ps. „Belmondziak” vel „Wściekły”, jest od lat bohaterem kronik kryminalnych i sądowych. Według policji i prokuratury jest numerem dwa w gangu swojego brata przyrodniego Rafała S. ps. „Szkatuła”.

Z ustaleń prokuratury i CBŚP wynika, że w latach 2008-11 gang „Szkatuły” brał udział w przemycie narkotyków na terenie państw Unii Europejskiej, w tym Polski, i wprowadzaniu ich do obrotu. Chodzi o 3,7 tony marihuany, ponad 500 kg amfetaminy, 300 kg kokainy i blisko 250 kg heroiny.

Jako że „Szkatuła” siedzi w więzieniu, a „Belmondziak” cieszy się wolnością, czekając na rozstrzygnięcia w kolejnych procesach, to on zdaniem śledczych jest bossem. Czemu sam zdecydowanie zaprzecza.

Okazało się, że Marcin K. dał się poznać policji i prokuraturze z zupełnie innej strony. Będąc zapalonym kibicem Legii Warszawa (wielu członków jego gangu należy do bojówek tej drużyny), pojawił się 1 grudnia 2018 r. na meczu z Koroną Kielce. Najwyraźniej jednak dał się ponieść emocjom, ponieważ w pewnym momencie miał się wedrzeć na murawę.

Gangster z bojówki Legii zatrzymany z narkotykami

Marcin B. ps. Bina vel „Gruby”, uważany za jednego z „kapitanów” gangu „Szkatuły” i wysoko postawioną postać w bojówce chuliganów Legii Warszawa...

zobacz więcej

Na jego drodze znalazł się porządkowy K. T. „Belmondziak” miał mu zadać trzy ciosy pięścią w głowę. A chwilę potem podbiegł do sektora gości i jak napisano w oficjalnych dokumentach: „prowokował kibiców klubu Korona Kielce do działań zagrażających bezpieczeństwu tej imprezy poprzez wykonywanie przed ich trybuną nieprzyzwoitych gestów”,

Jako że w tumulcie tym brało udział kilka innych osób, osądzenie chuligańskiej akcji zajęło blisko rok. W październiku 2019 r, Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia uznał Marcina K. za winnym wszystkich zarzucanych mu czynów. Decyzją sądu „Belmondziak” ma dwuletni „zakazu wstępu na imprezy masowe obejmujący wszelkie imprezy masowe na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej oraz mecze piłki nożnej rozgrywane przez polską kadrę narodową lub polski klub sportowy poza terytorium Rzeczypospolitej Polskiej”.

Ponadto gangster musi uiścić 3,5 tys. zł grzywny i zapłacić 500 zł zadośćuczynienia pobitemu porządkowemu. Wyrok jest nieprawomocny. Smaczku sprawie dodaje fakt, że zapadł w dniu urodzin Marcina K.

Narkotyki przejęte przez CBŚP (fot. CBŚP)

Depresja gangstera, czyli stomatolog przyprawił sąd o ból zębów

Zatrzymanie przez funkcjonariuszy CBŚ

zobacz więcej

Pęd do wolności i nauki

„Belmondziak” cieszy się wolnością od zimy 2018 r, po tym jak w styczniu Sąd Najwyższy uchylił mu areszt niedługo po tym, jak uznał kasację od wyroku Sądu Apelacyjnego w Warszawie, który skazał gangstera na 13 lat więzienia. Sprawa wróciła do Sąd Okręgowego w Warszawie i toczy się od początku.

Sąd Najwyższy warunkował zwolnienie K. wpłaceniem 150 tys. zł poręczenia majątkowego, co też szybko miało miejsce. Gangster nie może opuszczać kraju i musi się raz na dwa tygodnie meldować na policji.

Co ciekawe, na tym posiedzeniu SN obrońca „Belmondziaka” złożył oświadczenie Prezesa Zarządu Fundacji Kamili Skolimowskiej, potwierdzające gotowość nawiązania współpracy z Marcinem K.

Zdaniem śledczych rozpracowujących gang „Szkatuły”, Marcin K. konsekwentnie dążył do uchylenia ciążących na nim aresztów. Kiedy 11 grudnia 2017 r. usłyszał wyrok trzech lat więzienia za pomoc w próbie uprowadzenia pewnego złodzieja, swój wniosek o uchylenie wspomnianej sankcji motywował „chęcią nauki”.

Kibole chcieli „obalić” świadka koronnego?

