RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

„Czerwone linie” Zełenskiego. Putin zastawi w Paryżu sidła

Prezydent Rosji Władimir Putin na oczekiwanych z dużą uwagą międzynarodowych szczytach i spotkaniach nie chce żadnych niespodzianek(fot. Mikhail Svetlov/Getty Images)

To będzie najważniejsze wydarzenie w ukraińskiej polityce zagranicznej w tym roku i najważniejsza próba dla wybranego wiosną prezydenta Wołodymyra Zełenskiego. W Paryżu spotykają się dziś przywódcy tzw. czwórki normandzkiej: prezydent Francji, kanclerz Niemiec, prezydent Rosji i prezydent Ukrainy. Jak niedoświadczony Zełenski poradzi sobie z pułapkami zastawionymi przez wyjadacza Władimira Putina? Jaką rolę odegrają znany z prorosyjskiej postawy Emmanuel Macron i zajmująca wobec Moskwy dwuznaczne stanowisko Angela Merkel?

USA zapewniają Ukrainę o wsparciu

Stany Zjednoczone przed rozmowami w formacie normandzkim zapewniają Ukrainę o swoim wsparciu. Oświadczenie na ten temat opublikowała ambasada USA w...

zobacz więcej

Format normandzki z założenia dawał przewagę Rosji. Potwierdzeniem były nie tylko porozumienia mińskie – tak naprawdę dla Ukrainy niekorzystne. Także późniejsze spotkania różnego szczebla pokazywały, że Paryż i Berlin naciskają na Kijów, aby realizował swoją część porozumień mińskich, nie czekając na Moskwę, która też miała przecież zobowiązania. Gdyby wtedy Petro Poroszenko uległ presji zachodnich partnerów, skończyłoby się faktyczną utratą Donbasu i zniesieniem sankcji zachodnich na Rosję. Poprzedni obóz rządzący w Kijowie umiejętnie jednak grał na czas. Zwlekał ze zmianami prawa (specjalny status dla Donbasu choćby) argumentując to brakiem zgody społecznej na takie ustępstwa. Zdołano też mocniej zaangażować USA po zmianie tam prezydenta. Barack Obama nie był bowiem zainteresowany Ukrainą i jej konfliktem z Rosją. Sprawę rozwiązania tego problemu scedował na Angelę Merkel. Sytuacja zmieniła się wraz z dojściem do władzy Donalda Trumpa. Ten wysłał na Ukrainę Kurta Volkera i ruszyła też wojskowa pomoc amerykańska dla Kijowa.

W tym roku jednak sytuacja się zmieniła. Macron postanowił wcielać w życie swe rusofilskie pomysły, zaś w Kijowie do władzy doszedł człowiek pod hasłem osiągnięcia pokoju – za wszelką cenę. Do tego doszło do faktycznego wycofania się z kwestii konfliktu ukraińsko-rosyjskiego Stanów Zjednoczonych. Fatalną rzeczą jest, że akurat teraz. Sprawa nacisków Trumpa na Zełenskiego odnośnie dochodzenia ws. syna Bidena oraz w związku z tym rezygnacja specjalnego wysłannika USA na Ukrainę Kurta Volkera (nikt go do tej pory nie zastąpił) oznaczają, że Kijów nie może teraz liczyć na mocne wsparcie amerykańskie w rozmowach nie tylko z Putinem, ale też Macronem i Merkel. Tymczasem na nich – jak wskazują ostatnie miesiące – Zełenski nie ma co liczyć.

