Gdy mowa o klimacie, w grę wchodzi duża kasa. Kulisy i analiza ustaleń szczytu UE

Co się działo za brukselskimi kulisami i jaki będzie konkretny skutek przyjętych ustaleń dla polskiej gospodarki? (fot. PAP/EPA/JULIEN WARNAND / POOL)

Polska odniosła wielkie zwycięstwo i obroniła się przed poważnym kryzysem gospodarczym. Dlaczego? Do konkluzji szczytu UE wpisany został nie tylko „klimatyczny rabat” i własne tempo „neutralności klimatycznej”, ale również istotne zabezpieczenia na przyszłość. To był jeden z najważniejszych szczytów dla przyszłości naszego kraju i dzięki niemu mamy szanse na skuteczną, a jednocześnie bezpieczną finansowo transformacje energetyczną. Konkluzje ze szczytu są ważne tym bardziej, że pierwotne założenia były bardzo groźne. Co się działo za brukselskimi kulisami i jaki będzie konkretny skutek przyjętych ustaleń dla Polaków, dla polskiej gospodarki?

Chirurgiczna precyzja Morawieckiego okazała się skuteczna w brukselskiej grze

Opozycja w Polsce po porzuceniu nadziei na Donalda Tuska zaczęła chłodzić szampana, czekając aż na przewodniczącego Komisji Europejskiej wybrany...

zobacz więcej

W czwartek Rada Europejska przyjęła konkluzje o zmianie klimatu, wieloletnich ramach finansowych, konferencji w sprawie przyszłości Europy, stosunkach UE z Afryką, Światowej Organizacji Handlu, Turcji i Albanii. We wnioskach ze szczytu w Brukseli zapisano zgodę państw Unii na neutralność klimatyczną dla naszego kraju, podkreślając, że jeden z krajów członkowskich (Polska) „nie może na tym etapie zadeklarować wdrożenia tego celu”.

Szczyt odbył się pod wyjątkową presją, którą odczuć można było szczególnie w ostatnich miesiącach, a której symbolem została wyniesiona na świeckie ołtarze Greta Thunberg – nastolatka pełniąca w świecie zwalczającym religię nieoficjalną rolę nowego mesjasza.

Na wpływowym portalu Politico w pierwszym dniu szczytu pojawiła się informacja o sondażu Kantar Poland, przeprowadzonym telefonicznej na próbie „800 mieszkańców Polski, w wieku 15 i więcej lat”, którym zadano pytanie: „Czy zgadza się Pan/Pani, że polski rząd powinien przestać blokować i poprzeć plan zera emisji do 2050 roku?” Na tak zadane pytanie 69 proc. respondentów odpowiedziało „tak” i „raczej tak”. Politico podając te wyniki postawiło mocno perswazyjne pytanie: „Czy premier Mateusz Morawiecki posłucha dziś swoich obywateli?”. Cel takiego postawienia sprawy jest dla każdego uważnie obserwującego ten szczyt oczywisty. Morawiecki powinien na podstawie badania wśród 800 respondentów poprzeć niekorzystne dla Polski rozwiązania. Klimat prowadzonych w Brukseli rozmów oddaje również dzisiejsza relacja ze szczytu, opublikowana na stronie polskiej filii „Deutsche Welle” pt. „Szczyt UE. Polska sama w sprawie klimatu”, gdzie możemy przeczytać następujące zdanie: „Premier Mateusz Morawiecki zablokował jednomyślne zobowiązanie wszystkich krajów UE do neutralności klimatycznej w 2050 r.” Zły, niedobry polski premier, prawda?

Macron straszy: Polska może nie dostać pieniędzy

Jeśli Polska nie potwierdzi zobowiązania dla celu neutralności klimatycznej do 2050 roku, będzie poza europejskim mechanizmem finansowej...

