Zamierzchła historia groźnego wirusa

Z płuc zatopionych 108 lat temu w słoju z formaliną udało się „wydobyć” wirusa odry (fot. Shutterstock/Kaspars Grinvalds)

Z płuc zatopionych 108 lat temu w słoju z formaliną udało się „wydobyć” wirusa odry. Dzięki niemu poznajemy zamierzchłą historię i ewolucję tej najbardziej zakaźnej choroby dziecięcej. Odkrycie tajemnic starożytnej odry zawdzięczamy uczonym z berlińskiego Instytutu im. Roberta Kocha.

Sanepid ostrzega przed udziałem w spotkaniach typu „ospa party”

Część rodziców ulega niezdrowej „modzie” na organizowanie spotkań dla nieszczepionych dzieci, z udziałem dzieci chorych, by celowo je zarazić. GIS...

zobacz więcej

„Historia jest nauczycielką życia” mówi rzymska maksyma. Ze skojarzenia Klio – muzy historii i Asklepiosa, bożka sztuki medycznej, otrzymujemy naukę, która dosłownie może ratować nasze biologiczne życie. Historia medycyny bowiem, zwłaszcza od kiedy ma dostęp do metod analizy kwasów nukleinowych – DNA i RNA – czyni niesamowite postępy w odpowiadaniu na pytanie: na co, ale tak dokładnie, umierali kiedyś ludzie? To pytanie bardzo istotne dla przyszłości medycyny nie jest ani banalne, ani trywialne. Historia bowiem lubi się powtarzać, a kto nie chce jej poznawać, będzie powtarzać ją zmuszony. I to wielokrotnie.

Wirus odry jest bardzo częstym bohaterem opowieści popularyzujących tak naukę, jak i pseudo-naukę, od czasu, gdy w roku 1998 Andrew Wakefield opublikował na łamach prestiżowego czasopisma „Lancet” artykuł na temat badań nad dwanaściorgiem dzieci, które miały objawy autyzmu oraz zapalenia jelit zaobserwowane wkrótce po podaniu szczepionki MMR.

Lata badań eksperymentalnych i epidemiologicznych na milionach zaszczepionych dzieci wykluczyły jednak związek szczepionki przeciw odrze, śwince i różyczce (MMR) z autyzmem. A postępowanie wyjaśniające wobec Wakefielda zakończyło się pozbawieniem go prawa wykonywania zawodu lekarza, artykuł zaś usunięto z łamów „Lancetu”.

Nie zmienia to jednak sytuacji, w której za coraz częstszą rezygnacją z tego szczepienia ciągnie się epidemia odry, jak ta trwająca od kilku miesięcy na Samoa.

Wzrost zachorowań na odrę w Polsce. Odnotowano 10 razy przypadków więcej niż rok temu

Od 1 stycznia do 15 października br. zanotowano w Polsce 1370 przypadków odry – wynika z meldunku Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego –...

zobacz więcej

Gwałtowna śmierć dwóch dziewczynek w lipcu 2018 roku, z powodu wadliwego przygotowania szczepionki przez pielęgniarki (zły rozpuszczalnik), doprowadziła nie tylko do skazania owych pielęgniarek na bezwzględne wiezienie za nieumyślne spowodowanie śmierci, ale także do paniki antyszczepionkowej. W jej wyniku wyszczepialność odry u małych dzieci spadła na Samoa w roku 2019 z 90 procent w latach poprzednich do 30. Na skutki nie trzeba było długo czekać.

Dziś (do 26 grudnia wg wiarygodnych danych epidemiologicznych ), odra zebrała swe śmiertelne żniwo zwłaszcza wśród dzieci młodszych niż 4 lata – od października 2019 zmarło 81 osób, zachorowało zaś ponad 5600, czyli niemal 3 proc. całej populacji wyspy.

Stan zagrożenia jest tak poważny, że w grudniu przeprowadzono szczepienie masowe, wszystkich mieszkańców, a ludzie wywieszali na „niezaszczepionych domach” czerwone chorągwie, informujące personel medyczny, gdzie jeszcze musi dotrzeć. Od tego roku MMR jest na wyspie szczepieniem obowiązkowym.

Tajemnicza choroba w chińskiej metropolii. Stan kilku osób jest ciężki

Tajemnicza choroba płuc rozprzestrzenia się w 8-milionowym mieście Wuhan w chińskiej prowincji Hubei. Media informują o 27 chorych. Władze...

zobacz więcej

Odra zatem, ten szczególny nieduży paramyksowirus, którego materiałem genetycznym jest pojedyncza nić RNA, to prawdziwy „killer”, który choć nie zawsze zabija, to postrzela z zatrważająco wysoka częstością. Co więcej, jeśli wierzyć najnowszym analizom epidemiologicznym, zdolny jest wymazać naszą pamięć immunologiczną. Pisałam o tym tu: https://www.tvp.info/44313384/odra-czyni-nas-bezbronnymi. 