Macron jest zafiksowany na punkcie budowania wspólnie z Rosją nowej architektury bezpieczeństwa w Europie, zaś schodząca z politycznej sceny Merkel nie będzie zadzierała z potężnym lobby biznesowym i socjaldemokratycznym koalicjantem, którzy nie mogą się wprost doczekać uruchomienia Nord Stream 2. Wysłanie do Rosji na spotkanie z szefem Gazpromu, na kilka dni przed szczytem w Paryżu, Georga von Waldersee, pełnomocnika rządu Niemiec ds. tranzytu gazu przez Ukrainę oraz spotkanie przedstawicieli niemieckiego biznesu z Putinem na Kremlu trudno uznać za wzmacnianie pozycji negocjacyjnej Zełenskiego. Wręcz przeciwnie: to sygnał dla Kijowa, że Berlin może grać do tej samej bramki co Moskwa.

Niemcy już nawet nie zachowują pozorów. Walczą o Nord Stream 2 jak o życie

Niemieckie władze powielają rosyjską dezinformację, byleby tylko uniemożliwić bądź opóźnić wprowadzenie amerykańskich sankcji za budowę Nord Stream...

zobacz więcej

To właśnie „nowi” w formacie normandzkim Macron i Zełenski ożywili znów ten proces, niestety działając przy tym bardzo niecierpliwie – co oczywiście maksymalnie wykorzystał Putin. Należy przyznać, że doświadczona Merkel poczynała sobie w tych kwestiach niezwykle ostrożnie. Tymczasem od lipca 2019 roku na dobre ruszyły rozmowy między doradcami przywódców państw. Co więcej, dochodziło do nich nie tylko w czworokącie, ale też były rozmowy dwustronne Andrij Jermak – Władisław Surkow. Widząc, jak bardzo Zełenskiemu zależy na ponownym, po trzech latach, szczycie czwórki normandzkiej i na spotkaniu z Putinem, Kreml stawiał warunek za warunkiem. A obóz Zełenskiego warunek za warunkiem spełniał, między wrześniem a listopadem 2019.

Jednocześnie – i to również zła informacja dla Ukrainy – Macron przejął od Merkel pałeczkę, jeśli chodzi o występowanie w roli przedstawiciela UE w rokowaniach dotyczących Donbasu. Forsowana otwarcie od kilku miesięcy zagraniczna polityka prezydenta Francji zawiera cztery cele, które bezpośrednio oddziaływują na interesy ukraińskie. Po pierwsze, zastąpienie Niemiec w roli nieformalnego przywódcy Europy, także w procesie normandzkim. Po drugie, zaproszenie Rosji do koncertu mocarstw. Po trzecie, reorientacja polityki europejskiej na południe. Po czwarte, ograniczenie roli USA w bezpieczeństwie i obronności Europy.

Pod dyktando Kremla


Ostatni raz do spotkania normandzkiej czwórki doszło w październiku 2016 roku w Berlinie. Po nieco ponad trzech latach zmienia się połowa uczestników: zostało dwoje weteranów pamiętających gorącą fazę wojny i porozumienia mińskie (Merkel, Putin), zaś dochodzi dwóch nuworyszy (Macron za Hollande’a i Zełenski za Poroszenkę). W tego typu dyplomatycznych grach z Rosją należy pamiętać o jednym. Kreml na oczekiwanych z dużą uwagą międzynarodowych szczytach i spotkaniach nie chce żadnych niespodzianek. Kreml nie zostawia miejsca na decyzje w ostatniej chwili. Jeśli Putin gdzieś jedzie, wszystko jest już wcześniej uzgodnione i zapisane na papierze. Dlatego ważniejsze jest to, co dzieje się przed takimi wydarzeniami jak szczyt w Paryżu, niż samo spotkanie.

Chcą resetu z Moskwą

Kwestionują powołanie Żelaznej Dywizji w Siedlcach i podważają sens istnienia NATO. Mają silne wsparcie z Zachodu, a jednocześnie twierdzą, że to w...

zobacz więcej

Pesymiści wskazują na ostatnie miesiące, gdy Kijów szedł na różne ustępstwa wobec Kremla, byle tylko Putin zgodził się na szczyt normandzki i na pierwsze bezpośrednie spotkanie z Zełenskim. Putin postawił dwa główne warunki: przyjęcie przez Kijów formuły Steinmeiera oraz wycofanie oddziałów ukraińskiej armii z pozycji w trzech miejscowościach leżących na linii frontu w Donbasie.