Jeden z czołowych kibiców Legii Warszawa miał szukać w więzieniach osoby, która pozwoli zdyskredytować zeznania świadka koronnego Marka H. ps....

zobacz więcej

– Chcę się uczyć. Skończyć jakieś kursy albo liceum – wyjaśniał „Belmondziak”; uchylenie aresztu oznaczało, że może uczyć się zakładzie karnym. Sędzia Andrzej Krasnodębski, znany z surowych wyroków wobec gangsterów, uznał, że ta argumentacja go przekonuje.

Handlarz telefonami

„Belmondziak” został zatrzymany w październiku 2009 r., po ponaddwuletnim ukrywaniu się przed policją. Schwytali go policjanci elitarnej grupy warszawskiego CBŚ, tzw. łowcy głów. To specjalna jednostka pościgowa, której jedynym zadaniem jest polowanie na ukrywających się najgroźniejszych bandziorów. Po niespełna dwóch latach działania, na jej bazie utworzono w centrali CBŚ specjalny wydział pościgowy, nazywany teraz „łowcami cieni”.

Funkcjonariusze znaleźli przy nim i w jego mieszkaniu 72 telefony komórkowe. Przy sobie miał „tylko” 12 aparatów, do najpilniejszych kontaktów. Każdy aparat był używany tylko do kontaktu z jednym konkretnym członkiem gangu. K. nie wiedział, że jego rozmowy były od kilku miesięcy nagrywane, próbował nawet przekonać śledczych, że miał tak dużo aparatów, bo zajmuje się „obwoźnym handlem telefonami”.

Według zeznań skruszonych członków gangu, w grupie obowiązywały bardzo surowe zasady bezpieczeństwa. Telefony, będące na wyposażeniu gangu, były zawsze wymieniane w przypadku zatrzymania jakiegokolwiek członka grupy. Ponadto bez względu na okoliczności telefony były zmieniane średnio co dwa tygodnie.

Marcin K. po zatrzymaniu (fot. policja)

Szkatuła słusznie bał się sędziego Krasnodębskiego. Usłyszał wyrok 15 lat więzienia

Jeden z najgroźniejszych polskich gangsterów Rafał S. ps. „Szkatuła”, usłyszał kolejny wyrok – tym razem 15 lat więzienia za próbę porwania i...

zobacz więcej

Z kolei inny świadek przytaczał wypowiedź Marcina Z. ps. „Misiek” o tym, co się działo na spotkaniu z Marcinem K.: „Belmondziak” jak zwykle miał przy sobie z 50 telefonów tak, że nie miał ich nawet jak w samochodzie poukładać”.

Marcin K. starał się być zawsze bardzo ostrożny. Nawet, gdy rozmawiał przez „bezpieczny”, jak mu się wydawało, telefon, nie używał nazw narkotyków. Tylko cyfr, np. trzy dla X, cztery dla Y. Chodziło o liczbę kilogramów dla konkretnego odbiorcy.

K. nie wiedział jednak, że jego wszystkie rozmowy z najbliższymi współpracownikami są podsłuchiwane przez CBŚ. Co ciekawe, funkcjonariusze inwigilujący dziesiątki bandyckich numerów, przypisali „Wściekłemu” niegodnie brzmiący kryptonim „Gucio 180”.

Potwierdzeniem zaangażowania gangstera w handel narkotykami są także jego nerwowe rozmowy z kompanami, kiedy w sierpniu 2009 r. policja zatrzymała handlarzy narkotykami z Dębicy, którzy właśnie zakupili narkotyki od „Szkatułowych”. W ciągu kilkudniowej akcji wpadło kilku członków bandy.

Na wieść o wsypie, „Wściekły” nakazał kompanom „przemeblowanie mieszkań”, „zmianę dyliżansu” i „wybicie z dokumentów”. Chodziło o usunięcie z mieszkań zakazanych przedmiotów, zmianę samochodu oraz dokumentów.

Jednocześnie K. zachował na tyle zimną krew, że kazał osobie odpowiedzialnej za zajęte narkotyki oddać pieniądze. Z nagranych rozmów wynikało, że wpadka była wynikiem „niezachowania ostrożności”.

W imieniu brata

Przez dwa lata „Belmondziak” miał być według prokuratury oficjalnym liderem grupy. Rafał S. „Szkatuła” ukrywał się wówczas tak skutecznie, że policja podejrzewała nawet, iż został dyskretnie zamordowany.

