Folwark zwierzęcy wrze

Nikaraguańczycy mają dość życia w dyktaturze (fot. arch.PAP/EPA/ESTEBAN BIBA)

Wenezuela, Chile, Boliwia, Ekwador, Honduras, Haiti, Portoryko – lista krajów Ameryki Łacińskiej, w których robi się coraz niespokojniej wydłuża się. Teraz ponownie dołączyła do nich Nikaragua. Mieszkańcy boleśnie doświadczonego przez dyktatury skrajnie prawicowe i lewicowe kraju wyszli na ulicę domagając się prawa do życia w godności. Reżim Daniela Ortegi nie zamierza jednak ustępować. Świetlaną przyszłość i sprawiedliwość społeczną socjalistyczny satrapa zdecydował się wprowadzać przy użyciu wojska i bojówek.

„Teraz cię dopadliśmy”. Atak na katedrę w stolicy Nikaragui [WIDEO]

Zwolennicy rządzącego Nikaraguą lewicowego prezydenta Daniela Ortegi szturmem zaatakowali katedrę w stolicy kraju, Managui. Wewnątrz kościoła...

zobacz więcej

Nikaragua to niewielkie państwo leżące w Ameryce Środkowej, mniej więcej trzykrotnie mniejsze od Polski, wciśnięte w wąski pas ziemi oblewany przez wody Oceanu Spokojnego i Morza Karaibskiego. Geologiczna loteria nie była dlań szczęśliwa, wydobywać szczególnie nie ma czego. Korzystny klimat sprzyja natomiast rolnictwu, które jest podstawą gospodarki sześciomilionowego kraju.

Rolnictwo jako główny, o ile nie jedyny atut nie musi oznaczać bycia skazanym na gospodarcze zacofanie. Dobrze kierowana gałąź gospodarki może być podstawą dobrobytu, ale to wymaga rozsądnego zarządzania. Niestety, Nikaragua w całej swojej historii nigdy tego nie doświadczyła. Kto był przy władzy, prowadził rabunkową gospodarkę. Ten motyw przewija się zresztą przez cały region.

Hiszpańska kolonizacja ziem obecnej Nikaragui rozpoczęła się wkrótce po dopłynięciu do jej brzegów przez Krzysztofa Kolumba w 1502 roku. W XVII i XVIII wieku upodobali je sobie piraci terroryzujący basem Morza Karaibskiego. Ich łupieżczy charakter można potraktować jako zapowiedź dramatu mieszkańców w kolejnych wiekach.

Pionek

W 1821 roku Nikaragua uzyskała niepodległość, ale jej podmiotowość na arenie międzynarodowej ograniczała się do roli pionka. Najpierw Brytyjczycy, a potem Amerykanie usiłowali podporządkować sobie te tereny. Londyn chciał przekopać tu kanał łączący Pacyfik z Atlantykiem, jednak nie zdołał tego przeprowadzić. Strategiczna inwestycja powstała nieco niżej na południe i nieco później za sprawą Amerykanów.

O ile otwarty w 1920 roku Kanał Panamski stał się symbolem Panamy, o tyle symbolem Nikaragui stała się niewykorzystana szansa i permanentna beznadzieja. Kraj zawsze zmagał się z typową bolączką postkolonialną – nierównym dostępem do dóbr. Nieliczni właściciele ogromnych plantacji kawy i trzciny cukrowej posiadali jeszcze z nadania hiszpańskiego najlepsze ziemie, podczas gdy zdecydowana większość chłopów była bezrolna albo gospodarowała na skrawkach ziemi gorszej jakości.

Lenin wiecznie żywy. Ekwador na krawędzi wojny domowej

Wenezuela, Chile, Kolumbia, Nikaragua, Brazylia, Boliwia – lista państw Ameryki Południowej, w których robi się niespokojnie, jest coraz dłuższa....

zobacz więcej

Wewnętrzne wrzenie wykorzystali Amerykanie, którzy w 1909 roku dokonali inwazji na kraj, chcąc zmienić republikę wprawdzie słabą, ale niepodległą, we własną republikę bananową. Oficjalnie celem było powstrzymanie agresywnych działań prezydenta Jose Santosa Zelai, ale Waszyngton nie mógł nie wykorzystać nadarzającej się okazji. Odtąd Amerykanie byli wykorzystywani do tłumienia antyrządowych rebelii, które przelewały się przez kraj.