Ukraina zgodziła się na tzw. formułę Steinmeiera, która określa kolejność realizacji postanowień porozumień mińskich w sposób korzystny dla Moskwy, a niebezpieczny dla Kijowa, bo zostawia Rosjanom pole do takiego rozegrania sprawy, że na koniec Donbas będzie formalnie pod zwierzchnictwem Kijowa, a faktycznie będą nim niepodzielnie rządzić namiestnicy rosyjscy, Ukraina nie będzie miała kontroli nad sytuacją bezpieczeństwa w regionie, zaś autonomia donbaska wpływać będzie na politykę całego państwa. Nie mówiąc już o ekonomicznym obciążeniu budżetu ukraińskiego. Następnie Zełenski wycofał wojsko na trzech odcinkach frontu. Tymczasem Rosja nie poszła na żadne ustępstwa ze swej strony. Nie wycofano jej oddziałów i broni z Donbasu, nie pozwolono misji OBWE na poszerzenie monitoringu okupowanego terytorium, a szczególnie odcinka granicy ukraińsko-rosyjskiej kontrolowanego przez separatystów.

Co więcej, po spełnieniu przez Kijów pierwszego pakietu warunków rosyjskich, Moskwa wysunęła kolejne żądania. Jedno z istotniejszych dotyczy specjalnego statusu Donbasu. Rosjanie chcą, by Ukraina nie uchwalała takiego prawa jednostronnie, ale wcześniej uzgodniła jego szczegóły z separatystami donbaskimi. Alarmujące dla Kijowa powinno być też oczekiwanie strony rosyjskiej, że ukraińska policja będzie miała zakaz wstępu do trzech stref rozbrojenia, czyli terenów, skąd w połowie listopada wycofała się armia ukraińska. To by oznaczało, że obowiązywałoby tam prawo pięści narzucone przez watażków z Doniecka i Ługańska. No i uderzałoby w Zełenskiego, który osobiście obiecał mieszkańcom Stanicy Ługańskiej i dwóch pozostałych miejscowości, że o ich bezpieczeństwo po odejściu wojska zadba ukraińska policja.

Jak zagrać z Putinem i nie przegrać? Zełenski przed życiowym występem w Paryżu

W poniedziałek w Paryżu prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski będzie rozmawiał o uregulowaniu konfliktu w Donbasie, w ramach tzw. czwórki...

zobacz więcej

Paryskie pułapki

Zgadzając się na formułę Steinmeiera, Kijów już porzucił zasadę „najpierw bezpieczeństwo”. W Paryżu niebezpieczne będą też uzgodnienia dotyczące specjalnego statusu Donbasu, bo w przyszłości zostanie to potraktowane jako otwarcie drzwi do federalizacji Ukrainy. Strona rosyjska może w Paryżu naciskać na to, by specjalny status dla Donbasu wpisać trwale do konstytucji Ukrainy (a nie tylko gwarantować go zwykłą ustawą), podobnie jak amnestię dla separatystów i wybory. Jedna z największych obaw jest taka, że szczyt utrwali wizerunek Rosji jako mediatora w Donbasie, a nie aktywnego uczestnika tego konfliktu, jak to jest od początku naprawdę. Putin będzie chciał nakłonić Zełenskiego do rozpoczęcia przez Kijów bezpośrednich rozmów z separatystami. Będzie powtarzał, że nie ma wpływu na „republiki ludowe” i nie może ich zmusić do zaprzestania walk. Ale podjęcie przez Ukrainę bezpośrednich rozmów z watażkami z Doniecka i Ługańska byłoby ciężką strategiczną porażką. Po pierwsze, legitymizowałoby to separatystów. Po drugie, zdjęłoby z Rosji brzemię bezpośredniego uczestnika konfliktu – a przecież w tym konflikcie prawdziwym przeciwnikiem Ukrainy jest właśnie Rosja, bo separatyści to tylko marionetki Kremla.