Kierowany przez niego sojusz większości stołecznych gangów oplótł siecią swych powiązań niemal całą Warszawę. Podporządkował sobie bossów i watażków grup z Pragi, Śródmieścia, Żoliborza i niedobitków dawnej mafii mokotowskiej. Aby ta niecodzienna federacja nie rozbiła się o ambicje poszczególnych liderów, mianował ich swoimi kapitanami. Tylko z nimi utrzymywał bezpośrednie kontakty.

Z zeznań świadków wynika, że „Wściekły”, początkowo był „tylko” jednym z ważniejszych członków gangu swojego brata przyrodniego – Rafała S. ps. „Szkatuła”. Skruszeni przestępcy twierdzą, że K. był łącznikiem między koalicją stołecznych gangów a swym krewniakiem. Według śledczych Marcin K. miał przez swoich ludzi kontrolować zbieranie haraczy w stolicy. Gang „opodatkował” właścicieli lawet i holowników, taksówkarzy z centrum stolicy, lichwiarzy z kasyn i Służewca, handlarzy z bazarów Różyckiego Wolumen, a także kilkadziesiąt agencji towarzyskich i sex-shopów.

Broń gangu (fot. CBŚP)

„Szkatuła” i „Belmondziak” z nowymi zarzutami. Nie odzyskają szybko wolności?

Bracia, Rafał S. ps. Szkatuła i Marcin K. ps. Belmondziak vel Wściekły, szefowie jednego z najgroźniejszych polskich gangów usłyszeli zarzuty...

zobacz więcej

Pieniądze z „punktów” (tak nazywano miejsca, skąd ściągano haracz) w dużej części trafiały na specjalny fundusz gangu, przeznaczony na pomoc dla uwięzionych lub ukrywających się kamratów. Co ciekawe, z notatek gangsterów wynika, że niektórzy ich kompani dostawali pieniądze nawet przez pięć do ośmiu lat pobytu za kratami.

Gangsterzy szybko rozprawiali się z dłużnikami czy handlarzami niepłacącymi haraczu. Opór właścicieli sklepu wędkarskiego i sex-shopu skończyły się „tajemniczym” spaleniem tych pomieszczeń. Równie brutalnie bandyci przejęli haracze od przydrożnych prostytutek, które znajdowały się pod „opieką” gangu markowskiego. Po prostu skatowali kobiety, aby przez kilka dni nie mogły pracować. Bili jednak tak, aby prostytutki zbyt długo się nie leczyły, tylko mogły zarabiać już dla gangu „Szkatuły”.

Królowie stołecznego podziemia kryminalnego

Gang „Szkatuły” jest uważany przez policję za najbardziej niebezpieczną warszawską grupę przestępczą nowego stulecia. W śledztwie przeciwko członkom bandy ustalono m.in., że grupa kontrolowała 90 proc. stołecznych agencji towarzyskich, tirówki pod Wyszkowem i Górą Kalwarią, handel amfetaminą i heroiną oraz haracze.

Od 2008 r. zaczęło się rozbijanie bandy. Do końca 2010 r. ponad 100 najważniejszych członków gangu Rafała S. trafiło za kraty. 28 maja 2012 r. w czasie wielkiej obławy zatrzymano 45 osób, m.in. członków gangu „Szkatuły” i bojówkarzy warszawskiej Legii, zwanych Teddy Boys 95. Z ustaleń prokuratury i Centralnego Biura Śledczego wynika, że brali oni udział w przemycie i rozprowadzaniu w sumie setek kilogramów marihuany, kokainy i heroiny wartej miliony złotych.

Czołową rolę w narkobiznesie odgrywał aresztowany Arkadiusz K. ps. „Chory”, uważany za zastępcę Rafała S. ps. „Szkatuła”. To on miał koordynować współpracę gangu z „Teddy Boysami”.

W 2013 r. policja rozbiła gang Rafała B. ps. „Bukaciak”, uważanego za następcę „Szkatuły”. Na początku grudnia 2013 r. policjanci odkryli w garażu w Konstancinie przestępczy arsenał, zawierający 26 sztuk broni, w tym szturmowe kałasznikowy, skorpiony i pistolety CZ z tłumikami. Arsenał miał należeć wcześniej do grupy „Szkatuły”.

Od września 2013 r. policja i prokuratura zatrzymały blisko 100 osób związanych z tym gangiem.

źródło:
Zobacz więcej