W 1925 roku rządzący konserwatyści wynegocjowali rozejm z liberałami i Amerykanie wycofali się z Nikaragui, ale wrócili już po dwóch latach, rzekomo, żeby zwalczać „meksykańskich agentów bolszewizmu”. Tym razem górą byli jednak liberałowie, którzy obalili konserwatywnego prezydenta generała Adolfo Diaza. Do upadku proamerykańskiego dyktatora przyczynił się szczególnie Anastasio Somoza Garcia, młody wojskowy, który stopniowo zyskiwał na znaczeniu.

Somoza kontra Sandino

Liberałowie próbowali wprowadzać swoje reformatorskie porządki, ale był problem z zasiedziałymi Amerykanami. Spór o to, czy powinni dalej mieć wpływ na losy kraju doprowadził do nowego konfliktu. Głównymi aktorami dramatu stali się dowódca Gwardii Narodowej Somoza oraz liberalny bojownik Augusto Sandino. W 1927 roku wybuchła rebelia sandinistowska wymierzona w skorumpowaną władzę. Walki trwały długie lata i doprowadziły do wyjścia Amerykanów z Nikaragui, co nastąpiło w 1933 roku.

Prezydent Juan Bautista Sacasa przystąpił do rozmów pokojowych z sandinistami, ale górą była trzecia strona konfliktu – Somoza. Celem dowódcy armii było pozbycie się zarówno Sacasy, jak i Sandina. Prezydent został obalony, zaś przywódca rebelii podstępnie zamordowany w trakcie rozmów pokojowych. Somoza zdobył pełnię władzy. Z liberała przeistoczył się w skrajnie prawicowego dyktatora. Ciesząc się poparciem Amerykanów był całkowicie bezkarny. Nie musiał pełnić funkcji prezydenta, choć był nim dwukrotnie. Mógł sobie pozwolić na wyznaczanie figurantów, gdyż miał coś o wiele ważniejszego – realną władzę i stojący za nią aparat represji.

Rządy Somozy i jego familii to najczarniejszy okres w historii Nikaragui. Dyktator stworzył faszystowską bojówkę Camisas Azules (błękitne koszule), co stanowiło bezpośrednie odwołanie do brunatnych koszul w Niemczech Adolfa Hitlera oraz czarnych koszul we Włoszech Benito Mussoliniego. Mimo to, jego ulubionym kolorem był zielony. Gdy Stany Zjednoczone włączyły się do II wojny światowej, pomiarkował, że głupstwem byłoby odłączać się od sojuszników w Waszyngtonie na rzecz wprawdzie bliższej ideowo Osi, ale o mniejszych szansach na zwycięstwo. Został za to hojnie nagrodzony.

Daniel Ortega nie zamierza rezygnować z władzy (fot. arch.PAP/EPA/Jorge Torres)

Korupcja, narkotyki, chaos. Prezydent nie zamierza ustępować

Przemyt narkotyków i pranie brudnych pieniędzy niekoniecznie muszą być domeną typów spod ciemnej gwiazdy. Takie dodatkowe źródła dochodu potrafią...

zobacz więcej

Somoza stopniowo robił z kraju prywatny folwark. Przejmował za bezcen ziemie bogatych plantatorów oraz wszelkie inne, co do których miał plany. Wprowadził również dla pracowników służby cywilnej obowiązkową opłatę w wysokości 5 proc. uposażeń, przeznaczoną na działalność Narodowej Partii Liberalnej. Oczywiście był jedynym dysponentem partyjnej kasy. Tego typu posunięcia sprawiły, że klan dyktatora stał się najbogatszym w całym państwie. U schyłku władzy należała do niego połowa ziem w kraju, do tego przemysł i media.

Nasz sukinsyn

Bezczelne rozkradanie państwa przez Somozę i nepotyzm były połączone z notorycznym łamaniem praw człowieka w kraju. Wszelka opozycja była tłumiona. Ludzie podejrzewani o działalność wywrotową przepadali bez wieści, zaś tortury i morderstwa były na porządku dziennym. Waszyngton nie reagował. „Somoza może jest sukinsynem, ale to nasz sukinsyn” – powiedział o dyktatorze prezydent USA Franklin Delano Roosevelt.