Z punktu widzenia Putina najbardziej optymalnym rozwiązaniem byłoby dobicie z Zełenskim swego rodzaju targu: Donbas wraca do Ukrainy, ale Ukraina uznaje aneksję Krymu. Dla Rosji to znakomite rozwiązanie, bo sankcjonuje przyłączenie Krymu (w tej sytuacji sankcje zachodnie przestałyby mieć sens), a zarazem wprowadza w skład ukraińskiego państwa „konia trojańskiego” w postaci kontrolowanego wciąż faktycznie przez Moskwę Donbasu, który będzie obciążeniem ekonomicznym dla Ukrainy i będzie blokował dążenie tego kraju do integracji z Zachodem. Tak naprawdę to obecna sytuacja jest dla Kijowa najbardziej korzystna – oczywiście pamiętając, że Rosja jest silniejsza militarnie i szans na odebranie Donbasu i Krymu siłą nie ma. Poroszenko o tym wiedział, dlatego wolał przeciągać różne procesy i nie spotykać się z Putinem. Bo przyspieszenie negocjacji i wprowadzanie w życie porozumień mińskich tak naprawdę nie są korzystne dla Ukrainy. Lepiej było mieć status quo, z Donbasem obciążającym budżet Rosji, sankcjami zachodnimi dla Rosji i możliwością zajęcia się przez rząd w Kijowie pilnymi wewnętrznymi sprawami.

Ambasada USA gratuluje Ukrainie sukcesu w sporze z Rosją

Ambasada USA w Kijowie pogratulowała Ukrainie decyzji Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości ONZ. Trybunał uznał swoją jurysdykcję w sprawie...

zobacz więcej

Andrij Jermak, doradca prezydenta Zełenskiego ds. polityki zagranicznej, zapewnił w wywiadzie dla dziennika „Die Welt”, że jego kraj chce pokoju w Donbasie. Pierwszym krokiem na rzecz pokoju byłoby – jego zdaniem – trwałe zawieszenie broni i zwolnienie wszystkich ukraińskich jeńców z rosyjskiej niewoli. Istnieje niebezpieczeństwo, że Zełenski podporządkuje interesy państwa swoim celom politycznym. Będzie za wszelką cenę chciał udowodnić – tym razem w Paryżu – że priorytetem nadal jest dla niego zakończenie wojny w Donbasie, co było głównym hasłem kampanii wyborczej. Niestety, nawet z wypowiedzi Jermaka wynika, że dla obecnej władzy ukraińskiej celem samym w sobie było doprowadzenie do szczytu. Mniejsza o jego efekty. Najważniejsze, że Zełenski spotka się z Putinem i będzie można głosić, jak bardzo angażuje się – zgodnie z wyborczą obietnicą – w walkę o pokój w Donbasie. Jeśli w ostatnich dniach przed szczytem ekipa Zełenskiego podkreśla, jak wielkim jej sukcesem jest samo doprowadzenie do spotkania, to świadczy to tylko o jednym: albo w Paryżu będą ustępstwa wobec Moskwy, albo dojdzie do wielkiego fiaska szczytu.

Jeśli nie fiasko, to…?

Jak Rosja potrafi maksymalnie wzmacniać swoją pozycję za cenę drobnych ustępstw pokazuje kwestia zwrotu zajętych w listopadzie 2018 r. ukraińskich okrętów. Po roku w końcu zwrócono je Ukrainie (fakt, że totalnie ogołocone z uzbrojenia i sprzętu) w „geście dobrej woli”, za który Macron dziękował telefonicznie Putinowi – choć do zwrotu porwanych jednostek Rosję zobowiązywał już od maja br. wyrok międzynarodowego trybunału. Wszystkie międzynarodowe inicjatywy odnośnie uregulowania relacji z Rosją wychodzą z błędnego założenia, że jej agresywną politykę można złagodzić proponując wzajemnie korzystną współpracę. Takie rozumowanie nie bierze jednak pod uwagę jednego: Putinowi nie jest potrzebny Donbas, ale cała Ukraina. Dlatego wielkiego przełomu, czy też w ogóle zakończenia konfliktu, po szczycie paryskim nie należy się spodziewać. Prędzej będziemy świadkami drobnych uzgodnień, które obie strony przedstawią jako swój sukces, a które de facto bardziej będą sprzyjały Rosji.