zobacz więcej

„Green Deal” za drogi dla Polski

Co ciekawe, jeśli chodzi o to, że tak drastyczne obciążenie naszego kraju w tym zbiorowym planie zredukowania emisji dwutlenku węgla byłoby ekonomiczną katastrofą, to w tej sprawie nie ma wątpliwości szefowa niemieckiego rządu (!) i nawet ona (już po szczycie konkluzji RE) to publicznie przyznała. To właśnie kanclerz Angela Merkel na zakończenie brukselskiego szczytu „wyraziła zrozumienie” dla polskiego stanowiska, mówiąc, że w tym obszarze „Polska ma najtrudniejszą sytuację wyjściową”. Porównując sytuację w Polsce do swojego kraju, Merkel przypomniała, że 80 procent energii w Polsce jest produkowane z węgla, w RFN – tylko 35 proc. – Dlatego uważam, że to uczciwe, kiedy Polska mówi, że chce neutralności klimatycznej, ale nie może jej w tej chwili w taki sposób przeprowadzić — oznajmiła kanclerz, zwracając uwagę, że odejście od węgla budzi kontrowersje i jest kosztowne również dla Niemiec, choć jest realizowane w korzystniejszych niż dla polskiej gospodarki warunkach.

O tym, jak ciężka dla wszystkich polskich obywateli będzie transformacja energetyczna najlepiej świadczą liczby. Według wyliczeń Komisji Europejskiej Polska będzie musiała w tym celu wydać ponad 4 proc. swojego PKB. Oznacza to ni mniej ni więcej, że każdy, kto w kraju neguje skutek negocjacji polskiej delegacji – otwarcie opowiada się za postawienie naszego budżetu w stanie poważnego zagrożenia. Tym większa powinna być satysfakcja każdego z 38 milionów polskich obywateli, że właśnie taki, a nie inny zapis w konkluzjach szczytu wywalczył premier Mateusz Morawiecki. Nie zapominając oczywiście o roli cichych „graczy” tej brukselskiej rozgrywki, którymi są Paweł Jabłoński (podsekretarz stanu w MSZ odpowiedzialny za kwestie prawa UE) i Konrad Szymański (minister utworzonej miesiąc temu oddzielnej komórki, zajmującej się w kancelarii premiera polityką europejską).

Premier: Wynegocjowaliśmy najlepszy dla Polski mechanizm realizacji polityki klimatycznej

zobacz więcej

„Klimatyczny rabat” dla Polski

Ten chwytliwy zwrot powtarzany w Brukseli, najlepiej pokazuje prawdziwy kontekst przyjętego dokumentu. O co chodzi ws. konkluzji klimatycznych? Chodzi o pieniądze. Zauważa to m.in. „Financial Times”, pisząc, że rząd Prawa i Sprawiedliwości pod kierownictwem Mateusza Morawieckiego nie zgodził się obciążyć Polski ogromnymi kosztami „zanim nie pojawią się konkrety ws. sprawiedliwej transformacji”. I dobrze. Wywalczyliśmy coś, co jeszcze rano wydawało się niemożliwe: prawie cała UE zgodziła się na klimatyczny cel na najbliższe 30 lat, a my zostaliśmy z tego zwolnieni. Dodatkowo polska delegacja wynegocjowała zapis, że wszelka dalsza legislacja na Radzie UE musi być zgodna z dzisiejszymi konkluzjami oraz doprowadziła do wpisania do konkluzji energetyki jądrowej, co również do samego końca wydawało się nierealne.

Nie należy jednak zapominać, że jest to sukces, na który należy „chuchać i dmuchać”, ponieważ to wyłączenie jest tymczasowe. Temat ma powrócić na szczycie szefów państw i rządów UE w czerwcu 2020 r. Na szczęście mamy „w ręku” wspomniany wymóg zgodności przyszłej legislacji z dzisiejszymi postanowieniami, dzięki czemu bez realnych, konkretnych funduszy, które nam to zrekompensują – Polska na nic nie musi się godzić. To również istotne w kontekście pogróżek prezydenta Francji, Emmanuela Macrona, który już nas straszy, że „jeśli Polska nie potwierdzi zobowiązania dla celu neutralności klimatycznej do 2050 roku, to będzie poza europejskim mechanizmem finansowej solidarności”.

Czy w innym układzie sił politycznych w Polsce te zapisy z tegorocznego szczytu, taki wynik cichej, mozolnej brukselskiej gry, w ogóle byłby możliwy? Czy przy ewentualnej zmianie prezydenta w maju, nasza siła negocjacyjna za rok będzie równie silna? To jest już pytanie, na które, myślę, każdy jest w stanie sobie sam bez problemu odpowiedzieć.

źródło:
Zobacz więcej