Brutalny reżim i represje nie powstrzymywały mieszkańców. Dochodziło do wystąpień, a nawet długotrwałych rebelii. Lewicowemu poecie Rigoberto Lopezowi Perezowi udało się nawet zastrzelić Somozę, ale miało to nikły wpływ na przebieg zdarzeń, gdyż władzę w kraju natychmiast przejęli synowie. Luis Somoza Debayle został prezydentem, zaś Anastasio Somoza Debayle rządził armią. Po przedwczesnej śmierci brata Anastasio został jedynowładcą.

Somozowie czasem decydowali się na pozorne ustępstwa, nawet sporadycznie zmieniali prawo, żeby dać ulgę obywatelom. Nie kierowała nimi bynajmniej jakakolwiek empatia do poddanych, a jedynie chęć oddalenia niepokojów społecznych. W kraju jednak cały czas się gotowało. Nawet gdy nie wrzało, dyktatura nigdy nie mogła być spokojna o swoją przyszłość. Pojawiały się oddolne ruchy partyzanckie działające głównie na prowincji.

W 1961 roku powstał Sandinistowski Front Wyzwolenia Narodowego (FSLN), który bezpośrednio odwoływał się do spuścizny zamordowanego na rozkaz Somozy Sandina. Zainspirowany rewolucją na Kubie ruch skupiał bojowników z szerokiego spektrum lewicy – socjalistów, zwolenników teologii wyzwolenia i wszelkich innych. Mimo różnic doktrynalnych, łączyła ich chęć obalenia reżimu Somozów.

Walki partyzantów z Gwardią Narodową przybrały na sile na początku lat 70. i przeistoczyły się w regularną wojnę domową. Amerykanie po klęsce w Wietnamie nie mogli się otwarcie zaangażować w walki po stronie wspieranego reżimu. Momentem przełomowym rewolucji było zamordowanie 10 stycznia 1978 roku opozycjonisty Pedro Joaquina Chamorro Cardenala. Podczas pogrzebu za trumną dziennikarza gazety „La Prensa” szło około 30 tys. żałobników. Ludzie byli wściekli. Zaczęli podpalać budynki i samochody, rabować sklepy i obrzucać kamieniami policjantów, żołnierzy i strażaków, ogłoszono strajk generalny. Tego ognia nie dało się już ugasić.

Jak doprowadzić kraj do ruiny. Socjalizm w wykonaniu Maduro

Mogło być eldorado, jest kryzys humanitarny, głód, wysokie bezrobocie, szalejąca hiperinflacja sięgająca milion procent i trwające kolejny rok...

zobacz więcej

W lipcu 1979 roku wspieranym przez ZSRR i Kubę sandinistom, do których dołączyły inne opozycyjne ugrupowania, udało się obalić Somozę. Dyktator uciekł z kraju ze wszystkimi pieniędzmi, jakie zdołał wyprowadzić. Szacowano, że ostatni z klanu dysponował majątkiem wartym 900 mln dolarów (w ówczesnej walucie!), który w znacznej części lokował za granicą. Rozkradał co się dało, nawet pomoc międzynarodową przekazaną Nikaragui po tragicznym trzęsieniu ziemi, które w 1972 roku zniszczyło stolicę kraju Managuę. Gdy FSLN przejął władzę, ogłoszono, że w skarbcu znaleziono raptem 2 mln dolarów. Zadłużenie zagraniczne wynosił 1,6 mld dolarów i było najwyższe w regionie. Jeszcze wyższe były koszty ludzkie reżimu Somozów i wojny domowej. Szacuje się, że tylko wojna domowa pochłonęła około 50 tys. ofiar, w znacznej części cywilów.

Gościnny zbrodniarz

Anastasio Somoza Debayle wiedział, że nie ma szans na odzyskanie władzy. Przy pomocy Amerykanów znalazł schronienie w Miami, ale jego obecność była kłopotliwa dla Waszyngtonu. Z pomocą przyszedł inny krwawy dyktator Ameryki Łacińskiej, Alfredo Stroessner władający Paragwajem. Po kilku miesiącach Somoza skończył jak swój ojciec, został zastrzelony przez zamachowca. Enrique Gorriaran Merlo nie był samotnym strzelcem wymierzającym sprawiedliwość, jak Rigoberto Lopez Perez. Działał na rozkaz nowych władz Nikaragui.