Chodzi na przykład o ostateczne zdjęcie przez Kijów blokady ekonomicznej z okupowanej części Donbasu. Nie jest też przypadkowa data szczytu – 9 grudnia. Trzy dni później na szczycie Rady Europejskiej Merkel i Macron mają poinformować resztę liderów UE o wynikach spotkania formatu normandzkiego. Pytanie, czy i jaki wpływ ustalenia z Paryża mogą mieć na decyzję Unii Europejskiej w sprawie przedłużania sankcji nałożonych na Rosję?

Rosyjski polityk pisze o uciskanych mniejszościach na Ukrainie. Kijów reaguje

Przedstawiciele ukraińskich władz są oburzeni wypowiedzią przewodniczącego rosyjskiej Dumy. Wiaczesław Wołodin powiedział, że od Ukrainy mogą się...

zobacz więcej

Czego można oczekiwać na tym szczycie? Zapewne Ukraina potwierdzi zgodę na formułę Steinmeiera, tym razem już ustami (a może i podpisem) samego prezydenta i w obecności całej normandzkiej czwórki. W związku z tym może zostać określona procedura, krok po kroku, przyjęcia przez Ukrainę przepisów prawnych nadających specjalny status obecnie okupowanym terytoriom Donbasu. Ale Zełenski wie, że stąpa po bardzo wąskiej linii, ryzykując gniew rodaków. „Czerwone linie dla Ze” to hasło wiecu, który zebrał się w niedzielę po południu na Majdanie Niepodległości w Kijowie. Jakikolwiek podpis Zełenskiego złożony obok podpisu Putina pod niekorzystnym dla Ukrainy dokumentem wywołać może nowy Majdan. Być może, aby nieco zatrzeć złe wrażenie po spodziewanych ustępstwach Zełenskiego, Putin rzuci mu od razu ratunkowe koło i zgodzi się na świąteczną wymianę jeńców i zakładników – co ukraiński prezydent tradycyjnie ogłosi swym wielkim sukcesem i sfotografuje się z powracającymi z niewoli rodakami na lotnisku.

Gaz i niespodzianki

Putin w Paryżu nie będzie chciał rozmawiać tylko o Donbasie. Raczej zaproponuje cały pakiet ustaleń, gdzie kwestie kontroli nad okupowanymi terytoriami zostaną powiązane ze sprawą tranzytu rosyjskiego gazu przez Ukrainę. Chodzi o kończący się z dniem 31 grudnia 2019 roku kontrakt określający zasady transportu rosyjskiego gazu przez ukraińskie terytorium do – głównie – krajów UE. Wciąż nie ma zgody w tej sprawie i jest ryzyko wstrzymania dostaw surowca ze wschodu. Rosjanie chcą krótkiego kontraktu – wszak lada moment ruszyć ma Nord Stream 2, a wtedy będzie można pozwolić sobie na ograniczenie tranzytu przez Ukrainę (co wiąże się z konkretnymi wpływami do ukraińskiego budżetu). Ukraina chce dłuższego kontraktu na lepszych niż obecne warunki. Do tego dochodzi kwestia sporów Gazpromu z Naftohazem w międzynarodowym arbitrażu – zasadniczo wygrywa w nich strona ukraińska, co Rosjanom grozi wielomiliardowymi stratami.