Stajemy się zatem w wyniku zakażenia tyleż odporni na odrę do końca życia, co jednocześnie uwrażliwieni na wszelkie inne choroby zakaźne, nawet te, na które byliśmy szczepieni. Poznanie sekretów tego wirusa staje się możliwe właśnie dzięki zbadaniu jego historii i ewolucji.

Tego zadania – trochę szczęśliwym trafem – podjęli się uczeni z Instytutu Roberta Kocha w Berlinie pod kierunkiem Sébastiena Calvignac-Spencera. Traf ów polegał na tym, że Calvignac-Spencer odnalazł w podziemnych magazynach berlińskiego Muzeum Historii Medycyny zaformalinowany preparat mokry płuc 2-letniej dziewczynki, którą zabiła odra. Dziecko zmarło w czerwcu 1912 roku, wtedy również następcy słynnego profesora Rudolfa Virchowa, zwanego „ojcem patologii”, zakonserwowali jej wyjęte podczas sekcji płuca i dołożyli do zapoczątkowanej przez niego kolekcji. Dziś ten preparat stał się źródłem niemałego odkrycia.

Będą nowe przepisy. Cudzoziemcy bez szczepień nie wjadą do Polski

Odra idzie ze wschodu – alarmuje „Rzeczpospolita”. Minister Zdrowia Łukasz Szumowski potwierdził w rozmowie z gazetą, że w resorcie trwają prace...

zobacz więcej

Najpierw wypada pogratulować naukowcom z Berlina – wydobycie z preparatów formalinowych materiału genetycznego zdatnego do dalszych analiz to nie byle co. Potem warto zrozumieć, co takiego kryło się w słoju schowanym w zakurzonej piwnicy gmachu jednego z największych szpitali uniwersyteckich w Europie, przy Charitéplatz numer 1.

Dzięki pieczołowitemu wydobyciu całkowitego RNA z tych zaformalinowanych płuc, wyizolowano również wiele kopii genomu wirusa odry. Tenże poddano przepisaniu na DNA i sekwencjonowaniu. Po to, by po pierwsze stwierdzić, że reprezentuje on najstarszy i jednoczenie najwcześniejszy znany dotąd medycynie wariant tego wirusa. Po drugie by wykazać, że tak często tragiczna w skutkach koegzystencja ludzi i odry nie zaczęła się w średniowieczu, co domniemano dotąd, a znacznie, znacznie wcześniej – już w IV wieku p.n.e. A wszystko dzięki analizie mutacji różniących ów wirus znaleziony w płucach dziecka z 1912 roku i wirusów odry i jej krewnych dziś krążących w populacji.

Wirusy bowiem trwają przyczajone wśród swych ofiar i w sytuacji wybuchu epidemii szybko się namnażają w bardzo wielu osobnikach ofiar naraz. Co za tym idzie, ulegają bardzo częstym mutacjom. Powoduje to powstawanie nowych wariantów sekwencji materiału genetycznego – wirusy ewoluują jak żywe organizmy, choć w istocie nimi nie są. Potrzebują zawsze żywych komórek właśnie do tego, by się namnażać, a więc także mutować – zmieniać się.

Eksperci: Rośnie liczba osób uchylających się od obowiązkowych szczepień

– Rośnie liczba osób uchylających się od obowiązkowych szczepień, a zarazem przybywa zagrożeń związanych z chorobami zakaźnymi, np. odrą i WZW A –...

zobacz więcej

Na marginesie: tu właśnie tkwi podstawowe uzasadnienie konieczności masowych szczepień. Ograniczają one znacząco ryzyko epidemii, a to z kolei spowalnia ewolucję wirusów, która może doprowadzić do powstania wariantów „uciekających” przed szczepionką czy odpornych na środki przeciwwirusowe czy dezynfekcyjne. Co pociągnie za sobą sytuację zaniku ich skuteczności ze względu na rozprzestrzenienie się nowego „superwirusa”.

To jednak nie jedyny mechanizm selekcyjny odpowiedzialny za zmiany wirusów. Wirusy mają określoną zakaźność i określony sposób pasożytowania. Są wśród nich słabe pasożyty, będące jednocześnie, paradoksalnie, bardzo śmiertelnymi wirusami. Przykładem jest tu Ebola. Zabija zbyt szybko, by się rozprzestrzenić.