Niezależnie od zdecydowanie negatywnej oceny ostatniego dyktatora z klanu Somozów, zabójstwo to można potraktować jako symboliczne przejście od jednej dyktatury – skrajnie prawicowej – ku drugiej – lewicowej. Jedną z twarzy nowego reżimu był młody, 34-letni wówczas Daniel Ortega, członek nowego porewolucyjnego rządu o nazwie Junta de Gobierno de Reconstruccion Nacional, czyli Junta Rekonstrukcji Narodowej. Po 40 latach teraz to on jest dyktatorem, którego odejścia domagają się Nikaraguańczycy.

Daniel Ortega Saavedra urodził się w 1945 roku w rodzinie weterana partyzanckiej armii Augusta Sandina. Do FSLN dołączył w 1963 roku. Wybrał działalność rewolucyjną kosztem studiów. W 1967 roku podczas nieudanej próby napadu na bank w celu pozyskania środków na dalszą walkę z reżimem został schwytany. W więzieniu, co nie było wyjątkiem w państwie Somozów, poddawano go torturom. Na wolność wyszedł w 1974 roku i wyjechał na Kubę. W ramach pomocy reżim Fidela Castro organizował szkolenia z walki partyzanckiej dla członków Frontu i Ortega przeszedł takie szkolenie.

Po przerzuceniu do Nikaragui działał w ruchu partyzanckim i z czasem wyrósł na jednego z liderów sandinistów. Po zwycięstwie rewolucji wszedł do nowego rządu, ale miał o wiele większe ambicje. Wiedział, że może zdobyć pełnię władzy. Po dwóch latach był już przewodniczącym rządu, a w 1984 roku po raz pierwszy wygrał wybory prezydenckie.

Ostatnie podrygi socjalizmu? Boliwia na rozdrożu

Farmer koki, piłkarz, trębacz, murarz, trzykrotny prezydent Boliwii – kariera zawodowa Evo Moralesa należy do najdziwniejszych, ale i...

zobacz więcej

Kraj w ruinie

Nikaragua wymagała zmian. Największymi wyzwaniami były zrujnowana gospodarka oraz nagromadzone problemy społeczne, począwszy od wszechobecnego ubóstwa, szczególnie rolników, po powszechny analfabetyzm. Front podjął się zadania zgodnie z lewicowym duchem – znacjonalizowano przemysł, skonfiskowano majątki ziemskie, ale przy tym faktycznie znacznie ograniczono analfabetyzm. Takie działania spodobały się liberalnej opinii publicznej w wielu krajach Europy Zachodniej.

Zachwyt nad nowym nikaraguańskim rządem, do którego weszli nawet duchowni (od teologii wyzwolenia) dość szybko jednak okrzepł, gdy Ortega zaczął przejawiać dyktatorskie zapędy. Wprawdzie nigdy nie osiągnął takiego poziomu jak Somozowie, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że wpisał siebie i swój kraj w pewien geometryczny trend. Przez ostatnich niemal 90 lat losy Nikaragui są pionową sinusoidą, której kolejne dekady wyznaczają wychylenia w prawo i lewo, ich amplitudy wskazują na rządzące akurat dyktatury prawicowe bądź lewicowe.

Waszyngton nie chciał, żeby lewicowa rewolucja w Ameryce Łacińskiej rozlewała się na sąsiednie kraje, więc zlecono CIA znalezienie sposobu na pozbycie się Ortegi. Liczne próby otrucia Fidela Castro spełzały na niczym, więc Agencja musiała zadowolić się klasycznym przewrotem. Zadania miała się podjąć prawicowa partyzantka Contras (skrót hiszpańskiego słowa contrarevolucionario).

Bojowników wspierała szczególnie administracja Ronalda Reagana. Byli oni szkoleni w obozach na terenie sąsiedniego Hondurasu i otrzymywali pieniądze oraz sprzęt wojskowy z USA. W 1984 roku amerykański Kongres zabronił wspierania partyzantów, ale pomoc nie ustała, stała się jedynie pokątna. Wkrótce wybuchła jeszcze większa afera. Okazało się, że Contras dorabiają na boku dzięki przemytowi narkotyków do Stanów Zjednoczonych, co więcej, Biały Dom miał świadomość, że taki proceder się odbywa! Mimo skandalu, Reagan zdołał się utrzymać.