Zapewne podczas rozmów czwórki będzie mowa o Donbasie, zaś już sami Zełenski i Putin omówią kwestie gazowe. Prezydent Rosji Władimir Putin wyraził nadzieję, że na rozmowach o tranzycie gazu rosyjskiego przez terytorium Ukrainy prowadzonych przez koncerny z obu krajów uda się dojść do porozumienia. Zapewnił, że Rosja nie chce przerywać tranzytu przez Ukrainę. Szef Gazpromu Aleksiej Miller oświadczył 6 grudnia, że rosyjski koncern oczekuje od strony ukraińskiej konstruktywnego stanowiska, w tym „ekonomicznie uzasadnionych warunków tranzytu” gazu z Rosji od roku 2020. Dlatego opozycja radzi Zełenskiemu, żeby nie godził się w Paryżu na rozmowy o gazie, by nie pozwolić Rosji na sformowanie niekorzystnego dla Ukrainy „pakietu ustaleń”, w którym w zamian za tani gaz Ukraina idzie na ważne ustępstwa polityczne. „Jeszcze nic w historii współczesnej nie kosztowało nas tak wiele, jak tani rosyjski gaz” – ostrzega poprzednik Zełenskiego. Poroszenko dodaje też, że „spotkanie dwustronne martwi nas bardziej, niż rozmowa czterech przywódców”.

Szef ABW dla portalu tvp.info: Celem Rosji jest zakłamanie sytuacji politycznej Polski

Musimy być gotowi – wraz z innymi służbami – do zapobiegania nie tylko zagrożeniom już nam znanym, ale i do reagowania na te do niedawna jeszcze...

zobacz więcej

Jest jednak jeszcze jeden czynnik, niezależny od Kijowa, który może mieć ważny wpływ na przebieg rozmów i ustalenia szczytu normandzkiego. Tak się bowiem ciekawie złożyło, że na ostatniej prostej przed spotkaniem wybuchły szpiegowskie skandale na linii Paryż-Moskwa i Berlin-Moskwa. Francuska prasa doniosła, że rosyjski wywiad wojskowy hakował sztab Macrona przed wyborami prezydenckimi, zaś agenci GRU zrobili sobie z kurortów we francuskich Alpach bazę wypadową do działań wywrotowych na całym Zachodzie.

Z kolei Niemcy nie miały już wyjścia i wyrzuciły dwóch rosyjskich dyplomatów będących oficerami wywiadu, w związku ze sprawą zabójstwa w sierpniu ubiegającego się o azyl w Berlinie gruzińskiego Czeczena. Zamachowca schwytano i okazuje się, że to weteran specnazu FSB, w ostatnich latach kiler do wynajęcia. Moskwa odmawiała współpracy z niemiecką prokuraturą w śledztwie – z oczywistych powodów.

Obóz prezydencki i sam Zełenski sami postawili się w trudnym położeniu, niesłychanie rozbudzając oczekiwania związane ze szczytem w Paryżu. Teraz będą musieli udowodnić, że ustępstwa, na jakie Kijów szedł w ostatnich miesiącach na rzecz Rosji, miały sens. Popularność Zełenskiego spadła z 73 proc. we wrześniu do 52 proc. w listopadzie. Jak będzie po paryskim szczycie? Oczekiwania są ogromne – aż 75 proc. Ukraińców popiera rozmowy ich prezydenta z Putinem. Ale to nie oznacza, że ewentualne ustępstwa. Jeśli do takich dojdzie, gwiazda Zełenskiego może zacząć spadać jeszcze szybciej. Zełenski może i przyjedzie do kraju i ogłosi, że przywiózł pokój. Chamberlain też kiedyś tak zrobił. Tymczasem było to ustępstwo, które wojnie nie zapobiegło, a sprawiło, że była ona jeszcze dłuższa i krwawsza. Czy pokój na rosyjskich warunkach to będzie faktycznie to, o co walczyli i ginęli Ukraińcy przez ostatnie blisko sześć lat?

źródło:
Zobacz więcej