USA w pułapce w Iraku: wycofanie lub wojna

Muktada as-Sadr zapowiedział, że jeśli w parlamencie nie zostanie uchwalony nakaz opuszczenia Iraku przez siły USA to zostaną zastosowane „inne środki” (fot. PAP/EPA/MURTAJA LATEEF)

Atak tłumu Irakijczyków na ambasadę USA w Bagdadzie to konsekwencja amerykańskiego nalotu na bazy Haszed Szaabi. Formacja ta, bez względu na jej ścisłe związki z Iranem, jest częścią irackich sił zbrojnych. Premier Iraku Adel Abdel Mahdi ogłosił zresztą z tego powodu trzydniową żałobę narodową.

Demonstranci wdarli się do ambasady USA w Bagdadzie. Interweniuje wojsko

Kilkaset osób zebrało się we wtorek przed budynkiem ambasady w Bagdadzie w proteście przeciw amerykańskim nalotom na cele związane z szyicką...

zobacz więcej

Zdaniem niektórych irackich analityków Trump właśnie wpadł w pułapkę zastawioną na niego w sposób mistrzowski przez gen. Kssema Sulejmaniego, szefa operacji zagranicznych irańskiej formacji Sepah. Plan polegać miał na sprowokowaniu USA do ataku na Haszed Szaabi i w konsekwencji wywołania antyamerykańskich protestów i skłonienia irackich władz do nakazania opuszczenia 5 tys. żołnierzy USA terytorium Iraku.

Bez względu na to, czy rzeczywiście taki plan istniał, czy nie, wszystko wskazuje na to, że właśnie taki będzie rezultat wydarzeń z 29 grudnia. USA dokonało wówczas nalotu na pięć pozycji Kataib Hezbollah, formacji będącej częścią Haszed Szaabi. Miał być to odwet za atak na bazę K1 koło Kirkuku, w której zginął jeden Amerykanin. USA oskarżyło o to właśnie Kataib Hezbollah, a pośrednio Iran.

W nalotach amerykańskich zginęło 29 członków irackich sił zbrojnych, a ponad 50 zostało rannych. Bez względu na to jak oceniane jest Haszd Szaabi i jakie ma związki z irańskim Sepah, to jest to część irackich sił zbrojnych, która odegrała kluczową rolę w pokonaniu Państwa Islamskiego w Iraku. Poza tym władze Iraku wielokrotnie podkreślały, że siły USA w Iraku stacjonują po to, by walczyć z Państwem Islamskim i nie mogą ingerować w relacje iracko-irańskie.

Krwawe protesty w Iraku i ich międzynarodowe tło

Eskalacja antyrządowych protestów w Iraku nie doprowadzi do ograniczenia wpływów irańskich w tym kraju. Skutek może być dokładnie odwrotny, również...

zobacz więcej

To, co się stało w Iraku, jest konsekwencją błędów, jakie popełniła administracja Donalda Trumpa w Iraku, zwłaszcza w ostatnim roku, tj. po zwolnieniu Bretta McGurka z posady specjalnego wysłannika USA przy koalicji anty-ISIS. Problemem Trumpa było to, że nie bardzo chyba wiedział, czy traktować Irak jak suwerennego sojusznika, czy terytorium okupowane – ze wszelkimi tego konsekwencjami. Trump, w przeciwieństwie do swych dwóch poprzedników, nie odwiedził ani razu Bagdadu. Co więcej, rok temu przyleciał do Iraku, ale zignorował iracką stolicę.

Podobnie zrobił zresztą wiceprezydent Mike Pence w listopadzie. Tymczasem Irańczycy ciężko pracowali, by zyskać sojuszników nie tylko wśród szyitów, ale również sunnitów i Kurdów, wychodząc z założenia, że nie trzeba się lubić, by dobić targu, a ostatnią przydatną rzeczą jest demonstracyjne okazywanie lekceważenia. Gdy Irańczycy z Irakijczykami rozmawiali, Trump oczekiwał od władz irackich posłuszeństwa.

Czy turecka inwazja zabije chrześcijaństwo w północnosyryjskiej dolinie Khaburu?