Pas

Dopuszczający się licznych zbrodni Contras nie obalili Ortegi, ale bardzo osłabiali państwo. Wpływ na pogarszającą się sytuację miały również amerykańskie sankcje. Prezydent, nie mogąc liczyć na szczególną pomoc Hawany, zdecydował się na nietypowy krok – dogadał się z opozycją i oddał władzę. To pozwoliło zakończyć kolejną wojnę domową, która tym razem pochłonęła około 30 tys. ofiar.

Wybory w 1989 roku wygrała opozycja. Urząd prezydenta objęła Violeta Chamorro, wdowa po zamordowanym przez reżim Somozów Pedro Joaquinie Chamorro Cardenalu. FSLN przeszedł do opozycji. Nowa władza cofnęła większość sandinistowskich rozwiązań prawnych i wprowadziła neoliberalne reformy. Takie ruchy są niezbędne, by otrzymać pożyczkę od Międzynarodowego Funduszu Walutowego, ale mają przykrą konsekwencję – skutkują wzrostem bezrobocia, korupcji i cięciem wydatków publicznych, co zwykle odbywa się kosztem najsłabszych. Taki scenariusz nie ominął Nikaragui.

Protesty z Nikaragui trwają od kwietnia 2018 roku (fot. PAP/EPA/Jorge Torres

Dyktator, który obalił swój pomnik

Gdy francuski król Ludwik XIV wypowiadał słynne słowa „Państwo to ja”, mógł sądzić, że jego wyjątkowość wynika z bożego namaszczenia. Z pewnością...

zobacz więcej

Mimo stale pogarszającej się sytuacji w kraju, szermujący hasłami socjalistycznego dobrobytu Ortega nie zdołał powrócić do władzy ani w wyborach w 1996, ani 2001 roku. Udało mu się to dopiero w 2007 roku i to z imponującym wynikiem, gdyż otrzymał ponad 60 proc. głosów. Miał zresztą ułatwione zadanie, gdyż liberalna koalicja będąca przez lata u władzy była skompromitowana po latach rządów, szczególnie w wykonaniu prezydenta Arnoldo Alemana, który traktował kraj jak bankomat.

Co ciekawe, Ortedze nie zaszkodził nawet skandal pedofilski. W 1998 roku jego adoptowana pasierbica Zoilamerica Narvaez opublikowała raport, w którym dowodziła, że była przez polityka systematycznie wykorzystywana seksualnie odkąd ukończyła 12 lat. Oskarżała, że ojczym przychodził do niej w nocy, wpychał się do łóżka i gwałcił, pozwalając sobie przy tym na obleśne stwierdzenia typu „kiedyś to polubisz”.

Dyktator-pedofil

Narvaez złożyła pozew, ale sąd nie mógł go rozpatrzyć, gdyż Ortegę, jako członka parlamentu, chronił immunitet. Zgodnie z tamtejszym prawem sprawa o przestępstwa seksualne przedawniła się po pięciu latach. Polityk, a także jego rodzina twierdzili, że oskarżenia są wyssane z palca i były politycznie motywowane. Międzyamerykańska Komisja Praw Człowieka uznała jednak, że zarzuty są prawdopodobne, ale nie miało to żadnego przełożenia na postawienie polityka w stan oskarżenia.

Podczas drugiego podejścia do prezydentury nauczony doświadczeniem Ortega tym razem unikał nadmiernego prowokowania Stanów Zjednoczonych. Skupił się na umacnianiu współpracy z innymi lewicowymi reżimami, głównie z Kubą oraz Wenezuelą rządzoną przez Hugo Chaveza. Nie mógł uzdrowić sytuacji w kraju. Po pierwsze, socjalistyczne zarządzanie zawsze będzie niewydajne. Po drugie, Nikaragua nie miała surowców, które pozwoliłyby w krótkim czasie rozkręcić gospodarkę, zaś rolnictwo wymaga cierpliwości. Jedynym rozwiązaniem, które pozwoliłoby prezydentowi dalej cieszyć się z władzy i czerpać z niej profity, było wprowadzenie rządów autorytarnych i nieoglądanie się na mieszkańców oraz społeczność międzynarodową. Model kubański.