Choć powstawanie w Afryce gigantycznych metropolii o niskim poziomie infrastruktury higienicznej gwarantowanej komunalnie (ścieki, wodociągi etc.) jest źródłem jednej z dwóch największych jak dotąd epidemii wirusa w Demokratycznej Republice Kongo, gdzie liczba ofiar idzie w kilka tysięcy.

Naukowcy pracują nad „szczepionką” przeciw demencji

„Szczepionka” przeciwko chorobie Alzheimera może już niedługo trafić do badań klinicznych. Terapia ta usuwa z mózgu szkodliwe białka, sprzyjające...

zobacz więcej

Na drugim biegunie znajduje sie wirus HIV powodujący AIDS. Przez wiele lat zaraża, gdy w swej ofierze jest jeszcze bezobjawowy, zabija zaś powoli i metodycznie. Odra jest wirusem bardzo zakaźnym, a jednocześnie nieczęsto zabójczym – zabija głownie małe dzieci, a w dodatku uodparnia na całe życie.

Że jako wirus ma szansę na przetrwanie jedynie w wielkich miastach. Uczeni wyliczyli, że aby choroba sama się nie wykończyła – pamiętajmy, że bez żywych wrażliwych na zakażenie osobników wirus się nie ma szansy namnożyć –zaatakowane zbiorowisko ludzkie musi liczyć co najmniej 250-500 tys. osób.

Prosto rzekłszy, w mniejszych miastach zbyt szybko wszyscy zachorują, i albo umrą, co kończy cykl, albo przeżyją i będą odporni. Wirus zaś nie zdoła zmutować, aby jakoś to obejść. Chorzy są zaś zbyt szybko objawowi, by się przemieszczać i roznosić chorobę – aczkolwiek okres inkubacji, gdy zarażony nie ma objawów, ale już jest zakaźny, jest tu znacznie dłuższy, niż w przypadku gorączek krwotocznych. Jak wspominałam – odra to wróg, który sobie doskonale z nami radzi.

Nowe technologie i materiały na froncie walki z nowotworami

Profesor Andrew Steckl walczy z glejakiem wielopostaciowym za pomocą niezwykłej przędzy. Powstaje ona w procesie zwanym elektroprzędzeniem...

zobacz więcej

Najbliższym sekwencyjnym kuzynem wirusa odry jest wirus księgosuszu – śmiertelnej choroby bydła. Porównanie tych dwóch wirusów – sekwencji RNA odry z 1912 roku i wirusa bydlęcego – przez specjalne programy analityczne, pozwoliło ustalić, że rozdzieliły się one w dwa osobne, atakujące innych gospodarzy wirusy w IV w p.n.e.

Historia powszechna przed średniowieczem nie zapisała opowieści o epidemiach, które bez wątpienia dałoby się zidentyfikować, jako wywołane przez wirusa odry, bo wysypka i gorączka jest częstym objawem licznych chorób wirusowych. Analiza kwasów nukleinowych dokonana przez epidemiologów pozwala dziś historykom chorób zakaźnych stwierdzić to, co archeologia podpowiadała – że tak wielkie ośrodki miejskie zaczęły w Eurazji i Afryce północnej funkcjonować właśnie w tamtym okresie.

Tego samego typu porównawcza analiza sekwencji, nie biorąca pod uwagę wirusa z płuc małej Niemki zmarłej w 1912 roku, doprowadziła w roku 2010 badaczy z Japonii do stwierdzenia, że wirus odry zaistniał dopiero w XII-XIII wieku n.e.

Co to oznacza? Że być może w jakimś tajemniczym miejscu na naszym globie znajduje się jeszcze jakiś materiał, z którego naukowcy przyszłości zdołają odzyskać sekwencję jeszcze starszej próbki wirusa i ona również zmieni nieco dzisiejszy wynik.

Niewątpliwie jednak dzisiejsze osiągnięcie epidemiologów z Berlina pozwala precyzyjniej ustalić, jakie jest tempo zmian wirusa oraz jakie nieznane dotąd miejsca mutacji już w nim wystąpiły.

Zakurzony mokry preparat z 1912 roku – zakonserwowany przez pracowitych i metodycznych niemieckich lekarzy niegdyś, gdy odra była częstym źródłem choroby i śmierci dzieci – dziś, gdy już istnieje szczepionka przeciw odrze, a epidemie są na szczęście rzadkością, służy lekarzom posługującym się raczej sekwenatorem DNA niż stetoskopem. Historia jest nauczycielką życia.

źródło:
Zobacz więcej