Dolina rzeki Khabur była niegdyś chrześcijańskim zagłębiem w Syrii. Mieszkający tam Asyryjczycy przywędrowali na te tereny kilkadziesiąt lat temu,...

zobacz więcej

Irak był już okupowany przez USA, które zwalczały tamtejsze milicje szyickie i oddziały Al Kaidy. Amerykanie mieli tam też swoje więzienia. Dlatego oczywiście może się to wszystko powtórzyć, łącznie z ogromną liczbą ofiar i koniecznością przerzutu nowych oddziałów nad Eufrat i Tygrys.

Tylko że jest to coś, co Trump krytykował i obiecywał, że nie powtórzy błędów swoich poprzedników, będzie wycofywał żołnierzy i nie angażował ich w bezsensowne, jego zdaniem, wojny. Teraz jeśli zostanie zmuszony do zrobienia czegoś dokładnie odwrotnego i to w roku wyborczym to może w ten sposób pogrzebać swoje szanse na reelekcję.

W ciągu ostatnich kilku miesięcy Irak wstrząsany był krwawymi protestami związanymi z panującą korupcją i brakiem strukturalnych reform. Irańczycy i ich iraccy sojusznicy oskarżyli przy tym USA, że nadały tym demonstracjom charakter antyirański i doprowadzili do trzykrotnego spalenia irańskich placówek dyplomatycznych oraz ataków na biura proirańskich partii politycznych.

Protesty te odbywały się przy tym przede wszystkim na terenach szyickich prowadząc do podziału irackich szyitów na obóz proirański i antyirański. Doprowadziły też do kryzysu rządowego po ustąpieniu premiera Adela Abdel Mahdiego i zablokowaniu przez prezydenta kandydatury następcy, wysuniętej przez proirańską większość parlamentarną.

Teraz Iran ma świetną okazję, by całkowicie odwrócić uwagę od dotychczasowych protestów, a szyickich liderów sceptycznych wobec wpływów Iranu w Iraku (takich jak ajatollah Sistani czy Muktada as-Sadr) skłonić do wsparcia inicjatywy przyjęcia ustawy nakazującej amerykańskim wojskom opuszczenie Iraku. Sistani już potępił nalot na Kataib Hezbollah, podobnie zresztą jak uczynił to największy rywal bloku proirańskiego, tj. frakcja Nasr byłego premiera Hajdara al-Abadiego (nawiasem mówiąc jeszcze w 2018 r. faworyta USA w wyborach parlamentarnych).

Natomiast Muktada as-Sadr zapowiedział, że jeśli w parlamencie nie zostanie uchwalony nakaz opuszczenia Iraku przez siły USA, to zostaną zastosowane „inne środki”. USA, i nie tylko – np. również polscy żołnierze w czasie obrony ratusza w Karbali – mieli już okazję te „inne środki” poznać.

Szef MSZ: UE i Stany Zjednoczone podobnie widzą problemy na Bliskim Wschodzie

– UE i Stany Zjednoczone podobnie widzą problemy na Bliskim Wschodzie, także – powiedzmy to otwarcie – negatywną rolę Iranu. Iran nie był...

zobacz więcej

Wydaje się, że obecnie są dwie możliwości rozwoju sytuacji, a relacje amerykańsko-irackie już legły w gruzach. Jedną opcją jest to, że USA zostaną zmuszone do wycofania się z Iraku, co nie tylko będzie upokarzające, ale też pogrzebie amerykańską strategię blokowania Iranu. Druga opcja jest taka, że w Iraku wybuchnie wojna między Haszed Szaabi a USA.

Zważywszy że liczebność Haszed Szaabi to prawie 150 tys. osób, a Amerykanów jest 5 tys. (oczywiście z nieporównywalnie lepszym sprzętem i wyszkoleniem) to oznaczać będzie to konieczność przerzucenia do Iraku znacznie większych sił, obalenia rządu i wprowadzenia okupacji kraju. To byłby dla Trumpa koszmar. Jeśli w czasie ataku na ambasadę USA w Iraku poleje się krew, to ułatwi to tylko zadanie tym, którzy chcą pozbyć się Amerykanów znad Tygrysu i Eufratu.

źródło:
Zobacz więcej