Zasługi Ortega, owszem, miał, wprowadził choćby darmową służbę zdrowia, dzięki zakazowi aborcji mógł też liczyć na poparcie ze strony Kościoła katolickiego, ale w kraju stopniowo narastało niezadowolenie. Głównym powodem było zawłaszczanie państwa przez prezydenta i jego żonę Rosario Murillo, która pełni funkcję wiceprezydenta. Dyktator miał już w kieszeni parlament, sądy, służby mundurowe i media. Do tego stworzono kult jednostki, którego najwyższą kapłanką była Murillo. Kult może nie tak absurdalny jak w Korei Północnej czy Turkmenistanie, ale ludzie zaczęli mieć dość.

Prorok reglamentuje internet. Alternatywna rzeczywistość Turkmenistanu

Prorok, piosenkarz, sportowiec, chirurg, ekspert od wojskowości, hodowli koni, leśnictwa, uprawy herbaty – gdyby Leonardo da Vinci żył w naszych...

zobacz więcej

Gniew mieszkańców w końcu musiał znaleźć ujście. Takim wentylem zwykle są demonstracje. Pierwsze masowe protesty rozpoczęły się w kwietniu 2018 roku. Przyczyną było ogłoszenie podwyższenia składek na ubezpieczenie społeczne pracowników, pracodawców oraz emerytów, które Ortega zatwierdził, dodatkowo łamiąc przy tym prawo.

Eskalacja

Ludzie wyszli na ulice, powstawały barykady, zaczęły płonąć samochody. Władza postąpiła zgodnie z dyktatorskimi prawidłami – do tłumienia demonstracji wysłała wojsko oraz bojówki FSLN. W ciągu pierwszego tygodnia zginęło 27 osób, zaś ponad 400 zostało rannych. O skali społecznego niezadowolenia świadczy fakt, że protesty nie skończyły się po kilku tygodniach i niewielkich ustępstwach ze strony władzy. Do listopada śmierć poniosły 264 osoby, obecnie liczbę ofiar szacuje się na około 540, ranni liczeni są w tysiącach. Według Międzyamerykańskiej Komisji Praw Człowieka około 88 tys. osób uciekło z kraju.

Stopniowo protesty słabły, zwłaszcza po odwołaniu krytykowanych reform systemu ubezpieczeń społecznych, ale ostatnio ponownie przybrały na sile. Wojsko, które potrafiło przeciwstawić się Ortedze i wymusić podjęcie negocjacji, teraz ponownie stało się narzędziem w rękach dyktatora. Żołnierze atakują między innymi kościoły. Cel nie jest przypadkowy, właśnie w świątyniach chowali się demonstranci. Kościół otwarcie domaga się również wypuszczenia więźniów politycznych.

Ortega nie zamierza odpuszczać, wie, że jeżeli odda władzę, to już nigdy jej nie odzyska, a zapewne będzie musiał uciekać z kraju jak niepyszny. Sytuacja będzie się tylko zaogniać. USA już wprowadziły nowe sankcje, a prezydent Donald Trump ogłosił, że reżim w Managui stanowi zagrożenie dla Stanów Zjednoczonych. Jedynym ratunkiem dla dyktatury jest znalezienie możnego protektora, co oznacza tylko jedno – gospodarcze związanie się z Chinami.

Pekin jest chętny do poszerzenia swojej strefy wpływów, zobligował się do przekopania kanału mającego stanowić konkurencję dla Kanału Panamskiego. Planowanej inwestycji sprzeciwiają się jednak protestujący. Budowa utknęła w martwym punkcie, podobnie jak reżim Ortegi, którego krytykują nawet prominentni działacze FSLN, w tym brat dyktatora gen. Humberto Ortega oskarżający go o zapomnienie skąd się wywodzi i przeistoczenie się w kapitalistę. Humberto, zbrodniarz odpowiedzialny morderstwa wielu antysandinistowskich działaczy, potrafił nawet nazwać brata „krwawym dyktatorem”. Perspektywy są niepokojące i o ile reżim nie zelżeje, w kraju może wybuchnąć wojna domowa. Kolejna.

źródło:
Zobacz więcej