Karnkowski: Tusk patrzy w przyszłość

Wszystko wskazuje na to, że Donald Tusk wie, co przyniesie przyszłość – pisze Krzysztof Karnkowski (fot. PAP/Adam Warżawa)

Co przyniesie nam nowy rok? Ty, czytelniku, nie wiesz, ja nie wiem; wszystko wskazuje jednak na to, że jest ktoś, kto wie. Tym kimś jest Donald Tusk.

Tusk „awansował” Misiewicza. Kolejne nieścisłości w „Szczerze”

Coraz więcej błędów i nieścisłości odnajdują czytelnicy, którzy sięgnęli po książkę byłego przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska. Błędną...

zobacz więcej

Nie wiemy, jaką przyszłość zobaczył dla siebie Tusk, że zdecydował się zamienić start w wyborach prezydenckich jako wyśniony kandydat całej opozycji na wydanie książki, niemające w tej sytuacji żadnego racjonalnego uzasadnienia.

Coś zobaczyć jednak musiał, skoro zdecydował się na mentalne osierocenie wszystkich, którzy przez całe lata uważali, że „musi”, że wróci, malując go, nawet na okładkach tygodników, na białym koniu.

Być może zauważył, że grono to topnieje, a że, jak wiemy, nie lubi spraw przegranych, odpuścił, by znów ponad możliwości krajowe wybrać mniej ryzykowne stanowisko zagraniczne, bezpieczniejsze jeszcze niż fotel „króla Europy”.

Książka zaś, którą odebrano jako przygotowanie do wyborów, została – dając jednym namiastkę kontaktu z wielkim światem i taką też polityką, drugim dostarczając zaś radości zupełnie innego typu.

Zaczęło się od Roberta Lewandowskiego. Pierwszym, raczej nieupragnionym przez Donalda Tuska efektem lektury jego dzieła było wyłapanie przez internautów, że opisując mecz z udziałem najpopularniejszego polskiego piłkarza de facto posłużył się skrótem, umieszczonym na Youtube, a w efekcie przypisał temu wydarzeniu zupełnie inną datę.

„Tusk był prezydentem, królem Europy, a odchodzi na funkcję partyjną”

Kończący kadencję przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk został wybrany na nowego szefa Europejskiej Partii Ludowej. Na kongresie w Zagrzebiu...

zobacz więcej

To dało pretekst do zadania pytania, czy „Szczerze” to autentyczne wspomnienia, czy napisany po czasie komentarz, udający tylko zapisywaną na gorąco refleksję. Kolejne godziny poświęcone przez zdeterminowanych czytelników na lekturę pokazały, że bynajmniej nie było to pytanie niezasadne.

Kiedy Tusk poznał Mateusza Kijowskiego, od razu coś mu się nie podobało, co skrzętnie zanotował, ale z nikim się tą wiedzą do czasu wydania książki nie podzielił. I choć ufał swoim przeczuciom, dał się odprowadzić liderowi KOD na swoje pierwsze przesłuchanie w prokuraturze wojskowej.

Cóż, pamiętnik oddany do druku daje możliwości podobne do edycji postów czy wpisów. Jeżeli jednak ktoś po wyborach zmieni swoje prognozy przedwyborcze, by ogłosić się kieszonkowym prorokiem, edycja ta pozostawi ślad, często widoczny dla wszystkich użytkowników; przy większym pechu – razem z datą i godziną zmiany oraz dokładną jej treścią. Na papierze ryzyko to znika, można więc można napisać, co się chce, czy to o piłkarzu, czy o polityku – byle samemu nie pomylić się w dacie.

I tu niestety zaczyna się pech, niechlujstwo czy też brak czujności. Okazuje się, że zmora polskich czytelników, czyli notoryczny brak redakcji tekstów i niechlujstwo korekty, dopadło nawet Donalda Tuska.

Polityk PO: Tusk chce zbliżenia z PSL. Wie, że start Kidawy-Błońskiej to przegrana sprawa

Donald Tusk chce odzyskać wpływy w Platformie Obywatelskiej, odsunąć Grzegorza Schetynę od władzy w partii i dokonać zbliżenia z PSL – pisze...

zobacz więcej

Mający przecież na głowie całą Europę polityk postanawia zabłysnąć zdolnościami profetycznymi i w zachwycie nad tym pomysłem przeskakuje cały rok do tyłu, jak to się stało z refleksją na temat wyprawy Ryszarda Petru na Maderę.

„Źle się zaczyna ten rok dla opozycji w Polsce. Dramatyczna okupacja sali sejmowej wzbudziła sporo emocji i kontrowersji (...). Poważnym problemem jest wyjazd Ryszarda Petru na wakacje, nie ważne z kim, to jego sprawa, ale jakoś zgrzyta ten kontrast między słoneczną plażą i zimną ciemną warszawską ulicą wypełnioną demonstrantami wspierającymi posłów okupujących Sejm” – czyta u Tuska red. Jacek Prusinowski, a wraz z nim połowa polskiego internetu.

Wszyscy wiedzą, że zdarzenie opatrzone przez byłego premiera datą 3 stycznia 2016 r. ma miejsce rok później, podczas tzw. ciamajdanu, w okresie świąteczno-noworocznym na przełomie lat 2016/17.

Tyle że przed Prusinowskim, a po Tusku, czytać powinien to redaktor wydawnictwa. Nie bać się, nie lekceważyć swojej pracy, tylko przesłać uwagi do autora, choćby nawet miał za to spojrzeć na niego niczym na Ewę Kopacz na sejmowym korytarzu na pamiętnym zdjęciu.

Dlaczego Tusk „strzelił w plecy” Trumpa?

„Donald Tusk postradał zmysły?”, „Może tylko niedojrzały psychicznie?”, „Tusk kompromituje siebie i Europejską Partię Ludową”, „z Tuska wychodzi...

zobacz więcej

Tymczasem wydawnictwo Agora naraziło Tuska na śmieszność, nie wywiązując się z tego podstawowego obowiązku wydawcy wobec autora i czytelników. Chyba że Tusk faktycznie przewidywał przyszłość; w takiej sytuacji jednak nieładnie, że nie pochwalił się swoją wiedzą, nie ostrzegł ani sympatyków Mateusza Kijowskiego, ani Ryszarda Petru.

Jeśli zdać się na Jakuba Maciejewskiego, który o książce „Szczerze” pisał dla portalu wpolityce.pl, Tusk od razu wiedział, że „Macron zostanie prezydentem” (zanim ten w ogóle ogłosił swoją kandydaturę), że „Trump wygra wybory, że Kijowski jest podejrzany, że Saruysz-Wolski opuści Platformę Obywatelską, a Bronisław Komorowski zakończy prezydenturę na pierwszej kadencji”.

Godne podziwu trafienia.

Skoro tak, najciekawszym pytaniem jest, co też Donald Tusk ma zapisane w notatkach na przyszły rok.

źródło:
Zobacz więcej