RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Kogo teraz niszczy Schetyna?

Szef PO Grzegorz Schetyna pozostawia za sobą w partii kilka tlących się pożarów (fot. PAP/Maciej Kulczyński)

Grzegorz Schetyna z powiedzenia „Zniszczę cię” znany jest tak długo, że już w 2008 roku Michał Krzymowski kreśląc jego sylwetkę dla tygodnika „Wprost” wspominał, że polityk Platformy słynie z używania tych słów. Czy odchodzący przewodniczący wypowiedział je ostatnio w myślach wobec całej partii, która, nie ukrywajmy, nie obeszła się z nim najlepiej? Po latach konfliktu z Donaldem Tuskiem, Grzegorz Schetyna objął przywództwo w Platformie na początku 2016 roku. Był to dla tej partii wyjątkowo trudny, być może nawet najtrudniejszy czas w całym jej istnieniu.

Schetyna: Siemoniak nigdy nie będzie liderem, to kwestia charakteru [WIDEO]

– Tomasz Siemoniak zawsze był w drugim szeregu, nie miał i nie ma samodzielnej pozycji w polityce – takie zdanie na temat swojego kolegi ma...

zobacz więcej

Nie dość, że partia przegrała wybory prezydenckie, które razem z kandydatem Bronisławem Komorowskim całe jego polityczne zaplecze uważało za wygrane (ba, wygrane już w pierwszej turze!), następnie zaś również wybory parlamentarne, to po kilku miesiącach rządów PiS nie był nawet pewien dalszych losów PO jako opozycji.

W parlamencie coraz pewniej czuła się Nowoczesna, która powstała, o czym łatwo dziś zapomnieć, w opozycji również wobec Platformy. W jej liderze media widziały już przyszłego premiera, zaś sondaże wskazywały, że młodziutka, przynajmniej z nazwy, siła polityczna wygrać może z Prawem i Sprawiedliwością, a już teraz przejęła od partii odchodzącej Ewy Kopacz pozycję najważniejszej siły opozycyjnej. Na ulice wyszedł zaś Komitet Obrony Demokracji, kierowany przez Mateusza Kijowskiego, początkowo, i bardzo długo, cieszącego się wielką i wręcz bezwarunkową sympatią antypisowskich mediów.

Przez pierwsze miesiące swej aktywności to właśnie Kijowski przyznawał miejsca na scenie podczas wieców, więc de facto koncesjonował dotychczas istniejące partie polityczne z pozycji nowego lidera, jak wówczas chciano to widzieć, oddolnego, społecznego ruchu. KOD miał być przecież siłą masową, pospolitym ruszeniem, dla niektórych wręcz nowa „Solidarnością”, więc i w Mateuszu Kijowskim widzieć chciano nowego Lecha Wałęsę.

I choć Kijowskiego zniszczyły alimenty i ogólny brak wiarygodności w kwestiach finansowych, Ryszarda Petru z Nowoczesnej zaś umiłowanie do podróży, gdy Grzegorz Schetyna obejmował przywództwo w Platformie, jej status jako głównej siły opozycyjnej nie był pewny. Stan tej niepewności w różnym natężeniu trwał jeszcze przez wiele miesięcy. Z przywołanych już przyczyn liderzy obu w pewnym stopniu konkurencyjnych, na pewno zaś zagrażających pozycji PO środowisk walkę tę przegrali, w efekcie zaś najpierw straciły one swych przywódców, później zaś samodzielność (Nowoczesna) i znaczenie (KOD).

Czy Schetyna miał wpływ na upadek Kijowskiego, nie sposób stwierdzić, jest natomiast faktem, że to dzięki jego działaniom udało się Platformie całkowicie zmarginalizować i uniesamodzielnić Nowoczesną. Ostatni już chyba akord tego procesu miał miejsce zaledwie kilka dni temu, gdy partia Adama Szłapki (charakterystyczne, że w pierwszej chwili napisać chciałem „partia Katarzyny Lubnauer”, tak bowiem pozbawiona znaczenia jest ostatnia zmiana przywództwa N., że łatwo o niej zapomnieć), pomimo wcześniejszych sygnałów, ostatecznie i bezwarunkowo poparła kandydaturę Małgorzaty Kidawy-Błońskiej na prezydenta. Schetyna, choć już dla siebie, nie swojej partii, wygrał też z Donaldem Tuskiem, któremu najpierw odebrał pomysł na pospolite ruszenie do wyborów europejskich, później zaś, przynajmniej na razie, marzenia o prezydenturze.

„Schetyna powiedział, że Platforma nie ma kasy na kampanię”

Szef PO Grzegorz Schetyna blokuje Małgorzacie Kidawie-Błońskiej pieniądze na kampanię prezydencką; powiedział jej, że na kampanię nie ma kasy, a...

zobacz więcej

By jednak Tuska trzymać z dala od Polski, Schetyna musiał utrzymać Platformę na pozycji najważniejszego ugrupowania opozycyjnego, co się udało, ale też finalnie kosztowało go sympatię mediów i działaczy, narastający bunt we własnej partii, wreszcie niewielkie szanse w wyścigu o przywództwo w kolejnych latach.

Ostatnie dni pokazują jednak, że Grzegorz Schetyna schodzi z pierwszej linii Platformy, zostawiając za sobą, jeśli nie zgliszcza, to na pewno kilka tlących się pożarów. Kolejne przegrane na własne życzenie głosowania w Sejmie okazują się być najmniejszym zmartwieniem nowych, aspirujących liderów.

Od kilku tygodni, głównie za sprawą tygodnika „Wprost”, przebijają się informacje o fundacji założonej przez współpracownika Schetyny, która przy Platformie radziła sobie lepiej od samej partii, w efekcie czego ta może mieć problem z uzyskaniem subwencji z PKW. W roku wyborczym (drugim z rzędu) byłby to nie tyle problem, co katastrofa. Równolegle pojawiają się też plotki, że Schetyna blokuje fundusze na kampanię Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, która wcześniej dość mocno odgryzała się dotychczasowemu przewodniczącemu, któremu zawdzięcza przecież wejście do wyścigu.

Jej otoczenie z rozpoczęciem promocji kandydatki, a nawet powołaniem sztabu, czekać ma na nowego szefa partii. Tymczasem, według sondaży, Kidawa-Błońska, zajmując drugie miejsce, traci do Andrzeja Dudy ponad 20%, co nawet w sytuacji plebiscytu PiS kontra anty-PiS w drugiej turze działa na korzyść urzędującego prezydenta. Trzecie z rzędu przegrane wybory doprowadzą do zakwestionowania przywództwa, tym razem nowego, lecz przecież też w pewnym stopniu odpowiedzialnego za wcześniejsze porażki.

Nie trzeba chyba dopowiadać, że ostatecznie jedynym wygranym będzie wciąż intrygujący i rozgrywający kolegów i koleżanki z tylnego siedzenia Grzegorz Schetyna. Grzegorz „Zniszczę cię Platformo” Schetyna?

źródło:
Zobacz więcej